Hej!
Chciałabym Was zapytać o zdanie w pewnej sprawie - podoba mi się jeden facet, mamy się umówić. Wszystko jest super, ale... no właśnie, jest jedno ale. Mamy wielu wspólnych znajomych, on jest bardzo wierzący, ja właściwie prawie wcale. Z tego co mówili znajomi to studiuje medycynę i podpisał nawet klauzulę sumienia... I sama zadaję sobie pytanie - szukam czegoś poważniejszego, chcę się ustatkować. Czy warto się w ogóle spotykać przy tak dużej różnicy poglądów? Dodam jeszcze, że dla mnie seks w związku jest bardzo bardzo ważny, a wiadomo jakie podejście mają konserwatywni katolicy. Kompletnie nie wiem co robić... Może ktoś z Was miał podobny problem? A może teraz dla katolików to już nie stanowi takiego bardzo ważnego wymogu?
Podobne tematy
zależy na ile elastyczne są Twoje poglądy i na ile możesz zrezygnować z tego na co masz ochotę na jego korzyść
zależy na ile elastyczne są Twoje poglądy i na ile możesz zrezygnować z tego na co masz ochotę na jego korzyść
To nie chodzi o moje poglądy, ale nawet o czysto fizyczne potrzeby... a je posiadam. Nie przeszkadza mi, że ktoś tam sobie uważa, że seks przed ślubem to zło. Ale nie wyobrażam sobie, żeby mój facet nie chciał... no pewnie źle by mi z tym było, nigdy nie miałam takiej sytuacji.
czyli lubisz sex i chcesz by on też to lubił przynajmniej w takim stopniu jak ty?
Mam jeszcze jeden problem - sama nie wiem, czy powinnam się z nim umówić, dla jego dobra. To znaczy ja wiem, jaka jestem - potrafię mieć humory, nie uznaję roli matki-Polki, jestem bardzo samodzielna i czasami wredna. Miałam różną przeszłość i różne związki za sobą, mężczyzn oceniam raczej ostro, mam też złe wspomnienia i to rzutuje na moje zachowanie teraz. A jak mi powiedział kolega "to dobry chłopak, więc proszę Cię, zastanów się". Dobry przyjaciel to powiedział, który zna mnie kilka lat, był trochę pijany, ale szczery. Więc ja sama nie wiem... Źle mi z tym i jakoś tak ciężko psychicznie.
więc w czym problem? chcesz z nim być czy nie?
czyli lubisz sex i chcesz by on też to lubił przynajmniej w takim stopniu jak ty?
Tak, dokładnie.
jeśli go chcesz i pragniesz to go zdobądź nie patrząc na jego zasady. one sa po to by je złamać
więc w czym problem? chcesz z nim być czy nie?
Chcę, bardzo chcę. Chociaż nie wiem czy to ma jakąkolwiek przyszłość. Wiem od wielu osób - a pewnie to obiektywne oceny, zresztą się pokrywają, że on jest raczej spokojny. A ja to ja... czasem się upiję, zdarzyło mi się mieć epizod z żonatym facetem (czego żałuję i nigdy wcześniej tego nie zrobię), całować się z sąsiadem po pijaku w taksówce. Wiem, byłam wtedy młoda i głupia, ale jak teraz oceniam siebie to po rozmowie z kumplem naprawdę czuję się co najmniej jak jakaś latawica - mimo że nie sypiałam nigdy z kim popadnie i zawsze coś do facetów czułam.
jeżeli chcesz z nim być to zdobądź go bo nigdy się nie dowiesz czy to właściwy facet.
11 2014-07-24 22:02:50 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-07-24 22:09:13)
Chcę. Ale nie chcę też go przy tym skrzywdzić jakby nam nie wyszło.
A znam sama siebie - będę szczera, tylko proszę, nie najedźcie na mnie jak niektórzy, bo mam i tak podły nastrój... jestem zmienna, potrafię mieć chwilowe zauroczenia w nieodpowiednich facetach, lubię się wyszaleć z koleżankami, mam dość luźne podejście do obyczajowości - np. pójście do sauny w towarzystwie mieszanym (3 koleżanki i 5 kolegów) nie stanowi dla mnie żadnego problemu, nie krępuje mnie itd.
W ogóle jestem chyba dosyć dziwną osobą - z jednej strony np. mój wykładowca nazywa mnie kujonem i bardzo przykładam się do obowiązków, zawsze mam posprzątane, jestem punktualna, dbam o to żeby ubierać się zawsze ładnie i stosownie, dużo czytam, lubię się uczyć, z drugiej w czasie wolnym mi odbija, zwłaszcza na wakacjach. Lubię kokietować facetów (ale najczęściej na kokieterii się kończy), nie ważne w jakim wieku i czy jest zajęty, jak mi sie spodoba, to sobie z nimi flirtuję (nic więcej). No i jak już mówiłam, jak na mój wiek mam dosyć bogatą przeszłość co do relacji damsko-męskich, czego się czasem wstydzę. Moja najlepsza przyjaciółka się śmieje, że jestem zboczona... Wiem, że to żarty, no ale...
No i jestem feministką. I nie jestem przeciwna aborcji. Braku antykoncepcji też sobie nie wyobrażam....
Edit: znaczy tak, wiem że na tle innych moich rówieśniczek jestem dosyć specyficzna (z racji kombinacji osoby odpowiedzialnej i rozrywkowej i łączenia tego). No i temperament też mam. Zawstydzić mnie niełatwo. Do tej pory moi faceci też byli raczej rozrywkowi i z dużym temperamentem - jeden nawet (oczywiście o tym nie wiedziałam) miał 3 dziewczyny na raz.
A to taki spokojniutki chłopak... Więc nic dziwnego że mam wątpliwości.
A moim zdaniem zakładanie, że ktoś się zmieni jakoś mocno po tym jak wejdzie w związek z drugą osobą, jest delikatnie mówiąc niemądre. Jakby mnie jakiś ultrakatolik i ultraprawicowiec postanowił zdobyć wychodząc z założenia, że moje zasady (a dokładniej chyba nie tyle zasady co światopogląd) są po to, żeby je złamać, to by się nieźle zdziwił i oboje byśmy tylko stracili czas.
