Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 68 ]

1 Ostatnio edytowany przez viksi (2013-03-27 16:18:23)

Temat: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Jestem kobietą i jestem przerażona tym co widzę i tym co czytam. Jak słyszę taką byłą żonę, że nie chcą puścić dziecka do ojca, a jedynym argumentem jest "bo nie" to mi się nóż w kieszeni otwiera. Ale wszystko co robi była żona i matka jest dla dobra dziecka! Absurd totalny! Żeby wszystko nie było wrzucone do jednego wora to chce to jakoś spójnie przedstawić.
NIE WRZUCAM WSZYSTKICH DO JEDNEGO WORA! Nie mówię, że wszystkie byłe żony/partnerki są sfrustrowane. Nie mówię, że byłe żony są złe. Nie mówię, że wszyscy tatusiowie są wspaniali. !!!

1. Jest dla mnie zrozumiałe jeżeli byłe już żony/partnerki zostały zdradzone i teraz jej już były mąż/partner tworzy związek z tzw. "rozbijaczką rodziny" i w takim wypadku ma wątpliwości, ba! ma niechęć do tej kobiety i nie chce, aby ich wspólne dziecko widywało tą kobietę, to jestem w stanie zrozumieć, bo sama nie toleruje zdrady, tym bardziej jak zawarło się związek małżeński i ma się dziecko. I jeżeli ta kobieta była w stanie rozbić czyjąś rodzinę to nie wiadomo jakimi wartościami się kieruje i może być nastawiona tylko na związek ona-on, a nie ona-on-jego dziecko.

2. NIE ROZUMIEM sytuacji kiedy jest się już po rozwodzie/rozstaniu i nie było to rozstanie z powodu zdrady tylko np z powodu nie dogadywania się w różnych kwestiach. Minęło już ileś tam miesięcy i wasz były mąż/partner poznaje kobietę. Nowa kobieta oswaja się z sytuacją, że on ma dziecko i jeżeli się z nim wiąże to znaczy, że akceptuje waszego maluszka. Każdy przecież ma prawo do szczęścia - wy samotne mamy też, ale gdy będziecie takimi wrednymi babami to wątpie czy ktoś was zechce. Gdy tylko byłe żony/partnerki, a samotne matki dowiedzą się, że ich były mąż/partner ma nową kobietę od razu jest ona "babą", bo tyle się w telewizji ogląda, robicie wszystko, żeby unieszczęśliwić byłego zaczynając oczywiście od ograniczania mu spotkań z dzieckiem. Najlepsza karta przetargowa samotynych matek! Ale proszę pamiętać, że to wszystko dla dobra dziecka! (hahaha) Albo dajecie warunek, że jeżeli ona-nowa kobieta będzie w trakcie spotkać z synem/córką to się na to nie zgadzacie. Ja się pytam: DLACZEGO? Jeżeli parnerka waszego byłego mieszka z nim i wasze dziecko zostaje u niego na weekend to ma wypieprzać z domu i nocować np. u koleżanki, bo wy sobie nie życzycie? On też chce mieć normalne życie i pokazać swojemu dziecku, że można stworzyć szczęśliwy związek, im wcześniej dziecko pozna nową partnerkę tym lepiej, bo później będzie zdziwione kto to jest jak będzie już nastolatkiem. Mam tu na myśli kobietę, która nie jest kolejną przygodą w łóżku, tylko poważną partnerką z którą wasz były partner wiąże swoją przyszłość. Jeżeli ufacie swojemu byłemu partnerowi jako ojcu swojego dziecka to przecież on nigdy nie wybrałby kobiety, która byłaby zagrożeniem dla dziecka.

3. Jeżeli byłabym samotną matką i mój partner znalazł by sobie nową kobietę, z którą byłabym pewna, że chce wiązać przyszłość to nie robiłabym żadnych problemów, bo każdy z nas po rozwodzie/rozstaniu ma prawo do ułożenia sobie życia na nowo. Również nie chciałabym, aby ojciec mojego dziecka nie robił mi problemów, kiedy ja związałabym się z jakimś facetem

4. Jeżeli bardzo chcecie poznać nową kobietę, która spotykałaby się z waszym dzieckiem to jakby to spotkanie wyglądało? lub jak wyglądało jeżeli już jesteście po takim spotkaniu? I gdzie by się odbywało? Mi np. byłoby głupio jeżeli okazałoby się, że to fajna babka, a ja takie problemy robiłam. Są też takie sytuacje kiedy patrzymy na kogoś i od razu kogoś nie lubimy w tym wypadku może być to nagminne "bo jak ona mogła się związać z moim BYŁYM mężem/partnerem", ale to nie znaczy, że będzie zagrożeniem dla waszego dziecka.

5. Jeżeli wy coś chcecie, chcecie zobaczyć mieszkanie byłego partnera spotkać się z nową partnerką itp itd to jest to w waszym interesie, czy były już parner musi być na każde wasze zawołanie? i przyjeźdzać do was albo po was?

6. Dlaczego nie schowacie swojej dumy do kieszeni? i na prawdę zaczniecie patrzeć na dobro dziecka, które chce mieć obydwoje rodziców, życie jest takie jakie jest i mimo, że nie jesteście razem to dajcie poczuć dziecko, że jest ważne dla mamy i taty, ale jak mama z własnego widzimi się utrudnia kontakty to raczej nie można mówić i dobru dziecka

Na razie to wszystko, jeżeli rozwinie się dyskusja to reszta wyjdzie w trakcie... POZDRAWIAM
Mówię to ja - partnerka faceta z dzieckiem, robię wszystko, żeby mój facet mógł spotykać się ze swoją córeczką, bo widzę jak bardzo cierpi on i jego Malutka. Nie należę do "rozbijaczek rodziny", poznałam faceta 6 miesięcy po jego rozstaniu z partnerką.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

2. NIE ROZUMIEM sytuacji kiedy jest się już po rozwodzie/rozstaniu i nie było to rozstanie z powodu zdrady tylko np z powodu nie dogadywania się w różnych kwestiach. Minęło już ileś tam miesięcy i wasz były mąż/partner poznaje kobietę. Nowa kobieta oswaja się z sytuacją, że on ma dziecko i jeżeli się z nim wiąże to znaczy, że akceptuje waszego maluszka. Każdy przecież ma prawo do szczęścia - wy samotne mamy też, ale gdy będziecie takimi wrednymi babami to wątpie czy ktoś was zechce. Gdy tylko byłe żony/partnerki, a samotne matki dowiedzą się, że ich były mąż/partner ma nową kobietę od razu jest ona "babą", bo tyle się w telewizji ogląda, robicie wszystko, żeby unieszczęśliwić byłego zaczynając oczywiście od ograniczania mu spotkań z dzieckiem. Najlepsza karta przetargowa samotynych matek! Ale proszę pamiętać, że to wszystko dla dobra dziecka! (hahaha) Albo dajecie warunek, że jeżeli ona-nowa kobieta będzie w trakcie spotkać z synem/córką to się na to nie zgadzacie. Ja się pytam: DLACZEGO? Jeżeli parnerka waszego byłego mieszka z nim i wasze dziecko zostaje u niego na weekend to ma wypieprzać z domu i nocować np. u koleżanki, bo wy sobie nie życzycie? On też chce mieć normalne życie i pokazać swojemu dziecku, że można stworzyć szczęśliwy związek, im wcześniej dziecko pozna nową partnerkę tym lepiej, bo później będzie zdziwione kto to jest jak będzie już nastolatkiem. Mam tu na myśli kobietę, która nie jest kolejną przygodą w łóżku, tylko poważną partnerką z którą wasz były partner wiąże swoją przyszłość. Jeżeli ufacie swojemu byłemu partnerowi jako ojcu swojego dziecka to przecież on nigdy nie wybrałby kobiety, która byłaby zagrożeniem dla dziecka.

A ja nie rozumiem skąd wytrzasnęłaś takie brednie.
Mam dobrą znajomą, ktora rozwiodła się krótko po ślubie szczerze życząc szczęscia bylemu mężowi i szybko wyszla ponownie za mąz. Dziecko z pierwszego małżeństwa wychowała wspólnie z drugim mężem i nie robiła żadnych problemów biologicznemu ojcu, ktory niechętnie interesował się wlasnym dzieckiem. Płacił alimenty przyznane przez Sąd i odwiedzał jak mu się chciało - średnio raz na kilka miesięcy, a zdarzało się, że i przez cały rok nie zatęsknił za własną córką. Po latach, gdy corka byla już dorosła jej biologiczny tatuś poznał jakąś kobietę, niezbyt urodziwą, mozna smiało powiedzieś, że brzydką jak noc listopadowa ale duuuużo młodszą od niego a niewiele starszą od jego dorosłej corki. Zamieszkali razem i sielanka trwała dopóki nowa narzeczona nie stala się drugą żoną. Szanowna pani krótko po poznaniu wprost szalała z przyjaźnią do córki pana. Różnica wieku byla niewielka, więc dziewczyny miłały sporo wspolnych tematów. Jakieś pół roku przed ślubem nastąpiło natychmiastowe ochłodzenie przyjaźni ze strony narzeczonej tatusia, a ślub brali w tajemnicy przed jego córką - nawet jej nie poinformowali, że zamierzają się pobrać. Po ślubie tatuś już nie miał czasu dla corki a jego nowa żona niechętnie ją widziała w swoim domu. Ukrywala nawet (dokąd się dało) przed dziewczyna własną ciążę. Każda obecność córki jej męża w ich mieszkaniu doprowadzała niemal do furii nową żonę tatusia.


viksi napisał/a:

4. Jeżeli bardzo chcecie poznać nową kobietę, która spotykałaby się z waszym dzieckiem to jakby to spotkanie wyglądało? lub jak wyglądało jeżeli już jesteście po takim spotkaniu? I gdzie by się odbywało?

Moja znajoma zaprosiła do domu na święta  swojego byłego męża z jego nową dziewczyną. Przyszli, z pustymi rękami, nawet symbolicznej czekolady jego córce nie kupili, nażarli się, ponawijali głupoty i poszli. To były święta Bożego Narodzenia. Typowe chamstwo i brak kultury.

3

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

Jestem kobietą i jestem przerażona tym co widzę i tym co czytam. Jak słyszę taką byłą żonę, że nie chcą puścić dziecka do ojca, a jedynym argumentem jest "bo nie" to mi się nóż w kieszeni otwiera. Ale wszystko co robi była żona i matka jest dla dobra dziecka! Absurd totalny! Żeby wszystko nie było wrzucone do jednego wora to chce to jakoś spójnie przedstawić.

1. Jest dla mnie zrozumiałe jeżeli byłe już żony/partnerki zostały zdradzone i teraz jej już były mąż/partner tworzy związek z tzw. "rozbijaczką rodziny" i w takim wypadku ma wątpliwości, ba! ma niechęć do tej kobiety i nie chce, aby ich wspólne dziecko widywało tą kobietę, to jestem w stanie zrozumieć, bo sama nie toleruje zdrady, tym bardziej jak zawarło się związek małżeński i ma się dziecko. I jeżeli ta kobieta była w stanie rozbić czyjąś rodzinę to nie wiadomo jakimi wartościami się kieruje i może być nastawiona tylko na związek ona-on, a nie ona-on-jego dziecko.

2. NIE ROZUMIEM sytuacji kiedy jest się już po rozwodzie/rozstaniu i nie było to rozstanie z powodu zdrady tylko np z powodu nie dogadywania się w różnych kwestiach. Minęło już ileś tam miesięcy i wasz były mąż/partner poznaje kobietę. Nowa kobieta oswaja się z sytuacją, że on ma dziecko i jeżeli się z nim wiąże to znaczy, że akceptuje waszego maluszka. Każdy przecież ma prawo do szczęścia - wy samotne mamy też, ale gdy będziecie takimi wrednymi babami to wątpie czy ktoś was zechce. Gdy tylko byłe żony/partnerki, a samotne matki dowiedzą się, że ich były mąż/partner ma nową kobietę od razu jest ona "babą", bo tyle się w telewizji ogląda, robicie wszystko, żeby unieszczęśliwić byłego zaczynając oczywiście od ograniczania mu spotkań z dzieckiem. Najlepsza karta przetargowa samotynych matek! Ale proszę pamiętać, że to wszystko dla dobra dziecka! (hahaha) Albo dajecie warunek, że jeżeli ona-nowa kobieta będzie w trakcie spotkać z synem/córką to się na to nie zgadzacie. Ja się pytam: DLACZEGO? Jeżeli parnerka waszego byłego mieszka z nim i wasze dziecko zostaje u niego na weekend to ma wypieprzać z domu i nocować np. u koleżanki, bo wy sobie nie życzycie? On też chce mieć normalne życie i pokazać swojemu dziecku, że można stworzyć szczęśliwy związek, im wcześniej dziecko pozna nową partnerkę tym lepiej, bo później będzie zdziwione kto to jest jak będzie już nastolatkiem. Mam tu na myśli kobietę, która nie jest kolejną przygodą w łóżku, tylko poważną partnerką z którą wasz były partner wiąże swoją przyszłość. Jeżeli ufacie swojemu byłemu partnerowi jako ojcu swojego dziecka to przecież on nigdy nie wybrałby kobiety, która byłaby zagrożeniem dla dziecka.

3. Jeżeli byłabym samotną matką i mój partner znalazł by sobie nową kobietę, z którą byłabym pewna, że chce wiązać przyszłość to nie robiłabym żadnych problemów, bo każdy z nas po rozwodzie/rozstaniu ma prawo do ułożenia sobie życia na nowo. Również nie chciałabym, aby ojciec mojego dziecka nie robił mi problemów, kiedy ja związałabym się z jakimś facetem

4. Jeżeli bardzo chcecie poznać nową kobietę, która spotykałaby się z waszym dzieckiem to jakby to spotkanie wyglądało? lub jak wyglądało jeżeli już jesteście po takim spotkaniu? I gdzie by się odbywało? Mi np. byłoby głupio jeżeli okazałoby się, że to fajna babka, a ja takie problemy robiłam. Są też takie sytuacje kiedy patrzymy na kogoś i od razu kogoś nie lubimy w tym wypadku może być to nagminne "bo jak ona mogła się związać z moim BYŁYM mężem/partnerem", ale to nie znaczy, że będzie zagrożeniem dla waszego dziecka.

