hej hej,
Problem mój pewnie typowy ale może coś poradzicie. Byłam z Facetem 1,5 roku. Wzloty i upadki ale generalnie OK. On ma 49 lat ja 43. Oboje po przejściach, oboje z przewichrowanymi charakterami...Rozumieliśmy sie w każdej kwestii, byliśmy nie tylko kochankami ale i przyjaciółmi. Prawdziwymi. Niestety zaczal sie zmieniac jak zaczelam "wymagać" - że brak mi jego bliskości, itp. Powiedzialam mu ze go kocham, on na to nie byl gotowy.Ale chcial walczyc o nas, twierdził, ze jestem dla niego wszystkim.Nagle zerwal . Cos tlumaczył dlaczego, ale nic mi się nie zgadzało. Ani czas ani jego tłumaczenia..Podejrzewałam inna kobiete - zaprzeczał. Dalej spotykaliśmy sie jako kumple,bylismy przyjaciolmi.Ale ta druga baba siedziała mi gdzies za skora.. Podejrzewalam nawet ze wiem kto to jest. Jego koleżanka z pracy. 20 lat mlodsza.Niestety ( i nie tylko jest to moja opinia) jest to typ słodkiej idiotki o charakterze malej k...i. Ma faceta ale raczej sluzy on do kasy, podwożenia samochodem itp. Czas pokazal ze mialam rację. Moj były , na 100 % za jej podszeptami, zaczął sie ode mnie odwracać, nawet jako przyjaciel. Kiedy potrzebowalam jego przyjazni, wsparcia, gdy mialam podejrzenie raka piersi - uciekł. Zaczal kłamac, unikac spotkan ze mna nawet w wiekszym gronie. Wywaliłam mu to co wiem i podejrzewam. Znow zaprzeczyl. Ze przeciez ona ma 20 lat mniej.... Z rozmow z naszą wspolną przyjaciółka dowiedzialam sie z czasem, że on dostał kompletnego fioła na punkcie tej dziewczyny. Chce z nią byc ale jest problem - jej facet.... Dal jej ultimatum - albo on albo tamten. A ona sie oboma bawi. Nie daje mu wiążącej odpowiedzi, bo jej to nie przeszkadza. Trwa to juz 6 miesiecy - od czasu naszego rozstania.Nakręca go, ponoć nie spali ze sobą jeszcze. Wiem, że on przechodzi kryzys wieku średniego. ale żal mi i jego że dał się złapać młodej cwanej dziewczynie i mam żal że mnie okłamywal. A to zniszczylo to co było najfajniejsze - przyjazn. Teraz nie odzywa sie do mnie wcale. Jeszcze do połowy czerwca utrzymywal ze mna jakis kontakt. teraz NIC. Zaprosil mnie na urodziny, ona tez byla, poszłam ale czułam sie podle. Brakuje mi go , dalej go kocham...
Do tego stopnia zgłupiałam ze poszłam do tarocistki, wiem, śmieszne... Jednak to co powiedziala o przeszlosci mojej , jego - wszystko sie zgadza..Nasze charaktery, przeżycia, psychologia..Ta tarocistka jest również psychologiem klinicznym. Powiedziała co zrobilam źle czego nie powinnam nigdy mowic, robić. .Powiedziala i o tej dziewczynie - tez wszystko sie zgadza. jej charakter, wyrachowanie... Powiedziala rowniez ze on wroci. niedlugo, bo dostanie kosza od tamtej ( no, fakt - nic nie ma procz wieku
- zero kasy, długi, brak wlasnego mieszkania itp ) i ze bedziemy razem a teraz mam sie do niego nie odzywac. grać jak on chce. Tyle ze nie wiem co mam robic jak faktycznie ON WROCI.... jak sie zachowac...
Kocham go caly czas , już wyciszyłam emocje ale ... no wlasnie...nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzic...
Moze wy cos ?
pozdrawiam
Joanna
Podobne tematy
Też Ci mogę Tarota postawić. Porównasz sobie ![]()
wiesz, człowiek w zapętleniu robi dziwne rzeczy
niemniej trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność
i.. no wlasnie , co dalej jak to wyjdzie ? jak sie zachowac ? oto jest pytanie...
wiesz, człowiek w zapętleniu robi dziwne rzeczy
![]()
niemniej trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność![]()
i.. no wlasnie , co dalej jak to wyjdzie ? jak sie zachowac ? oto jest pytanie...
Ty myśl o tym co dalej zrobić ze sobą i swoim życiem, a nie czekać z założonymi rękami, ze on wróci. Może wróci, może nie wróci, a to jak się sobą zajmiesz i własnym życiem wpłynie na to jak się zachowasz, kiedy faktycznie wracać będzie chciał.
Wiesz, mi też wróżka przewidziała, ze były będzie chciał wracać i chciał! Kombinował! Ale byłam w takim okresie życia, że go wyśmiałam w twarz za te jego próby i kazałam się pocałować w nos XD
ja juz i tak mam lepiej niż miałam... Nie ryczę po nocach, nie zamykam się na świat, co robilam przez 2 miesiące..U mnie do tego niestety dochodzą 2 problemy, natury zdrowotnej. 1/ menopauza więc całkowite spapranie psychiki (leczę się juz ) + stres poporonny.:( O czym wiem dopiero od niedawna. Mimo brania piguł, zaszłam z nim w ciąże, poronilam - 8 tydzien. Nikogo wtedy przy mnie nie było... Jemu też nic nie mówilam. W szpitalu nikt nie zaproponował mi żadnej pomocy psychologicznej . ZERO . Teraz wiem że wtedy się zmienilam... On tez musial to widziec. Ale nie pytal. O ciązy powiedziałam mu dopiero po naszym rozstaniu ..jak wszystko wywalaliśmy na wierzch. Nie potrafię jednak powiedzieć co czuł. on emocji nie okazuje.
Ale wszystko to zbiegło się jak gacie w praniu... I tak jest już duuuuużo lepiej.. Tylko te cholernie mimo wszystko mocne uczucie do niego. Nie potrafię przestać go kochac...