Hej, jestem (właściwie powieniem już używać czasu przeszłego czyli "byłem") studentem Filologii Angielskiej. Od października miałem zacząć, ostatni już, bo III-ci rok nauki na studiach (studia pierwszego stopnia), jednak stwierdziłem że mam dość. Powodem takiej decyzji była ogólna atmosfera na roku oraz pewien powód osobisty, którego nie chcę w tym wątku jednak poruszać.
Chodziło w skrócie o to, że miałem ogromne problemy z asymilacją w grupie jak również na roku. Nie wiem czy to był problem ze mną czy z nimi, ale nigdy takich problemów nie było. Ludzie zawsze oceniali mnie jako ciepłego, skromnego, kulturalnego, towarzyskiego czkłowieka, z którym fajnie się gada. Zauważyłem jednak pewną różnicę między studiami, a tzw. "poprzednimi, niższymi szkołami" Tam cała klasa była "jednostką" - zgraną paczką, w której zawsze wszyscy trzymali się razem, w której można było świetnie pogadać, pożartować, pośmiać się i taka postawa wychodziła znacznie poza mury szkoły. Kończyły się lekcje a my dalej byliśmy "razem".
Na studiach pod tym względem jest zdecydowanie gorzej. Ludzie dobierają się w jakieś grupki czy nawet pary, a kto nie zdąży, bądź nie ma szczęścia zostaje sam. U mnie ten podział był bardzo dobrze widoczny nawet w obrębie jednej grupy, nie mówiąc już o roku. Niby trzymamy się razem ale podziały są straszne. Minął drugi rok i miał zaczynać się trzeci, a ja dalej nie rozpoznawałem siebie ani jako część mojej grupy ani tym bardziej roku. W związku z tym, wymęczony tą całą sytuacją i pomimo, że bardzo lubiłem to co studiuję chciałem to dokończyć, postanowiłem opuścić grono studenckie. Chciałem jednak zrobić to jak najbardziej "po cichu", tak, aby ani rodzina ani przyjaciele nie próbowali mnie powstrzymać i przekonywać. Tak też zrobiłem.
Zrezygnowałem ze studiów, choć już dzień wcześniej matka wyprowadziła się z domu. Powiedziała, że skoro nie chcę już studiować to ona nie jest mi potrzebna. Teraz ja się czuję dziwnie, i to nie ma nawet żadnego związku z wyrzutami sumienia czy coś w tym stylu. Po prostu: matki nie ma, studia straciłem, kilegów i koleżanki też i taki jakiś "pusty" się w środku czuję. Przepraszam, że tak długo, po protu chyba musiałem się tu wszystkim wyżalić. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi ![]()