Moja mama jest spadkobierczynią po zmarłym bracie. Brat był żonaty, ale nie miał dzieci. Pozostawił testament, co do którego padło podejrzenie, że został sfałszowany. Toczyła się sprawa o stwierdzenie nabycia spadku, połączona z rozpatrzeniem zasadności zarzutu o sfałszowanie testamentu. Moja mama była jedną z dwóch osób, które podważyły jego wiarygodność. Odbyły się dwie sprawy, na których mama była obecna, plus trzecia, na której jej obecność była zbędna, bo przesłuchiwano tylko powołanego w charakterze świadka notariusza. Sędzina od razu jednak poinformowała, że będzie jeszcze co najmniej jedna rozprawa, na którą mama powinna się stawić. Mama spokojnie czekała, niemniej trwało to na tyle długo, że dwa dni temu zadzwoniła do sądu z pytaniem o ten termin. Cóż się okazało? Pani w sądzie przekazała, że ta rozprawa odbyła się w kwietniu, mało tego, właśnie wtedy sąd wydał swoją decyzję.
I tu moje pytanie: czy mama, jako strona zainteresowana, powinna być o tej rozprawie poinformowana i jeśli tak, to kto miał dopełnić tego obowiązku?
Jak wspomniałam, na sprawie zapadł wyrok, na tę chwilę już się uprawomocnił, co jest równoznaczne z tym, że minął termin złożenia możliwego odwołania. Czy jest to standardowa procedura, że nie informuje się zainteresowanych o ostatecznej decyzji sądu?
Dla uściślenia dodam, że stroną wnioskującą o stwierdzenie nabycia spadku była żona zmarłego (i to ona pośrednio była/jest podejrzana o sfałszowanie testamentu), być może dlatego informację o terminach kolejnych rozpraw wysyłała jej kancelaria adwokacka. W zaistniałej sytuacji dla nich rzecz jasna było na rękę, aby na ostatniej rozprawie nikt już się nie pojawił, a tym bardziej nie odwoływał od postanowienia sądu.
Z góry bardzo dziękuję za rzetelne odpowiedzi. Co prawda tych informacji mogłabym poszukać w sieci, ale być może po drodze pojawią się kolejne pytania, a ponadto ktoś jeszcze - teraz lub w przyszłości - skorzysta.