5. Jeżeli wy coś chcecie, chcecie zobaczyć mieszkanie byłego partnera spotkać się z nową partnerką itp itd to jest to w waszym interesie, czy były już parner musi być na każde wasze zawołanie? i przyjeźdzać do was albo po was?

6. Dlaczego nie schowacie swojej dumy do kieszeni? i na prawdę zaczniecie patrzeć na dobro dziecka, które chce mieć obydwoje rodziców, życie jest takie jakie jest i mimo, że nie jesteście razem to dajcie poczuć dziecko, że jest ważne dla mamy i taty, ale jak mama z własnego widzimi się utrudnia kontakty to raczej nie można mówić i dobru dziecka

Na razie to wszystko, jeżeli rozwinie się dyskusja to reszta wyjdzie w trakcie... POZDRAWIAM
Mówię to ja - partnerka faceta z dzieckiem, robię wszystko, żeby mój facet mógł spotykać się ze swoją córeczką, bo widzę jak bardzo cierpi on i jego Malutka. Nie należę do "rozbijaczek rodziny", poznałam faceta 6 miesięcy po jego rozstaniu z partnerką.

jak dla mnie to jedziesz strasznie standardowymi stereotypami..
a jesli facet jest juz długo po rozstaniu z partnerką i matką dziecka.. to miał czas, żeby dojśc do porozumienia
bo na pewno wszystkiemu winna jest zła matka... nie może się z nią dogadać?
tego nie rozumiem
nawet jesli ona jest zakręcona i złośliwa.. to on co jest? ofiara losu? wkurzają mnie ci biedni tatusiowie, którzy nie mogą się ze swoimi dzieciaczkami spotykac.. bo złe żony

tak im wygodnie viksi.. zabrać dziecko na dwie godziny na lody....
i jeszcze się skarżyć na złą matkę- bo przecież ona wszystkiemu winna, mna pewno,

i ten twój mentorski ton, dlaczego nie zaczniecie, czemu nie robicie
bardzo mądra jesteś...
ja nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym miała pogrywać swoim dzieckiem

ale takie mentorskie tony mnie po prostu denerwują

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

4 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-03-27 15:53:09)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Od początku błędne założenia.
Nie każda samotna matka, była żona jest sfrustrowana i nie każda uprzykrza zycie byłemu mężowi.
Ty akurat masz takie a nie inne doświadczenia, ale żeby zaraz wszystkich do jednego wora?To troche nie fair.

Powiem tak...mój mąż mnie zdradził i zyje teraz z tamtą kobietą. Pierwsza moja reakcja była taka, że nigdy kochanica mojego byłego nie tknie mojego dziecka i wara jej!

Ale gdy emocje opadły i przepracowałam sobie to wszystko moja córka zaczęła się widywać równiez z jego nowa partnerką. Dodam, że nigdy nie utrudniałam ojcu widzenia sie z córką!

Wyszłam z założenia, że im szybciej moja córka będzie częścia nowego zycia taty, tym łatwiej będzie sie jej z tym oswoić i przyzwyczaić.

Ja nie mam potrzeby spotykać się z tamtą kobietą i nigdy jej nie widziałam "na zywo". Póki co ona nie miesza się do wychowania naszej córki. Wszystkie kwestie związane z dzieckiem omawiam wyłącznie z eksem. Tamta kobieta nie miesza się do tego. Z resztą nie pozwoliłabym na to!

Nie widze również powodów, aby odwiedzać nowe miejsce zamieszkania mojego byłego.

Także widzisz!
Można być nie sfrustrowaną byłą żoną! Wszystko jest wynikiem dobrej woli z obu stron!

5

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:

A ja nie rozumiem skąd wytrzasnęłaś takie brednie.
Mam dobrą znajomą, ktora rozwiodła się krótko po ślubie szczerze życząc szczęscia bylemu mężowi i szybko wyszla ponownie za mąz. Dziecko z pierwszego małżeństwa wychowała wspólnie z drugim mężem i nie robiła żadnych problemów biologicznemu ojcu, ktory niechętnie interesował się wlasnym dzieckiem. Płacił alimenty przyznane przez Sąd i odwiedzał jak mu się chciało - średnio raz na kilka miesięcy, a zdarzało się, że i przez cały rok nie zatęsknił za własną córką. Po latach, gdy corka byla już dorosła jej biologiczny tatuś poznał jakąś kobietę, niezbyt urodziwą, mozna smiało powiedzieś, że brzydką jak noc listopadowa ale duuuużo młodszą od niego a niewiele starszą od jego dorosłej corki. Zamieszkali razem i sielanka trwała dopóki nowa narzeczona nie stala się drugą żoną. Szanowna pani krótko po poznaniu wprost szalała z przyjaźnią do córki pana. Różnica wieku byla niewielka, więc dziewczyny miłały sporo wspolnych tematów. Jakieś pół roku przed ślubem nastąpiło natychmiastowe ochłodzenie przyjaźni ze strony narzeczonej tatusia, a ślub brali w tajemnicy przed jego córką - nawet jej nie poinformowali, że zamierzają się pobrać. Po ślubie tatuś już nie miał czasu dla corki a jego nowa żona niechętnie ją widziała w swoim domu. Ukrywala nawet (dokąd się dało) przed dziewczyna własną ciążę. Każda obecność córki jej męża w ich mieszkaniu doprowadzała niemal do furii nową żonę tatusia.

Ja NIE POWIEDZIAŁAM, że wszystkie byłe żony i matki są sfrustrowane i nie życzą swoim byłym partnerom szczęścia. Ten watek tyczy się tylko kobiet, które są sfrustrowane i zrobia wszystko, żeby uprzykrzyć życie byłemu męzowi/partnerowi

6

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

i sądzisz, że one napisały sobie eykietkę" JESTEM SFRYSTROWANA BYŁA ZONA I "SAMOTNA MATKA?? i że tutaj wejdą, żeby poczytać o prawdach objawionych??

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

7

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
End_aluzja napisał/a:

jak dla mnie to jedziesz strasznie standardowymi stereotypami..
a jesli facet jest juz długo po rozstaniu z partnerką i matką dziecka.. to miał czas, żeby dojśc do porozumienia
bo na pewno wszystkiemu winna jest zła matka... nie może się z nią dogadać?
tego nie rozumiem
nawet jesli ona jest zakręcona i złośliwa.. to on co jest? ofiara losu? wkurzają mnie ci biedni tatusiowie, którzy nie mogą się ze swoimi dzieciaczkami spotykac.. bo złe żony

tak im wygodnie viksi.. zabrać dziecko na dwie godziny na lody....
i jeszcze się skarżyć na złą matkę- bo przecież ona wszystkiemu winna, na pewno,

i ten twój mentorski ton, dlaczego nie zaczniecie, czemu nie robicie
bardzo mądra jesteś...
ja nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym miała pogrywać swoim dzieckiem

ale takie mentorskie tony mnie po prostu denerwują

owszem, są tatusiowie, którzy zabierają swoje pociechy na 2 godziny na lody i myślą, że wizyta jest odbębniona. Ale mam na myśli takiego tatusia, który na prawdę chciałby uczestniczyć w życiu dziecka, spędzać z nim wakacje, ferie, święta, urodziny, weekend, każdy inny dzień tygodnia. Mój partner, gdyby prawo na to pozwalało chciałby, żeby dziecko mieszkało z nim i żeby mógł robić wszystko to co robią te samotne mamy. Nie jest typowym weekendowym tatusiem i nie bo tak mu wygodnie.

chciał dojść do porozumienia ze swoją byłą, ale się nie dało, bo ona robi wszystko, żeby jej było wygodnie, unosi się dumą, wielka dama
ja nie jestem typem człowieka, który jest zazdrosny o przeszłość partnera, jestem kobietą i staram się postawić w sytuacji byłej partnerki i samotnej matki i w ogóle nie mogę jej zrozumieć, bo dla mnie to co robi jest strasznie egoistyczne, kieruje się tylko swoją wygodą

nie mówię, że wszystkie samotne matki są złe, ale ona jest wyjątkowo podłą kobietą, nie stwierdzam tego na podstawie tylko opowiadań mojego faceta, ale i ich znajomych, więc to nie ja i on sobie stworzylismy obraz złej matki...
poza tym, gdy ona była w ciązy to pisała do swojego byłego, że go kocha, a później napieprzała mojego wtedy jeszcze jej faceta po twarzy jak miał dziecko na rękach, że az sie krew lała, czy to jest normalne?

8

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

ja może zacznę od wklejenia wątku viksi z 13 marca  http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1439087#p1439087

Nie wrzucaj wszystkich kobiet i facetów do jednego wora, to że u was jest jak jest, nie oznacza, że u innych jest tak samo...

"Szanuję, że jest zajęty - aczkolwiek, czasami czuję, że chciałby ze mną coś więcej, albo tylko seksu (nie istotne) a potem odpycha mnie, zmienia o 180 stopni temat rozmowy, albo zaczyna mówić o swojej dziewczynie (jakieś błahostki które nie wnoszą nic do rozmowy, np że mu zrobiła obiad)."
COPYRIGHTS BY ANAKINKA

9

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
moniaCo napisał/a:

Od początku błędne założenia.
Nie każda samotna matka, była żona jest sfrustrowana i nie każda uprzykrza zycie byłemu mężowi.
Ty akurat masz takie a nie inne doświadczenia, ale żeby zaraz wszystkich do jednego wora?To troche nie fair.

Powiem tak...mój mąż mnie zdradził i zyje teraz z tamtą kobietą. Pierwsza moja reakcja była taka, że nigdy kochanica mojego byłego nie tknie mojego dziecka i wara jej!

Ale gdy emocje opadły i przepracowałam sobie to wszystko moja córka zaczęła się widywać równiez z jego nowa partnerką. Dodam, że nigdy nie utrudniałam ojcu widzenia sie z córką!

Wyszłam z założenia, że im szybciej moja córka będzie częścia nowego zycia taty, tym łatwiej będzie sie jej z tym oswoić i przyzwyczaić.

Ja nie mam potrzeby spotykać się z tamtą kobietą i nigdy jej nie widziałam "na zywo". Póki co ona nie miesza się do wychowania naszej córki. Wszystkie kwestie związane z dzieckiem omawiam wyłącznie z eksem. Tamta kobieta nie miesza się do tego. Z resztą nie pozwoliłabym na to!

Nie widze również powodów, aby odwiedzać nowe miejsce zamieszkania mojego byłego.

Także widzisz!
Można być nie sfrustrowaną byłą żoną! Wszystko jest wynikiem dobrej woli z obu stron!

Jak już uzupełniłam pierwszy post, tak i teraz powtórzę, nie wrzucam nikogo do jednego wora, tylko w tym poście mówię o tych sfrustrowanych. A wiem, że istnieją również takie, które nie robią żadnych problemów. I mam do nich wielki szacunek.
Bardzo podoba mi się Twoje rozumowanie i chciałabym bardzo, aby była partnerka mojego faceta również takie miała.
Ja nie chce się spotykać z byłą partnerka mojego faceta, bo nie chce się czuć jakbym była na jakiejś rekrutacji w sprawie kontaktu z jej dzieckiem.
Mówię o odwiedzinach miejsca zamieszkania, bo tak mój facet ma ustalone w porozumieniu, że jego była partnerka ma odwiedzić miejsce zamieszkania ojca w celu zobaczenia warunków w jakich będzie mieszkać ich dziecko na czas wizyty u ojca. Śmieszne, ale tak już jest postanowione przez sąd.
Mój facet szedł na prawie wszystkie ustępstwa, mimo to nie mógł zabierać córki do siebie. Teraz kiedy chce i o to "walczy" w jak najbardziej pokojowy sposób to i tak sie nie da, bo  ma być tak jak ona chce i już. Trzeba iść na kompromis, ale ona nie potrafi dopuścić do siebie myśli, że może nie być po jej myśli.

10

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
batszeba napisał/a:

ja może zacznę od wklejenia wątku viksi z 13 marca  http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1439087#p1439087

Nie wrzucaj wszystkich kobiet i facetów do jednego wora, to że u was jest jak jest, nie oznacza, że u innych jest tak samo...

dobrze, ja nie mówię, że u wszystkich tak jest i tak ma być, ale znam wiele historii w których jest podobnie jak u mnie, u nas, dlatego chciałam się dowiedzieć jak to jest u innych.
I JEŻELI POTRAFISZ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM TO MASZ NAPISANE, ŻE NIE WRZUCAM WSZYSTKICH DO JEDNEGO WORA.
Są samotne matki, które nie robia problemów. Sa matki które robią problemy. Sa tatusiowie którzy mają w dupie i są tacy którym zalezy, ale mają to utrudniane. Więc nie rób ze mnie idiotki, bo ja dobrze wiem na czym stoje, dobrze wiem, że nie wszyscy maja tak samo, dobrze wiem, jakie sa sytuacje w polsce!

11

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Nie jestem byłą żoną ani samotną matką, ale muszę się wtrącić.

Viksi, nie życzę Ci oczywiście, ale kiedyś i Ty możesz zostać zdradzoną, porzuconą żoną, która będzie musiała samotnie wychowywać dziecko. Jeśli wtedy będziesz umiała opanować wszelkie złe emocje i zachować się z kulturą i klasą, to wpadnij na Netkobiety i napisz o tym. Bo na razie, jak czytam, jesteś 20-letnią, bezdzietną panną, piszesz zatem o czymś, o czym nie masz pojęcia, a Twój mentorski ton jest, łagodnie mówiąc, nie na miejscu.

