Pytanie dotyczy mojego brata,jego sytuacja wygląda nastepująco:
-ma 32 lata i od prawie dwóch leczy sie na depresje,tzn zażywa leki,spotyka sie regularnie z psychiatrą
-mieszka z rodzicami,którzy niestety piją,on też często pije i pomija leki,dlatego też podejrzewam,ze nie działają one tak jak powinny
-obecnie ma bardzo dobrą pracę,ale chce z niej zrezygnować,co niestety będzie sie wiązać z kolejnym w jego życiu okresem bezrobocia i wegetacji z rodzicami nad flaszką
-na sugestie,ze być może powinien przemyśleć picie alkoholu podczas leczenia reaguje bardzo agresywnie
-jest uzależniony finansowo i emocjonalnie od rodziców,zwłaszcza od mamy
Bardzo prosze o porady -w jaki sposób z nim rozmawiać,jakich konkretnie użyć słów i argtumentów.
Podobne tematy
2 2014-07-23 09:16:14 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-07-23 09:20:00)
Pytanie dotyczy mojego brata,jego sytuacja wygląda nastepująco:
-ma 32 lata i od prawie dwóch leczy sie na depresje,tzn zażywa leki,spotyka sie regularnie z psychiatrą
-mieszka z rodzicami,którzy niestety piją,on też często pije i pomija leki,dlatego też podejrzewam,ze nie działają one tak jak powinny
-obecnie ma bardzo dobrą pracę,ale chce z niej zrezygnować,co niestety będzie sie wiązać z kolejnym w jego życiu okresem bezrobocia i wegetacji z rodzicami nad flaszką
-na sugestie,ze być może powinien przemyśleć picie alkoholu podczas leczenia reaguje bardzo agresywnie
-jest uzależniony finansowo i emocjonalnie od rodziców,zwłaszcza od mamy
Bardzo prosze o porady -w jaki sposób z nim rozmawiać,jakich konkretnie użyć słów i argtumentów.
A uważasz że rozmowa coś da, czy są w stanie tą rozmowę zrozumieć,
czy tylko skonczy sie że się czepiasz, że jest dobrze,
Nie znam relacji jakie masz z nimi, sytuacji, ale depresja skąś sie wzieła, pewnie pije od dawna, alkohol sie przewijal dość długo już
weż pod uwagę, że może lub napewno nie chce pomocy, i zapewne bedzie si eprzed nia bronil, jesli rodzice w tym uczestnicza, bedziesz miec 3 osoby przeciwko sobie
sam mialem podobnie, nie leczylem sie co prawda na depresje ani nic podobnego,
bo uwazam ze na depresje najlepszy jest wysilek fizyczny, i upór, a nie tlumienie lekami odbioru rzeczywistosci, chodz jak wiadomo kazdy przypadek inny
to ze nie moc czlowieka ogarnia to tylko dla mnie użalanie sie nad sobą, mowie pod katem takiego przypadku,
a jakies prochy to kolejna używka, potem czlowiek od jednego nie ucieknie a w drugie wpada, to tylko moja opinia, skromna
jak widzisz sens, i masz chęci, można przymusić,
chociażby Niebieską Kartą, bo możesz jako najbliższy członek rodziny, mając bliską relację, takie coś uczynić, potem wezwać parę razy policję, gdy bedzie nawalony, i ogolnie w kierunku agresywnosci
uderzyć
powinno wystarczyć, tak się mi wydaje
ale licz się że będziesz tą ZŁĄ, to nie rozumiejącą, tą czepiającą się, ogólnie miło nie będzie
no ale kiedyś moze z perspektywy czasu, ci ktoś za to podziękuje,
i co 32 lata i nei ma żony dzieci, tylko chleje??