W moim otoczeniu jest parę osób z drastycznie innym światopoglądem niż mój i o ile na gruncie "znajomi" potrafimy się nieźle dogadywać, to bliższa relacja byłaby raczej wykluczona, po prostu o wszystko byłyby kłótnie.
Z drugiej strony jedna z dwóch moich najbliższych przyjaciółek jest głęboko wierzącą katoliczką (ja jestem niewierząca) i w niczym nam to nie przeszkadza, ale to wyjątkowo tolerancyjna osoba, która ma twardą zasadę nie wtryniać się w zasady innych.
Może po prostu wyłóż kawę na ławę i pogadaj z nim o tym? "Ja jestem taka i taka, chciałabym tak i tak, jak ty to widzisz?" Może niech on też ma prawo głosu i wtedy będziesz mieć pełniejszy obraz.
13 2014-07-24 22:13:08 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-07-24 22:15:53)
A moim zdaniem zakładanie, że ktoś się zmieni jakoś mocno po tym jak wejdzie w związek z drugą osobą, jest delikatnie mówiąc niemądre. Jakby mnie jakiś ultrakatolik i ultraprawicowiec postanowił zdobyć wychodząc z założenia, że moje zasady (a dokładniej chyba nie tyle zasady co światopogląd) są po to, żeby je złamać, to by się nieźle zdziwił i oboje byśmy tylko stracili czas.
W moim otoczeniu jest parę osób z drastycznie innym światopoglądem niż mój i o ile na gruncie "znajomi" potrafimy się nieźle dogadywać, to bliższa relacja byłaby raczej wykluczona, po prostu o wszystko byłyby kłótnie.
Z drugiej strony jedna z dwóch moich najbliższych przyjaciółek jest głęboko wierzącą katoliczką (ja jestem niewierząca) i w niczym nam to nie przeszkadza, ale to wyjątkowo tolerancyjna osoba, która ma twardą zasadę nie wtryniać się w zasady innych.
Może po prostu wyłóż kawę na ławę i pogadaj z nim o tym? "Ja jestem taka i taka, chciałabym tak i tak, jak ty to widzisz?" Może niech on też ma prawo głosu i wtedy będziesz mieć pełniejszy obraz.
Ale znamy się słabo... ja mam informacje o nim od moich przyjaciół - dwóch facetów, którzy powiedzą mi zawsze wszystko. Przy czym jeden z nich, odniosłam wrażenie... boi się o tego chłopaka. Ciężko powiedzieć na pierwszej randce "a jak widzisz kwestie seksu i antykoncepcji? wiesz, że nie planuję dzieci przez najbliższe 10-15 lat?" Nie wyobrażam sobie tego...
Edit: w moim otoczeniu też są osoby z innym światopoglądem... nawet jeden z moich bliskich kumpli. I dogadujemy się świetnie. Ale jednak związek to co innego. Chociaż ten kolega niby jest wierzący, niby aborcja nie, ale seks i antykoncepcja ok - ma dziewczynę i nie ma z tym problemów. Więc tak się łudzę, że może ten też... ale on jest jednak bardziej radykalny.
dziewczyno powiem brzydko - jeżeli ciągnie Cie do niego to olej to co inni mówią i zbliż się do niego. jeżeli chcesz go przelecieć to to zrób - przecież wam się nie wymydli. jesteś dorosłą kobietą więc sięgnij po to czego chcesz a potem się zobaczy.
To nie jest tak, że ja chcę seksu na pierwszej randce. Chciałabym normalnego związku i seksu.
wątpliwościami go nie zdobędziesz. pokaż mu jaką jesteś kobietą sama też go oceń i zobacz czy to co macie do zaoferowania wam wystarcza
wątpliwościami go nie zdobędziesz. pokaż mu jaką jesteś kobietą sama też go oceń i zobacz czy to co macie do zaoferowania wam wystarcza
Się przerazi i ucieknie ![]()
dokladnie jesli cie ciagnie do niego to nie sugeruj sie tym co gadaja znajomi. Sami sie przekonacie czy do siebie pasujecie.P.s Kto nie ryzykuje,szampana nie pije. ![]()
dziewczyno jeżeli jest facetem to wiesz co ma w majtkach i jak tego użyć. zamiast zastanawiać się czy zagadać po prostu zdobądź go sprawdź jakim jest człowiekiem a jak nie wyjdzie to trudno. w końcu nie odgryziesz mu nie??
Może faktycznie macie rację... w końcu to nie dziecko, żebym mu "zryła psychike" (cytuję kumpla).
jeny jeżeli jest nawiedzony religijnie i ma obiekcje co do sexu to pokaż mu co potrafi prawdziwa kobieta. chyba nie muszę Ci podrzucać pomysłów co:)??
jeny jeżeli jest nawiedzony religijnie i ma obiekcje co do sexu to pokaż mu co potrafi prawdziwa kobieta. chyba nie muszę Ci podrzucać pomysłów co:)??
Nie musisz
ja już chyba jestem tak wygłodniała że zajęłabym się nim w każdej chwili ![]()
Aczkolwiek obawa, że nie bedzie chciał jest ogromna - mówię szczerze
A może jakieś osoby wierzące się wypowiedzą?
jeżeli nie będzie chciał to trudno. przynajmniej spróbujesz prawda? wnioskuje że jesteś kobieta o wielkich potrzebach więc myślę że będzie ok
No może nie takich wielkich, ale nie małych. Ja nie mówię, żebyśmy szli do łóżka na pierwszej randce... ale jak dla mnie jeżeli np. po 10 spotkaniach nie ma seksu, to już trochę bardziej przyjaźń niż początek związku.
Nie czytałem wszystkich pierdolet, ale jeśli jesteś wybuchowa i ogólnie lubisz sie poseksić jak najwięcej, a on spokojny, z zasadami to go skrzywdzisz i bedziesz mu włazić na głowe jak najgorszemu. Nie ma innej możliwości kobietko z takim temperamentem - ocenisz go bardzo zle. Ale i tak to Twoja decyzja, Ty wiesz czy dasz SAMA ZE SOBĄ RADE. Nie po to jest zwiazek by sie zmieniac na siłę.
