Witam wszystkich, mioja historia jest jak setki innych, Moja partnerka stwierdzial 3 tygodnie temu, ze lepiej sie rozstac, poniewaz ostatnio nam sie nie uklada i nie mozemy sie dogadac... may coreczke 2.5 roku, cudowne dziecko. Faktycznie wciagu ostaniego roku byle spiecia, czasem klotnie, a czesto ciche dni, Potem rozmowy i naprawa, jednak po przeanalizowaniu Partnerka stwierdza, ze jednak nasz okres dobiegl konca... Nie bylo zdrady z zadnej ze stron... O swoim palnie powiedzial tylko znajomym (otoczenienie o wiele mlodsze- udzilaja sie religijnie), ja dostalem cios w twarz- ze juz mnie nie kocha i nie chce zebym mieszkal z wami. Ogolnie to ja sie opiekowalem najwiecej dzickiem, corka coagle czekala na mame, a mam uciekala do znajomuch, bo jak uznala- tam ma prawdziwy duchowy spokoj, oni ja potrzymuja na duchu i ja nawet nie bylem jej przyjacielem w tyz zwiazku, na poczatku podejrzewalem zdrade ale sie wyjasnilo, ze jest to otocznie ktore jest blisko religijne, spotania, speiwy z kosciolach (kje hobby to spiew). i jak stwierdzila - to byla ucieczka od braku nieporozumienia w domu. czesto nie bylo w domu, lub wracala nastepnego dnia. Byle juz naprawde zazdrosny o to towarzystwo. Okazalo sie ze bylem malo wrazliwy na jej uczucia i czsem nie rozumialem o co jej naprawde chodzi, wszytko wyrazala straszna histeria i palczek i nie dawala szans podejsc, apotem blagala - Podejdz, prosze, potrzebuje... przyznam sie, ze nie zawsze mi sie udawalo to.. jednak byel m chetny i nie spodziewalem sie ze po przemysleniu postanowi odejsc. W domu wykladalem sie na calosc- spratanie, gotowanie, w weekendy snaidanie do lozka, jednak bylo z amalo... nie potarfilem jej dac czegos badziej emocjonalnego, tak wlasnie uslyszalem teraz.. i oprocz tego ze mnie nie nawidzi za to, brzydzi sie mna , zebym dal jej spokoj i nie dzwonil do pzryjacoil, bo to nic nie zmieni, bo czuje sie przesladowana. opowidzialem o tym jej rodzicom- oni byli zaskoczeni, ze tak posatnowilaz robic, chcociaz mowili ze widzieli ze miedzy nami nie zawsze bylo wszytko ok. ale sie nie wtracali. Dopiero wczoraj partnerka riozmawiala ze swoimi rodzicami, przelamala sie i powiedziala wszytko co posatnowila, ze jest silna i wie co robi, ze teraz dopiero dojrazla , zeto nei byla milosc lecz iluzja, przed tym miala 4 nieudame zwiazki z mezczyznami i o to NIEPOWODZENIE obarczala swoich rodzicow, bo widzial ze w jej dzicinstwi tez ise dzialo zle i zaluje ze oni )rodzice) sa caly czas raze i ze sie nie rozwiedli wtedy, bo to brzemie ciagnie sie za nia. Zaznacze ze w zeszlym roku prosila o pomoc w poradni, aj jednak nie bralem tego powaznie i teraz gdy widze ze jest w takim stanie zaproponowalem jej pojsc do speacjlisty, jednal jest odmowa- NIE POJDE, Bo kiedys Ciebie tez prosilam, teraz MUSIMY zadbac o dziecko.Koniec i zdania nie zmieniam. Warunek- ja ma sie wyprowadzic, najlepij zostac w tym samym miescie, zeby ulatwic kontakt z dzickie i zeby ono najmniej ucierpalo, bo tyle musimy dac z siebie. Odpowiedzialem ze na razie nie widze sensu, bo bez dzicka zlapie jeszcze wiekszego dola ... jednak mam isc sobie i dac jej spokoj, nie bedzie utrudnaic kontaktu... jak sie nie wyniose, to zastosuje inne metody. JA JEJ NIE POZNAJE !!! jeszcze miesiac temu szukalismy razem mieszkania zeby w koncu miec swoj kat , ateraz jest KATASTROFA, ze niby te dobre momenty to byly tylko przeblyski, liczy sie to co ONA teraz czuje 0 mam isc.... szczerze po tym wszytkim - poddaje sie... zrobie jak chce- skupei sie na dziecku, ale w glebi duszy licze ze za jakis czas przemysli to na spokojnie i znowu bedziemy razem, bo aj jej mowie ze nigdy nie watpilem w te MILOSC, nawet w tych trudnych dla nas chwilach... jestem WARKIEm czlowieka
