Jak w nagłówku, mój chłopak mnie rozczarowuje ciagłym suszeniem mi głowy o zrobienie z siebie speca od dziedzin ktore dzis sie oplacaja. Sam objął firmę po ojcu i dobrze zarabia, ja skończyłam studia ale na razie dostałam tylko pracę, gdzie zarabiam niewiele powyżej średniej krajowej. Chłopak ciągle przypomina mi, że powinnam sie całkowicie przekwalifikować. Jego rodzice też ciągle pytają mnie kiedy zacznę coś nowego albo kiedy zacznę zajmować się jakąś nową, inną dziedziną. Jestem sfrustrowana ciaglym słuchaniem że to co zrobiłam to za mało. Moim zdaniem to wszystko przez kraj w jakim żyję, że zarabiam ile zarabiam. A nie wina tego, że nie jestem specem od tego co się teraz najbardziej opłaca. A tak się składa że nie wierzę że ich pytania wynikaja z troski o mnie i moją przyszłość, tylko po prostu to czepianie sie dla samego czepiania skoro syn ma tyle, ile niejeden chciałby mieć i nawet beze mnie byłby ustawiony a moj tysiaczek nic mu nie zmienia. Pewnie im zal że czasem musi on wiecej placic np. za mieszkanie wiecej dokladac niz ja. Ale ja naprawde nie jestem winna temu, szukam nowej pracy ale nie da sie ze mnie zrobic teraz na przykład biotechnologa z piecioma jezykami obcymi. mam juz 26 lat, na czas jednych studiow juz mi rodzina pomagała, nie moglam sama sie utrzymać bo były to studia wymagające i duużo zajęć na nich było, dopiero na czwartym roku pracowałam na pol etatu. nowych studiów nie zaczne bo nie mam za co, a drugie są płatne. Co myślicie o tej sytuacji?
1 2014-07-24 14:10:24 Ostatnio edytowany przez dok76myk34 (2014-07-24 14:13:41)
Podobne tematy
A czy utrzymujesz się w pełni sama lub byłabyś w stanie się utrzymać z obecną pensją? Jakie masz perspektywy na lepszą/lepiej płatną pracę w swoim zawodzie w przyszłości?
Nie byłabym na chwilę obecną, ale dokształcam się i myślę o zaocznych studiach, drugim kierunku. Szukam pracy, chcę zmienić. Nie rozumiem dlaczego wszyscy naokoło widząc że na razie nie udało mi się tego osiągnąć, pospieszają mnie i stresują tym a ja jestem bezradna i czuje sie coraz gorzej.
W takim razie nie przejmowałabym się tym na Twoim miejscu. Co innego, gdybyś trzymała się kurczowo obecnej pracy, nie będąc w stanie się z niej utrzymać i żerując na chłopaku i jego rodzinie - ale skoro chcesz się rozwijać, zarabiać więcej i masz na to realne perspektywy, to powiedz o tym stanowczo i utnij dyskusje.
Jedyne, do czego bym się "przyczepiła" w Twoim planie, to rozpoczynanie drugiego kierunku. W dzisiejszych czasach i w naszym kraju samo wykształcenie ma minimalne znaczenie (oczywiście nie we wszystkich przypadkach, wiadomo że są zawody, których bez wykształcenia kierunkowego wykonywać nie można). Znacznie większe mają faktyczne umiejętności i doświadczenie, a to możesz zdobyć np. odbywając praktyki i staże.
Po pierwsze pracuj przy tym co lubisz, a nie tym co oni Ci narzuca. Po drugie nie dołój się. Zazwyczaj gdy ktoś pokazuje komuś ile zarabia to prędzej czy później powinie mu się noga i będzie musiał przeprosić ten tysiaczek, a ty do tego czasu zadbasz już o awans i podwyżkę. Powiedz mu otwarcie, żeby zamknął temat, bo sam niczego od podstaw nie zbudował, a ty budujesz wszystko od podstaw.
Jak facetowi nie podoba się ile zarabiasz, to mu pwiedz, niech sobie znajdzie bizneswomen. A ty sobie szukaj nowego. Po co Ci taki gbór, który tylko szczyci się ojac firmą. Wiesz , jak to jest z firmami, czasem przestają istnieć. Albo co gorsza mają problemy finansowe. Związek, to nie pieniądz, tylko uczucia. Owszem , pieniądze są ważne ale one mają nam pomagać w rozwoju, zaspokojenia naszych marzeń a nie kartą przetargową w miłości.
Powiedz chłopakowi, ze jak sie wypisze z firmy tatusia, założy coś sam i dojdzie BEZ pomocy rodziców w ciągu kilku lat do takiego poziomu finansowego jaki ma teraz, to pogadacie o samorealizacji i osiągnięciach. Na razie, to siedzi na gotowym i się mądrzy.