Witam, jestem nowa na tym forum. Mam dosyć poważny problem z chlopakiem. Poznałam go 6 miesięcy temu, na początku sporo ze sobą pisaliśmy, spotykaliśmy się trochę rzadziej, jednak z czasem zaczęło mi na nim bardzo zależeć, sama zaczęłam proponować spotkania, mowilam mu o wszystkim itp. Jestem osoba niestety lekkomyslna - dlatego zawiodłam go sporo razy, za każdym był bardzo zly ale z racji tego że się kochamy zawsze mi wybaczal. Nie były to jakieś poważne błędy, zazwyczaj nie pomyślałam i zrobilam coś co mu się nie spodobało albo zlapalam obietnice. Wiem że nie powinnam tego robić ale odkad od miesiąca jesteśmy razem zaczęłam zastanawiać się nad tym co robię, mówię i obiecuje, niestety jednak znow nawalilam. Otóż mój chlopak zdenerwował się na mnie ponieważ nie powiedziala mu o jednej, dosyć poważnej rzeczy wcześniej, na początku znajomości. To nie stalo się z mojej winy, nie powiedzialam mu bo się bardzo wstydzilam. On po tym wszystkim stracił do mnie zaufanie. Blagam go o kolejna szanse, na początku był twardy i nie chciał jej dać ale później pozwolił mi odzyskac swoje zaufanie w PIĘĆ DNI . Powiedział, że słowami nic nie zyskam i muszę to udowodnic czynami. Zależy mi na nim najbardziej na świecie, jest pierwszym chlopakiem w którym się zakochalam. Teraz czas na moje pytanie - pomóżcie mi pomyśleć co mogę zrobić żeby to zaufanie odzyskac? Z góry dziekuje.
Podobne tematy
Pomóżcie, proszę Was. ![]()
A więc czym takim związkowa Świeżynko naruszyłaś zaufanie...??? Myślę, myślę i nic mi do głowy przyjść nie chce...
Po prostu dla niego było już dużo sytuacji, które to zaufanie zmniejszały i zmniejszały. Teraz chodzi o to, że ponad rok temu w moim życiu miało miejsce zdarzenie, ktore zostawilo ślad i traume na mojej seksualnosci. Bardzo to przeżyłam, wie o tym tylko moja najlepsza przyjaciółka. Na szczęście nic złego się wtefy nie stalo ale nadal mówienie o tym sprawia mi ogromny ból.
Kiedys obiecalam mu, że będę mu o wsxystkim mowila, ze już nic nie ukryję... O tym co rok temu mi się stalo dowiedział się, - gdy mialo dojsc pomiędzy nami do zbliżenia - coś we mnie pękło i nie pozwolilam na woecej. Oczywiscie on zrozumial to ze potrzebuje czasu ale stracil zaufanie bo znow zlamalam obietnice i nie powiedzialam mu od razu. Bardzo go kocham, muszę dac sobie rade w te 5 dni...
5 2014-07-22 20:56:15 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-07-22 21:11:17)
Sorry ale biorąc pod uwagę, że stała/prawie stała Ci się krzywda, to gość i te jego fochy są niepoważne. I stawiając jakieś durne ultimatum pokazuje Ci dobitnie, że nie bardzo z Tobą się liczy...
Mimo wszystko chcialabym to naprawic... ![]()
7 2014-07-22 21:11:51 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-07-22 21:14:53)
... odkad od miesiąca jesteśmy razem ...
Znacie się od roku a od miesiąca razem tak?
Znamy sie od pol roku a od miesiaca jestesmy razem
9 2014-07-22 21:35:50 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-07-22 21:39:10)
Znamy sie od pol roku a od miesiaca jestesmy razem
Czyli jesteście dopiero na etapie poznawania się, więc wybacz ale już na wstępie gość Cię podporządkowuje sobie... Radzę się poważnie zastanowić, czy jest w ogóle wart takiego "udowadnia", że należy Ci ufać...