Podobne tematy
tak mis ie wydaje ze sie poddaje... bo skoro Ona mowi ze nie nie kocha (i to juz wiedza wszyscy), to moja mMilosc juz nie jest dla niej wazna, cutyje - nie mma zadnych oczekiwan od Ciebie... po prostu odejdz... kilka osob mowi ze jestem i byelm za dobry dla niej i Ona to wykorzystala i ze bedzie zalowac za jakis czas... ale czgeo, skoro ja i tak de facto bede na zawolanie do dziecka, w weekend jedzie z kolezanka nad morze i ja mam zostac z dzickeim.... ) NIE POTRAFIE ODMOWIC, bo tylkko corka mnie trzyma przy zyciu... czy ja cos robie nie tak?????Po prostu wciaz ja Kocham i Pragne....byc razem, prosilem o wybaczenie za to co zrobielm zle i prosilem o podanie reki i skok razem ../ no i nIC - NIE ZMIENIE SWOJEGO ZDANIA NA TEN TEMAT, NIE MECZ MNIE ZADNYMI KSAZKAMI< TERAPIAMI CIENIE CIE JAKO CZLOWIEKA (to omnie), jestes dobrym ojcem i hce zebys takim pozostal, nawet jak nie jestsmy razem. - tyle uslyszalem...
3 2014-07-24 12:34:54 Ostatnio edytowany przez Lancacter (2014-07-24 12:36:04)
Ja bym sie przyjrzal tej grupie religijnej bo jakos ciezko mi przypomniec sobie przypadek, gdzie religia odciagala od rodziny. To domena sekt.
Lancacter, kazdy tak myslal na poczatku, nawet tak nazwalismy, anie po prostu swiewaja piesni religijne... daja koncerty w kosciolach... jedynie co mnie martwi to ich wsparcie duchowe w tej chwili, godziny rozmow z tymi ludzi przez telefo... POTRZEBA WSPARCIA jak to bylo nazwane ...
spokoj
to chrześcijańska grupa? Czytają Biblię, jeśli tak to chyba jakieś wartości mają? Chyba że to taka zasłona dymna i chodzi o coś innego...
Lancacter, kazdy tak myslal na poczatku, nawet tak nazwalismy, anie po prostu swiewaja piesni religijne... daja koncerty w kosciolach... jedynie co mnie martwi to ich wsparcie duchowe w tej chwili, godziny rozmow z tymi ludzi przez telefo... POTRZEBA WSPARCIA jak to bylo nazwane ...
Godziny rozmów, wsparcie duchowe.. a co? wymordowali jej całą rodzinę że potrzebuje aż takiego wsparcia duchowego?, kiedy religia aż do tego stopnia odciąga człowieka od najbliższej rodziny i ingeruje w życie wypełniając je po brzegi to nie jest prawdziwą religią, tylko zbiorowością która chce zawładnąć drugim człowiekiem. Może się mylę, to tylko domysły ale to co opisujesz brzmi baardzo sekciarsko,
POLY28... nie.. po prostu jest tam najlepsza kolezanka i kolega, ktorzy rozumieja jej potrzeby... szkoda ze uslyszalem ze ja nAWET NIE BYLEM PRZYJACIELEM w tym zwiazku. wszystko takie irracjonalne , wrecz zanosi sie na bzdury, ze myslala ze to milosc, a to tylko ILUZJA... jakis zly sen dla mnie... Chcialem tam pojechac i pogadac z nimi, ale jaki ma sens, skoro i tak to nic nie zmieni...
Religia odciągająca od rodziny to zła religia. A może religia jest dobra tylko ci wyznawcy jacyś tacy niekoniecznie. Bijesz żonę, bijesz dzieci? Znęcasz się nad nimi psychicznie? Głodzisz? No przecież nie. Jaki ona ma powód by godzinami szukać u nich wsparcia? Jaki oni mają cel odciągać ją od rodziny? Możesz mi powiedzieć, ale tak konkretnie NAZWĄ ? co to za grupa? Jak się nazywa?
