Od paru miesięcy w pierwszych dniach okresu dzieje się coś co mnie martwi. Ogólnie wiadomo że większość kobiet nie czuje się zbyt dobrze w czasie okresu i miewają stany depresyjne, jednak tak silnie wcześniej (psychicznie) nie reagowałam. Na co dzień jestem pogodna, nie mam jakichś wielkich zmartwień i ogólnie dostrzegam pozytywy życia ![]()
Jednak ostatnio przy pierwszych dniach okresu mój nastrój dosłownie pikuje w dół. Cale życie staje się nagle bezsensowne i bez żadnego wypłakiwania się czy szaleństw ciągle krążą mi w głowie myśli samobójcze, jak natrętne muchy. Nie zrozumcie mnie źle, ja ogólnie bardzo się cieszę ze swojego życia, jednak przez te 2-3 dni kiedy zaczyna mi się okres to odebranie sobie życia wydaje się takie racjonalne i pociągające. Odganiam oczywiście takie myśli i po paru dniach wszystko jak było super tak jest dalej, ale martwię się. Kwestie hormonalne mogą aż tak wpływać na człowieka?
Co jeśli życie już nie będzie obiektywnie takie super i przyjdzie taka obniżka nastroju?
Są na to jakieś preparaty, czy coś?