Witam wszystkich, szukam porady. Myślałam o udaniu sie do specjalisty, poniewaz ciazy to na mnie juz od ponad roku.
Gdy mialam 18 lat poznalam chlopaka, w ktorym zakochalam sie od pierwszego wejrzenia na korytarzu. Chodzilismy razem do szkoly, obserwowalam go przez jakis czas, i gdyby nigdy nic,w ogole go nie znajac - po prostu wpadlam po uszy...
Jak to za malolata - zaczelo sie chodzenie,pocalunki,pierwszy seks.. Mialam juz paru chlopakow przed nim,jednakze nigdy nic tak "mocno" mnie nie uderzylo.
Szybko zamieszkalismy razem, postanowilismy ze to dobry pomysl jako ze zaraz po szkole sredniej on chcial wyjechac za granice- a ja wylecialam za nim. Mloda,glupia i chyba zakochana.
Bardzo mi sie podobal, czulam sie, jakby to byla moja druga "meska" polowka. Nic mi w nim nie porzeszkadzalo. Nawet drobnostki, wszystko dla mnie bylo piekne.
Uderzyla mnie jedna rzecz- klocilismy sie czesto, byl bardzo agresywny. Gdy cos go wyprowadzilo z rownowagi, musial albo cos zepsuc, albo zrobic sobie krzywde ( co bardzo mnie zdziwilo. Nie wychowywal sie z ojcem, poniewaz ten jest alkoholikiem i mama wyrzucila go z domu, gdy on sie urodził ). Ogolnie pochodzil z biedniejszej rodziny, co takze mi nie przeszkadzalo.
Wiele razy sie klocilismy i plakalam z tego powodu, bo jestem typem czlowieka ktory szybko sie godzi, on natomiast uwielbial robic mi na zlosc ( wychodzil, nie odbieral telefonu itp itd.)
od samego poczatku mial tez tendencje do klamania, nawet na temat pierdół ( no ale klamstwo to klamstwo,ja nie umialam tego zrobic. )
Gdy wyjechalismy za granice, duzo rzeczy bylo na mojej glowie, bo wszystko za niego robila mama. Nie przeszkadzalo mi to,nawet robilam to z przyjemnoscia. Do czasu...
Zaczelo sie miedzy nami psuc.
Zauwazylam,ze jest leniwy, agresywny, sam podejmuje wszelakie dezycje ( bo w koncu jest dorosly )..
W dodatku nie mial zadnej ambicji, a jak nie mialam ochoty na seks to strzelal fochem i potrafil sie do mnie dlugo nie odzywac,twierdzac,ze go nie kocham.
Czulam sie jakbym miala pod soba dziecko,nie mezczyzne.
Stalo sie,zaczelam go zdradzac,ale za kazdym razem do niego wracalam , bo tak za nim tesknilam.
Wiem,ze to chore, bo czegos mi brakowalo w tym zwiazku,dlatego chodzilam na boki ( wiem,nie powinnam, prosze, nie oceniajcie mnie w negatywny sposob.)
Bardzo zle sie z tym czulam,ale za kazdym razem do niego wracalam, on natomiast o wszystkim wiedzial, bo nie umialam go oklamac.
Cala wine zwalal na mnie, az w koncu po 4 latach powiedzialam sobie "dosc" i odeszlam. Stal sie za bardzo agresywny, robil krzywde sobie i przerazal ludzi dookola.
Rozstanie bardzo mnie bolalo. Wrocilam do pustego mieszkania, wyprowadzil sie nic nie mowiac i zabral wszystko,czego sie dorobilismy.
On bardzo szybko znalazl sobie nowa milosc, zareczyl sie i juz ma dziecko ( a jestesmy po 1,5 roku po rozstaniu )
a ja ? ciezko bylo mi sie z tego wyleczyc.
Czuje sie jakas taka... psychicznie okaleczona.
Mysle, juz nie ma w tym tesknoty tylko myslenie.
Sni mi sie po nocach.
Nie wiem co to bylo, milosc, czy zauroczenie, nie mam pojecia, nie wiem tylko jak zostawic to za soba i zaczac od nowa, bo jak mi sie nie przysni, to mysle.
A juz tyle czasu minelo...
Mam przy boku wspanialego mezczyzne ale to, co bylo tak mnie boli, ze ranie nie tylko siebie,ale takze i jego.
Jak sobie z tym poradzic ?
Chce zaczac wszystko od nowa, a on chodzi za mna jak zly cien, mimo tego,ze nawet wyprowadzilam sie z tamtego miasteczka,bo nie chcialam na to wszystko patrzec.
Podobne tematy
Miłość? Niech no że sie uśmiechne... ale tak, każdy wyraża ją i opisuje jak chce. Niektórzy jak kochają to ucinają członki :>