12

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

I JEŻELI POTRAFISZ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM TO MASZ NAPISANE, ŻE NIE WRZUCAM WSZYSTKICH DO JEDNEGO WORA.

viksi.. ja tez przeczytałam twojego posta jako mentorski ton pouczający wszystkie byłe zony i samotne matki, co to robia xle
więc może problemem nie jest nasze czytanie bez zrozumienia, ale twoje pisanie bez refleksji?
teraz się oburzasz, bo my NIE ZROZUMIAŁYSMY, co chciałas napisac, pwoiedziec, czym się podzielić

a czy odpowiedzialnośc za ten tekt nie spoczywa na tobie?
to jest własnie wyzwanie słowa pisanego...
jesli ja napisałam coś, co w intencjach miało przekazac coś innego, a zostało zrozumiane w inny sposób... to oznacza to dla mnie, że xle to napisałam i tyle
nie atakuj więc prosze nas, że xle cię rozumiemy...
rozumiemy, jak rozumiemy
to w żaden sposób nie ogranicza nas

ale warto zastanowic się nad refleksjami, które zawierasz w swoich wypowiedziach...

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

13 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-03-27 17:21:41)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:
batszeba napisał/a:

ja może zacznę od wklejenia wątku viksi z 13 marca  http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1439087#p1439087

Nie wrzucaj wszystkich kobiet i facetów do jednego wora, to że u was jest jak jest, nie oznacza, że u innych jest tak samo...

dobrze, ja nie mówię, że u wszystkich tak jest i tak ma być, ale znam wiele historii w których jest podobnie jak u mnie, u nas, dlatego chciałam się dowiedzieć jak to jest u innych.
I JEŻELI POTRAFISZ CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM TO MASZ NAPISANE, ŻE NIE WRZUCAM WSZYSTKICH DO JEDNEGO WORA.
Są samotne matki, które nie robia problemów. Sa matki które robią problemy. Sa tatusiowie którzy mają w dupie i są tacy którym zalezy, ale mają to utrudniane. Więc nie rób ze mnie idiotki, bo ja dobrze wiem na czym stoje, dobrze wiem, że nie wszyscy maja tak samo, dobrze wiem, jakie sa sytuacje w polsce!

1. Po pierwsze wyłącz capsa i nie wrzeszcz, sensu od tego Twoim wypowiedziom nie przybędzie.

2. Ty zakładasz wątek i na Tobie jako autorce spoczywa obowiązek nadania mu adekwatnego tytułu oraz pisanie w taki sposób, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi. Nie wyszło Ci to, napisałaś agresywnego posta atakując jakieś_tam kobiety, byłe żony i dziewczyny, same pretensje.

3. Masz ewidentny problem ze sfrustrowaną byłą swojego własnego faceta, a nie z bliżej nieokreślonymi sfrustrowanymi byłymi zonami i samotnymi matkami, więc wypowiedz się w zakładce Psychologia w wątku Być drugą i macochą, może tam uzyskasz więcej odpowiedzi na swoje wątpliwości.

"Szanuję, że jest zajęty - aczkolwiek, czasami czuję, że chciałby ze mną coś więcej, albo tylko seksu (nie istotne) a potem odpycha mnie, zmienia o 180 stopni temat rozmowy, albo zaczyna mówić o swojej dziewczynie (jakieś błahostki które nie wnoszą nic do rozmowy, np że mu zrobiła obiad)."
COPYRIGHTS BY ANAKINKA

14

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
BabaOsiadła napisał/a:

Nie jestem byłą żoną ani samotną matką, ale muszę się wtrącić.

Viksi, nie życzę Ci oczywiście, ale kiedyś i Ty możesz zostać zdradzoną, porzuconą żoną, która będzie musiała samotnie wychowywać dziecko. Jeśli wtedy będziesz umiała opanować wszelkie złe emocje i zachować się z kulturą i klasą, to wpadnij na Netkobiety i napisz o tym. Bo na razie, jak czytam, jesteś 20-letnią, bezdzietną panną, piszesz zatem o czymś, o czym nie masz pojęcia, a Twój mentorski ton jest, łagodnie mówiąc, nie na miejscu.

Była kobieta mojego faceta nie została zdradzona, ani porzucona z widzimi się faceta. Jak bym była bita i poniżana, też bym długo nie wytrzymała w takim związku.

15

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
batszeba napisał/a:

1. Po pierwsze wyłącz capsa i nie wrzeszcz, sensu od tego Twoim wypowiedziom nie przybędzie.

Czasem włączam capslocka, żeby coś było widocznie, a nie w celu krzyku.

batszeba napisał/a:

2. Ty zakładasz wątek i na Tobie jako autorce spoczywa obowiązek nadania mu adekwatnego tytułu oraz pisanie w taki sposób, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi. Nie wyszło Ci to, napisałaś agresywnego posta atakując jakieś_tam kobiety, byłe żony i dziewczyny, same pretensje.

No no nie wiem czy czytałaś dokładnie pierwszy wątek, bo tam jest napisane, że nie mówię tu o wszystkich byłych żonach tylko o tych, które robią problemy z niewiadomych przyczyn, bo takie mają widzi mi się


batszeba napisał/a:

3. Masz ewidentny problem ze sfrustrowaną byłą swojego własnego faceta, a nie z bliżej nieokreślonymi sfrustrowanymi byłymi zonami i samotnymi matkami, więc wypowiedz się w zakładce Psychologia w wątku Być drugą i macochą, może tam uzyskasz więcej odpowiedzi na swoje wątpliwości.

nie rozumiem o co Ci chodzi, co miałam wypisać przypadki, które znam - po nazwisku. chyba nie o to chodzi? myślałam, że wypowiedzą się kobiety, które są w podobnej sytuacji lub byłe żony, które zachowują się w normalny, cywilizowany sposób, ale widzę, że odezwały się tylko te którym urażono dumę. Ja się wstydzę za takie kobiety! I to, że mam 20 lat i nie mam dzieci nie oznacza, że nic nie wiem na ten temat, bo g*wno możesz wiedzieć ile przeżyłam i co widziałam

16

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

" I to, że mam 20 lat i nie mam dzieci nie oznacza, że nic nie wiem na ten temat, bo g*wno możesz wiedzieć ile przeżyłam i co widziałam"


No i wszystko jasne smile Wyluzuj, złość piękności szkodzi.

"Szanuję, że jest zajęty - aczkolwiek, czasami czuję, że chciałby ze mną coś więcej, albo tylko seksu (nie istotne) a potem odpycha mnie, zmienia o 180 stopni temat rozmowy, albo zaczyna mówić o swojej dziewczynie (jakieś błahostki które nie wnoszą nic do rozmowy, np że mu zrobiła obiad)."
COPYRIGHTS BY ANAKINKA

17

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:
batszeba napisał/a:

1. Po pierwsze wyłącz capsa i nie wrzeszcz, sensu od tego Twoim wypowiedziom nie przybędzie.

Czasem włączam capslocka, żeby coś było widocznie, a nie w celu krzyku.

batszeba napisał/a:

2. Ty zakładasz wątek i na Tobie jako autorce spoczywa obowiązek nadania mu adekwatnego tytułu oraz pisanie w taki sposób, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi. Nie wyszło Ci to, napisałaś agresywnego posta atakując jakieś_tam kobiety, byłe żony i dziewczyny, same pretensje.

No no nie wiem czy czytałaś dokładnie pierwszy wątek, bo tam jest napisane, że nie mówię tu o wszystkich byłych żonach tylko o tych, które robią problemy z niewiadomych przyczyn, bo takie mają widzi mi się


batszeba napisał/a:

3. Masz ewidentny problem ze sfrustrowaną byłą swojego własnego faceta, a nie z bliżej nieokreślonymi sfrustrowanymi byłymi zonami i samotnymi matkami, więc wypowiedz się w zakładce Psychologia w wątku Być drugą i macochą, może tam uzyskasz więcej odpowiedzi na swoje wątpliwości.

nie rozumiem o co Ci chodzi, co miałam wypisać przypadki, które znam - po nazwisku. chyba nie o to chodzi? myślałam, że wypowiedzą się kobiety, które są w podobnej sytuacji lub byłe żony, które zachowują się w normalny, cywilizowany sposób, ale widzę, że odezwały się tylko te którym urażono dumę. Ja się wstydzę za takie kobiety! I to, że mam 20 lat i nie mam dzieci nie oznacza, że nic nie wiem na ten temat, bo g*wno możesz wiedzieć ile przeżyłam i co widziałam

za mnie się wstydzić nie musisz
i nie sądzę, aby ktokolwiek chciał, abys wstydziła się za niego
każdy swój włąsny wstyd obnosi na własnych ramionach

teraz ja odbieram ciebie jako sfrustrowaną małolatę, która rości sobie prawo i pretencje do objawiania prawd objawionych
wiem, że g* moge wiedzieć... oczywista
ale jak się nie ma argumentów, to się nie atakuje rozmówców
\
\batszeba dała ci bardzo dobrą radę. potraktowana powaznie twój jednostkowy problem, zaproponowała sensowne rozwiązanie
ale do ciebie ono nie dotarło, bo przecież przeżyłaś i widziałas tyle, że nie musisz już nawet uwaznie czytać

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

18

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Moim argumentem jest:
1. Chce jak najlepiej dla dobra dziecka, chce, żeby spotykało się ze swoim tatusiem nie tylko w obecności mamusi. Może przyjedzać na dzień, weekend, tydzień, miesiąc czy na ile chce. Dziecko nie jest dla mnie problemem. Liczy się szczęście dziecka, tatusia i fajnie by było jak i mama dziecka byłaby szczęśliwa, że jej maluch może widzieć się z tatkiem.
2. Nie mam zamiaru wychowywać w sumie obcego dla mnie dziecka. Mała mnie bardzo polubiła, jestem dla niej fajną ciocią (tak mi powiedziała) Nie mam zamiaru wkupywać się w jej łaski. Chce, żeby wiedziała, że może się do mnie zwrócić, ale nie musi, jeżeli nie ma takiej potrzeby.
3. Nie wszyscy tatusiowie są tymi weekendowymi, więc nie wrzucajcie ich do jednego wora, że oni siebie uważają za pokrzywdzonych i że to kobieta jest zła. Jeżeli rzeczywiście jest to ma prawo tak powiedzieć. Nie wszystkie matki są wspaniałe.
4. Dziwny jest dla mnie przepis, że praktycznie w każdym przypadku dziecko oddawane jest pod opieke matki nawet jeżeli nie spełnia jakiś tam wymogów, bo urodziła dziecko to jej wszystko wolno i ma do tego prawo, a nie potrafi się przyznać, że sobie nie radzi, że nie ma problemu (o ile jest oczywiście, nie mówie, że wszystkie matki mają problemy, czy że nie każdej ma być przyznana opieka nad dzieckiem) Ojciec jest uważany za rodzica drugiej kategori i walczy o córkę/syna, bo jest tylko tatą!

19

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

Moim argumentem jest:
1. Chce jak najlepiej dla dobra dziecka, chce, żeby spotykało się ze swoim tatusiem nie tylko w obecności mamusi. Może przyjedzać na dzień, weekend, tydzień, miesiąc czy na ile chce. Dziecko nie jest dla mnie problemem. Liczy się szczęście dziecka, tatusia i fajnie by było jak i mama dziecka byłaby szczęśliwa, że jej maluch może widzieć się z tatkiem.
2. Nie mam zamiaru wychowywać w sumie obcego dla mnie dziecka. Mała mnie bardzo polubiła, jestem dla niej fajną ciocią (tak mi powiedziała) Nie mam zamiaru wkupywać się w jej łaski. Chce, żeby wiedziała, że może się do mnie zwrócić, ale nie musi, jeżeli nie ma takiej potrzeby.
3. Nie wszyscy tatusiowie są tymi weekendowymi, więc nie wrzucajcie ich do jednego wora, że oni siebie uważają za pokrzywdzonych i że to kobieta jest zła. Jeżeli rzeczywiście jest to ma prawo tak powiedzieć. Nie wszystkie matki są wspaniałe.
4. Dziwny jest dla mnie przepis, że praktycznie w każdym przypadku dziecko oddawane jest pod opieke matki nawet jeżeli nie spełnia jakiś tam wymogów, bo urodziła dziecko to jej wszystko wolno i ma do tego prawo, a nie potrafi się przyznać, że sobie nie radzi, że nie ma problemu (o ile jest oczywiście, nie mówie, że wszystkie matki mają problemy, czy że nie każdej ma być przyznana opieka nad dzieckiem) Ojciec jest uważany za rodzica drugiej kategori i walczy o córkę/syna, bo jest tylko tatą!

Viksi, raz jeszcze, bo chyba nie dociera do Ciebie: skończ z tym "wy". "wy wrzucacie", "wy ograniczacie", "wy jesteście sfrustrowane". Żadne tajemnicze "wy" z tego forum nie dybią na Ciebie ani Twojego faceta.

Co do punktów 1, 2  i 4 to serio, zakładka Psychologia, wątek Być drugą i macochą. Te kwestie są tam wałkowane od x czasu, z pewnością ktoś Ci odpowie, tylko spuść trochę z tonu, protekcjonalnego rozmówcy nikt nie traktuje poważnie.