27 2014-07-24 23:06:58 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-07-24 23:11:25)
Nie czytałem wszystkich pierdolet, ale jeśli jesteś wybuchowa i ogólnie lubisz sie poseksić jak najwięcej, a on spokojny, z zasadami to go skrzywdzisz i bedziesz mu włazić na głowe jak najgorszemu. Nie ma innej możliwości kobietko z takim temperamentem - ocenisz go bardzo zle. Ale i tak to Twoja decyzja, Ty wiesz czy dasz SAMA ZE SOBĄ RADE. Nie po to jest zwiazek by sie zmieniac na siłę.
Nie jestem jakaś mega wybuchowa... lubię seks, ale nie zdradziłam nigdy faceta, to akurat jedna moja dobra strona
Czy jak najwięcej? To zależy. Np. w czasie sesji nie mam wielkich potrzeb, bo wtedy myślę tylko o studiach
ostatnio mam jakąś słabą odporność - przeziębienia też obniżają ochotę na seks. Zależy też od czynników zewnętrznych - dużo nauki, sporo pracy - są okresy, kiedy rzadziej myślę o seksie. No ale są też momenty, kiedy nie robiłabym nic innego ![]()
Edit: Czy dam sama ze sobą radę? Nie wiem. Jeśli np. odmówi seksu pozamałżeńskiego... ja mam 22 lata. Nie wyobrażam sobie małżeństwa nawet w ciągu najbliższych 5 lat. Uważam, że najpierw studia, praca, dobra pozycja zawodowa, a dopiero później ślub, jeżeli ma być. Dzieci? nie wiem, na pewno nie w ciągu 10 lat. Więc nie dam rady np. 5 lat w związku bez seksu.
ta dyskusja nie ma żadnego sensu poza opisywaniem Twojego temperamentu. jeśli Ci zależy to spróbuj i niech czas pokaże czy jesteście sobie pisani
Nie no, chciałabym się dowiedzieć jak patrzą na to faceci z podobnymi zasadami, czy ulegają kobietom, czy wystarczy może go skusić - no bo to jest facet, kobietom się łatwiej odmawia, bo wolniej się podniecają, przecież co - będzie miał erekcję i odmówi? Sam sobie by zrobił krzywdę, przecież to ponoć boli...
facet to nie maszyna i nie zawsze wzwód oznacza ogłupienie. każdą zasadę można złamać tylko czy ty będziesz na tyle dla niego ważną by to zrobił...
Dla katolików niby najważniejszy jest Bóg...
ale spróbuję
poza tym, no, wyspowiadać sie może, więc ja nie wiem, w czym problem...
kobieto jeśli chcesz to idź do niego a nie męcz spokojnych ludzi;)
pytam się tylko. obowiązku odpowiadania przecież nie ma
a z tego co wiem, to forum jest właśnie od tego typu spraw ![]()
Jeśli on jest taki skrajny to sie nie dogadacie, a Ty jak uwazasz, ze jedyna zalete masz taka, ze nie zdradzasz, ale seks to bys uprawiala najlepiej calymi dniami, gdy nie ma co robic... mimo wszystko zawsze jest tak - nie sprobujesz to sie nie dowiesz. Mimo wszystko znasz sama siebie i wiesz na co Cie stać. Jak umiesz krzywdzić, ostro jechać po bandzie jak to mówią, a on jest z gatunku tych... no własnie jakich? Może jest hipokrytką. Skąd wiesz.
Jeśli on jest taki skrajny to sie nie dogadacie, a Ty jak uwazasz, ze jedyna zalete masz taka, ze nie zdradzasz, ale seks to bys uprawiala najlepiej calymi dniami, gdy nie ma co robic... mimo wszystko zawsze jest tak - nie sprobujesz to sie nie dowiesz. Mimo wszystko znasz sama siebie i wiesz na co Cie stać. Jak umiesz krzywdzić, ostro jechać po bandzie jak to mówią, a on jest z gatunku tych... no własnie jakich? Może jest hipokrytką. Skąd wiesz.
To nie tak, że umiem kogoś krzywdzić. Jeśli kogoś skrzywdzę, to mam wyrzuty sumienia - nawet wtedy, kiedy o mały włos nie przespałam się z żonatym - pomyślałam o jego żonie. Nie mówię, że to moja jedyna zaleta, że nie zdradzam. Jestem porządna i dbam o dom. Jestem też chyba dosyć wrażliwa - jak uświadomię sobie czyjąś krzywdę, to robię wszystko, żeby pomóc. Wykonuję swoje obowiązki i opinię wśród ludzi mam na ogół dobrą. Więc nie będzie się musiał wstydzić... ![]()
Eh, obczaiłam jego fejsa - może to słabe źródło informacji, ale o poglądach sporo mówi. Stanął mi przed oczami drugi Terlikowski... A taki inteligentny chłopak! Ja kiedyś też miałam dosyć radykalne poglądy, ale byłam młoda i głupia i przeszło mi po kilku miesiącach... grrr ![]()
Ja bym czekala az wyjdzie spontanicznie. chociaz na Twoim miejscu szczerze mowiac pyslalabym czy zwiazek z radykalem by mnie satysfakcjonowal. bo katolicy maja tez szereg innych zasad. mialam przyjaciolke w "Urszulankach", troche o tym wiem. nawet czytanie "zlych ksiazek odpada" - Harry Potter, Zmierzch, Lolita, Grey - to wszystko grzeszne ![]()
Hej Gusiaczku,
Wydaje mi się, że powinnas dać mu/sobie spokój, jeśli tak sie różnicie światopoglądowo.
On Cię pociąga na zasadzie zakazanego owocu, ciasteczka za szybą czy ekscytacji zaliczeniem trudnoosiągalnego dobra. Racjonalizujesz to sobie, co prawda, poprzez m.in. własne potrzeby seksualne, ale czy naprawde jesteś szczera wobec siebie tak stawiajac sprawę?
Wiem na podstawie własnych doświadczeń
, że okres pierwszych zauroczeń jest na tyle ogłupiający, że w imię doraźnych korzyści i realizacji odległych pragnień można zawiesić czasowo na kołku swoje wartości, ale potem, po poważnych deklaracjach i podjęciu odpowiedzialności za druga połowke często przychodzi opamiętanie. Oby nie za późno.
