Właściwie to nie wiem od czego zacząć.
Jesteśmy ze sobą 6 lat. Mieszkamy od 5. Po wielkim kryzysie od roku było ok. Az do teraz.
Zaczęło się od tego ze denerwował mnie jego narcyzm. Na początku tylko denerwował. Ale od roku jest siłownia 3 godziny dziennie, dieta, używki wspomagające i to jest jego priorytet. Pilnował mnie z jedzeniem (schudłam 20 kg). Niby to dla mojego dobra ale zamiast mnie czasem pochwalić czy powiedzieć ze dobrze wyglądam to ciągle jest coś nie tak. A to brzuch jeszcze do poprawki a to uda. I myśli ze mnie to motywuje. Siłownia nie jest całym moim życiem i nigdy nie będzie a gdy dwa razy z rzędu nie zrobiłam chociaż kardio to było wypominanie ze się znowu zaniedbuje. Ogląda się w lustrze 5 razy dziennie i pokazuje ciągle ze tu mu żyła wyszła fajnie a to mięsień brzucha skosny dobrze widać. Cały czas ogląda chude panienki z mega brzuchami i sztucznymi cyckami. Mi też się taki wygląd podoba ale przykro mi ze to jest jego ideał bo ja niestety mimo wysiłku nigdy tak wyglądać nie będę. On uważa się za najpiękniejszego i najmadrzejszego a inni są be. Odraza mnie coraz bardziej i meczy to jego zachowanie.
Poza tym zrobił się przemadrzaly. Zaczyna wypominac mi ze ja nie pracuje. Ze nie mam hobby. Ze o siebie nie dbam. Ze się czepiam. Ze jestem leniwa. A to nie jest prawdą.
Nie pracuje bo nie mogę podjąć stałej pracy na miejscu (w grę wchodzi tylko praca zdalna) i od lat taki był układ i wiele razy sam mówił ze tak jest dobrze. Lubie czytać i jestem ambitna, robię kolejne studia. Dbam o siebie bo gdybym tak nie było to bym 20 kg nie schudła. A leniwy czasem jest każdy ale w domu wszystko robie tak jak trzeba.
Znowu miałam przeczucia ze coś przede mną ukrywa. Gdy chciałam rozmawiać zrobił ze mnie histeryczke i bluszcza.
Gdy wiem ze coś kręci i mu to mówię - jest złość i agresja.
Wszystko to do kupy złożone razem sprawiło ze od zwykłego zmęczenia po prostu zaczyna mi przestawac zależeć. I mimo że mi przestaje to jest mi przykro. Próby rozmowy nic nie dały bo to ja robie problem. Czuje się jak za karę we własnym domu. Wstawalam rano zestresowana czy nie będzie się o coś czepiał. Bałam się powiedzieć o swoich uczuciach i przypuszczeniach żeby nie zrobił ze mną wariatki albo nie zareagował agresja. Uzależnil mnie poniekąd od siebie a uważa że powinnam być szczęśliwa bo o nic się nie musze martwić. Kulminacja była w piątek. Bo chciałam jechać do rodziców na weekend bo on wyjeżdża do pracy. Nie chciał mnie zawieźć (byłam z psem wiec autobus odpada w taki upal) i nie miałam się czym wydostać. Była kłótnia, było szarpanie. W sobotę zostawił mnie i psa 100 km od domu na pks bo mu było nie po drodze... Jest obrażony na mnie za to ze ciągle go o coś podejrzewam ze się czepiam. Wyłączył telefon i używa nowego numeru którego oczywiście mi nie dał. Nie wiem gdzie jest ani czy jest wszystko w porządku.
Wiedział ze jestem nieszczęśliwa. Ze jest mi ostatnio z nim źle. Ze się odsunelam. Powiedziałam mu dlaczego tak czuję. Nie zrobił nic a cała wina obarczyl mnie i sam uciekał z domu na całe dnie by teraz całkiem się uwolnić. Nie wiem kiedy wrócę do domu. Teraz jestem u rodziców. Ale bije się z myślami. Cześć mnie czuje ulgę. Czuje ze tutaj jest mi lepiej. Nikt mnie nie poucza nie ma pretensji nie krzyczy. Nie czuję strachu. A cześć mnie ciągle myśli o nim. Czy jest bezpieczny. Czemu tak się zachowuje. A może teraz mnie zdradza. Czemu się nie stara tylko ma to wszystko gdzieś.
Bije się z tym i nie wiem która strona ma przewagę.
Boje się ze to juz koniec. A może się z tego cieszę ?