"Szanuję, że jest zajęty - aczkolwiek, czasami czuję, że chciałby ze mną coś więcej, albo tylko seksu (nie istotne) a potem odpycha mnie, zmienia o 180 stopni temat rozmowy, albo zaczyna mówić o swojej dziewczynie (jakieś błahostki które nie wnoszą nic do rozmowy, np że mu zrobiła obiad)."
COPYRIGHTS BY ANAKINKA

20

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Witam, przyłączę się  na chwilkę, hmm nie rozumiem w cudzysłowie zarzutów Pani zakładającej wątek. Uwarzam, ze ten problem lub temat jak to można nazwać jest każdego indywidualną sprawą, w każdym związku są inne problemy są inni ludzie. Każdy z nas z was zrobi z tym co będzie chciał ,więc nie można nam wam narzucać norm i zasad. smile śmieszny wątek smile

21

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
End_aluzja napisał/a:

... ja tez przeczytałam twojego posta jako mentorski ton pouczający wszystkie byłe zony i samotne matki, co to robia źle.........

ale warto zastanowić się nad refleksjami, które zawierasz w swoich wypowiedziach...

Kiedyś, dawno, pracowałam w pewnej organizacji pożytku publicznego i nasz telefon był też telefonem kontaktowym Stowarzyszenia Obrony Praw Ojców. To było jeszcze zanim telefony komórkowe stały się powszechne. Numer podany był w gazecie codziennej.
Nigdy wcześniej, ani nigdy potem nie nasłuchałam się tylu obelg pod swoim adresem. Od kogo?
Ano właśnie od byłych żon, a czasem nawet od byłych teściowych tych facetów ze stowarzyszenia. Łącznie z tym, że jestem k.... skoro jakoś tam mam kontak z tymi "łajdakami".
Ekstremalne doświadczenie.

Ci faceci ze stowarzyszenia walczyli o prawo do swoich dzieci.

Z racji swojego wieku mam też bagaż doświadczeń i powiem Wam, że niektóre kobiety po rozstaniu z partnerem traktują wspólne dziecko jak narzędzie zemsty. Nie wszystkie i nie większość, żeby było jasne! Ale te, które to robią są bezwględne.
Znam faceta, którego była żona oskarżyła o molestowanie 3-letniej córki. Zanim się sprawa wyjaśniła, przesiedział miesiąc w areszcie śledczym. A wiecie co się dzieje z osadzonymi z takiego artykułu kk.
Sprawę umorzono z braku dowodów, ale co przeżył to jego. Zrezygnował z kontaktów z dzieckiem stwierdzając, że nie będzie kopał się z koniem. I o to chodziło.
Dzisiaj jego córka jest dorosła, ale pranie mózgu, które przeszła, spowodowało, że żadne kontakty z ojcem i jego rodziną nie wchodzą w grę. Babcia z dziadkiem próbowali latami złapać kontakt z wnuczką, w szkole, na podwórku, ale dziecko uciekało z krzykiem na ich widok. Zrezygnowali, dziś już nie żyją.

To taka moja garść refleksji....

22

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

Była kobieta mojego faceta nie została zdradzona, ani porzucona z widzimi się faceta. Jak bym była bita i poniżana, też bym długo nie wytrzymała w takim związku.

Była kobieta twojego faceta najprawdopodobniej biła go i poniżała tak samo jak ty teraz go tłuczesz i poniewierasz.


viksi napisał/a:

nie rozumiem o co Ci chodzi, co miałam wypisać przypadki, które znam - po nazwisku. chyba nie o to chodzi? myślałam, że wypowiedzą się kobiety, które są w podobnej sytuacji lub byłe żony, które zachowują się w normalny, cywilizowany sposób, ale widzę, że odezwały się tylko te którym urażono dumę.

Tylko, że nikt ich nie widzi poza tobą.
Od początku próbujesz wmówić wszystkim, że wszystkie byłe żony i samotne matki to sfrustrowane baby, których nikt z pewnością nie zechce, a ja na przykładzie który znam mogę smiało stwierdzić, że to własnie te drugie żony, co połaszczyły się na ochłapy w postaci chłopa z odzysku to sfrustrowane, zakompleksione i prymitywne dziewuchy, których nikt inny nie chciał, więc dobry i podstarzały w wieku tatusia rozwodnik. Jak czytam twoje posty, to odnoszę wrażenie, że niczym się nie różnisz od drugiej żony byłego męża mojej znajomej. Ona też próbowała i dalej próbuje udowodnić całemu światu jakie to cudowne szczęscie ją w życiu spotkało, jakiego wspaniałego faceta dorwała a ta jego była żona, co od 20 lat żyje w udanym i szczęśliwym związku małżeńskim z drugim mężem to zła, podła i zawistna baba. Młode, prymitywne i szpetne dziewcze z wioski zabitej dechami nie dość, że zakłamane to jeszcze bez odrobiny kultury i szacunku nawet do tego podstarzałego męża, który jako jedyny mężczyzna ją chciał za żonę. Śmierć jego matki to dla niej okazja do wielkiej radości i na stypie jako jedynej gęba jej się śmiała od ucha do ucha. Sąsiadom z parteru - starym ludziom notorycznie pluje z balkonu gumą do żucia na ich wypielęgnowany trawniczek w ogródku, wywala śmieci włącznie z zasranymi pampersami, a jej mąż w krótkim czasie po ślubie dostał zawału w wieku 46 lat - chyba z nadmiaru tego szczęścia.
Doszły mnie również słuchy, że druga żonka praktycznie od dnia ślubu przystawia rogi swojemu niedomagającemu mężowi po zawale. Może dlatego tak tą ciążę ukrywała, żeby nikt się nie doliczył  kiedy i z kim zaszła.

Na co liczyłaś zakładając ten idiotyczny temat, że wszystkie byłe żony zbiegną sie tu i będą razem z tobą oczerniały byłą kobietę twojego faceta? Jeśli twój facet ma problemy z normalnym widzeniem własnego dziecka to niech uda się z tym do Sądu, bo twoje bezzasadne jęki w durnych tematach na forum w niczym mu nie pomogą. Idź do Sądu razem z nim jako świadek, zeznając na jego korzyść, to wówczas mu pomożesz.

23

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

To ja powiem tak jestem byłą żoną i MATKĄ nie powiem że samotną
i przepraszam ale jak zaczełam czytać ten wątek to... strasznie mnie rozśmieszył:)
Moja córka nie ma kontaktów z tatą, ale to z jego własnego wyboru. co więcej odebrałam mu prawa rodzicielskie dla własnej wygody-ale to dlatego że od3lat wogóle się nią nie interesował a ja miałam dość biegania za nim z każdym wnioskiem o paszport przyjęcie do szkoły itd. A niech ma cham ytaka oto podła jestem:)

Ale po jakimś czasie od naszego rozstania on zaczął spotykać się z Panią X, Emilka lubiła jeździć do nich(miała3latka) więc nie robiłam problemów pozanałam Panią X zamieniłyśmy parę zdań i tyle. Emilka mówiła o niej ciepło więc nie widziałam w niej RYWALKI.
Po tym jak ta pani zostawiła mojego byłego(chodziło jej o jego podejście do Emilki a w zasadzie jego brak)on przestał interesować się dzieckiem bo jego kolejna partnerka nie życzyła sobie jego córki w ich domu...

Reasumując taka o to podła zew mnie sfrustrowana żona:)

siła jest kobietą...

24

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:
batszeba napisał/a:

1. Po pierwsze wyłącz capsa i nie wrzeszcz, sensu od tego Twoim wypowiedziom nie przybędzie.

Czasem włączam capslocka, żeby coś było widocznie, a nie w celu krzyku.

batszeba napisał/a:

2. Ty zakładasz wątek i na Tobie jako autorce spoczywa obowiązek nadania mu adekwatnego tytułu oraz pisanie w taki sposób, aby każdy mógł zrozumieć o co chodzi. Nie wyszło Ci to, napisałaś agresywnego posta atakując jakieś_tam kobiety, byłe żony i dziewczyny, same pretensje.

No no nie wiem czy czytałaś dokładnie pierwszy wątek, bo tam jest napisane, że nie mówię tu o wszystkich byłych żonach tylko o tych, które robią problemy z niewiadomych przyczyn, bo takie mają widzi mi się


batszeba napisał/a:

3. Masz ewidentny problem ze sfrustrowaną byłą swojego własnego faceta, a nie z bliżej nieokreślonymi sfrustrowanymi byłymi zonami i samotnymi matkami, więc wypowiedz się w zakładce Psychologia w wątku Być drugą i macochą, może tam uzyskasz więcej odpowiedzi na swoje wątpliwości.

nie rozumiem o co Ci chodzi, co miałam wypisać przypadki, które znam - po nazwisku. chyba nie o to chodzi? myślałam, że wypowiedzą się kobiety, które są w podobnej sytuacji lub byłe żony, które zachowują się w normalny, cywilizowany sposób, ale widzę, że odezwały się tylko te którym urażono dumę. Ja się wstydzę za takie kobiety! I to, że mam 20 lat i nie mam dzieci nie oznacza, że nic nie wiem na ten temat, bo g*wno możesz wiedzieć ile przeżyłam i co widziałam

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.
Ale widać moją wypowiedź wczesniej ominęlas szerokim lukiem, bo nie pasowala do Twojej wizji sfrustrowanej, byłej żony!!

25

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
moniaCo napisał/a:

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.
Ale widać moją wypowiedź wczesniej ominęlas szerokim lukiem, bo nie pasowala do Twojej wizji sfrustrowanej, byłej żony!!

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

26

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:
viksi napisał/a:

Była kobieta mojego faceta nie została zdradzona, ani porzucona z widzimi się faceta. Jak bym była bita i poniżana, też bym długo nie wytrzymała w takim związku.

Była kobieta twojego faceta najprawdopodobniej biła go i poniżała tak samo jak ty teraz go tłuczesz i poniewierasz.

Koleżanko, a Ty jesteś jakaś wszystko wiedząca, że wiesz co ja robię? Nigdy na nikogo ręki nie podniosłam. Skąd w ogóle taki wniosek?! Masakra, nie wiem co Ty masz w głowie.


xDeylax napisał/a:

Tylko, że nikt ich nie widzi poza tobą.
Od początku próbujesz wmówić wszystkim, że wszystkie byłe żony i samotne matki to sfrustrowane baby, których nikt z pewnością nie zechce, a ja na przykładzie który znam mogę smiało stwierdzić, że to własnie te drugie żony, co połaszczyły się na ochłapy w postaci chłopa z odzysku to sfrustrowane, zakompleksione i prymitywne dziewuchy, których nikt inny nie chciał, więc dobry i podstarzały w wieku tatusia rozwodnik. Jak czytam twoje posty, to odnoszę wrażenie, że niczym się nie różnisz od drugiej żony byłego męża mojej znajomej. Ona też próbowała i dalej próbuje udowodnić całemu światu jakie to cudowne szczęscie ją w życiu spotkało, jakiego wspaniałego faceta dorwała a ta jego była żona, co od 20 lat żyje w udanym i szczęśliwym związku małżeńskim z drugim mężem to zła, podła i zawistna baba. Młode, prymitywne i szpetne dziewcze z wioski zabitej dechami nie dość, że zakłamane to jeszcze bez odrobiny kultury i szacunku nawet do tego podstarzałego męża, który jako jedyny mężczyzna ją chciał za żonę. Śmierć jego matki to dla niej okazja do wielkiej radości i na stypie jako jedynej gęba jej się śmiała od ucha do ucha. Sąsiadom z parteru - starym ludziom notorycznie pluje z balkonu gumą do żucia na ich wypielęgnowany trawniczek w ogródku, wywala śmieci włącznie z zasranymi pampersami, a jej mąż w krótkim czasie po ślubie dostał zawału w wieku 46 lat - chyba z nadmiaru tego szczęścia.
Doszły mnie również słuchy, że druga żonka praktycznie od dnia ślubu przystawia rogi swojemu niedomagającemu mężowi po zawale. Może dlatego tak tą ciążę ukrywała, żeby nikt się nie doliczył  kiedy i z kim zaszła.

Na co liczyłaś zakładając ten idiotyczny temat, że wszystkie byłe żony zbiegną sie tu i będą razem z tobą oczerniały byłą kobietę twojego faceta? Jeśli twój facet ma problemy z normalnym widzeniem własnego dziecka to niech uda się z tym do Sądu, bo twoje bezzasadne jęki w durnych tematach na forum w niczym mu nie pomogą. Idź do Sądu razem z nim jako świadek, zeznając na jego korzyść, to wówczas mu pomożesz.

Śmieszysz mnie już od początku tej wypowiedzi. Próbuje wmówić, że WSZYSTKIE żony i samotne matki to sfrustrowane baby? A przeczytałaś pierwszy post? I co wyczytałaś? Przeczytałaś reszte moich wypowiedzi? Wszystkie "baby" traktuje tak samo? Oj, chyba nie? wink Uwierz mi, że jest wiele mężczyzn walczących o prawa do widzenia się z dzieckiem i większość z nich to nie są tatusiowie, którzy walczą tylko o dzień czy dwa widzeń, ale zazwyczaj tyle dostają, bo są tylko ojcami.
Mężczyźni to ochłapy w postaci chłopa z odzysku, a samotne mamusie to wspaniałe kobiety, którym się powinno pomnik postawić? hahah, bo pękne ze śmiechu. Jak Ty byś została sama, z dzieckiem to ciekawe czy chciałabyś być sama do końca życia i traktowana jako człowiek drugiej kategorii.
Ja nie jestem sfrustrowaną, zakompleksioną kobietą której nikt nie chciał i wziełam sobie takiego o tatuśka. Gdyby chciała to miałabym każdego miesiąca innego chłopaka, ale nie o to chyba chodzi, żeby się chwalić. Mój facet ma 23 lata, więc nie jest jakimś staruszkiem na skraju wyczerpania, nie był mężaty. Poza tym wszyscy dookoła z naszego otoczenia uważają ją za podłą kobiete, nie ja sobie to wymyśliłam, nie traktowałam jej z góry od razu kiedy się o niej dowiedziałam, myślałam, ze wszscy Ci, którzy mi o niej opowiadali po prostu przesadzają, ale sama się przekonałam jak to jest, jaki ma charakter i że dziecko traktuje jako kartę przetargową.