Wśród swoich znajomych - a dzieli nas różnica pokolenia - znam kilka przypadków, że choć pary tolerowały światopogląd swoich partnerów to widac było brak wspólnoty czy ukryte żale. Byli razem, ale widać było, że nie do końca. Pamiętaj też, że o ile Tobie - w razie braku sukcesu w zinstytucjonalizowanych związku - światopogląd nie przeszkodzi taki związek zakończyć, to dla fundamentalistycznego katolika jest to tragedia i załamanie wartości, zwłaszcza tych na które przysięga "... aż do śmierci".
Hej Gusiaczku,
Wydaje mi się, że powinnas dać mu/sobie spokój, jeśli tak sie różnicie światopoglądowo.
On Cię pociąga na zasadzie zakazanego owocu, ciasteczka za szybą czy ekscytacji zaliczeniem trudnoosiągalnego dobra. Racjonalizujesz to sobie, co prawda, poprzez m.in. własne potrzeby seksualne, ale czy naprawde jesteś szczera wobec siebie tak stawiajac sprawę?Wiem na podstawie własnych doświadczeń
, że okres pierwszych zauroczeń jest na tyle ogłupiający, że w imię doraźnych korzyści i realizacji odległych pragnień można zawiesić czasowo na kołku swoje wartości, ale potem, po poważnych deklaracjach i podjęciu odpowiedzialności za druga połowke często przychodzi opamiętanie. Oby nie za późno.
Wśród swoich znajomych - a dzieli nas różnica pokolenia - znam kilka przypadków, że choć pary tolerowały światopogląd swoich partnerów to widac było brak wspólnoty czy ukryte żale. Byli razem, ale widać było, że nie do końca. Pamiętaj też, że o ile Tobie - w razie braku sukcesu w zinstytucjonalizowanych związku - światopogląd nie przeszkodzi taki związek zakończyć, to dla fundamentalistycznego katolika jest to tragedia i załamanie wartości, zwłaszcza tych na które przysięga "... aż do śmierci".
No tak, zakazany owoc... chociaż z drugiej strony jest przystojny, inteligentny, wysportowany, dobrze ubrany, elokwentny... No od razu jak go zobaczyłam, po pierwszej rozmowie, już wtedy mi się spodobał.
A to że jest katolikiem nie zawsze oznacza, że jest "katolem w moherowym berecie" ![]()
Ot tak na marginesie ![]()
Zastanowiłam się trochę nad tym... szukam ostatnio porządnego faceta... znaczy faceta z klasą. I on mi tak jakoś pierwszy wpadł w oko. Sama też się chyba troszkę zmieniłam...
Nie wiem jak to dokładnie wytłumaczyć, trochę brakuje mi słów, żeby wyrazić swoje myśli i w pełni opisać to, co czuję. Wszystko się wzięło z rodzinnego domu. O ile mi nigdy niczego nie brakowało, nikt nawet na mnie nie krzyczał, byłam rozpieszczonym dzieckiem, o tyle nigdy nie chciałabym mieć takiego życia, jakie miała moja matka... Nie pracuje, bo ojciec nie chciał. Nie ma przyjaciółek, ba, nawet koleżanek. Nigdzie nie wychodzi całymi dniami. Nigdy nie widziałam, żeby ojciec zabrał ją gdzieś - do kina, na kolację... Nie daje jej pieniędzy na jakieś jej własne potrzeby - kosmetyki, ciuchy, książki, wyjście gdzieś. Mimo że pieniędzy nie brakuje, nie wiem ile zarabia, ale skoro stać go na nowe telewizory i inne sprzęty, w domu jedzenie jest zawsze bardzo dobre, a mi nigdy na niczym nie skąpił (ani na ciuchach, ani na kosmetykach, ani na edukacji czy wyjazdach) i opłaca mi teraz drugi kierunek studiów, bo na ten swój wymarzony na dzienne się nie dostałam i nie chce, żebym szła do jakiejś pracy, która nie przyniesie mi doświadczenia zawodowego w moim kierunku, a nauki będę miała dużo, to myślę, że po prostu nie zauważa potrzeb mojej matki. Ale z drugiej strony matka też nie chce niczego z tym zrobić... ja sama kupowałam jej kosmetyki - nie używa ich. Dawałam jej książki - nie czyta. Nie chce iść nawet do jakiejś lekkiej pracy - kiedyś udzielałam korepetycji, teraz nie mogę przy dwóch kierunkach, zresztą przyłożyłam się do nauki i to kocham, bo bardzo mnie interesuje, mam stypendia i to mi wystarcza. Zapytałam, czy nie chciałaby pomagać odrabiać lekcji 10latce - nic trudnego, 3 razy w tygodniu po 2 godziny, 20 zł za godzinę. 120 zł tygodniowo, jakoś 480-500 miesięcznie. Miałaby dla siebie, tak jak ja zanim zaczęłam dostawać stypendium, ale ona nie chce. Ja tego nie rozumiem i nigdy nie chciałabym tak żyć. Bez wykształcenia, bez studiów, bez przyjaciół, bez jakichkolwiek kontaktów z innymi ludźmi, z mężem, który dostaje obiadek pod nos i nawet nie powie dziękuję. Często wraca z pracy naburmuszony, taki że "bez kija nie podchodź". Powiedziałam sobie - nie. I tak szukam faceta, co do którego miałabym pewność, że nie bedzie mnie tak traktował.
Ale odkąd zrezygnowałam z członkostwa w jednej organizacji niestety coraz częściej moje życie wieje nudą, zwłaszcza na wakacjach. Chociaż już niedługo wyciągam mamuśkę na wyjazd w góry. Należy jej się! Sama przeraziłam się, że odpoczywając po sesji, zaczęłam gnuśnieć w domu. No ale jakoś próbuję to przełamać, umówiłam się ze starą koleżanką, z opiekunem koła naukowego na rozmowę o konferencji, kupiłam książki do poczytania (uwielbiam czytać
) itp. Ale rzadko wychodzę z domu, to mnie niepokoi. No nic, muszę się pilnować, żeby nie skończyć tak, jak moja matka.... Kocham ją, ale nie potrafię tego zrozumieć.