wiem ze nie mozna traktowac kogos bo mniej pije na innym poziomie niz ktos kto wiecej, jesli to
stwarza problemy w relacjach z najblizszymi
jesli doprowadza do problemow finansowych
jesli pojawiaja sie problemy w pracy
itd itp
ogolnie ten kierunek
to de facto jako siostra MASZ obowiazek zareagować
tylko musisz sie uzbroic w naprawde spokoj, i KONSEKWENCJE bo bedziesz na kazdym kroku oby tylko psychicznie maltretowana
w tak zwanej obronie "jego przed tobą"
no a to tylko i wylacznie swiadczy ze ma problem, i ze go nie rozumie
w zycia wiem, ze jedni to olewaja sie odseparowuja od reszty rodziny, a nie ktorzy walcza
poza tym psychiatra, moze kierunek jakiejs terapii, lepiej obrac, a deprecha z tego ze leki nie pomoga niestety, na problemy w zyciu
ale chyba kazdy pijacy pojdzie raz na terapie jesli pojdzie, a potem bedzie mu to przeszkadzac,
bo raz trzeba sie przed kims otworzyc, dwa jesli to jeszcze sklania do refleksji to jest meczace myslec co mozan w zyciu zmienic zeby bylo lepiej
jak przecie zjest dobrze...
ogolnie temat ciezki, ja ponad 7 lat , sie meczylem z soba, zanim zrozumialem ze zle robie, i dopieor jestem na drodze na poczatku drogi, do czego snowego, ale si etego nei boje i nie poddaje
Przede wszystkim nie można mówić czegoś w stylu, żeby się wziął za siebie, ogarnął, że wszystko się ułoży, że przesadza itp. To nie działa najlepiej na osoby z depresją. Trzeba wspierać, ale w mądry sposób. Czasem wystarczy sama obecność.
ja już jestem ta zła, bo zauważam problem jego i rodziców.
Jestem osobą emocjonalnie stabilną i nie boję się opinii innych na mój temat nawet jeśli są bardzo negatywne. Tak, mój brat ma 32 lata i nie posiada swojej rodziny, pije bardzo dużo, podejrzewam że leki przez to nie działają. Nie wiem, czy mam ochotę z nim walczyć, chciałabym wiedzieć jak reagować na jego nieustanne załamanie, smutek, bezradność, po prostu odkryłam,że kompletnie nie mam pojęcia jak z nim postępować. Rozumiem powody jego stanu, bo jesteśmy rodzeństwem i pochodzimy z tego samego piekła. Jest mi osoba bliską, zależy mi na nim i nie chcę umyć rąk, ale czy mogę mu pomóc??? Tego nie wiem... tennieobry2 trzymam kciuki za twoją nową drogę
Przede wszystkim nie można mówić czegoś w stylu, żeby się wziął za siebie, ogarnął, że wszystko się ułoży, że przesadza itp. To nie działa najlepiej na osoby z depresją. Trzeba wspierać, ale w mądry sposób. Czasem wystarczy sama obecność.
Nie mówię tego.
Obecność jest utrudniona, bo mieszkam bardzo daleko.
Jak wspierać kogoś, kto pije, zażywa leki i nie widzi w niczym sensu ???
gadatliwa napisał/a:Przede wszystkim nie można mówić czegoś w stylu, żeby się wziął za siebie, ogarnął, że wszystko się ułoży, że przesadza itp. To nie działa najlepiej na osoby z depresją. Trzeba wspierać, ale w mądry sposób. Czasem wystarczy sama obecność.
Nie mówię tego.
Obecność jest utrudniona, bo mieszkam bardzo daleko.
Jak wspierać kogoś, kto pije, zażywa leki i nie widzi w niczym sensu ???
temat jest ciężki, będziesz dzwonić kontrolnie co dziennie, pewnie zaraz nie bedzie odbierał, generalnie sam musi to zobaczyć
ja zobaczyłem rok temu dobry, gdy wydawalo mi sie ze ohoho ze mnie panujaca osoba,
a zobaczylem czlowieka ktory chodzil ze mna do szkoly, byl podwplywem alkoholu bardzo mocno, przy okazji spotkanego
i tak stanąłem i ten ktos do mnie czesc, i sie pyta jak sie nazywam
ja ze tak i tak
a on ze na pewno nie bo z tym gosciem chodzil do klasy i go dobrze zna ...