Kobieta nie rób z niego ofiary... Jak ktoś może kazać odzyskać zaufanie i jeszcze dać na to termin?? co to zlecenie do wykonania ??
nie poważne ![]()
Są sprawy o których się mówi bardzo trudno, to ona powinien zdobyć twoje zaufanie żebyś zdradziła coś bolesnego
a nie tego wymagać ![]()
Kopnij idiotę w dupę, bo nie jest Ciebie wart ![]()
Kobieta nie rób z niego ofiary... Jak ktoś może kazać odzyskać zaufanie i jeszcze dać na to termin?? co to zlecenie do wykonania ??
nie poważne
Są sprawy o których się mówi bardzo trudno, to ona powinien zdobyć twoje zaufanie żebyś zdradziła coś bolesnego
a nie tego wymagać
Kopnij idiotę w dupę, bo nie jest Ciebie wart
Dokładnie, normalny facet powinien zrozumieć, że o takich rzeczach nie mówi się od tak, no ludzie, co on - oczekiwał, że wspomnisz mu o tym mimochodem na spotkaniu przy kawce?
Nadszedł moment, w którym powiedziałaś - wręcz musiałaś o tym powiedzieć, żeby był w stanie zrozumieć Twoją niechęć do zbliżenia i to, że potrzebujesz czasu. Facet STRACIŁ po tym zaufanie? To nie jest normalne.
NIE MASZ SIĘ Z CZEGO TŁUMACZYĆ. Możliwe, że powiedział tak tylko w złości, przypływie emocji - palnął głupotę i tyle. Więc moja rada: broń Boże nie tłumacz się i nie baw w odzyskiwanie zaufania. Spotkajcie się i jasno postaw sprawę - nie masz zamiaru bawić się w takie gierki, podkreśl, że ten temat był i jest dla Ciebie ciężki, że zdecydowałaś się mu o tym powiedzieć w momencie, w którym poczułaś, że w końcu możesz mu się z tego zwierzyć.
Jeśli tego nie rozumie i nadal będzie się upierał, że masz wokół niego skakać, starać się odzyskać zaufanie - to przykro mi, ale gość sprawia wrażenie manipulanta, który będzie przy każdej możliwej okazji wywoływał u Ciebie poczucie winy, byś przepraszała i starała się o jego względy...
Jednak jest też możliwe, że facet po prostu nie wiedział jak się zachować. Możliwe, że ta informacja była dla niego szokiem i ma jakiś swój dziwny system obronny - w przypływie emocji palnął głupotę i udaje obrażonego, żeby mieć kilka dni na przemyślenie i poukładanie sobie w tego głowie.
Z tego jednak co piszesz, wynika, że to nie była głupota powiedziana pod wpływem nerwów czy też bezradności, tylko skrupulatnie wymyślona "kara" - na początku nie chciał gadać w ogóle, potem wspaniałomyślnie zgodził się na zabawę w udowadnianie czynami... możliwe, że on nie jest w stanie zrozumieć tego co Cię spotkało i chce skończyć przez to znajomość - tylko nie chce powiedzieć wprost i chce dać Ci pozorną szansę "uratowania" związku - aby po pięciu dniach stwierdzić, że ją zaprzepaściłaś, byś to TY czuła się winna.
Jeśli tak to wygląda, to facet nie jest Ciebie wart... i uwierz, lepiej zerwać, niż męczyć się z kimś, kto manipuluje Tobą w taki sposób. A na odpowiedniego faceta na pewno prędzej czy później trafisz ![]()
Tylko cierpliwość, wytrwałość i mijający czas mogą pomóc w odbudowie zaufania.
Hej wszystkim ![]()
Prosze o pomoc, gdyż psychika mi już wysiada...
Dzisiaj mija dwa lata jak wspólnie z "kolegą" wynajmuje mieszkanie. Zaczęło się niewinnie, gdyż miał wolne miejsce na mieszkaniu, oznajmił, że ma żonę i tak zaczęłam z nim wynajmowac mieszkanie. Znajomośc nabrała takiego tempa, że zaczęło między nami iskrzec, jemu z zoną się nie układało i mówił,że biorą rozwód. Teraz z biegiem czasu, widzę, że byłam tylko pocieszeniem...