27

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
moniaCo napisał/a:

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.

Dla obecnej laski Twojego eksa i panienek typu viksi zapewne jesteś złośliwą i sfrustrowana babą, bo przecież w ich próżnym rozumowaniu inaczej być nie może.
big_smile

viksi napisał/a:

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

Więc zdecyduj się, bo już za chwilę napisałaś, że odezwały się tylko te którym urażono dumę.

28

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
czarnaa86 napisał/a:

To ja powiem tak jestem byłą żoną i MATKĄ nie powiem że samotną
i przepraszam ale jak zaczełam czytać ten wątek to... strasznie mnie rozśmieszył:)
Moja córka nie ma kontaktów z tatą, ale to z jego własnego wyboru. co więcej odebrałam mu prawa rodzicielskie dla własnej wygody-ale to dlatego że od3lat wogóle się nią nie interesował a ja miałam dość biegania za nim z każdym wnioskiem o paszport przyjęcie do szkoły itd. A niech ma cham ytaka oto podła jestem:)

Ale po jakimś czasie od naszego rozstania on zaczął spotykać się z Panią X, Emilka lubiła jeździć do nich(miała3latka) więc nie robiłam problemów pozanałam Panią X zamieniłyśmy parę zdań i tyle. Emilka mówiła o niej ciepło więc nie widziałam w niej RYWALKI.
Po tym jak ta pani zostawiła mojego byłego(chodziło jej o jego podejście do Emilki a w zasadzie jego brak)on przestał interesować się dzieckiem bo jego kolejna partnerka nie życzyła sobie jego córki w ich domu...

Reasumując taka o to podła zew mnie sfrustrowana żona:)

Jeżeli ojciec Twojego dziecka wybrał, że nie chce mieć kontaktów to ok. Mój chce poświęcać swojej córce jak najwięcej czasu. A była partnerka nawet nie powie, że będzie w pracy cały tydzień po 12 godzin i że może małą wziąć do siebie. A pytał się wielokrotnie kiedy może przyjechać.

29

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:
moniaCo napisał/a:

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.

Dla obecnej laski Twojego eksa i panienek typu viksi zapewne jesteś złośliwą i sfrustrowana babą, bo przecież w ich próżnym rozumowaniu inaczej być nie może.

Nie wyłapuj tego czego chcesz tylko czytaj wszystko bez wyjątku jak masz sie udzielać. Myślałam, że kobiety 40+ są mądrzejsze

xDeylax napisał/a:
viksi napisał/a:

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

Więc zdecyduj się, bo już za chwilę napisałaś, że odezwały się tylko te którym urażono dumę.

ok, niech Ci będzie smile

30

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

Koleżanko, a Ty jesteś jakaś wszystko wiedząca, że wiesz co ja robię?

Koleżankę to sobie znajdź w swoim wieku i na swoim poziomie.

viksi napisał/a:

Nigdy na nikogo ręki nie podniosłam. Skąd w ogóle taki wniosek?! Masakra, nie wiem co Ty masz w głowie.

Rozum w przeciwieństwie do ciebie. Jak widzę nie potrafisz pojąć, że ojciec może sam odwiedzać małoletnie dziecko i nie potrzebuje w tym czasie towarzystwa w postaci przelotnie poznanej panienki.


viksi napisał/a:

Śmieszysz mnie już od początku tej wypowiedzi.

Popatrz lepiej na siebie jaki cyrk z siebie robisz twierdząc, że odezwały się ty same z urażoną dumą.

viksi napisał/a:

Próbuje wmówić, że WSZYSTKIE żony i samotne matki to sfrustrowane baby? A przeczytałaś pierwszy post? I co wyczytałaś? Przeczytałaś reszte moich wypowiedzi? Wszystkie "baby" traktuje tak samo? Oj, chyba nie? wink Uwierz mi, że jest wiele mężczyzn walczących o prawa do widzenia się z dzieckiem i większość z nich to nie są tatusiowie, którzy walczą tylko o dzień czy dwa widzeń, ale zazwyczaj tyle dostają, bo są tylko ojcami.

Dziewczę, idź pouczać swoje rówieśniczki z podobnym poziomem myślenia jak sikać do butelki bez lejka.

viksi napisał/a:

Mężczyźni to ochłapy w postaci chłopa z odzysku, a samotne mamusie to wspaniałe kobiety, którym się powinno pomnik postawić? hahah, bo pękne ze śmiechu. Jak Ty byś została sama, z dzieckiem to ciekawe czy chciałabyś być sama do końca życia i traktowana jako człowiek drugiej kategorii.

Szanująca się kobieta nigdy nie będzie traktowana jak człowiek drugiej, czy gorszej kategorii, ale ty jak widzę tego prędko nie pojmiesz.

viksi napisał/a:

Ja nie jestem sfrustrowaną, zakompleksioną kobietą której nikt nie chciał i wziełam sobie takiego o tatuśka. Gdyby chciała to miałabym każdego miesiąca innego chłopaka, ale nie o to chyba chodzi, żeby się chwalić.

Może własnie dlatego matka nie chce puszczać dziecka do ciebie, a Sąd nakazał odwiedziny ojca w domu matki.

viksi napisał/a:

Mój facet ma 23 lata, więc nie jest jakimś staruszkiem na skraju wyczerpania, nie był mężaty. Poza tym wszyscy dookoła z naszego otoczenia uważają ją za podłą kobiete, nie ja sobie to wymyśliłam, nie traktowałam jej z góry od razu kiedy się o niej dowiedziałam, myślałam, ze wszscy Ci, którzy mi o niej opowiadali po prostu przesadzają, ale sama się przekonałam jak to jest, jaki ma charakter i że dziecko traktuje jako kartę przetargową.

Zapraszając ciebie razem z ojcem dziecka do własnego domu?
Dziewczyno dorośnij, dopiero rozpocznij pisanie o cudzych dzieciach na forach.
To jest dziecko dwojga obcych dla ciebie ludzi i żebyś wyszła z siebie i stanęła obok to i tak nic nie zdziałasz, bo nie masz żadnych praw do cudzych dzieci, a matka dziewczynki o której piszesz wcale nie utrudnia własnemu dziecku spotkań z ojcem, tylko tobie zasady tych spotkań nie pasują i gdybyś się nie wtrącała to rodzice dziewczynki szybko i bez problemu doszli by do porozumienia.


viksi napisał/a:

Myślałam, że kobiety 40+ są mądrzejsze

Problem polega na tym, że ty w ogóle nie myslisz. Te kobiety 40+ wychowały własne dzieci na mądrych, szanowanych i wykształconych ludzi u których ty możesz jedynie sprzątać, bo nawet do niańczenia ich dzieci się nie nadajesz, skoro nie potrafisz pojąć, ze o sprawach dotyczących dziecka decydują rodzice, a nie zupełnie obce i przypadkowe osoby.

31 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-03-28 14:25:45)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:

Nie wyłapuj tego czego chcesz tylko czytaj wszystko bez wyjątku jak masz sie udzielać. Myślałam, że kobiety 40+ są mądrzejsze

I tu wyjątkowo trafiłaś w sedno tongue
Problem nie w 40-latkach a w fakcie, że "kto sieje wiatr ten zbiera burzę"...
GDY publikuje się tak kontrowersyjne "zaczepki" jak wątek "sfrustrowane... i samotne (czemu w cudzymsłowie?)...", na forum PUBLICZNYM - to się wystawia na osąd publiki i otrzymuje niekoniecznie miłe odpowiedzi.
Zadałaś pytanie - dostałaś wiele odpowiedzi. A czego się spodziewałaś po tych złych i sfrustrowanych?
Popatrz w lustro i odpowiedz sobie - czy to TY czasem nie jesteś sfrustrowana (i musisz frustrację na forum wyładować)?
Bo jak gdyby sprawa dziecka jest w gestii jego rodziców - inne osoby z otoczenia powinny się z tym pogodzić. Jaki CEL czy tez POMOC miałaby wyniknąć z twojego dolewania oliwy do ognia/oczerniania na forum?
Posłuchaj RADY - idź do sądu jako świadek - więcej zrobić nie zdołasz (i nie powinnaś)
PS: w sądach od jakiegoś czasu funkcjonuje instytucja MEDIACJI - prowadzonych przez kompetentne osoby...
Może warto sięgnąć do KONKRETNYCH rozwiązań ZAMIAST "prania brudów'. Jakoś mało kto wierzy w twoje czyste intencje - ale to może przez formę przekazu.
Życzę dziecku mądrych decyzji opiekunów.
Powodzenia

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

32 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2013-03-28 15:05:58)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Jezu, o czym ta dyskusja?
Przecież viksi od samego początku pisała, że nie wrzuca wszystkich do tego samego wora, napisała dużymi literami, żeby było widoczne.
Dziewczyny, czy wogóle czytacie ze zrozumieniem?
NIGDZIE nie napisała, że wszystkie byłe żony i samotne matki są wredne i robią problemy. Pytała tylko dlaczego właśnie ta sfrustrowana część gra dziećmi i utrudnia ojcu kontakt? Nie rozumie ich, i wcale jej się nie dziwię, bo ja też nie rozumiem.
Nie wydaje mi się, żeby była "sfrustrowaną małolatą", po prostu podchodzi emocjonalnie do tematu, bo jej dotyczy (zobaczcie jej inny wątek, gdzie opisuje swoją sytuację).

Uprzedzając komentarze nie jestem ani byłą żoną, ani mój mąż nie ma żadnej eks z dzieckiem.


Przeczytajcie posta Mareny. Święta prawda.
Ojcowie nie maja prawie żadnych praw. Matka musi być totalną patologią, żeby sąd nie przyznał jej dziecka. Jeżeli ojciec dostanie dziecko, to ma dużą szansę, że będzie miał kontrolę w domu co jakiś czas. Nie daj boże, żeby miał piwo w lodówce, bo pewnie zaraz alkoholik.

Tak jak istnieją faceci skur....le, tak istnieją kobiety su.i, które grają czym sie da. Może być dziecko, czemu nie, jeżeli tylko byłego zaboli.
Gdyby ojciec dostał dziecko i utrudniałby widzenia matce, a matka poskarżyłaby się tutaj na forum, psy byście na nim powiesiły (nie piszę tego do wszystkich dziewczyn, które się tu wypowiedziały, która się poczuwa niech to bierze do siebie).

I jeszcze raz podkreślam. Nie uogólniam. Piszę o jakiejś tam części kobiet i mężczyzn. Tak jak viksi.

xDeylax, Ty to dopiero musisz być sfrustrowana, Twój ton wypowiedzi chwilami jest nie do przyjęcia, lekko oceniasz innych, obrażając ich, nie tylko na tym wątku. Wyluzuj trochę, chyba masz jakiś problem sądząc po tematach w jakich się wypowiadasz

33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-29 09:57:58)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:

Rozum w przeciwieństwie do ciebie. Jak widzę nie potrafisz pojąć, że ojciec może sam odwiedzać małoletnie dziecko i nie potrzebuje w tym czasie towarzystwa w postaci przelotnie poznanej panienki.

Udzieliłaś się w moim wątku o utrudnianie kontaktów i tam Ci to napisałam, ale żebyś specialnie się nie wysiliła ze względu na wiek to Ci napiszę też tutaj. Nie jestem przelotną panienką, dziewczyną do łóżka czy towarzystwa. Usunięte przez moderatora. Więc jak to ujełaś w poprzednim wątku nie jesteśmy dla siebie zupełnie obcymi osobami. Poznałam już jego córę, jest mną zachwycona jako ciocią i mój facet chce, abym jego czas z córką spędzała razem z nimi. To jest jego decyzja, ja na nic nie nalegałam.


xDeylax napisał/a:

Popatrz lepiej na siebie jaki cyrk z siebie robisz twierdząc, że odezwały się ty same z urażoną dumą.

nie powiedziałam, że odezwały się same z urażoną dumą

xDeylax napisał/a:

Szanująca się kobieta nigdy nie będzie traktowana jak człowiek drugiej, czy gorszej kategorii, ale ty jak widzę tego prędko nie pojmiesz.

Ja to wszystko rozumiem,kobieto, wydaje mi się, że w szkole podstawowej ominęłaś lekcję z czytania ze zrozumieniem. Miałam na myśli, że ten tzw "chłop z odzysku" nie ważne jaki by nie był będzie nazywany i traktowany jako odzysk, a kobieta jaka by nie była będzie wnoszona na piedestał, bo jest AŻ kobietą.

xDeylax napisał/a:

Może własnie dlatego matka nie chce puszczać dziecka do ciebie, a Sąd nakazał odwiedziny ojca w domu matki.

Ty na prawdę wyciągasz z moich słów tylko to co chcesz. Mam spore zainteresowanie męźczyznami, ale wybrałam tego którego teraz mam. Nie szukam innego, nie flirtuje na bokach, bo nie należę do tej kobiecej społeczności, którą pewnie miałaś na myśli. A skąd moja droga wyczytałaś, że Sąd nakazał odwiedziny ojca w domu matki? Sama tworzysz swoją historię podpisując ją moim imieniem. Dla Twojej wiadomości Sąd ustalił wizyty dziecka w domu ojca. smile

xDeylax napisał/a:

Zapraszając ciebie razem z ojcem dziecka do własnego domu?
Dziewczyno dorośnij, dopiero rozpocznij pisanie o cudzych dzieciach na forach.
To jest dziecko dwojga obcych dla ciebie ludzi i żebyś wyszła z siebie i stanęła obok to i tak nic nie zdziałasz, bo nie masz żadnych praw do cudzych dzieci, a matka dziewczynki o której piszesz wcale nie utrudnia własnemu dziecku spotkań z ojcem, tylko tobie zasady tych spotkań nie pasują i gdybyś się nie wtrącała to rodzice dziewczynki szybko i bez problemu doszli by do porozumienia.