Religia odciągająca od rodziny to zła religia. A może religia jest dobra tylko ci wyznawcy jacyś tacy niekoniecznie. Bijesz żonę, bijesz dzieci? Znęcasz się nad nimi psychicznie? Głodzisz? No przecież nie. Jaki ona ma powód by godzinami szukać u nich wsparcia? Jaki oni mają cel odciągać ją od rodziny? Możesz mi powiedzieć, ale tak konkretnie NAZWĄ ? co to za grupa? Jak się nazywa?
LAncater tylko na priv moge albo mail, bo naprawde jestem przekonany ze wszystko z nimi jest ok.
Lancacter napisał/a:Religia odciągająca od rodziny to zła religia. A może religia jest dobra tylko ci wyznawcy jacyś tacy niekoniecznie. Bijesz żonę, bijesz dzieci? Znęcasz się nad nimi psychicznie? Głodzisz? No przecież nie. Jaki ona ma powód by godzinami szukać u nich wsparcia? Jaki oni mają cel odciągać ją od rodziny? Możesz mi powiedzieć, ale tak konkretnie NAZWĄ ? co to za grupa? Jak się nazywa?
LAncater tylko na priv moge albo mail, bo naprawde jestem przekonany ze wszystko z nimi jest ok.
Nie bije, nie glodze, razem pracujemy. Po prostu powiedzial za dojrzala w koncu w tym wieku do takij decyzji... ze mylila sie...
Sorry, że tak męczę tę grupę religijną, ale:
- to z nimi podzieliła się najpierw swoją decyzją, a nie z Tobą.
- otoczenie jest o wiele młodsze i tam jest jej najlepsza koleżanka i kolega.
- tylko oni rozumieją jej potrzeby,
- tylko z nimi jest szczęśliwa
Czy kryzys u Was był przyczyną jej zaangażowania religijnego, czy skutkiem? Czy koleżanka i kolega są parą?
Pytam się tak, bo z tego co opisujesz to nie jest normalne zachowanie. Od normalności do ?brzydzenia? się Tobą pokonała drogę będąc ?wspierana? przez najlepszych przyjaciół z grupy religijnej, którzy jako jedyni ją rozumieją i tylko w ich otoczeniu ma spokój.
Czy zmieniła sposób odżywiania się?
Sorry, że tak męczę tę grupę religijną, ale:
- to z nimi podzieliła się najpierw swoją decyzją, a nie z Tobą.
- otoczenie jest o wiele młodsze i tam jest jej najlepsza koleżanka i kolega.
- tylko oni rozumieją jej potrzeby,
- tylko z nimi jest szczęśliwa
Czy kryzys u Was był przyczyną jej zaangażowania religijnego, czy skutkiem? Czy koleżanka i kolega są parą?
Pytam się tak, bo z tego co opisujesz to nie jest normalne zachowanie. Od normalności do ?brzydzenia? się Tobą pokonała drogę będąc ?wspierana? przez najlepszych przyjaciół z grupy religijnej, którzy jako jedyni ją rozumieją i tylko w ich otoczeniu ma spokój.
Czy zmieniła sposób odżywiania się?
to z nimi podzieliła się najpierw swoją decyzją, a nie z Tobą. - nie wiem, uslaszalem od niej 3 tygodnie temu, ze juz mnie nie kocha i nic nie ma w srodku dlamnie. Tylko sie domyslac ze wiedzieli wczesniej czy pozniej, W zeszlym tygodniu zebrala caly zespol, i opowidzila o jej nieszczesciu.
- otoczenie jest o wiele młodsze i tam jest jej najlepsza koleżanka i kolega. - mlodsze o kilka lat, jest jeden starszy
- tylko oni rozumieją jej potrzeby, - w tej chwili takie sa jej stwierdzenia
- tylko z nimi jest szczęśliwa - nie mowila ze jest szczesliwa z nimi, nie pytalem o szczescie, ale wiem ze czuje sie tam dobrze i cieszys ie ze miala wsparcie z ich strony.