dopiero jak mu dowod pokazalem, dostal jakby z innej polki informacje
polki w swojej glowie
normalnie sie przestraszylem,
dla mie to byl wystarczajacy dowod zeby nad tym zaczac pracowac, inaczej niz dotychczas
tak wiec poki samo go nie pchnie albo ktos go nei pchnie
to bedzie problem, w tym ze on nie bedzie widzial problemu
nei znam twoejgo brata nie znam realiow, moze ale to ejst wielkie ryzyko, poprostu zajecia mu trzeba , obowiazkow,
zobaczysz co bedzie jak nie bedzie kasy, bedzie gorzej,
wiec chyba powinna byc radykalna decyzja, i konsekwencja
jak go chcesz wesprzec, dac mu na alkohol (ulatwic zdobycie alkoholu) ?? czym go pocieszysz ze mu pomozesz jak sie schleje, podniesiesz go, nie wiem dasz mu jesc, pozyczysz kase(kazdy czyn z twojej strony, jest po pierwsze zle odbierany po drugie moze sie przykaldac do trwania w nalogu)
i uwazaj, szczypta inteligencji, plus alkohol, manipulacja gotowa, a jaka manipulacja to nawet moze nie wiesz, wazne zeby skutek byl, wiadomo jaki
i moze pic raz na tydzien, moze co dziennie, moze raz na pol roku a dobrze(np kilka dni) to dalej jest to samo, uwierz!!!
Ja zapewne pikuś jestem w temacie ale cos zalapalem, generalnei pracuje nad tym zeby w stresie nerwach nie siegac po alkohol, bo to dalej tez uzaleznienie jest
wiec nie ide na terapei alkoholowa, przynajmniej wydaje mi sie ze dobrze robie, bo zaczynam od tych pozostalych problemow, i osberwuje co sie ze mna dzieje
nastepna napicie sie alkoholu i sam ide na leczenie
generalnei jestem swiadomy problemu, jestem swiadomy swojej winy, ale generalnei nie zgadzam sie z tym ze w moim zyciu to tylko alkohol jest problemem, bo jest na kilku plaszczyznach problem, ogolnie realcje sa typu patrz na kierunek
ja-zona-tesciowa-tesc w sumei nic nie widac zlego
ale u mnie zona i tesciowa to jedno, a ja wersja bardziej wyszczekana tescia
i tu jest problem
wiem i czuje ze eliminujac skladowe czyli te problemiki ktore mnie ciagle draznily od poczatku, eliminuje zrodlo moich durnych nerwow
eliminuje nerwy jestem spokojnieszy, jestesm spokojniejszy jestes usmiechniety
jestem usmiechniety zona jest usmiechnieta
tylko pozostaje
uciac pepowiny moja i zony od rodziny
a reszta w naszych rekach
pozdr
wydaje mi sie ze obecnosc tak, ale konsekwencja na pierwszym planie,
Pytanie dotyczy mojego brata,jego sytuacja wygląda nastepująco:
-ma 32 lata i od prawie dwóch leczy sie na depresje,tzn zażywa leki,spotyka sie regularnie z psychiatrą
-mieszka z rodzicami,którzy niestety piją,on też często pije i pomija leki,dlatego też podejrzewam,ze nie działają one tak jak powinny
-obecnie ma bardzo dobrą pracę,ale chce z niej zrezygnować,co niestety będzie sie wiązać z kolejnym w jego życiu okresem bezrobocia i wegetacji z rodzicami nad flaszką
-na sugestie,ze być może powinien przemyśleć picie alkoholu podczas leczenia reaguje bardzo agresywnie
-jest uzależniony finansowo i emocjonalnie od rodziców,zwłaszcza od mamy
Bardzo prosze o porady -w jaki sposób z nim rozmawiać,jakich konkretnie użyć słów i argtumentów.