Wyobraź sobie, że ojcu dziecka też nie pasują spotkania w miejscu zamieszkania matki. Co Ty myślisz, że ja tego człowieka znam z ulicy, z widzenia i tak o się zainteresowałam, a Ty ile musisz z kimś być, żeby ktoś nie był dla Ciebie obcy? Współczuje Twojemu partnerowi o ile go masz. Ja się nie wtrącam w życie matki tego dziecka i nie dyktuje warunków swojemu facetowi. Wyobraź sobie, że konflikt trwa 2 lata, a ja jestem koło roku z facetem, więc nie gadaj, że ja jestem główną przyczyną sporu.


xDeylax napisał/a:

Problem polega na tym, że ty w ogóle nie myslisz. Te kobiety 40+ wychowały własne dzieci na mądrych, szanowanych i wykształconych ludzi u których ty możesz jedynie sprzątać, bo nawet do niańczenia ich dzieci się nie nadajesz, skoro nie potrafisz pojąć, ze o sprawach dotyczących dziecka decydują rodzice, a nie zupełnie obce i przypadkowe osoby.

A mnie moja kochana mamusia do której się nie umywasz wychowała taką podłą kobiete. Oj, jakie to życie jest straszne smile

34

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Bardzo proszę o prowadzenie kulturalnej dyskusji, bez wzajemnego obrażania się i osobistych wycieczek.
Z góry dziękuję za dostosowanie się i pozdrawiam.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

35

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Anik38 napisał/a:

Jezu, o czym ta dyskusja?
Przecież viksi od samego początku pisała, że nie wrzuca wszystkich do tego samego wora, napisała dużymi literami, żeby było widoczne.
Dziewczyny, czy wogóle czytacie ze zrozumieniem?
NIGDZIE nie napisała, że wszystkie byłe żony i samotne matki są wredne i robią problemy. Pytała tylko dlaczego właśnie ta sfrustrowana część gra dziećmi i utrudnia ojcu kontakt? Nie rozumie ich, i wcale jej się nie dziwię, bo ja też nie rozumiem.
Nie wydaje mi się, żeby była "sfrustrowaną małolatą", po prostu podchodzi emocjonalnie do tematu, bo jej dotyczy (zobaczcie jej inny wątek, gdzie opisuje swoją sytuację).

Uprzedzając komentarze nie jestem ani byłą żoną, ani mój mąż nie ma żadnej eks z dzieckiem.


Przeczytajcie posta Mareny. Święta prawda.
Ojcowie nie maja prawie żadnych praw. Matka musi być totalną patologią, żeby sąd nie przyznał jej dziecka. Jeżeli ojciec dostanie dziecko, to ma dużą szansę, że będzie miał kontrolę w domu co jakiś czas. Nie daj boże, żeby miał piwo w lodówce, bo pewnie zaraz alkoholik.

Tak jak istnieją faceci skur....le, tak istnieją kobiety su.i, które grają czym sie da. Może być dziecko, czemu nie, jeżeli tylko byłego zaboli.
Gdyby ojciec dostał dziecko i utrudniałby widzenia matce, a matka poskarżyłaby się tutaj na forum, psy byście na nim powiesiły (nie piszę tego do wszystkich dziewczyn, które się tu wypowiedziały, która się poczuwa niech to bierze do siebie).

I jeszcze raz podkreślam. Nie uogólniam. Piszę o jakiejś tam części kobiet i mężczyzn. Tak jak viksi.

xDeylax, Ty to dopiero musisz być sfrustrowana, Twój ton wypowiedzi chwilami jest nie do przyjęcia, lekko oceniasz innych, obrażając ich, nie tylko na tym wątku. Wyluzuj trochę, chyba masz jakiś problem sądząc po tematach w jakich się wypowiadasz

DZIĘKUJE WSPANIAŁO KOBIETO! Nie rozumiem pań, które czytają to co chcą i dopowiadają swobie swoje rzeczy kiedy ja wszystko pisze czarno na białym i używam dużych liter w celu dobrej widoczności, a nie krzyku. Jestem KOBIETĄ, ale nie AŻ KOBIETĄ. Nie traktuje siebie jako kogoś lepszego od mężczyzny, bo kiedyś w przyszłości będę nosiła dziecko przez 9 miesięcy i będe znosiła ból porodu. Traktujmy wszystkich na równi bez wyjątku. Bo po niektórych wypowiedziach można stwierdzić, że kobiety są najidealniejszym tworem jaki mógł powstać i tyko im sie należy. Moja postawa do takich osób jest od paru lat ta sama, nie zaczęła się ona od kiedy jestem z facetem z dzieckiem. Najważniejsza jest rozmowa, ale z niektórymi kobietami się nie da, bo słuchają tego czego chcą, interpretują na swój sposób, a wypowiadają się na zupełnie inny. Nawet jak człowie bardzo chce to w takim wypadku jest bezsilny.

36

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Ile ludzi tyle historii ale powiem jedno a`propos tego wątku i odnośnie dzieci. Mojej serdecznej przyjaciółki córka była bardzo związana ze swoim ojcem - inaczej go nie nazywała jak "mój tatusiek" ale najwidoczniej tatuś nie był aż tak silnie związany z córką bo bez mrugnięcia okiem zostawił i ją i jej mamę dla innej pani ( swojej koleżanki z pracy ...jego serdecznej "przyjaciółki") Dziecko miało wtedy 7 lat. Mała przeszła swoje ...widziała załamanie matki ( trudno ukryć emocje i nie słyszeć kiedy w nocy matka płacze, nikt nie jest cyborgiem bez uczuć ) jak również to, że ojciec jakoś nie kwapi się z odwiedzinami a jak już znalazł czas to ciałem był a duszą gdzie indziej - w końcu dziecko to wszystko widzi ( to wbrew pozorom dobry obserwator i barometr uczuć swoich bliskich) i kiedyś stwierdziło "tata udaje, że mnie kocha"..nie chciała się z nim widzieć . Co w takiej sytuacji ma zrobić matka..na siłę zmuszać dziecko do kontaktów? Bierze na siebie całą wściekłość ojca ( bo on chce, bo ma dzisiaj czas, bo wypada w końcu odwiedzić dziecko, bo "zaswędziało sumienie"..) . Kobiety, które są matkami wiedzą o czym mówię, o podświadomym chronieniu dziecka, nawet kosztem siebie i tego co o niej inni pomyślą. Kiedy dziecko jest na tyle duże, że rozumie co się wydarzyło , że tata odszedł i np., mieszka z inną kobietą to i tak jego pragnieniem jest to aby jednak jego rodzice byli razem i miało ich dwoje przy sobie ..."nadzieja umiera ostatnia" ( pomijam oczywiście domy gdzie była patologia, np. alkoholizm jednego lub dwojga rodziców) Dzieci owszem akceptują tą sytuację jaka jest, ale gdzieś w środku jest żal stąd rezerwa do nowych partnerów rodziców. Każdy z rodziców pracuje na swój rachunek ...zarówno matka jak i ojciec, który na koniec wystawi dziecko, bo nie ma bezwarunkowej miłości - nawet dziecka, wiem to po sobie.

37

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Viksi, nie ma za co wink
Women&s, oczywiście, mała przeszła swoje, takie sprawy są przykre jak cholera, tatuś się wypiął i jest dupkiem, nie ma dwóch zdań. Jeżeli nawet zdradził żonę i odszedł, trudno. Powinien jednak zrobić absolutnie WSZYSTKO co w jego mocy, żeby dziecko ucierpiało jak najmniej. Fiut jest i tyle, o wiele bardziej dlatego, że olał dziecko, niż że zdradził i odszedł. Bo matka może znajdzie inną miłość i będzie szczęśliwa, a dziecko ma tylko jednego ojca, i zawsze może mieć żal do niego, że ją zostawił.

38 Ostatnio edytowany przez Pozytywka1985 (2013-03-28 16:09:07)

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Viksi- teraz już wiesz,że co niektórym na tym forum brakuje takiej umiejętności jak czytanie ze zrozumieniem i przede wszystkim nie mają za grosz dystansu do tego co czytają..eh,co zrobić-najlepiej nie wchodzić na forum i nie czytać:-D bo czasami nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
   Wybacz,być może coś przeoczyłam w Twoim wątku ale Twój partner próbował uregulować sądownie kwestię widzeń z córką?
Przeczytałam Twój inny wątek i wiem już,że tak:-)
Viksi- próbowaliście udać się po poradę do radcy prawnego lub adwokata? ze swojego doświadczenia wiem ,że taki krok może zadziałać

"Bo największym wyzwaniem jest zmiana na lepsze,nie świata,lecz SIEBIE"

39

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Women&S napisał/a:

Ile ludzi tyle historii ale powiem jedno a`propos tego wątku i odnośnie dzieci. Mojej serdecznej przyjaciółki córka była bardzo związana ze swoim ojcem - inaczej go nie nazywała jak "mój tatusiek" ale najwidoczniej tatuś nie był aż tak silnie związany z córką bo bez mrugnięcia okiem zostawił i ją i jej mamę dla innej pani ( swojej koleżanki z pracy ...jego serdecznej "przyjaciółki") Dziecko miało wtedy 7 lat. Mała przeszła swoje ...widziała załamanie matki ( trudno ukryć emocje i nie słyszeć kiedy w nocy matka płacze, nikt nie jest cyborgiem bez uczuć ) jak również to, że ojciec jakoś nie kwapi się z odwiedzinami a jak już znalazł czas to ciałem był a duszą gdzie indziej - w końcu dziecko to wszystko widzi ( to wbrew pozorom dobry obserwator i barometr uczuć swoich bliskich) i kiedyś stwierdziło "tata udaje, że mnie kocha"..nie chciała się z nim widzieć . Co w takiej sytuacji ma zrobić matka..na siłę zmuszać dziecko do kontaktów? Bierze na siebie całą wściekłość ojca ( bo on chce, bo ma dzisiaj czas, bo wypada w końcu odwiedzić dziecko, bo "zaswędziało sumienie"..) . Kobiety, które są matkami wiedzą o czym mówię, o podświadomym chronieniu dziecka, nawet kosztem siebie i tego co o niej inni pomyślą. Kiedy dziecko jest na tyle duże, że rozumie co się wydarzyło , że tata odszedł i np., mieszka z inną kobietą to i tak jego pragnieniem jest to aby jednak jego rodzice byli razem i miało ich dwoje przy sobie ..."nadzieja umiera ostatnia" ( pomijam oczywiście domy gdzie była patologia, np. alkoholizm jednego lub dwojga rodziców) Dzieci owszem akceptują tą sytuację jaka jest, ale gdzieś w środku jest żal stąd rezerwa do nowych partnerów rodziców. Każdy z rodziców pracuje na swój rachunek ...zarówno matka jak i ojciec, który na koniec wystawi dziecko, bo nie ma bezwarunkowej miłości - nawet dziecka, wiem to po sobie.

Są faceci, którzy po znalezieniu nowej partnerki skupiają się tylko na niej, a są faceci, tacy jak mój, którzy mimo, że mają partnerkę chca mieć kontakt z dzieckiem nie tylko weekendowy. Ja sama czasem mówię, żeby wziął sobie wolne w pracy i pojechał do córki. Jak się ma pracę  i mieszka się od dziecka 150km to ciezko jest się pogodzić wszystko ze sobą, ale mój facet robi wszystko co w swojej mocy.

40

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Pozytywka1985 napisał/a:

Viksi- teraz już wiesz,że co niektórym na tym forum brakuje takiej umiejętności jak czytanie ze zrozumieniem i przede wszystkim nie mają za grosz dystansu do tego co czytają..eh,co zrobić-najlepiej nie wchodzić na forum i nie czytać:-D bo czasami nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
   Wybacz,być może coś przeoczyłam w Twoim wątku ale Twój partner próbował uregulować sądownie kwestię widzeń z córką?

Zawarli porozumienie przed sądem, w którym była kwestia alimentów jak i widzeń. Mój partner ma nieograniczone kontakty z córką. Może ją widzieć tyle razy ile chce. Nie ma żadnych ograniczeń. Pierwsza wizyta córki ma się odbyć w obecności matki w miejscu zamieszkania ojca, ale ona nie spieszy się, żeby przyjechać. A później może ją zabierać do siebie mówiąc matce na 5 dni przed zabraniem córki do siebie. Zapraszamy ją do siebie, a ona mówi, że to my mamy przyjechać, bo jest kobietą wygodną i musi mieć limuzynę pod dom podstawioną smile

41

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:
moniaCo napisał/a:

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.
Ale widać moją wypowiedź wczesniej ominęlas szerokim lukiem, bo nie pasowala do Twojej wizji sfrustrowanej, byłej żony!!

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

Dobra zwracam honor!
Ale wciąż uważam że każdy przypadek jest inny...tyle, ile jest ludzi, tyle przypadków.
Tobie sie akurat trafiła sfrustrowana eksowa i warto, żebyś zajrzała na wątek, któy był Ci polecany!