Ogólnie sprawa jest na takim etapie, że ja się bardzo zakochałam i bardzo się staram, żeby wszystko było dobrze i może jeszcze zmienił zdanie... Jestem z nim w ciąży, żona pozew złożyła, bo sama ma już innego, ale sprawa stanęła, gdyz nie podała swojego adresu i sąd nie ma jak poinformowac ja o terminie rozprawy. On traktuje mnie jak zwykła koleżankę, normalne jest dla niego, że skoro siedze w domu to będzie wyprane, posprzątane i ugotowane. Ja dostaje marny zasilek, on ma teraz dobrą pracę. On robi zakupy, jak mu liste zrobie, albo muszę się prosic, by dal pieniadze, bo brakuje kilku rzeczy. Ale farby do włosów, czy nowego tuszu do rzęs z jego pieniedzy nie moge sobie kupic. Ostatnio zaczął sie tulic... myslałam, ze skoro brakuje mu bliskości, to zmienil zdanie i zapytałam go o to, powiedział "to tylko seks". Odpowiedziałam mu, że dla mnie nie i nie chcę byśmy się więcej kochali, skoro ma do mnie takie podejcie. Zapytałam się go wczoraj, czy załuje, że sie poznalismy, odpowiedział, że żałuje dziecka,że gdyby go nie było pewnie dawno byśmy ze soba nie mieszkali. Często mówi przykre dla mnie rzeczy co powoduje u mnie płacz, hormony ciążowe też w tym pomagają. Całymi dniami go nie ma bo pracuje, rozumiem, ze wraca zmeczony, ale ja tez mam swoje potrzeby uczuciowe... Też chętnie wróciłabym do fabryki pracowac, gdzie mialam kontakt z ludzmi, mialam swoje dochody i czułam się potrzebna. Kilka razy go zawiodłam, gdyż mamy często inne myslenie i dla mnie one byly błache, a dla niego znak, ze jestem lekkomyślna, obojętna, czy jeszce inna. Z tym, że jak on coś odwalił, czy strasznie nie chciał by nasz "romans" (chociaż dla mnie był to normalny związek) wyszedł na jaw, chodź wszyscy dookola wiedzieli tylko żona nie, to jak mieli wojne między sobą i ona nie chciała z nim gadac to potrafiłam, na jego prosbe zadzwonic do niej i ja przekonac, ze on jest czysty, ze ja bardzo kocha itp, itd. Za każdym razem poświęcam się dla niego, ale to się później na mnie odbija...
Wierzę jeszcze, że gdy mały przyjdzie na świat, a "on" go zobaczy, to wejdzie w niego uczucie i zmieni się z twardego i zimnego w dobrego i kochającego... ale to tylko mała iskierka nadzieji. Co mam zrobic, by odzyskac jego zaufanie, by nas pokochal i chciał z nami byc?? Mimo, że powiedział, że nic do mnie nie czuje i na siłe ze mną nie będzie.
Hej wszystkim
Prosze o pomoc, gdyż psychika mi już wysiada...
Dzisiaj mija dwa lata jak wspólnie z "kolegą" wynajmuje mieszkanie. Zaczęło się niewinnie, gdyż miał wolne miejsce na mieszkaniu, oznajmił, że ma żonę i tak zaczęłam z nim wynajmowac mieszkanie. Znajomośc nabrała takiego tempa, że zaczęło między nami iskrzec, jemu z zoną się nie układało i mówił,że biorą rozwód. Teraz z biegiem czasu, widzę, że byłam tylko pocieszeniem...