Chciałabym mieć Taką siostrę jak Ty . Sam lekarz nie wiele pomoże , jeżeli pacjent nie chce . Brat napewno jest w takim wieku , źe powinien interesować się płcią piękną , a nie alkoholem i z rodzicami biesiadować . U Mojej znajomej jest podobny przepadek , oprócz alkoholu . Ojciec , a mąż znajomej tak uzależnił psychicznie od Siebie Syna 24 latka , źe z domu chłopak nie może Sam wyjść . Jeszcze dobrze drzwi nie otworzy , a ojciec krzyczy dokąd idziesz ?????? Chłopak razem pracuje w zakładzie z ojcem , nie ma kolegów w Swoim wieku , już nie mówiąc o dziewczynie . Kredyty bierze dla ojca cichaczem przed matką dla ojca , a ojciec z kasą zasuwa do Swojej opętanej matki na punkcie PIENIĘDZY . Pozdrawiam
Ja schematy działania alkoholikow znam doskonale,wychowywałam sie w domu z problemami alkoholowymi,do dzis walcze z nerwicą i syndromem DDA. Radze sobie jednak,mam narzędzia,terapie,książki,cudowną własną rodzine. Mój brat natomiast jest totalnie pogubiony,chory i nie widzi zadnej możliwosci zmiany,zadnej nadzieji. Ucieka w ten alkohol i robi sie coraz gorzej. Kasy nie ma bardzo czesto,tzn czesto jest tak,ze nie ma na opał w zimie ale na flaszke jest obowiązkowo.Rodzice to wiadomo..przepici już i szans nie ma zmiane tej sytuacji ,ale brata jest mi zwyczajnie i po ludzku żal.
Ja schematy działania alkoholikow znam doskonale,wychowywałam sie w domu z problemami alkoholowymi,do dzis walcze z nerwicą i syndromem DDA. Radze sobie jednak,mam narzędzia,terapie,książki,cudowną własną rodzine. Mój brat natomiast jest totalnie pogubiony,chory i nie widzi zadnej możliwosci zmiany,zadnej nadzieji. Ucieka w ten alkohol i robi sie coraz gorzej. Kasy nie ma bardzo czesto,tzn czesto jest tak,ze nie ma na opał w zimie ale na flaszke jest obowiązkowo.Rodzice to wiadomo..przepici już i szans nie ma zmiane tej sytuacji ,ale brata jest mi zwyczajnie i po ludzku żal.
żal żalem, ale nie daj się wciągnąć w jakieś wyrzuty że nie pomogłaś, nie było cię, itd itp
to jest indywidualny wybór osoby która tak się zachowuje, wiadomo każdy jest inny po jednym spłynie, na drugim długo schnie
gorzej ze czasem indywidualny wybór jest na podstawie wartosci z domu wyniesionych,
nie mowie o tobie ogolnie mowie, jak to czuje
ze w weekend trzeba sie napic, bo weekend, ze po ciezkiej robocie trzeba si enapic,
ze jak spotkanie z znajomymi to trzeba si enapic
ze na impreze ktos nie idzie bo nie ma kasy zeby sie napic
i tu sie robi ten dziwny brak sensu, checi
nie mam np kasy to nei ide bo nie ma sensu
sens jest ale nie ma kasy na alkohol, i tu nie ma sensu
ja z etapu obwiniania zony ze sie czepia, wyskoczylem juz, ale nie rozumie teraz tego co sie dzieje, wokol mnie, bo bylo dobrze, a jest zle
tak jestem z rodziny gdzie gosc byl alkoholikiem jestem swiadom, jestem swiadom powielanych zachowan
ale mam swoj mozg swoje zycie, i sam wiedze zdobywam, i rozumie
tylko nerwy zwiazane z zyciem codziennym, dziecmi, praca, itd itp
czasem budza demony przeszlosci
mam tez brata ten sam wiek
mimo prob rozmowy, chlopak zatrzymal sie na etapie
tak to nazwe
moja mila ja cie kocham ![]()
a reszta to ciul
ciul ze sie nawali, nie ciul ze zazdrosny, nie ciul ze kase wylozyl na remonty
to sa potem argumenty chorej wyobrazni i dumy
chcial wylozyl nikt go nie prosil, sam to wymyslil, sam zrealizowal, a teraz sam ma problem
walcz walcz,
a jak walka to łzy, krew, i emocje,
i opadający kurz po walce ![]()
Mam przyjaciela, który cierpi na depresję. Na początku nie wiedziałam jak mu pomóc. Poczytałam trochę, zapytałam znajomej, która jest psychologiem. Czasami jestem bardzo zmęczona, ale zależy mi na dobrych relacjach. Znamy się od 7 lat. Początkowo zdarzało się, że 'znikał' na kilka dni, nie dzwonił, nie pisał. Później dowiedziałam się, że cierpi na depresję. Z perspektywy czasu widzę, że najlepszą pomocą w takiej sytuacji jest rozmowa, pewne zaangażowanie z naszej strony i szczerość. Dziś, gdy tylko czuje, że nadchodzi 'atak' depresji, dzwoni do mnie, do swojej siostry, gdzieś razem wychodzimy. Czasami jest ciężko, ale wystarczy prawdziwe zainteresowanie w stosunku do chorej osoby ![]()
DLACZEGO chce zrezygnować z pracy?
