Bardzo Was proszę o pomoc i z góry dziękuję za każdy post .Założyłem tutaj specjalnie konto, może trochę przesadziłem z wyborem forum DLA KOBIET, ale wydajecie mi się spoko. Plus muszę się wygadać, bo jest mi bardzo ciężko.
2 miesiące temu zmarła moja matka. To była nagła, tragiczna śmierć. Razem z ojcem pojechali do znajomych nad jezioro, pływali motorówką i mamę użądliła osa(jest uczulona na jad), zmarła w drodze do szpitala - coś jak w przypadku Ewy Sałackiej. Dlatego taka nagła śmierć bliskiej osoby boli jak cholera, jakby ktoś ci dał po twarzy rozgrzanym drutem.
Żeby można było w pełni zrozumieć tę sytuację, muszę opisać trochę historię mojej rodziny, mam nadzieję, że nie zanudzę.
Moi rodzice od zawsze byli w sobie zakochani jak nastolatkowie. Poznali się w tym okresie(mój ojciec jest Słowakiem, mama polką,od zawsze mieszkaliśmy na Słowacji, ale 2 lata temu przeprowadziłem się do Wawy i studiuję na akademii muzycznej), szybko się pobrali. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie byłem planowany, ale ich podejście do mnie było mniej więcej takie - "ahh, mamy już to dziecko, trudno, może je wychowajmy!". Ich miłośc była wielka, nie dało się tego ukryć. Nigdy nie przestali byc sobą zauroczeni, zakochani. Sam czasami uważałem to za kretynizm, ale z drugiej strony to wielkie szczęście(mimo, że czasami rodzice mnie olewali zakochani w sobie).Niczego mi nie brakowało, ale sam radziłem sobie z własnymi problemami, uczyłem się gry na skrzypcach i innych instrumentach no taki po prostu jestem - daję sobie w życiu radę.
Ale teraz nie wiem co robić.
Po śmierci mamy mój tato straszliwie się zmienił. Na początku po jej odejsciu oczywiście przeszedł szok, załamanie nerwowe i psychiatra powiedział mu, że teraz najważniejsza jest rodzina, która pozostała(majac na mysli mnie). Ojciec ma dwóch braci jeszcze, ale jeden ma żonę i mieszka na drugim koncu kraju, a drugi to taki wolny ptak, szlaja się po świecie i rozrabia na koncertach swojego zespołu. OK, to co powiem może być niezbyt kolorowe, ale ja nie byłem nigdy zżyty bardzo z moim tatą. On szalał za moją matką, której teraz nie ma. Ale ja od miesiąca mieszkam z ojcem, wróciłem na słowację chwilowo i spędzam ten czas z ojcem. Problem leży w tym, że widzę jak on się zmienił i widzę, że jestem bezradny. Ojciec siedzi cały dzień np. czyta gazetę, układa pasjansa. Takie proste zajęcia. Dużo z nim nie rozmawiam. Jak chcę się zabrać do poważnej rozmowy to zmienia temat, idzie do innego pokoju i tak się zawsze kończy. Pilnuję go, żeby rano np zjadł śniadanie i zrobił podstawowe rzeczy. I wiecie czego się boję? Że on to robi tylko po to, że ja jestem w domu. Że jak wyjadę to on od razu pójdzie do lasu się powiesić. Gadałem z psychiatrą, powiedział, żebym rozmawiał z ojcem. Ale jak, gdy sie nie da? On mnie traktuje chyba jak intruza jakiegoś, chociaż bardzo chcę mu pomóc i chcę być dla niego oparciem. Oboje jesteśmy w żałobie jeszcze, oczywiscie nie wymagam żeby po 2 miesiącach już wchodził na portal randkowy i szukał nowej żony, nie jestem kretynem.
Moje pytanie brzmi: jak mam z nim porozmawiać, żeby mu się nie narzucać, nie być dodatkowym obciążeniem. Proszę, pomóż ktoś. Wiem, że to trudny temat, ale może macie jakieś wskazówki? Moi znajomi i przyjaciele nie potrafią mi pomóc. Będę wdzięczny za każdy list!!