Witam wszystkich, musze komus to napisac bo chyba nie dam sobie rady sama a nie mam zadnych przyjaciol.
Napisze tak dość w skrócie. Mieszkam obok sąsiadów alkoholikow, ćpunów, takich prawdziwych meliniarzy, co weekend z 50 osob tam się zjezdza takiej patologii i zawsze burdy, policja itd. niestety do czasu wyprowadzki jeszcze pare miesięcy musimy przezyc. No i doszło do tego ze pojawil tam się jakiś nowy psychol niby kochanek sąsiadki ( młodzi sa tam wszyscy około 30stki) która ma meza, my nigdy nie utrzymywaliśmy z nimi kontaktu ewentualnie do takich dwóch normalniejszych odpowiadaliśmy dzień dobry no i wczoraj przezylam cos strasznego. Po 22 drugiej slysze ze ktoś wszedł na ganek i puka w srodkowe drzwi (te już w domu) mój partner od razu wstal i poszedł i slysze ze ten wlasnie koles sąsiadki mowi : te ***** masz problem? dawaj wyjdz ( oczywiście jakiś naspany z piwem i w majtkach stal) zaraz to załatwimy, mój facet mowi wyjdz z mojego domu , a on dawaj cioto, wtedy ja wyszłam patrze a pod furtką stoi około 10 osob wypitych jakies male kórewny tez wszyscy nas wyzywali mnie od ku**ew, szmat ze dostane i mój tez, oczywiście nawet nie pytałam o co chodzi bo bylam wystraszona, ale wkroczyłam przed mojego który stal i mowie proszę oposcic moja posesje bo zadzwonię na police i ten koles mnie opluł, pokazal mi srodkowy palec i chciał isc na podworze, zaczol mnie przedżeźniac jak 5cio latek wzielam telefon, to wtedy poszedł w strone bramki i jeszcze chwile tam stali nawyzywali bluzgali do tej pory nie wiem o co chodzi... No i najważniejsze... Mój partner był tak wsciekly ze mnie wyzywali, baliśmy się o synka ich było tam kilkunastu i bardzo to przezyl ze NIE ZEREAGOWAŁ, tlumaczylam mu ze jakby dal się sprowokować to inni by przeskoczyli nasz plotek i byłoby pozamiatane, żeby myslal o synku ze z patologia się nie dyskutuje, i nie zaczyna. Nie spal cala noc przed chwila polozyl się do luzka, jest mi go szkoda, on się tym zadreczal cala noc, nie może przezyc ze mu nie dal w zeby i ze go odciagnelam, mój partner czuje się nikim w tej chwili( sam mi to powiedział) i pytal czemu go odciagnelam, no po prostu widziałam jak mój stal i piesci zaciska z nerwow, oboje byliśmy w szoku o co chodzi i co się dzieje..
I moje pytanie brzmi jak mam mojemu partnerowi pomoc? jak ja mam z nim rozmawiać ze to żadna ujma na honorze ze tego kolesia nie spral? dodam jeszcze ze mój mezczyzna jest bardzo silny ma ogromne rozbite rece ( jest mechnikiem) i widziałam wtedy ze tak się wsciekl ze chyba by tego kolesia zabil
i dlatego wkroczyłam... tlumacze mu ze ma rodzine nas żeby się już nie przejmowal ( z policja załatwione już) ale on itak siedzi i tak mieli w glowie i myśli a on jest z takich twardych ludzi introwertyków, i zawsze był taki ze sobie " nie da" ale nigdy nie mielismy przez 5 lat takiej sytuacji jak ta wczorajsza... Pomozcie jak ja mam z nim rozmawiać żeby mu było lzej? tez bardzo to przezywam:(