Kryzys nie byl przyczyna jej zaangazowania, przed tym tez kiedys spiewala, jednak stwierdzila ze zapomniala o tym i wrocila, twierdzi ze to byla ucieczka od klopotow w domu. Kolezanka i kolega nie sa para i nie maja stalych partnerow, przynajmniej jestem pewein ze jej kolezanka ( dlatego podejrzewalem o cos z tym kolega...
nie zmienile sposobu odzywiania sie, raczej razem prawie nic nie jemy... stres... teraz bedziemy dzilic finanse i mam szukac mieszkania... stara sie byc ze mna dobra. ale to ze wzgledu na dzicko zeby corka nie denerwowala sie i nie widzial zmian. ja zostaje na wekend z corka bo wlasnie wyjezdza z kolezanka na koncert ( ja kiedys odmowilem, bo mnie ten zespol nie interesowal) i ona pytala czy moga jecahc z nia na co ja- Smailo, mozesz. moze niepotrzebnie odpuscilem i ona poczula ze ja sie nia nie interesuje
Witam,
ja obstawiam kochanka, widoczne sa typowe objawy dla tego "schorzenia"...
Mam nadzieje, ze sie myle.
no i sie stalo.. zostalem poproszony o opuszczenie mieszkania (bo umowa najmu jest na nia-- to jest dopiero sprawiedzliwosc ))) Mamy tylko sie dogadac odnosnie opieki nad dzieckiem, corka zostanje z Nia, ja mam dojezdzac lub odbierac i opiekowac sie w innym miescie (45km odelglosci). Dzis znalazlem nowe lokum i jutro wyjezdzam... ( Czasami mysle ze ona potrzebuje czasu zeby sie uspokoic...przemyslec itp ale ta sytuacja juz jest PATowa sla mnie... nie wiem, pewnie sie poddalem, ale nie otrzymuje szansy...
Popieram zaradnego, ma faceta i zacząłeś przeszkadzać. Nie wyprowadzaj się, niech się przyzna.
17 2014-07-30 14:43:27 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-07-30 14:46:38)
Popieram zaradnego, ma faceta i zacząłeś przeszkadzać. Nie wyprowadzaj się, niech się przyzna.
poza tym córka, więc rozumie związek małżeński,
macie rozdzielczość majątkową, jak nie nabroiłeś, to ja nie rozumię jak się masz zgadzać na opuszczenie lokalu,
masz takie samo prawo jak ona, jak ona narobi długów, i nie bedzie wstanie sie wyplacić, kogo ścigną
dystans chodż być może ciężko i spokój, sprawa peknie szybciej czy później,
ale nie daj się zwariować, jeśli naprawdę ot jest tylko to o czym piszesz
nie jestesmy malzenstwem, ale finase podzilimy na pol, dla dobra corki obiecujemy ze bedziemy lozyc wspolnie... 5 razy prosila o wyprowadzke, ze woli byc sama, bo nie czuje sie najlepiej jak jestem w domu... jak nie wyjde to zastosuje inne metody ( nie pytalem jakie ale nie lubie takich dziwnych podstepow), postanowilem opuscic to mieszkanie... jak sie namysli to porozmawiamy jeszcze, ale na tym etapie widze, ze jak prosilem, czasami za mocno, to mialo to efekt zupelnie odwrotny niz oczekiwalem... uzbieralo sie Jej cos w srodku i teraz woli byc sama...
Grupa religijna która odciąga od rodziny ?
nie wierz w bajki, chyba że jakaś sekta.
Taka grupa skłaniały by ją do sformalizowania związku, wzięcia ślubu kościelnego i prób włączenia Ciebie do wychowywania dzieci w wierze.
Jeżeli jest inaczej - to albo skutek wpływu "kolegi" żeby zrobić sobie miejsce obok niej, albo sekta która chce mieć członków na wyłączność.
Woli być sama i nie obchodzi ją jak na taką decyzję zareaguje córka, jak wpłynie to na jej wychowanie ??
a to wszystko dlatego że " nie byłeś dość wrażliwy na jej uczucia"...
Skup się na dziecku, zanim zacznie do śpiewającego kolegi mówić "tatuś".