Wieesz jak nie sprobujesz to sie nie dowiesz ale psychike mozna kazdemu nawet doroslemu popsuc. Dalej sa osoby wierzace chpdzace do kosciola ale normalne jezeli chodzi ci osex przed slubem. Ale znam faceta mocno wierzacego i np nie uznaje gumek wiem ze ktos powie ze sa tablertki ale co nie znaczy ze kobieta musi je stosowac z roznych powodow. I wlasnie on szybko ze tak powiem wpadl no bo wiadomo jak by nie mial bez zabezpieczenia. Ogolnie moze byc ciezko on w tej chwili ci sie spodobal ciagnie cie i takie tam ale przy dl;uzszej relacji jak byscie byli razem moze sie zrobic sporo roznic i klotni tez.
Z tego co wiem to pigułek też nie uznają... w ogóle antykoncepcji...
mamy się spotkać w czwartek... ale szczerze mówiąc - jestem w jakiejś rozsypce, to mnie przerasta.
44 2014-07-25 22:52:55 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-07-25 22:53:06)
Ja trochę nie rozumiem Twoich rozterek. Co masz do stracenia? Pogadaj, przekonaj się i tyle.
Jakichś sideł seksualnych bym na faceta nie zarzucała, bo na dłuższą metę możesz się nieprzyjemnie zdziwić. Zakładanie, że ktoś się gruntownie zmieni, bo jest w związku jest dla mnie niemądre. Natomiast poznanie człowieka i przekonanie się, jaki de facto jest, jakie ma potrzeby, priorytety i jak bardzo się różnią od naszych jest wręcz niezbędne.
Ja trochę nie rozumiem Twoich rozterek. Co masz do stracenia? Pogadaj, przekonaj się i tyle.
Jakichś sideł seksualnych bym na faceta nie zarzucała, bo na dłuższą metę możesz się nieprzyjemnie zdziwić. Zakładanie, że ktoś się gruntownie zmieni, bo jest w związku jest dla mnie niemądre. Natomiast poznanie człowieka i przekonanie się, jaki de facto jest, jakie ma potrzeby, priorytety i jak bardzo się różnią od naszych jest wręcz niezbędne.
Mhm, czego się boję? Ciężko mi na to odpowiedzieć, ale chyba:
1. że się zakocham a to nie będzie "ten" - zawsze się mocno męczę w takiej sytuacji, szybko przywiązuję się do ludzi i zakochuję też dosyć szybko, dlatego unikam angażowania się uczuciowo
2. że wejdziemy w związek, a nie będziemy do siebie pasować i będziemy się oboje męczyć
3. że lepiej pozna mój charakter i nie będzie zainteresowany - a moje poczucie własnej wartości jest ostatnio w rozsypce. i co najgorsze - nie z powodu wyglądu czy niepowodzeń (jak ma większość moich rówieśnic) - wszystko idzie dobrze, nie mam kompleksów, ale mam wrażenie, że nie jestem "porządna" itp., ciężko mi to opisać
4. i też trochę się boję, że on jest prawiczkiem, a jeszcze nigdy nie miałam "do czynienia" z prawiczkiem, no i boję braku satysfakcji (głupio mi to mówić ale tak jest)
Trzy pierwsze punkty przecież każdego faceta się tyczą. A co do łóżka i seksu to przecież umiejętności dość szybko się zdobywa w tym temacie. Mówiąc szczerze ja bym wolała otwartego na moje potrzeby prawiczka, który chce się uczuć, niż wielce doświadczonego, który będzie uważać, że lepiej wie, co ja lubię, a tacy też się zdarzają.
masz rację
spotkam się z nim i po prostu poznam bliżej człowieka ![]()
to ma być randka chyba, a nawet nie wiem jak się przywitać - czy dać standardowego buziaka czy nie... skoro on niby taki nieśmiały i delikatny...
Ale po co tak kombinujesz, przywitaj się, rozmawiaj i zachowuj jak z każdym innym facetem, nie spodoba mu się już na starcie, to sprawa będzie jasna. Bądź sobą.
49 2014-11-06 01:37:07 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-11-06 02:02:02)
Hej!
Pisalam tu jakis czas temu. i stalo sie - zwiazalismy sie/spotykamy sie/jestesmy para - zwal jak zwal.
no i jest problem - mamy go oboje. ja chce seksu, on nie. znaczy on tez chce ale uwaza ze to grzech itd.
w ogole sytuacja jest porabana, bo przeciez widze reakcje jego organizmu i wiem jakie ma potrzeby. ale on tego do siebie nie dppuszcza. calujemy sie, reka zajdzie mi jego zdaniem za daleko, ma erekcje, ale nie chce sie kochac.
to jest naprawde frustrujace i troche wpedza mnie w kompleksy, zakladalam seksowna bielizne, stroilam sie 3 godziny i nic nie dziala.
Ciagle "ubierz sie, przestan" i tak dalej. pare razy przez to ryczalam wieczorem do poduszki.
Ja rozumiem poglady ale czy on nie widzi ze czAsy sie zmienily i ze rani mnie i krzywdzi siebie, takze fizycznie. powinien o tym wiedziec do cholery, studiuke medycyne a zachowuje sie jakby zyl w sredniowieczu. Jak mu wytlumaczyc ze to jego naturalne potreby fizjologiczne?
w ogole nie rozumiem jednego, jak to jest ze on jest bardzo czesto bardzo szybko "gotowy", nie musze nawet dotykac penisa, wystarcza dlugie pocalunki, poglaskanie torsu i brzucha, ale twierdzi ze wcale tego nie chce i nie czuje takiej potrzeby. jak to nieczuje? To skad taka ekspresowa zupelnie pelna erekcja?
juz juz pare razy myslalam ze zaraz bedziemy sie kochac, calowal po szyi, dotykal tak jak poowinien, pozwalal tez dotykac siebie ale zawsze mowil stop. to bylo naprawde frustrujace, dla obojga.
Jak go przekonac do tego zebysmy zyli jak normalna para?
Mi naprawde na nim zalezy... jest inteligentny, przystojny, bystry, wysportowany, jest dla mnie dobry. w ogole kolezanki mowia ze facet ideal. tylko ten seks...
Hej!
