Witam wszystkich..proszę o radę bo biję się z myślami i nie wiem czy dobrze robię......jestem po ślubie 18 lat...mam dwoje dzieci.....w pierwszej ciąży mój mąż miał romans z koleżanką z pracy.
.bolało, były kwiaty przeprosiny i esemesy do niej i od niej.......przebolałam bo byłam tak ślepo zakochana że zawsze dałam sobie wcisnąć każde kłamstwo....minęło 7 lat..niby wszystko dobrze więc druga ciąża...te same esemesy wyjazdy ta sama koleżanka...okazało sie że byli parką cały czas.....w międzyczasie znalazłam w jego komputerze anonse..ogłaszał się na portalach randkowych jako....biseksualista chętny do poznania tak kobiety jak i faceta nawet z większym nastawieniem na facetów....zawsze wcisnął mi jakiś kit a ja zawsze wierzyłam.....i tak minęło 17 lat mojej śpiączki....jemu zaczęy dokuczać problemy finansowe w pracy więc skończył ze zdradami a zaczął tzw resety czyli upijanie się do upadłego przy każdej imprezie u znajomych a do mnie zaczął być hamski i zlewczy...w końcu po pijanemu rozbił samochód i siebie..były wielkie łzy postanowienie poprawy u moja deklaracja że to już ostatnia szansa...minęło pół roku i znów niedopity u znajomego urządził mi awanturę w domu bo chciał mi zniszczyć tel ponieważ uznał że mam kochanka i mam w tym tel coś do ukrycia....chodził za mną po domu i rozbijał kolejno lampy szafki wszystko wokół mnie , na końcu rozbił o podłogę mój laptop...było to przy ludziach/pracownikach którzy byli u nas w domu akurat...na koniec naubliżał mi że jak chcę się szmacić to mam się szmacić tak żeby on nie widział
...następnego dnia przyszedł do mnie z pretensjami pt co mam mu do powiedzenia!....coś we mnie pękło wybudziłam się nagle jak z letargu..całe to nasze życie mi się wyświetliło jak film..jak mogłam wierzyć w te wszystkie kłamstwa? Jak mogłam tolerować takie zdrady? ? Co się ze mną działo?? Nie wiem ale wiem że tym razem złożyłam pozew i chce rozwodu ale on ma nade mną jakąś władzę psychiczną, wie jak mną manipulować i boję się że znów ulegnę dla dobra dzieci dla dobra ogółu.....poszedł do psychiatry leczyć swoją nerwicę bierze leki uspokajające i...wzbudza litość i współczucie...jest teraz idealnym mężem i ojcem
.miłym grzecznym że aż mdli mnie od tego.....nie jest już dla mnie partnerem nie pociąga mnie jako mężczyzna ale żal mi go......czy źle robię że marzę o byciu z prawdziwym mężczyzną mimo że takiego nie znam i możliwe że nie poznam? Czy źle robię że sie rozwodzę? Powinnam dać kolejną szansę i liczyć że nie zmarnuję sobie reszty życia przy tym człowieku? Zostać z nim bo jest ojcem moich dzieci?????
.