Dzis dotalem pytanie czy mozemy jechac razem na urlop do moich rodzicow (dosyc daleko)...??? tydzin temu zgodzilem sie i potwierdzilem, kilka dni wstezc odmowilem bo nie widzialem sensu po kolejnych dziwnych rozmowach, ale dzis napisalem ze mozemy pojechac (jej warunek - zeby nie tykac tematu rozstania z Rodzina, tylko pojechac do Rodzicow, zeby corka odpoczela i nie czula presji tego ze zle sie dzieje)... i dostalem uwage ////- To rozmawiaj ze mną o tym proszę, bo ostatnio mówiłeś że nie ma mowy i bez dyskusji, 2 razy zmieniałeś zdanie, nie ignoruj takich kwestii, to wszystko wymaga przygotowania i przemyślenia, nie chcę niespodzianek//// Czy to wogole ma sens??? Niby nie jest ze mna i co podkresla na kazdym kroku, ja sie wyprowadzam jutro, a tu jeszcze wspolny wyjazd... pogubilem sie naprawde ((
Ta sekta to Zielonoświątkowcy?
Ta sekta to Zielonoświątkowcy?
Nie, zwykli ludzie, katoliy. Spiewaja w kosciolach... ale ich juz nie dotykam, nie ma sensu. Partnerka mowi zebym nie dzwonil do nich, bo to obcy mi ludzi i jaki jest sens moich rozmow z nimi> zebym oczernial i pokazywal jaka ona jest? --- Uslyszalem jedno - po prostu sie uzbieralo cos wniej, i nie ma ochoty ciagnac tego dalej. Skup my sie na corce, zadbajmy o jej bezpieczenstwo, proponuje sowja pomoc w przeprowadzce... tyle...nie mam juz sil... mam nadzieje, ze nie bedzie o tyle bezczelna, zeby potem pokazac ze to ja ich zostawilem i ucieklem (de facto sama o to prosi zeby miec spokoj)
Na 99% przyplątał się jakiś misiek, "bratnia dusza".
Tak czy siak, to co mówi Twoja ex ma sens, skup się na córce, zadbaj o jej bezpieczeństwo, ale przede wszystkim skup się na sobie.
Dzis wyjezdzam, jednak moja ex-partnerka poprosila o opieke na corka w poniediazalek, bo ma spotkanie sluzbowe. zgodzilem sie, bo tak faktycznie jest. Zapytalem tylko o ktorej ma zamiar wrócic, bo musze dotrzec do siebie (mam 35 km), okazalo sie ze okolo polnocy i w razie czego cytat --- mozesz zostac u nas i przenocowac, zebys sie nie tułal gdzies, jestes mile widziany--- hm... czyli jak sie wyprowadzic i sie tulas to ok, ale w tym przypadku juz moge zostac na noc... .... wysyla mi jakis odnosniki w necia jak ojciec ma sie zachowywac, zeby nie skrzywdzic dziecko... prosi zebym byl u nich przynajmniej co drugi dzien, bo bylem tak zaangazowany w kapiel, spacery, zabawe, ze dziecko to nagle straci nie zrozumie tego... ach, ja pytalem po co to robi ---odpowiedz brzmi TAK MUSIMY JAKOS SOBIE PORADZIC W TEJ SYTUACJI----
trzeba bylo te jej pasje i znajomych obserwowac dawno temu. kobieta, matka i woli śpiewy kościelne niż wlasne dziecko?
ja tez mam pasje, lubie czytac, ale robie to gdy mam wolne i dziecko spi.
teraz juz po ptakach.
Jestem na 100% pewien, ze sama nie p[odejmuje decyzjo, od dluzszego czasu po naszych rozmowach wychodzi z domu i gdzies dzwoni, wyjezdza... ciagle konsultacje, narady... i to jest ta kobieta, dla której lojalnosc i uczciwosc byly na pierwszym miejscu... I ja slysze od niej ze jest silna i wie czego chce... wlasnie chyba nie za bardzo wie i jednak sie boi, chociaz tego stara sie nie okazywac...smutne az sie chce plakac
no coz... jestesmy teraz osobno/ od wczoraj dostalem 3 smsy, ze corka spi ona tez padla i dobranoc... dsis ze spala 12 godzin wlasne wychodzimy z corka nad jeziorko... potem dzwoni, ja ne odbieram... po czym nastepny sms- corka chce z toba porozmawiac... odpsuje ze poznej bo teraz zalatwiam sprawy przeprowadzki..... pisze, dzwoni (niby tylko dla Corki) ale mne to meczy... chciala sam zebym odszedl, zroblem to... i teraz pisze, dzwoni. Czy to jest wg. Nej rozstane? czy my inaczej to rozumiemy? ja po prostu chce mec spokoj dla siebe, a ciagle jestem zaangazowany w w ten zwazek (wg niej tylko dzecko) Czy ja cos myle???