Pisalam tu jakis czas temu. i stalo sie - zwiazalismy sie/spotykamy sie/jestesmy para - zwal jak zwal.
no i jest problem - mamy go oboje. ja chce seksu, on nie. znaczy on tez chce ale uwaza ze to grzech itd.
w ogole sytuacja jest porabana, bo przeciez widze reakcje jego organizmu i wiem jakie ma potrzeby. ale on tego do siebie nie dppuszcza. calujemy sie, reka zajdzie mi jego zdaniem za daleko, ma erekcje, ale nie chce sie kochac.
to jest naprawde frustrujace i troche wpedza mnie w kompleksy, zakladalam seksowna bielizne, stroilam sie 3 godziny i nic nie dziala.
Ciagle "ubierz sie, przestan" i tak dalej. pare razy przez to ryczalam wieczorem do poduszki.
Ja rozumiem poglady ale czy on nie widzi ze czAsy sie zmienily i ze rani mnie i krzywdzi siebie, takze fizycznie. powinien o tym wiedziec do cholery, studiuke medycyne a zachowuje sie jakby zyl w sredniowieczu. Jak mu wytlumaczyc ze to jego naturalne potreby fizjologiczne?
w ogole nie rozumiem jednego, jak to jest ze on jest bardzo czesto bardzo szybko "gotowy", nie musze nawet dotykac penisa, wystarcza dlugie pocalunki, poglaskanie torsu i brzucha, ale twierdzi ze wcale tego nie chce i nie czuje takiej potrzeby. jak to nieczuje? To skad taka ekspresowa zupelnie pelna erekcja?
juz juz pare razy myslalam ze zaraz bedziemy sie kochac, calowal po szyi, dotykal tak jak poowinien, pozwalal tez dotykac siebie ale zawsze mowil stop. to bylo naprawde frustrujace, dla obojga.
Jak go przekonac do tego zebysmy zyli jak normalna para?
Mi naprawde na nim zalezy... jest inteligentny, przystojny, bystry, wysportowany, jest dla mnie dobry. w ogole kolezanki mowia ze facet ideal. tylko ten seks...
nie przekonasz. a nawet jeśli w końcu ci się uda to bedzie miał wyrzuty sumienia lub pretensje do ciebie po fakcie. odpuść. uszanuj jego dziwną postawę lub odejdź, jeśli to dla ciebie zbyt trudne. jeśli u kogoś jest tak głęboko zakorzenione powiązanie seksu z grzechem to tu nie ma nad czym pracować moim zdaniem.
Kompromisu raczej nie będzie.Ty masz takie zasady,a on takie.Ty masz prawo do swoich a on do swoich.Nie ma w tym nic złego,ani z Twojej strony ani z jego.Tak samo jak Ty chcesz sie z nim kochać on równie mocno nie chce tego robić przed ślubem.Pech,po prostu nie dobraliście się.
A zastanawiałas się,jak dalej wyglądałoby Wasze życie?Co oboje myślelibyście po ślubie?Jak wyglądała by antykoncepcja,ilość dzieci,chrzty,komunie,chodzenie do kosciola i mnóstwo innych rzeczy.?
Nie dobraliście się,to się zdarza.
Można tworzyć udany związek,gdy obydwoje ludzi o skrajnych poglądach poszloby na kompromisy.
Ty nie chcesz iść,prowokujesz go do zbliżenia chociaż on wyraźnie teraz tego nie chce.
On znowu widzi,że Ci na tym zależy,ale nie chce teraz Ci ulec.I stoicie w miejscu.Ty się męczysz,on pewnie też.
I jakoś nie wierze,że magicznie po ślubie się to zmieni.
hehe, a jego klauzula sumienia obowiązuje tylko w przypadku usług NFZ, czy również w prywatnym gabinecie? Bo znam osobiście kilka przypadków panów z zasadami, które nie obowiązują jeżeli idzie się prywatnie.
Co do samego faktu, podzielam zdanie osób, które słusznie zauważają, że nie tak łatwo zmienić człowieka.
Po co chcesz być z kimś, kogo chcesz zmieniać?
Poczekaj na kogoś, kto będzie twoją drugą połówką a nie próbuj na siłę dopasować śliwkę do jabłka.
Jak ktoś napisał powyżej, stracisz czas.
Hej!
Pisalam tu jakis czas temu. i stalo sie - zwiazalismy sie/spotykamy sie/jestesmy para - zwal jak zwal.
no i jest problem - mamy go oboje. ja chce seksu, on nie. znaczy on tez chce ale uwaza ze to grzech itd.
w ogole sytuacja jest porabana, bo przeciez widze reakcje jego organizmu i wiem jakie ma potrzeby. ale on tego do siebie nie dppuszcza. calujemy sie, reka zajdzie mi jego zdaniem za daleko, ma erekcje, ale nie chce sie kochac.
to jest naprawde frustrujace i troche wpedza mnie w kompleksy, zakladalam seksowna bielizne, stroilam sie 3 godziny i nic nie dziala.
Ciagle "ubierz sie, przestan" i tak dalej. pare razy przez to ryczalam wieczorem do poduszki.
Ja rozumiem poglady ale czy on nie widzi ze czAsy sie zmienily i ze rani mnie i krzywdzi siebie, takze fizycznie. powinien o tym wiedziec do cholery, studiuke medycyne a zachowuje sie jakby zyl w sredniowieczu. Jak mu wytlumaczyc ze to jego naturalne potreby fizjologiczne?
w ogole nie rozumiem jednego, jak to jest ze on jest bardzo czesto bardzo szybko "gotowy", nie musze nawet dotykac penisa, wystarcza dlugie pocalunki, poglaskanie torsu i brzucha, ale twierdzi ze wcale tego nie chce i nie czuje takiej potrzeby. jak to nieczuje? To skad taka ekspresowa zupelnie pelna erekcja?
juz juz pare razy myslalam ze zaraz bedziemy sie kochac, calowal po szyi, dotykal tak jak poowinien, pozwalal tez dotykac siebie ale zawsze mowil stop. to bylo naprawde frustrujace, dla obojga.
Jak go przekonac do tego zebysmy zyli jak normalna para?
Mi naprawde na nim zalezy... jest inteligentny, przystojny, bystry, wysportowany, jest dla mnie dobry. w ogole kolezanki mowia ze facet ideal. tylko ten seks...