Ogólnie sprawa jest na takim etapie, że ja się bardzo zakochałam i bardzo się staram, żeby wszystko było dobrze i może jeszcze zmienił zdanie... Jestem z nim w ciąży, żona pozew złożyła, bo sama ma już innego, ale sprawa stanęła, gdyz nie podała swojego adresu i sąd nie ma jak poinformowac ja o terminie rozprawy. On traktuje mnie jak zwykła koleżankę, normalne jest dla niego, że skoro siedze w domu to będzie wyprane, posprzątane i ugotowane. Ja dostaje marny zasilek, on ma teraz dobrą pracę. On robi zakupy, jak mu liste zrobie, albo muszę się prosic, by dal pieniadze, bo brakuje kilku rzeczy. Ale farby do włosów, czy nowego tuszu do rzęs z jego pieniedzy nie moge sobie kupic. Ostatnio zaczął sie tulic... myslałam, ze skoro brakuje mu bliskości, to zmienil zdanie i zapytałam go o to, powiedział "to tylko seks". Odpowiedziałam mu, że dla mnie nie i nie chcę byśmy się więcej kochali, skoro ma do mnie takie podejcie. Zapytałam się go wczoraj, czy załuje, że sie poznalismy, odpowiedział, że żałuje dziecka,że gdyby go nie było pewnie dawno byśmy ze soba nie mieszkali. Często mówi przykre dla mnie rzeczy co powoduje u mnie płacz, hormony ciążowe też w tym pomagają. Całymi dniami go nie ma bo pracuje, rozumiem, ze wraca zmeczony, ale ja tez mam swoje potrzeby uczuciowe... Też chętnie wróciłabym do fabryki pracowac, gdzie mialam kontakt z ludzmi, mialam swoje dochody i czułam się potrzebna. Kilka razy go zawiodłam, gdyż mamy często inne myslenie i dla mnie one byly błache, a dla niego znak, ze jestem lekkomyślna, obojętna, czy jeszce inna. Z tym, że jak on coś odwalił, czy strasznie nie chciał by nasz "romans" (chociaż dla mnie był to normalny związek) wyszedł na jaw, chodź wszyscy dookola wiedzieli tylko żona nie, to jak mieli wojne między sobą i ona nie chciała z nim gadac to potrafiłam, na jego prosbe zadzwonic do niej i ja przekonac, ze on jest czysty, ze ja bardzo kocha itp, itd. Za każdym razem poświęcam się dla niego, ale to się później na mnie odbija...
Wierzę jeszcze, że gdy mały przyjdzie na świat, a "on" go zobaczy, to wejdzie w niego uczucie i zmieni się z twardego i zimnego w dobrego i kochającego... ale to tylko mała iskierka nadzieji. Co mam zrobic, by odzyskac jego zaufanie, by nas pokochal i chciał z nami byc?? Mimo, że powiedział, że nic do mnie nie czuje i na siłe ze mną nie będzie.
1. Masz na przyszłość nauczkę żeby nie wiązać się z żonatym... sorki ale zdradzał żonę, z tobą, jak oboje możecie sobie ufać po czymś takim??
2. Już wiesz dlaczego z żoną mu się nie układało, zapewne traktował ją jak Ciebie...
3. On się nie zmieni i żadne twoje starania nie pomogą... Wpieprzyłaś się z butami w małżeństwo, teraz tylko kwestia czasu jak on zrobi to ponownie (jeżeli już nie zaczął) i zostawi ciebie dla innej...
Przykro mi to mówić, ale podjęłaś decyzję pakując się w taką relację... Teraz poniesiesz konsekwencje... Chcesz żeby były mniejsze to zwijaj się, zastanów nad własnym postępowaniem i znajdź kogoś normalnego... a na przyszłość patrz punkt 1...
margaretk.90 napisał/a:Hej wszystkim
Prosze o pomoc, gdyż psychika mi już wysiada...
Dzisiaj mija dwa lata jak wspólnie z "kolegą" wynajmuje mieszkanie. Zaczęło się niewinnie, gdyż miał wolne miejsce na mieszkaniu, oznajmił, że ma żonę i tak zaczęłam z nim wynajmowac mieszkanie. Znajomośc nabrała takiego tempa, że zaczęło między nami iskrzec, jemu z zoną się nie układało i mówił,że biorą rozwód. Teraz z biegiem czasu, widzę, że byłam tylko pocieszeniem...