42

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Pozytywka1985 napisał/a:

Viksi- teraz już wiesz,że co niektórym na tym forum brakuje takiej umiejętności jak czytanie ze zrozumieniem i przede wszystkim nie mają za grosz dystansu do tego co czytają..eh,co zrobić-najlepiej nie wchodzić na forum i nie czytać:-D bo czasami nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
   Wybacz,być może coś przeoczyłam w Twoim wątku ale Twój partner próbował uregulować sądownie kwestię widzeń z córką?
Przeczytałam Twój inny wątek i wiem już,że tak:-)
Viksi- próbowaliście udać się po poradę do radcy prawnego lub adwokata? ze swojego doświadczenia wiem ,że taki krok może zadziałać

Mamy taki zamiar. Do tej pory liczyliśmy, że kobieta będzie chciała dojść do porozumienia, ale niestety nic nie idzie w dobrym kierunku. My zawsze podchodzimy do tego spokojnie, ale jeżeli mój partner ma inne zdanie niż ona to już jest be. Czyli podobnie jak większość pań, które się tu wypowiadają smile

43

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Anik38 napisał/a:

Viksi, nie ma za co wink
Women&s, oczywiście, mała przeszła swoje, takie sprawy są przykre jak cholera, tatuś się wypiął i jest dupkiem, nie ma dwóch zdań. Jeżeli nawet zdradził żonę i odszedł, trudno. Powinien jednak zrobić absolutnie WSZYSTKO co w jego mocy, żeby dziecko ucierpiało jak najmniej. Fiut jest i tyle, o wiele bardziej dlatego, że olał dziecko, niż że zdradził i odszedł. Bo matka może znajdzie inną miłość i będzie szczęśliwa, a dziecko ma tylko jednego ojca, i zawsze może mieć żal do niego, że ją zostawił.

Właśnie to mam na myśli pisząc o wystawieniu rachunku. Matka małej nie broni kontaktów z ojcem i na odwrót, zawsze powtarza, że " jakie on sam ( ojciec) wypracuje relacje ze swoją córką takie będzie miał do końca życia". Nieszczerość uczuć jest wyczuwalna, szczególnie dzieciom. Wiem z własnego otoczenia jak wielu ojców walczy jak "lwy" w sądzie o dzieci, wspierani przez otoczenie, wywlekanie brudów etc,  a potem jak przychodzi do realiów ( czyli wyrok po ich myśli) to "słuch po nich zaginął"..czyli po co to ten bój w sądzie ? no bo wychodzi, że nie dla dzieci... i w tej sytuacji matka, co ma kolejną sprawę zakładać żeby zmusić ojca by był ojcem - wywiązywał się z zapisów wyroku sądu? Jak obserwuje co się wokół dzieje to bardzo sceptycznie podchodzę do szczerości intencji w walce o dziecko tych "panów", którzy sami zostawili te dzieciaki o które teraz tak walczą..

44

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
moniaCo napisał/a:
viksi napisał/a:
moniaCo napisał/a:

No ja jestem taką normalną, cywilizowaną byłą zoną, ktora nie robi zadnych problemow bylemu męzowi w kwestii kontaktow z dzieckiem.
Ale widać moją wypowiedź wczesniej ominęlas szerokim lukiem, bo nie pasowala do Twojej wizji sfrustrowanej, byłej żony!!

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

Dobra zwracam honor!
Ale wciąż uważam że każdy przypadek jest inny...tyle, ile jest ludzi, tyle przypadków.
Tobie sie akurat trafiła sfrustrowana eksowa i warto, żebyś zajrzała na wątek, któy był Ci polecany!

Zajrzałam spokojnie, nie musisz krzyczeć, ale że dalej się ktoś tu wypowiada nie chce zostawić tego bez mojego odezwu. Bo są na mnie nagonki zupełnie niepotrzebne.

45

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Viksi, musisz inaczej spojrzeć na tę sprawę. Sama jesteś młodziutka, nie masz dzieci, więc trudno jest Ci pewne sprawy zrozumieć. Dziecko tak małe - 2,5-letnie nie może rozstać się z matką i jechać 150 km w sumie obce dla niego miejsce, ja wiem, że zapewnicie mu należytą opiekę, ale ono jest związane głownie z matką i nie wiadomo jak zareaguje na taką rozłąkę. Lepiej żeby takie spotkania były u matki, albo w bliskiej jej obecności. Przeczytałam Twoje posty. Sa bardzo nerwowe, jesteś osobą apodyktyczną, która lubi postawić na swoim, obrazić tego, kto śmie mieć inne zdanie niż Twoje. Zdążyłam przeczytać Twoje niezbyt kulturalne wpisy, usunięte przez moderatora.  Moze tego zachowania boi się własnie była partnerka Twojego faceta? I powiem Ci , że ją rozumiem. To oni powinni sobie uregulować te spotkania z córeczką, a Ty powinnaś się z tego wyłączyć, bo swoim postępowaniem tylko pogorszysz.

46

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Dokładnie tak. Królestwo za moderatora :-) Czujny :-).....

47

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
viksi napisał/a:
moniaCo napisał/a:
viksi napisał/a:

Nic nie zostało kochana pominięte. Zobacz sobie wypowiedz oznaczoną nr #9, w którym piszę, że szanuje Twoją postawę i bardzo mi się ona podoba. Także proszę czytać uważnie i dokładnie, a nie na mnie nacierać.

Dobra zwracam honor!
Ale wciąż uważam że każdy przypadek jest inny...tyle, ile jest ludzi, tyle przypadków.
Tobie sie akurat trafiła sfrustrowana eksowa i warto, żebyś zajrzała na wątek, któy był Ci polecany!

Zajrzałam spokojnie, nie musisz krzyczeć, ale że dalej się ktoś tu wypowiada nie chce zostawić tego bez mojego odezwu. Bo są na mnie nagonki zupełnie niepotrzebne.

Ale ja nie krzyczę:-)

48

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Nektaryna napisał/a:

Viksi, musisz inaczej spojrzeć na tę sprawę. Sama jesteś młodziutka, nie masz dzieci, więc trudno jest Ci pewne sprawy zrozumieć. Dziecko tak małe - 2,5-letnie nie może rozstać się z matką i jechać 150 km w sumie obce dla niego miejsce, ja wiem, że zapewnicie mu należytą opiekę, ale ono jest związane głownie z matką i nie wiadomo jak zareaguje na taką rozłąkę. Lepiej żeby takie spotkania były u matki, albo w bliskiej jej obecności. Przeczytałam Twoje posty. Sa bardzo nerwowe, jesteś osobą apodyktyczną, która lubi postawić na swoim, obrazić tego, kto śmie mieć inne zdanie niż Twoje. Zdążyłam przeczytać Twoje niezbyt kulturalne wpisy, usunięte przez moderatora.  Moze tego zachowania boi się własnie była partnerka Twojego faceta? I powiem Ci , że ją rozumiem. To oni powinni sobie uregulować te spotkania z córeczką, a Ty powinnaś się z tego wyłączyć, bo swoim postępowaniem tylko pogorszysz.

Gdyby nie mogło to sąd nie ustaliłby wizyt córki w miejscu zamieszkania ojca to jest raz, a drugi raz dziewczynka każdego miesiąca zabierana jest do dziadków (rodziców mojego faceta) na weekend (od piątku do niedzieli) również oddalonych od mamy o 150km i malutka nie robi problemów. Uwielbia tu przyjeźdzać, a jak ma wyjeźdzać to dopiero wtedy jest smutna, że nie może zostać z dziadkami i tatuśkiem. Spotkania z dziadkami też są ustalone sądownie, bo również róbiła problemy i dziadkowie nie mogli widzieć wnuczki.
Moje posty są bardzo nerwowe tylko wtedy kiedy ktoś wpiera mi postawę jaką się nie kieruje lub obraża moją osobę w bardzo dosadny sposób, bo nie potrafi czytać ze zrozumieniem i mówi mi, że coś powiedziałam albo, że tak myślę, kiedy zupełnie tak nie jest. Chyba też byś się zdenerwowała jeżeli by Ci ktoś coś wpierał albo wymyślał zupełnie nową historię i podipsywał ją Twoim imieniem.
Oni już uregulowali kontakty, ale kobieta dalej ma z tym problem. Ja się w ogóle nie włączam w to całe "zamieszanie" stoje z boku i tylko wspieram słowem mojego ukochanego. A kiedy on chce, żebym coś skomentowała to to komentuje. JA SIĘ NIE UPIERAM i tego nie wymagam, żeby spotkania córki z ojcem były tylko i wyłącznie w naszym mieszkaniu. Ojciec dziecka tego chce i sąd tak ustalił. Może jeździć ile chce do matki swojego dziecka, żeby tylko spotkać się z Małą mi to nie przeszkadza. Chce jej stworzyć drugi dom, który ma po rozstaniu rodziców. Chce ją przyzwyczaić do obecnej sytuacji. Ale nie może, mimo, że tak bardzo się stara i wylewa siódme poty.
PROSZĘ CZYTAĆ UWAŻNIE, ZE ZROZUMIENIEM, KAŻDE ZDANIE, PO KOLEI.

49

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Niepotrzebnie moderator usuwa posty. Każdy potrafi czytać i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Ja gdybym byla na miejscu matki tej dziewczynki, to za żadne skarby nie zgodziłabym się, aby moje malutkie dziecko przebywało z tak agresywną, sfrustrowaną i wrogo nastawioną kobietą.

viksi napisał/a:

Gdyby nie mogło to sąd nie ustaliłby wizyt córki w miejscu zamieszkania ojca to jest raz, a drugi raz dziewczynka każdego miesiąca zabierana jest do dziadków (rodziców mojego faceta) na weekend (od piątku do niedzieli) również oddalonych od mamy o 150km i malutka nie robi problemów. Uwielbia tu przyjeźdzać, a jak ma wyjeźdzać to dopiero wtedy jest smutna, że nie może zostać z dziadkami i tatuśkiem. Spotkania z dziadkami też są ustalone sądownie, bo również róbiła problemy i dziadkowie nie mogli widzieć wnuczki.
Moje posty są bardzo nerwowe tylko wtedy kiedy ktoś wpiera mi postawę jaką się nie kieruje lub obraża moją osobę w bardzo dosadny sposób, bo nie potrafi czytać ze zrozumieniem i mówi mi, że coś powiedziałam albo, że tak myślę, kiedy zupełnie tak nie jest. Chyba też byś się zdenerwowała jeżeli by Ci ktoś coś wpierał albo wymyślał zupełnie nową historię i podipsywał ją Twoim imieniem.
Oni już uregulowali kontakty, ale kobieta dalej ma z tym problem. Ja się w ogóle nie włączam w to całe "zamieszanie" stoje z boku i tylko wspieram słowem mojego ukochanego. A kiedy on chce, żebym coś skomentowała to to komentuje. JA SIĘ NIE UPIERAM i tego nie wymagam, żeby spotkania córki z ojcem były tylko i wyłącznie w naszym mieszkaniu. Ojciec dziecka tego chce i sąd tak ustalił. Może jeździć ile chce do matki swojego dziecka, żeby tylko spotkać się z Małą mi to nie przeszkadza. Chce jej stworzyć drugi dom, który ma po rozstaniu rodziców. Chce ją przyzwyczaić do obecnej sytuacji. Ale nie może, mimo, że tak bardzo się stara i wylewa siódme poty.
PROSZĘ CZYTAĆ UWAŻNIE, ZE ZROZUMIENIEM, KAŻDE ZDANIE, PO KOLEI.

Dziewczynka zabierana jest do dziadków, a nie jeździ do nich sama 150 km. Dziadkowie najwyraźniej maja warunki dla wnuczki, skoro Sąd ustalił spotkania.
Pisalaś, że matka dziecka zapraszała was do siebie, ale ty sie nie zgodziłas, bo nie życzysz sobie spotkań z matką dziecka, oraz z dziadkami dziewczynki ze strony matki. Matka zaproponowała, że przyjedzie z dzieckiem do was i też sie nie zgodzilaś, bo chciała przenocować, a wy macie tylko jedno łóżko. Skoro się zaprasza gosci to trzeba mieć warunki na ich przyjęcie, a już w szczególności dla matki z małym dzieckiem. Na co liczyłas, że matka z 2 letnim dzieckiem będzie jechac 150 km, żeby tatuś pobawił się prze kilka godzin z córeczką, a jak już zabawa się znudzi, to matka ma zabierać dziecko i znikać?
A gdyby nawet dziecko samo przyjechało, co jest niemożliwe w jej wieku, to gdzie będzie spało? W jednym łóżku z wami, czy może poscielicie mu na podlodze - jak psu?
Ojciec nie ma warunków do przyjmowania dziecka w swoim domu, do tego mieszka z potwornie zadrosna i agresywna obcą kobietą, ktora dyktuje swoje warunki, więc nie ma się co dziwić matce, ze nie przywozi ojcu dziecka.
Jak pójdziesz do Sądu zeznawać jako świadek i zaczniesz klepać takie brednia, jakie pisałaś na tym forum, to dodatkowo pogrążysz tylko ojca dziecka.

50

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:

Ja gdybym byla na miejscu matki tej dziewczynki, to za żadne skarby nie zgodziłabym się, aby moje malutkie dziecko przebywało z tak agresywną, sfrustrowaną i wrogo nastawioną kobietą.

Ale nie jestes i dzieki za to Bogu!

xDeylax napisał/a:

Pisalaś, że matka dziecka zapraszała was do siebie, ale ty sie nie zgodziłas, bo nie życzysz sobie spotkań z matką dziecka

I co w tym dziwnego? Ty byś chciała spędzać czas z byłą Twojego faceta, która do tego Wam upieprza życie?

xDeylax napisał/a:

Matka zaproponowała, że przyjedzie z dzieckiem do was i też sie nie zgodzilaś, bo chciała przenocować, a wy macie tylko jedno łóżko. Skoro się zaprasza gosci to trzeba mieć warunki na ich przyjęcie, a już w szczególności dla matki z małym dzieckiem. Na co liczyłas, że matka z 2 letnim dzieckiem będzie jechac 150 km, żeby tatuś pobawił się prze kilka godzin z córeczką, a jak już zabawa się znudzi, to matka ma zabierać dziecko i znikać?

