Żyjemy w takich czasach, że nam, kobietom, wolno wszystko. Możemy się kształcić, możemy robić karierę, możemy i zazwyczaj chcemy również dbać o ognisko domowe. Możemy, a czasem nawet musimy - bo na przykład pensja męża nie wystarcza na godne życie. Daje się odczuć również presja społeczeństwa, no bo jak to, siedzi taka baba tylko w domu i się leni, pasożyt jeden! Albo tamta, karierowiczka paskudna, ani chłopa, ani dzieci, co to za kobieta i kto jej na starość szklankę wody poda?
Drogie mamy, żony i kobiety pracujące - jak godzicie te wszystkie role? Nie sprawia Wam to problemu i czujecie się szczęśliwe i spełnione? Czy raczej macie wrażenie, że wpadłyście w jakiś kołowrotek, z każdej strony wymagania, a doba nie zamierza się rozciągnąć?
Czy zdarza Wam się mieć poczucie winy, że zawaliłyście ważny projekt, bo dziecko chorowało, że nie nauczyłyście się na egzamin, bo w pracy znów trzeba było zostać po godzinach, że nie spędzacie z potomstwem tyle czasu, ile byście chciały, że musiałyście oddać malucha do żłobka, bo inaczej szef by Was zwolnił, że z mężem tylko się mijacie wśród tych wszystkich codziennych obowiązków, że na obiad znów pizza z mrożonki, a w domu bałagan, bo już nie miałyście siły na sprzątanie?