Czy chodzi również na terapię, czy tylko bierze leki?
Chce zrezygnować z pracy, bo jak mówi - przerasta go ona psychicznie. Nie jest to jednak pierwsza praca o której tak mówi i którą zostawił, każda poprzednia kończyła się w ten sam sposób. Wiem, że to pewnie jest efekt choroby i staram się nie oceniać, tylko czy jest jakaś możliwość zmiany i wyjścia z tego błędnego koła?? Bierze leki i spotyka się regularnie z psychiatrą, ale nie wiem czy rozmawiają podczas tych spotkań,czy tylko chodzi o recepty, w każdym razie terapia to na pewno nie jest.
Ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia ani nie daję się wciągać w gierki w stylu - wymuszanie użalania się i współczucia , wiem że to na nic. Chciałabym pomóc w jakiś konkretny sposób, tylko nie wiem jak
Cóż, może niech faktycznie rzuci tę pracę, ALE pójdzie na terapię? Obawiam się, że w tego typu przypadkach bez normalnej terapii to ani rusz, a ją czasami faktycznie ciężko pogodzić z pracą. A rozmawiałaś z nim nt opcji L4 na czas terapii? Może to jest jakieś wyjście? Potem zawsze przecież mógłby zrezygnować.
14 2014-07-24 08:39:42 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2014-07-24 09:26:23)
Obawiam się, że nie będzie chciał iść na terapię. Rozmowa z terapeutą z pewnością będzie też dotyczyć jego picia, a to jest temat, który u niego wywołuje ogromny sprzeciw, to znaczy jest werbalnie agresywny w stosunku do osób, które zauważyły , że za dużo pije i najczęściej zrywa taką rozmowę, wychodzi lub odkłada słuchawkę. Podobnie zawsze zachowywała się i zachowuje nadal moja mama. Propozycję terapii odrzucał już nie raz. Ciężko jest z nim rozmawiać, ponieważ jeśli gadka nie idzie po jego myśli, tzn rozmówca nie wpada w ton użalający się nad nim i współczujący, to rozmowa bardzo szybko się kończy najczęściej słowami w stylu -nie rozumiesz mnie, jesteś głupia, co ty tam wiesz itp.