uuu. od kilku dni jestem bombardowany smsami- kiedy przyjedzisz do dzicka, musisz byc z nia co drugi dzin (przynajmniej), chcemy jechac w weekend gdzies czy mozesz sie zajac nia itp itd - kilka razy dzinneie o tej samej tresci... bylem z corka w poniedzialek, wczoraj zrezygnowałaem, bo skoro moja Ex chce sobie pospiewac w chorze, to grzecznie poinformowalem, ze ma sobie zalatwic opieke, stala sie zbyt wygodna, zeby otoczys swoimi znajomymi i swoim zainteresowaniem... ogolnie odpowiadam krotko i na temat - bede w piatek i wracam do siebie, w przyszlym tygodniu bede w poniedzialek i wracam ... strasznie mnie meczy takie Jej ciagle "bycie przy mnie" - a trzeb tak, a musisz tak... Po tym jak zostalem wyproszony z domu, to nawet nie chce tam nocowac, chociaz ostatnio mi zaproponowala- na podlodze winnym pokoju. najsmieszniejsze ze to wszytsko ukrywa przed otoczeniem - kolezanki zpracy nawet nie wiedz ze mieszkamy osobno i ze razem nie dojezdzamy firmowym bysem, ogolnie widac ze mnie nie ma, ale na razie cisza.... waszytsko ma byc jakby nic sie nie stalo... MECZY mnie jej taktyka....
Czy ktos z kobiet moze mi przybliżyc o co w tym chodzi, dlaczego teraz wymaga ode mnie wiecej niz jak bylismy razem....? Ja teraz potrzebowałbym "odpoczynku" al jestem ciagle na siłę wciagany ....
30 2014-08-06 10:43:40 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-08-06 10:54:19)
Czy ktos z kobiet moze mi przybliżyc o co w tym chodzi, dlaczego teraz wymaga ode mnie wiecej niz jak bylismy razem....? Ja teraz potrzebowałbym "odpoczynku" al jestem ciagle na siłę wciagany ....
zawsze w takich sytuacjach, jest niestety więcej ![]()
usystematyzuj spotkania z dzieckiem, nie co drugi dzien tylko np dwa dni pod rzad, masz potem np dwa dni wolnego
tobie da to spokój, czas do namysłu, ogarnięcia się, jej do myślenia
nie idz w kierunku nie być ze sobą a być koło siebie
to chyba nigdy nic tak naprawdę dobrego nie wnosi
a tylko zbędne emocje przynosi, no chyba że chcesz się umartwiać
a to już żartem oczywiście
kierunek wiesz jaki ![]()
poza tym jest pogoda, czasami dobra ![]()
nie możesz poza jej miejscem przebywania zająć się dzieckiem, jest masa zajęć które można robić poza domem z dzieckiem, bez względu na wiek dziecka
masz wtedy zajęcie się dzieckiem i spokój większy, za jednym ruchem
pomyśl
ja miałem ze moglem się z dziećmi spotykac tylko wtedy jak żona zadecydowała, i nie daj boże się spoźniłem kilka minut, dzieci nie zawsze jeszcze czekały na mnie
póki nie ma praw okreslonych do sprawowania opieki nad dzieckiem na papierze, wydaje mi sie że to jest
pozycja z pobożnej listy życzeń
tylko
co nie oznacza że dziecko należy olewać, bo tata z mamą pokłuceni, jest to twój obowiązek jakby na to nie patrzeć, no chyba ze się nie poczuwasz, ale to juz historia w inna strone
tobie da to spokój, czas do namysłu, ogarnięcia się, jej do myślenia
nie idz w kierunku nie być ze sobą a być koło siebie
*******************
tenniedobry 2 - Problem jeszcze taki, ze pracujemy w tym samym biurze... ogólnie rozmowy sa ograniczone do minimum. Nikt z ludzi nie wie o rozpadzie, ale Ona to umiejętnie ukrywa i widzę ze się boi żeby to wyszło na jaw. Mi aż tak na tym nie zależy, irytuje mnie pokazywanie bycia razem, a w srodku NIC. pozdrawiam