A jaka to jest normalna para? Taka, która uprawia seks? Od początku wiedziałaś jakie ma zasady, nie masz prawa być zdziwiona. Moim zdaniem Ty go nie szanujesz. Podoba Ci się idea,że jesteś z takim człowiekiem, inteligentnym, przystojnym, wkrótce lekarzem. Ale jednocześnie chcesz sobie udowodnić,że możesz go zmienić. Że możesz być ważniejsza od jego zasad moralnych. Erekcja to jest odruch fizjologiczny, każdy facet pobudzany będzie ją miał, tylko, że nie oznacza to z automatu potrzeby stosunku....
Albo go uszanuj takiego, jakim jest, albo znajdź sobie takiego, z zasadami podobnymi do Twoich...
Ale czego ty się spodziewałaś, dziewczyno? Że on się po prostu zmieni, przeorganizuje cały swój światopogląd z Twojego powodu? Ja bym nawet nie chciała być z człowiekiem, który tak łatwo rezygnuje z zasad, które sobie narzucił, bo to by oznaczało, że nic nie są dla niego warte. Wiedziałaś, że tak może być. Ja bym szczerze mówiąc nie zdecydowała się na związek z kimś z tak odmiennymi poglądami, zwłaszcza jeżeli dotyczyłyby seksu, bo dla mnie związek bez seksu to nie związek. Seks wiele zmienia. Nie możesz go zmusić, wiedziałaś, że tak może być. Możesz uszanować jego decyzję i z nią żyć, albo po prostu zakończyć tą relację. Innego wyjścia nie widzę. To tak jakby mnie ktoś namawiał do wstrzemięźliwości - z góry skazane na niepowodzenie.
55 2014-11-06 13:41:32 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-11-06 13:51:20)
Nie chcialam tu tego tak szczegolowo opisywac ale dlaczego w takim razie pare razy (moze nawet okolo 10) dotykal mi piersi, posladkow itd? To juz nie stoi w konflikcie z zasadami katolika? Albo masturbacja? bo tego to juz totalnie nie jestem w sfanie pojac.
nie jestem z nim dlatego ze jest przyszlym lekarzem (jak ktos sugerowal). Ale owszem, mialam problem ze znalezieniem faceta dlatego ze nikt mi niekimponowal, a facet na jakims etapie chyba powinien czyms kobiecie imponowac. Sama mam jakies tam swoje sukcesy, mimo niepowodzenia na maturze troche wieksze niz sukcesy przecietnego studenta, chwalicsie tutaj nie zamierzam. jestem tez dosyc wysportowana, troche kujonica, staram sie dba o siebie. nie ukrywam ze to utrudnialo mi kontakty z facetami - mierzylam wszystkich swoja miara, mam alergie na ludzi narzekajacych i nieogarnietych, typu: o matko, jutro egzamin, nic nie umiem, albo ciapowatych czy wiecznych imprezowiczow. a mlodych facetow takich coraz wiecej. no i on byl jedynym wyjatkiem przy ktorym wrecz czulam sie glupia (nie z jego winy, z pewnych moich kompleksow), ktory mogl mnie zagiac na kazdym kroku. zauroczylam sie w nim calym - w inteligencji, wiedzy, umiesnionej sylwetce, kondycji, charakterze, wygladzie, zapachu.
plusem jest tez to ze ma malo czasu - rozumie to ze ja tez go nie mam z racji dwoch ciezszych kierunkow, poza tym sam musi zakuwac.
no i tak jakos wyszlo....
co do antykoncepcji - zgodzilabym sie na rezygnacje ze spirali czy hormonow (ktore poza tym zwiekszaja ryzyko raka piersi). Poszlabym na prezerwatywy i globulki. Zaden kalendarzyk i piatka dzieci. ale on sam mowil, ze chcialby dwojke w stosownym czasie...
edit: ja do kosciola nie chodze, nie przeszkadza mi ze ktos chodzi. Chrzest, komunia, slub ok, tylko dla mnie to po prostu zwyczaj, dla niego cos wiecej. aczkolwiek nie zabronilabym mu dziecka do kosciola zabrac, oczywiscie jesli to nie kolidowaloby np z nauka.
Czyli że ta podpisana klauzula przez twojego ewentualnego narzeczonego, jest tyle warta ile papier toaletowy, który właśnie spuściłem. Możesz mu to powiedzieć, że taki z niego katolik jak bin Ladena sympatyk USA. sprowadź gościa na ziemię i powiedz mu żeby się nie wydurniał. Domyślałem się własnie takiego obrotu sprawy.
A ty, swoim wpisem również dowalasz do pieca. Po co takiemu dziecku chrzest i wam ślub? Chyba tylko dla pozoru, bo przekazu przeżycia duchowego w nim nie ma żadnego.
Taki jest stan zdecydowanej większości katolików w Polsce. Żal, ogromny żal. i nie pisz mi że nie jesteś katolikiem bo nie chodzisz do kościoła, że tylko nie praktykujesz... Chcąc ochrzcić swoje dziecko wpisujesz się w schemat.
57 2014-11-06 20:17:36 Ostatnio edytowany przez kammiś (2014-11-06 20:21:14)
Dziewczyno, ogarnij się!
Facet jest jakiś dziwny, ma podwójny system wartości czy co?
58 2014-11-06 23:16:21 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-11-06 23:21:54)
Po pierwsze dziekuje za wszystkie odpowiedzi ![]()
Po drugie on nie podpisal zadnej klauzuli. nie interesuje mnie co bedzie robil w pracy. Chodzi mi o zycie prywatne.
po trzecie - porozmawialam z nim chyba pierwszy braz szczerze o seksie i naprawde nie wiem co myslec. jestem na niego po prostu wsciekla. z tej wscieklosci poryczalam sie i wyszlam on chyba byl lekko w szoku moja reakcja ale naprawde nie moge tego zniesc ze jest tak a nie inaczej.
okazalo sie ze wcale nie jest taki swiety, wcale nie jest prawiczkiem, ba, nawet przypadkowe numerki mu sie zdarzaly na jakis tam wakacjach. tylko nagle mu cos odwalilo. twierdzi ze chce mnie szanowac itd i dlatego np dopuszcza masturbacje a nie dopuszcza seksu. On seks laczy z brakiem szacunku do kobiety (albo cos zle zrozumialam), ale dla mnie to nie ma wiekszego sensu. I uwaza ze poprzedni zwiazek rozpadl mu sie wlasnie z powodu seksu i tego ze w ogole go uprawiali. a lapki mu wedrowaly na moj tylek bo rzekomo"nie mogl wytrzymac ale na szczescie w pore sie opamietal".
