Witam Was serdecznie moje drogie nowe koleżankeczki
. Chciałam na początku naszej znajomości przytoczyć wam historię z naszego życia tzn. mojego i męża. Czytalam duzo to forum i widze ze na prawde morzna tu znaleść porady dotyczące każdego tematu, więc zaczynam, oto moja historia zaopatrzona w znak zapytania na jej końcu:
A więc z mężem znamy się od czasów wspulnej podstawówki. Dobre relacje od początku toważyszyły naszym relacją. Ale to nie trwało zbyt długo jak biorąc pod uwagę długość ogólną życia. Ja pochodziłam spod warszawy, on z warszawy, ale byliśmy w tej samej szkole, bo moji rodzice mieli wkrótce sie przeprowadzić do warszawy, skąd teraz do was pisze (bo tak było). Ewidentnie od poczatku samego naszej znajomości ciągneło nas do siebie nawzajem, zaczeliśmy się umawiać jak miałam 12 lat, a on 13, ale nie przeszedł z klasy do klasy za złę zachowanie z wcześniejszych lat młodości i w końcu bylismy wtej samej klasie. Sama również chciałam, aby coś ztego było. Teraz żałuję. Eryk (nazywajmy go tak, bo mi sie podoba to imie, ale on sie nazywa inaczej) wyznał mi miłośc jak mielismy po 17 lat i od tamtej pory bylismy już razem, nieprzerwanie aż do dnia 3 sierpnia w tym roku. Spadlo to na mnie jak grom z jasnego nieba. Z sytuacji niepewnych to między innymi moja zdrada jego, 4 lata po rozpoczeciu związku. Anka, moja koleżanka wzieła mnie ze sobą na imprezę donaszego kumpla piotrka. Jestem nieśmiała, więc nie chciałąm iść, ale w końcu poszłam. Eryk został w domu bo źle sie czuł tego dnia, bo od zawsze miał problemy z wontrobą. Byla jakoś 2 w nocy już, gdy już miałam iść i już nawet stałam w dzwiach wyjściowych, ale znajomi namówili mnie jeszcze na pożegnalną kolejkę wódki. I tak pierwsza, druga trzecia pożegnalna. Stałam na nogach jeszcze godzine wczesniej. Teraz strasznie mnie zmogło. A kolega piotrka daniel (imiona pozmieniane) widział że nie czuję się najlepiej i zaprowadził mnie zamiast do taksówki to niestety na piętro domu piotrka. I stało sie. Bardzo nie chciałąm by do czegokolwiek doszło, ale zaczoł mnie całować, ja nie umiałam sie powstrzymać i tak wyszlo, ze skonczylismy na wspolnej nocy. A moj maż eryk bardzo sie podobał zawsze ani i ona mu o wszystkim opowiedziała, ale wybaczyl mi. Rzadko wczesniej czulam sie tak upokorzona. Duzo otym myslalam później. Zalamalam sie i niestety rok później stało sie to drugi raz, ale o tymjuż nie będę pisała, bo to już w ogóle nie ma sie czym pochwalić. Opowiadam to Wam jako pierwszym osobą spoza grona przyjaciół, mimo że od tamtego czasu mineło na prawde długo. Moje zycie legło w gruzach gdy on ostatnio powiedział, że przez 10 lat od tamtych wydarzeń nonstop myślał o zemście i dokonywał jej stopniowo. Nie moge sie pozbierać teraz. I chyba jestem jhuż na skraju wytrzymałości, myśle o emigracji aby rozpocząć nowe życie z dala, bo próba powrotu do eryka zajmuje mi całyczas i całą energie. Emanoawlam radością przez tyle lat, a teraz wszystko poszło z dymem spalonych mostów. Totalnie przybilam sie, gdy uslyszalam, ze on przez 10 lat spotykał sie z coraz innymi kobietami, wszystkie na "jedną noc". O tym że teraz jużwiem, że nie chciał sie zemną kochać, bo był zarażony chorobą weneryczną i ją leczył to już nie wspominając. Cierpię tak silnie. Irytuje sie gdy inni mówią mi żebym go zostawiła bo nie jest godny mojego zainteresowania. E tam, gdzie, przecież to ja zawiniłam najbardziej - odpowiadam. Szukać nowego partnera nie chcę, eryk był la mnie idealny, bylismy dla siebie stworzeni. Z tego wszystkiego najbardziej szkoda mi wspaniałych 19 lat znajomości. Yyyy.. to którędy na lotnisko? ![]()
Doradzcie mi coś prosze was jak go odzyskać. Z wyrazami szacunki, zrozpaczona nieznajoma.