32 2014-08-08 10:38:46 Ostatnio edytowany przez spokoj (2014-08-08 10:40:21)
Dzis planowalem pobyc z dzieckiem (musze dojezdzac), jest pilna prosba od mojej zebym byl dzis przed 17, poniewaz onma nie da rady odebrac dzicka od niani, ze wzgledu na to ze MUSI zawizc kolezanke ( z zespolu) na slub do kosciola i sama chcetnie by zostala, zeby nie musiala angazowac swojej mamy itp... to juz nie jest pierwsza prosba o opieke w sytuacji, gdy jej cos wypada, ale dzis mialem ochote i odpisalem ----Chce zebys wiedziala jaki jest moj punkt widzenia w takich sytuacjach - nie bede ratowac Cie w sytuacjach prywatnych - spiewy, sluby, wypady nad morze ze znajomymi itp, to jest twoje zycie, które sobie wybralas sama i nie bede sie mieszal w to, wiec w takich sytuacjach musisz poradzic sobie sama---- Po prostu czuje ze jestem jakims facetem "na ratunek" i ciagle przykrywa sie - ze to jest dobre dlka dziecka i nie krzywdz jej prosze... Czy ja juz postepuje i pisze cos naprawde irracjonalnego??? Kobieta ktora stwierdzila ze nie bylem nawet jej kolega i to byl wielki blad... nagle zaczela szukac pomocy tylko u mnie, wstyd jej sie zwrocic do rodziny, a przyjaciol nie miesza w to, tylko potrzebuje od nich :duchowego wsparcia"....
33 2014-08-11 15:00:45 Ostatnio edytowany przez spokoj (2014-08-11 15:01:30)
Pomozcie, jak mam sie zachowywac w sytuacji, gdy dostaje zapytanie od mojej partnerki - "o ktorej moge sie zaopiekowac corka&", bo ona w tym czasie zawsze cos planuje (jakies wysjcie z kim i gdzies i oczywiscie nic o tym nie mowi), a ja nie chce za bardzi wnikac i pytac o szczegoly.
Witam. Dawno mnie tu nie bylo. Minelo juz 2 miesace od mojego rozstania i wcale nie czuje sie lepiej, ani fizycznie, ani psychicznie. Przyznam sie bez bicia, ze ciagle zylem nadzija, ze ten cczas ktory dalem mojej Kobiecie to byl czas na jej refleksje i przemyslenia, ze cis ruszy w kierunku jakiegokolwiek pojedania, zgody... chyba sie myle, jestm tylko dojazdowym tata i tyle, mamy tylko jeden temat- nasze dzicko, chiciaz ostatnio widuje sie mniej niz kiedyc, ciagle siedzi dziwne uczucie, ze po prostu nie akceptuje stanu rzeczy...takiego zycia ... niedwno dostale smsa od niej, ze milenelo tyle a tyle czasu, a ja nie widzialem sie z corka, ze ona na moim miejscu juz by mocno tesknila za nia i CZY tylko tyle chce dac naszej coreczce... nie moglem sie potstrzymac i odpisalem ze dwa miesiace temu bylem przywas na codzien i dawalem tyle co moglem i chcialem, ale KTOS sprawil, ze sytuacja wyglada tak a nie inaczej. Zero odpowiedzi... ) Dostaje co jakis czas drobne rzeczy z powrotem, typu ksiazki, instrukcje do aparatu itp ))) Juz mnie to zaczyna rozsmieszac to smieszy, a z drugiej strony irytuje i odczuwam straszny emocjonalny atak ... Przestalem wspominac o samochodzei i peiniadzach, zostawielm tez temat po prstu i nie mam sily i nawet ochoty grzebac w tym temacie... niech trzyma to sobie jezeli to daje jakies poczucie bezpeiczenstwa i szczescia... Planuje kupic wlasne mieszkanie... i ciagle walcze z soba w srodku ...powoli aczymam tracic nadzieje na kompromis i pojednanie, amoze juz stracilem i tylko walcze z ta glupia mysla... Pozdraiwim wszystkich