rozstałam się z chłopakiem jakiś czas temu... traktował mnie bardzo, bardzo źle... a ja na to pozwalałam. były inne dziewczyny. już pisałam tutaj kiedyś trochę o tej sytuacji.
wcześniej miałam go za dobrego, wrażliwego chłopaka który chce stabilizacji. taki obraz swej osoby we mnie utrwalił. jednak po czasie i to dość szybko, zaczął pokazywać że za bardzo interesują go inne kobiety. mimo słów które sobie przysięgliśmy i obietnic (małżeństwo, narzeczeństwo) potrafił powiedzieć np. "kiedy to było... my? ślub? narzeczeństwo trwa rok, ten rok już dawno minął nie łudź się". okropne słowa, widział że mi zależy. że naprawiam swoje błędy, które wyrządziła mi choroba i walczyłam o zdrowie. wydaje mi się, że osoba która kocha wyciągnęłaby rękę, wspierała w trudnych chwilach, a nie szukała pocieszenia u innych kobiet. żeby to była jeszcze jakaś jedna, przypadkowo spotkana dziewczyna... no wiadomo - miłość nie wybiera. a to było gorsze. szukanie specjalnie przygód, jakieś rozbierane zdjęcia, potem kłamstwa, robienie ze mnie wariatki.
w ostatnim "akcie" jednak otrzeźwiałam, przestałam się łudzić i robić z siebie idiotkę. gdy zerwałam z nim kontakt, od jego manipulacji, nagle wyzdrowiałam. skończyły się myśli samobójcze trwające tak długo, spostrzegłam że to on tak wykańczał mnie psychicznie, tak niszczył.
zastanawia mnie. byłam jego pierwszą dziewczyną. i tak mnie potraktował. ohydnie... ja dla niego byłam za dobra, wszyscy to mówili. powiedzcie mi, czy ten typ tak ma? tacy faceci są, takie typy i już? czy może traktował mnie tak, bo byłam "chora" i w jakiś sposób sobie na to pozwoliłam?
dzięki za jakieś wyjaśnienie... ktoś mi powiedział, że to typ faceta: "bajerant". ale czy takie osoby w ogóle są w stanie być z kimś?