A przepraszam bardzo, czy dom Autorki to hotel? Gdzie jest napisane, ze oboje z partnerem maja obowiązek przenocowania MATKI dziecka? Hotele w okolicach pozamykane? Potrzeba odrobinkę dobrej woli, a wszystko się da zorganizować.

xDeylax napisał/a:

Ojciec nie ma warunków do przyjmowania dziecka w swoim domu

To akurat prawda, ja tez bym była jednak za wyjazdem ojca dziecka do swojej ex, by tam mógł spokojnie pobyć z dzieckiem - to się chyba da załatwić, Autorko, prawda? Albo umówione spotkanie u dziadków dziewczynki.

xDeylax napisał/a:

do tego mieszka z potwornie zadrosna i agresywna obcą kobietą, ktora dyktuje swoje warunki, więc nie ma się co dziwić matce, ze nie przywozi ojcu dziecka.

Nie zauważyłam, by Autorka zachowywała się agresywnie. To Ty na wstępie potraktowałaś ja epitetami w stylu "bezmyślna dziewucha", etc. Nie jest tez zazdrosna, wręcz przeciwnie, ewidentnie jej zależy, by partner miał kontakty z dzieckiem, ona sama tez chciałaby ten kontakt mieć.

Osobiście chciałabym, żeby mojemu ojcu tak zależało na kontakcie ze mną, no ale niestety, nie można mieć wszystkiego ;-).

A Tobie xDeylax, chciałabym dać rade - spuść trochę z tonu, doceniamy Twoje doświadczenie i wiedzę, aczkolwiek Twój jad, którym ocieka każda Twoja wypowiedz jest tu zbędny.

Pozdrawiam

51

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
Cynicznahipo napisał/a:

Ale nie jestes i dzieki za to Bogu!

I równiez dzięki Bogu nie muszę się użerać z męska ciamajdą, która nie ma własnego zdania i tańczy jak mu zagra obca, sfrustrowana baba.


Cynicznahipo napisał/a:

I co w tym dziwnego? Ty byś chciała spędzać czas z byłą Twojego faceta, która do tego Wam upieprza życie?

A  w jaki sposób upieprza życie kobieta mieszkająca 150 km od niej, której autorka nie zna i na oczy nie widziała.

Cynicznahipo napisał/a:

A przepraszam bardzo, czy dom Autorki to hotel? Gdzie jest napisane, ze oboje z partnerem maja obowiązek przenocowania MATKI dziecka? Hotele w okolicach pozamykane? Potrzeba odrobinkę dobrej woli, a wszystko się da zorganizować.

A jakim prawem matka dziecka ma wydawać pieniądze na hotel, tylko dlatego, żeby tatuś mógł spędzić czas z dzieckiem?


Cynicznahipo napisał/a:

To akurat prawda, ja tez bym była jednak za wyjazdem ojca dziecka do swojej ex, by tam mógł spokojnie pobyć z dzieckiem - to się chyba da załatwić, Autorko, prawda? Albo umówione spotkanie u dziadków dziewczynki.

W takim razie cały ten wątek jak i drugi, który założyła autorka jest bezzasadny, bo matka dziecka już dawno zaprosiła ojca dziecka wraz z jego partnerka do swojego domu.


Cynicznahipo napisał/a:

Nie zauważyłam, by Autorka zachowywała się agresywnie. To Ty na wstępie potraktowałaś ja epitetami w stylu "bezmyślna dziewucha"

Bo nią jest, koro na dzień doby załozyła dwa wątki, w których wykłócała się z każdym, kto miał inne zdanie niż ona i próbował cokolwiek grzecznie wytłumaczyć. Nikt w pierwszych postach jej nie obraził. Przypominam, że to autorka założyła temat "Sfrustrowane byle żony i samotne matki - jak to z wami jest" i nie docierały do niej żadne słowa grzecznie pisane przez użytkowników forum. Od początku narzuciła mentorki ton, próbując udowodnić, ze tylko ona ma rację.

Cynicznahipo napisał/a:

Nie jest tez zazdrosna, wręcz przeciwnie, ewidentnie jej zależy, by partner miał kontakty z dzieckiem, ona sama tez chciałaby ten kontakt mieć.

Ale dziecko jest na tyle małe, ze ten kontakt bez obecności matki może okazać sie niemożliwy. Matka dziecka chyba dba o wlasna córę prawidłowo, skoro dziecko jest zadbane, wesołe, uśmiechnięte, odważne, chętnie nawiązuje kontakty z nowo poznanymi osobami, co sama autorka  przyznaje w drugim wątku założonym przez nią - pierwsze spotkanie dziewczynki z autorką wątku w domu rodziców ojca.


Cynicznahipo napisał/a:

A Tobie xDeylax, chciałabym dać rade - spuść trochę z tonu, doceniamy Twoje doświadczenie i wiedzę, aczkolwiek Twój jad, którym ocieka każda Twoja wypowiedz jest tu zbędny.

Jeszcze trochę, a w tym wątku będzie pisać sama autorka + osoby pocieszające ją. Będzie słodko, miło i przyjemnie. I na tym pisaniu wszystko się skończy, bo tylko tyle może autorka - popisać sobie na forum.

52

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:

Ja gdybym byla na miejscu matki tej dziewczynki, to za żadne skarby nie zgodziłabym się, aby moje malutkie dziecko przebywało z tak agresywną, sfrustrowaną i wrogo nastawioną kobietą.

Wrogo to ja jestem nastawiona do Ciebie. Nie z racji tego, że masz inne poglądy, bo każdemu wolno myśleć na swój sposób. Ale wmawiasz ludziom, że są tacy, śmacy i owacy, najgorsi wręcz to jak człowiek ma się nie denerwować kiedy chce dobrze, a robi się z niego kogoś kto chce jakąś zbrodnie popełnić. Ja w ogóle powinnam uważać co do Ciebie piszę, bo napisze, że coś MOGŁOBY BYĆ, a Ty uznasz, że to BYŁO. Tak jak w przypadku tych mężczyzn, którzy RZEKOMO traktowali mnie jak przedmioty i rzucali dla innej panienki. Dla Twojej wiadomości przed tym obecnym partnerem miałam tylko jednego! z którym ja zerwałam. Agresywną, sfrustrowaną i wrogo nastawioną kobietą jesteś Ty. Uważasz się za najlepszą na tym forum. Myślisz, że pozjadałaś wszystkie rozumy. Każdy jest be, a Ty jesteś cacy, bo masz męża i studiujące dzieci i już tyle życia za sobą. Wydaje mi się, że nawet jak nie przeczytałaś moich postów od razu przykleiłaś mi nalepkę, że to ja jestem ześwirowaną małolatą, która wszystko chce popsuć, a mamusia dziewczynki jest wspaniałą kobietą, bo wychowuje sama dziecko. I skąd możesz wiedzieć jakby postąpiła i czy gdyby mnie tam nie było to czy by nie było sporów. A tak zapomniałam jesteś wszystkowiedząca i wszystkowidząca i wszystkoprzewidująca.

xDeylax napisał/a:

Dziewczynka zabierana jest do dziadków, a nie jeździ do nich sama 150 km. Dziadkowie najwyraźniej maja warunki dla wnuczki, skoro Sąd ustalił spotkania.

Ty naprawdę masz ograniczone myślenie. Przecież to normalne, że ojciec jeździłby po dziecko, a nie dziecko miało by jechać samo do niego. Poza tym Sąd nie zagląda ludziom do mieszkań. Chyba, że jest jakaś opinia z zewnątrz, że warunki są nie takie jak powinny. A czegoś takiego nie było, więc spotkania małej mają być u ojca w domu

xDeylax napisał/a:

Matka zaproponowała, że przyjedzie z dzieckiem do was i też sie nie zgodzilaś, bo chciała przenocować, a wy macie tylko jedno łóżko. Skoro się zaprasza gosci to trzeba mieć warunki na ich przyjęcie, a już w szczególności dla matki z małym dzieckiem. Na co liczyłas, że matka z 2 letnim dzieckiem będzie jechac 150 km, żeby tatuś pobawił się prze kilka godzin z córeczką, a jak już zabawa się znudzi, to matka ma zabierać dziecko i znikać?

Mój partner też się nie zgodził na jej nocowanie u nas w domu. Mamy na przeciwko hotel, więc nie było by problemu, żeby tam spała, mogę jej nawet zapłacić za pobyt. Ojciec się nie pobawi przez kilka godzin, bo jak już wcześniej pisałam jeżeli dziecko już ma zostać u taty to musi na dłużej niż 2 dni -takie jest zarządenie Sądu, nie moje,ani mojego partnera. I ojciec na pewno by nie puścił dziecka w tym samym dniu do domu. Mama jak chce to niech zostanie w hotelu albo wraca do domu. Dziecko przecież będzie bezpieczne i odwiezie się je pod sam dom.

xDeylax napisał/a:

A gdyby nawet dziecko samo przyjechało, co jest niemożliwe w jej wieku, to gdzie będzie spało? W jednym łóżku z wami, czy może poscielicie mu na podlodze - jak psu?

Jesteśmy w trakcie robienia sypialni, więc do czasu przyjazdu dziecka będą dwa łóżka, nawet jeśli by nie było to ja nie robie problemu,żebym to ja spała na podłodze na materacu.

xDeylax napisał/a:

Ojciec nie ma warunków do przyjmowania dziecka w swoim domu

byłaś, widziałaś? nie ? to zapraszam smile

xDeylax napisał/a:

do tego mieszka z potwornie zadrosna i agresywna obcą kobietą, ktora dyktuje swoje warunki, więc nie ma się co dziwić matce, ze nie przywozi ojcu dziecka.

JESTEM OBCĄ KOBIETĄ, BO BEZ ŚLUBU, boże jak mnie śmieszy to stwierdzenie, chyba powiem znajomym, którzy są po 7, 9 lat bez ślubu jacy to są straszni, że żyją bez ślubu, jak to tak można w ogóle smile A wyobraź sobie, że mój partner i jego ex też byli bez ślubu, wiec też są obcymi dla siebie ludzmi smile
O co jestem potwornie zazdrosna, bo nie rozumiem? O dziecko? W żadnym wypadku, kochane jest strasznie, nie moge się doczekać aż przyjedzie. O ex? Zbyt mocno czuje się kochana, żeby mieć wątpliwości smile

xDeylax napisał/a:

Jak pójdziesz do Sądu zeznawać jako świadek i zaczniesz klepać takie brednia, jakie pisałaś na tym forum, to dodatkowo pogrążysz tylko ojca dziecka.

Sama klepiesz brednie wyssane z palca. Sama sobie wymyślasz, że coś powiedziała, a nigdy by to nie padło z moich ust i klawiatury, na której pisze.

53

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

A mnie dziwi, że Ci "kochający tatusiowie" tak uparcie walczą w sądzie o jak najniższe alimnety na własne dziecko.
I też nie wrzucam wszystkich do jedgo worka. Tylko tak z obserwacji.

54

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
xDeylax napisał/a:

I równiez dzięki Bogu nie muszę się użerać z męska ciamajdą, która nie ma własnego zdania i tańczy jak mu zagra obca, sfrustrowana baba.

Sama masz w domu męską ciamajdę. Nie znasz mnie i nie wiesz jaki jest mój facet. Nie wiem z czego stwierdzasz, że to ja dyktuje warunki. Już nie mam na Ciebie słów. Nikt nie tańczy jak mu zagram, bo nikomu nie gram. Rozumiesz stara babo? Czy mam Ci to powiedzieć drukowanymi literami?

xDeylax napisał/a:

A  w jaki sposób upieprza życie kobieta mieszkająca 150 km od niej, której autorka nie zna i na oczy nie widziała.

Gdybyś potrafiła czytać to przeczytałabyś, że matka dziecka robiła problemy nawet jak mnie jeszcze nie było. Więc uprzykrza życie mojemu partnerowi nie dając mu dziecka, nawet wtedy kiedy mnie nie było to mu dziecka nie dawała.


xDeylax napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:

To akurat prawda, ja tez bym była jednak za wyjazdem ojca dziecka do swojej ex, by tam mógł spokojnie pobyć z dzieckiem - to się chyba da załatwić, Autorko, prawda? Albo umówione spotkanie u dziadków dziewczynki.

W takim razie cały ten wątek jak i drugi, który założyła autorka jest bezzasadny, bo matka dziecka już dawno zaprosiła ojca dziecka wraz z jego partnerka do swojego domu.

Tutaj napisze do obu pań. Postawcie się na miejscy takiego ojca, który chciałby widzieć dziecko więcej niż jeden dzień. Męczące jest codzienne jeźdzenie po 300 km ( w tą i z powrotem) i wydawanie pieniędzy na paliwo jak mógłby zabrać dziecko do siebie, bo ma takie prawo i dziecko mogłoby spędzić czas tylko z nim uciaśniając więzi. A poza tym gdyby Ciebie widok ex drażnił i ona robiłaby Ci problemy nawet przy dziecku z niewiadomych przyczyn, bo jej ex ma inne zdanie niż ona to chyba też wolałabyś oszczędzić to dziecku i zabierać je do siebie.

xDeylax napisał/a:

Ale dziecko jest na tyle małe, ze ten kontakt bez obecności matki może okazać sie niemożliwy. Matka dziecka chyba dba o wlasna córę prawidłowo, skoro dziecko jest zadbane, wesołe, uśmiechnięte, odważne, chętnie nawiązuje kontakty z nowo poznanymi osobami, co sama autorka  przyznaje w drugim wątku założonym przez nią - pierwsze spotkanie dziewczynki z autorką wątku w domu rodziców ojca.

Już napisałam, że jest możliwy.

55

Odp: Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest
bet napisał/a:

A mnie dziwi, że Ci "kochający tatusiowie" tak uparcie walczą w sądzie o jak najniższe alimnety na własne dziecko.
I też nie wrzucam wszystkich do jedgo worka. Tylko tak z obserwacji.

Mój partner akurat nie walczył o niższe alimenty. Zgodził się na kwotę, którą ustaliła matka dziecka.

Posty [ 1 do 55 z 68 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Sfrustrowane byłe żony i "samotne" matki - jak to z wami jest

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018