Ogólnie sprawa jest na takim etapie, że ja się bardzo zakochałam i bardzo się staram, żeby wszystko było dobrze i może jeszcze zmienił zdanie... Jestem z nim w ciąży, żona pozew złożyła, bo sama ma już innego, ale sprawa stanęła, gdyz nie podała swojego adresu i sąd nie ma jak poinformowac ja o terminie rozprawy. On traktuje mnie jak zwykła koleżankę, normalne jest dla niego, że skoro siedze w domu to będzie wyprane, posprzątane i ugotowane. Ja dostaje marny zasilek, on ma teraz dobrą pracę. On robi zakupy, jak mu liste zrobie, albo muszę się prosic, by dal pieniadze, bo brakuje kilku rzeczy. Ale farby do włosów, czy nowego tuszu do rzęs z jego pieniedzy nie moge sobie kupic. Ostatnio zaczął sie tulic... myslałam, ze skoro brakuje mu bliskości, to zmienil zdanie i zapytałam go o to, powiedział "to tylko seks". Odpowiedziałam mu, że dla mnie nie i nie chcę byśmy się więcej kochali, skoro ma do mnie takie podejcie. Zapytałam się go wczoraj, czy załuje, że sie poznalismy, odpowiedział, że żałuje dziecka,że gdyby go nie było pewnie dawno byśmy ze soba nie mieszkali. Często mówi przykre dla mnie rzeczy co powoduje u mnie płacz, hormony ciążowe też w tym pomagają. Całymi dniami go nie ma bo pracuje, rozumiem, ze wraca zmeczony, ale ja tez mam swoje potrzeby uczuciowe... Też chętnie wróciłabym do fabryki pracowac, gdzie mialam kontakt z ludzmi, mialam swoje dochody i czułam się potrzebna. Kilka razy go zawiodłam, gdyż mamy często inne myslenie i dla mnie one byly błache, a dla niego znak, ze jestem lekkomyślna, obojętna, czy jeszce inna. Z tym, że jak on coś odwalił, czy strasznie nie chciał by nasz "romans" (chociaż dla mnie był to normalny związek) wyszedł na jaw, chodź wszyscy dookola wiedzieli tylko żona nie, to jak mieli wojne między sobą i ona nie chciała z nim gadac to potrafiłam, na jego prosbe zadzwonic do niej i ja przekonac, ze on jest czysty, ze ja bardzo kocha itp, itd. Za każdym razem poświęcam się dla niego, ale to się później na mnie odbija...
Wierzę jeszcze, że gdy mały przyjdzie na świat, a "on" go zobaczy, to wejdzie w niego uczucie i zmieni się z twardego i zimnego w dobrego i kochającego... ale to tylko mała iskierka nadzieji. Co mam zrobic, by odzyskac jego zaufanie, by nas pokochal i chciał z nami byc?? Mimo, że powiedział, że nic do mnie nie czuje i na siłe ze mną nie będzie.1. Masz na przyszłość nauczkę żeby nie wiązać się z żonatym... sorki ale zdradzał żonę, z tobą, jak oboje możecie sobie ufać po czymś takim??
2. Już wiesz dlaczego z żoną mu się nie układało, zapewne traktował ją jak Ciebie...
3. On się nie zmieni i żadne twoje starania nie pomogą... Wpieprzyłaś się z butami w małżeństwo, teraz tylko kwestia czasu jak on zrobi to ponownie (jeżeli już nie zaczął) i zostawi ciebie dla innej...Przykro mi to mówić, ale podjęłaś decyzję pakując się w taką relację... Teraz poniesiesz konsekwencje... Chcesz żeby były mniejsze to zwijaj się, zastanów nad własnym postępowaniem i znajdź kogoś normalnego... a na przyszłość patrz punkt 1...
Rysiu, dziekuję Ci za odpowiedź... masz rację, nie odbierałam tego w ten sposób.
Jestem strasznie naiwna i to mnie gubi
czasami dochodzę do wniosku, że boję się samotności, dlatego tak nie świadomie robię?