Nawet jeśli spotka sie z psychologiem,to podejrzewam,że zastosuje sposób mojej mamy, który ja nazywam metodą na jedno piwo. Moja mama czesto wypicie flaszki wódki nazywa jednym piwkiem. Robi to tak-kilka godzin wczesniej walnie sobie flaszeczke,a jak przyjde,to sobie spokojnie piwko pije.Jak zapytam-piłaś coś?odpowiada-no tak,piwko sobie pije,nie wolno mi jednego piwa sie czasem napić?I nie wazne jest, ze ja widze w jakim jest stanie,widze nawet pustą butelke,ważne jest,ze wedlug niej otrzymalam komunikat o piwie a nie o flaszce.Mysle,ze psycholog od mojego brata też uslyszalby opowieść o jednym piwku raz na jakiś czas.Gdyby nawet terapeuta jakimis swoimi sposobami dotarl do tego problemu,to oznaczac to będzie koniec terapii
Moim zdaniem nie powininienaś za bardzo przypominać mu o jego stanie, a jedynie wspierać go dobrym słowem i zainteresowaniem, na tyle na ile uważasz za słuszne i za bardzo nie wtrącasz się w jego prywatność. Nie powinnaś też brata zmuszać do pracy, bo nawet jeśli dobrze zarabia, to może są jakieś tam stresogenne sytuacje dla niego, których on zwyczajnie nie dźwiga. Jeżeli ten stan trwa zbyt długo i jest niepokojący, zrób jakiś prywatny wywiad, co tak naprawdę go tak zgnębiło, przypuszczam że pewnie sprawy uczuciowe i wtedy jakoś rozwikłać tę sytuacje. Sama na pewno znasz rozwiązanie.
Obawiam się, że nie będzie chciał iść na terapię. Rozmowa z terapeutą z pewnością będzie też dotyczyć jego picia, a to jest temat, który u niego wywołuje ogromny sprzeciw, to znaczy jest werbalnie agresywny w stosunku do osób, które zauważyły , że za dużo pije i najczęściej zrywa taką rozmowę, wychodzi lub odkłada słuchawkę. Podobnie zawsze zachowywała się i zachowuje nadal moja mama. Propozycję terapii odrzucał już nie raz. Ciężko jest z nim rozmawiać, ponieważ jeśli gadka nie idzie po jego myśli, tzn rozmówca nie wpada w ton użalający się nad nim i współczujący, to rozmowa bardzo szybko się kończy najczęściej słowami w stylu -nie rozumiesz mnie, jesteś głupia, co ty tam wiesz itp.
Nawet jeśli spotka sie z psychologiem,to podejrzewam,że zastosuje sposób mojej mamy, który ja nazywam metodą na jedno piwo. Moja mama czesto wypicie flaszki wódki nazywa jednym piwkiem. Robi to tak-kilka godzin wczesniej walnie sobie flaszeczke,a jak przyjde,to sobie spokojnie piwko pije.Jak zapytam-piłaś coś?odpowiada-no tak,piwko sobie pije,nie wolno mi jednego piwa sie czasem napić?I nie wazne jest, ze ja widze w jakim jest stanie,widze nawet pustą butelke,ważne jest,ze wedlug niej otrzymalam komunikat o piwie a nie o flaszce.Mysle,ze psycholog od mojego brata też uslyszalby opowieść o jednym piwku raz na jakiś czas.Gdyby nawet terapeuta jakimis swoimi sposobami dotarl do tego problemu,to oznaczac to będzie koniec terapii
to jest problem duży ![]()
ja tez tak mialem, kombinowalem, jak sie napic, a nie drażnić żony, więc mocniejszy alkohol po "cichaczu" a potem jedno piwko, patrzac w tyl, to jest naprawde uzaleznienie
oszukiwanie siebie i oszukiwanie ludzi do okola
potem jak ci ktos uwage zwroci to masz, chora podstawe do rzucania sie z ejedno piwo tylko wypiles
tak tak czlowiek uzalezniony cuda na kiju wymysli zeby tylko nie byc poszkodowanym ![]()
uwierz, ze ciezko bedzie, bo potrzeba ich swiadomosci o problemie,
inaczej glową muru nie przebijesz ![]()
Wiem, co doprowadziło go do takiego stanu - alkoholizm rodziców, trudne dzieciństwo, presja, wymagania, upokorzenia, niskie poczucie własnej wartości. To samo co mnie utrudniało życie przez długi czas. Ja jednak znalazłam sposoby by odnaleźć rozwiązanie i żyć normalnie. Wiem , że i on mógłby to zrobić, tylko nie wiem jak go przekonać, że warto powalczyć, że ma szanse. Sprawy nie ułatwia fakt, że mój brat ciągle mieszka z rodzicami, pije z nimi, jest przez nich zmanipulowany i uzależniony od nich emocjonalnie.