Naprawde nie wiem co o tym myslec, chlop zwariowal.
Po pierwsze dziekuje za wszystkie odpowiedzi
Po drugie on nie podpisal zadnej klauzuli. nie interesuje mnie co bedzie robil w pracy. Chodzi mi o zycie prywatne.
po trzecie - porozmawialam z nim chyba pierwszy braz szczerze o seksie i naprawde nie wiem co myslec. jestem na niego po prostu wsciekla. z tej wscieklosci poryczalam sie i wyszlam on chyba byl lekko w szoku moja reakcja ale naprawde nie moge tego zniesc ze jest tak a nie inaczej.
okazalo sie ze wcale nie jest taki swiety, wcale nie jest prawiczkiem, ba, nawet przypadkowe numerki mu sie zdarzaly na jakis tam wakacjach. tylko nagle mu cos odwalilo. twierdzi ze chce mnie szanowac itd i dlatego np dopuszcza masturbacje a nie dopuszcza seksu. On seks laczy z brakiem szacunku do kobiety (albo cos zle zrozumialam), ale dla mnie to nie ma wiekszego sensu. I uwaza ze poprzedni zwiazek rozpadl mu sie wlasnie z powodu seksu i tego ze w ogole go uprawiali. a lapki mu wedrowaly na moj tylek bo rzekomo"nie mogl wytrzymac ale na szczescie w pore sie opamietal".
Naprawde nie wiem co o tym myslec, chlop zwariowal.
heheh zapytaj go co na to jego klauzula.
No ale to przecież Prawdziwy Polak Katolik.
_gusiaczek_ napisał/a:Po pierwsze dziekuje za wszystkie odpowiedzi
Po drugie on nie podpisal zadnej klauzuli. nie interesuje mnie co bedzie robil w pracy. Chodzi mi o zycie prywatne.
po trzecie - porozmawialam z nim chyba pierwszy braz szczerze o seksie i naprawde nie wiem co myslec. jestem na niego po prostu wsciekla. z tej wscieklosci poryczalam sie i wyszlam on chyba byl lekko w szoku moja reakcja ale naprawde nie moge tego zniesc ze jest tak a nie inaczej.
okazalo sie ze wcale nie jest taki swiety, wcale nie jest prawiczkiem, ba, nawet przypadkowe numerki mu sie zdarzaly na jakis tam wakacjach. tylko nagle mu cos odwalilo. twierdzi ze chce mnie szanowac itd i dlatego np dopuszcza masturbacje a nie dopuszcza seksu. On seks laczy z brakiem szacunku do kobiety (albo cos zle zrozumialam), ale dla mnie to nie ma wiekszego sensu. I uwaza ze poprzedni zwiazek rozpadl mu sie wlasnie z powodu seksu i tego ze w ogole go uprawiali. a lapki mu wedrowaly na moj tylek bo rzekomo"nie mogl wytrzymac ale na szczescie w pore sie opamietal".
Naprawde nie wiem co o tym myslec, chlop zwariowal.heheh zapytaj go co na to jego klauzula.
No ale to przecież Prawdziwy Polak Katolik.
ale o co Ci chodzi z ta klauzula?
Klauzule sie podpisuje w zwiazku z obowiazkami zawodowymi. zycie prywatne to inna kweatia
Ale czego nie rozumiesz? Wg niego jak kobieta "daje" przed ślubem to jej się szacunek nie należy, więc taki seks to brak szacunku. Oczywiście potem związać się z taką odpada. On z kolei wziął, zgrzeszył, ale się wyspowiadał i znowu jest git. Nie zwariował, tylko jak ktoś wcześniej napisał - klasyczna polska katolicka moralność.
Ty powinnaś była, wiedząc o różnicach między Wami, poruszyć te sprawy i ustalić sobie kwestie seksu. Zbagatelizowałaś to, założyłaś, że jakoś to będzie - no nie, jak widzisz, nie będzie.
Nie przesadzałabym z tą "klasyczną polską katolicką mentalnością". Klasyczną katolicką mentalnością jest to, że się grzecznie biega do kościółka a po mszy można już się seksić do woli.
Ten facet prezentuje coś innego. Jak to się nazywa? Syndrom Madonny i ladacznicy? Nie ryzykowałabym związku z kimś takim. Nawet jeśli do tego ślubu bym wytrzymała to istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo, że po ślubie seks z żoną będzie tylko w celu spłodzenia dziecka, w innych celach seks będzie u licznych kochanek...
63 2014-11-07 12:14:54 Ostatnio edytowany przez _gusiaczek_ (2014-11-07 12:19:47)
Czyli ze on nie szanuje kobiet z ktorymi sypial
Toz to absurd przeciez.
i co? Moglby tak z zona raz na ruski rok i z innymi na boku???
Gusiaczek, nie jestem wróżką ![]()
Jednak takie podejście nie zwiastuje niczego dobrego. Natomiast nie możesz tego odbierać personalnie - nie twoją winą jest to, że facet ma poglądy takie jakie ma. Twoja atrakcyjność nie ma tu nic do rzeczy.
Jak zauważyła Vian - trzeba było na początku zagłębić się w jego podejście do seksu. Nie zrób kolejny raz tego błędu - wałkuj ten temat aż dowiesz się wystarczająco dużo. I wtedy decyduj. Już wiesz jak się kończy ignorowanie różnic w kluczowych sprawach...
Wiem. Bledem bylo to ze chcialam temat poruszyc ale zawsze wydawalo mi sie ze za wczesnie albo ze moment nieodpowiedni.
Dzwonil dzisiaj z samego rana (co jeszcze bardziej mnie wkurzylo bo dobrze wie ze piatki mam wolne i nie zrywam sie o swicie) i przepraszal (ale nie mowil za co), chce sie spotkac i mowi ze "musi sobie wszystko przemyslec". Cos jeszcze przebakiwal ze "moze tylko seks oralny".... szczerze mowiac przy tym mnie zatkalo ![]()