Witam Was.
Mam pewien problem który nie ustaje od kilku lat. I nie wiem czy jest sens dalej przymykać na to oko, walczyć ..
Czuję stres/niepokój/poddenerwowanie w obecności partnera. Bardzo często się nie dogadujemy.
Czy ktoś z Was czuł podobnie? Czy coś z tym robiliście? Jakie były efekty jeśli walczyliście dalej?
Podobne tematy
Powiem szczerze, że jest to dla mnie niezrozumiałe zachowanie. Może podasz więcej szczegółów? W jakich sytuacjach pojawia się to poddenerwowanie? Czy w relacjach z innymi ludźmi czujesz coś podobnego, czy problem ten dotyczy tylko kontaktów z partnerem?
Chciałabym Ci pomóc, ale za mało mogę wywnioskować z Twojego postu. Napisz coś więcej.
Nie umiem postawić się w Twojej sytuacji, bo ja akurat przy swoim partnerze jestem "sobą", nie czuję skrępowania czy lęku.
Tak mialam kiedys podobnie. Na szczescie rozstanie pomoglo. Od bardzo dawna juz nie jestesmy razem, a ja tuz po rozstaniu odzyskalam wewnetrzny spokoj i sympatie do samej siebie. No i cenne doswiadczenie, aby nigdy nie wiazac sie z kims przy kim nie moge byc soba i czuc sie swobodnie.
w jakich sytuacjach pojawia się poddenerwowanie?
w zwykłych i niezwykłych..tzn nawet na samą myśl o spotkaniu, ale także przy sytuacjach kiedy wychodzimy, czy przy rodzinnym stole.
Łatwo się złości, skrzywdził mnie kilka razy w ciągu naszej kariery związkowej, mam problem z zaufaniem. Zdarzyło mi się usłyszeć bardzo przykre teksty od niego ale nie że mnie wyzywał bo to nigdy nie nastąpiło, ale np nie cierpiał moich zainteresowań, kiedy ma gorszy dzień nie traktuje mnie czule i normalnie, tylko potrafi być niemiły bo ma zły dzień...
przy innych też zdarza mi się to czuć ale chwilowo, jak np jestem w krępującej sytuacji, a przy nim prawie non stop, nawt mieszkaliśmy kiedyś razem 2 miesiące ale nie mogliśmy wytrzymać a bardziej ja, i musiał się wyprowadzić bo bym chyba się zadenerwowała...
on mówi oczywiście że niepotrzebnie się stresuję abym była sobą itp, że on nie wie dlaczego mam nerwika jak jest w pobliżu. choć sam przynzaje że on przy mnie też to ma, bo go wiecznie krytykowałam. ale od samego początku jego zachowanie nie było spokojne, zawsze się duzo rozglądał za każdym dźwiękiem, ruchem, i czasami się czułam przy nim jakby ktoś miał nas zaatakować tak sprawiał wrażenie że się boi.
nocnalampka a długo byliście razem?
aktualnie próbujemy pracować nad związkiem ale ciężko idzie..coraz mniej widzę sens.
Kawo, dlugo za dlugo. Potrzebowalam 3 lata zeby zmadrzec. Ale widac da sie ![]()
Być może dobrym wyjściem byłaby przerwa w związku. Jeśli oboje chcecie ratować wasz związek to myślę, że przerwa może pomóc ![]()
Była przerwa ..tygodniowa, wiem że to krótko.
Aktualnie jesteśmy na płaszczyźnie przyjacielskiej z obietnicą że nie wyrywamy innych. Taki rodzaj przerwy/oddechu/chęci znalezienia sposobu na odzyskanie spokoju przy sobie.. próbujemy wszystkiego.
Bardzo mnie to martwi, on jest inaczej wychowany, ma odmienne zdania na różne tematy, ja jestem wrażliwą osoba on znieczulony..
razem 5 lat... ![]()
Hej.
Mam podobną sytuację. Generalnie mój 'związek" jest bardzo skomplikowany, ale peirwszy raz chyba na tym forum czytam o dokladnie takich samych odczuciach w związku ze spotkaniem z partnerem, wyjściem, generalnie kontaktem. Ja też przy nim nie czuję się sobą, mam wrażenie, że gram kogoś innego, próbuję robić dobrą minę do złej gry (czy zła - nie wiem, ale to nie jest dobrze, gdy człowiek, zamiast cieszyc sie ze spotkania, obawia się go). U nas też to wynika z faktu, że on jest abrdzo nieprzewidywalny, łatwo go rozzłościć nawet nie wiedząc kiedy. Zaborczy....humory....nigdy nie wiem, czy nie powiem czegoś, co akurat mu się nie spoodba.
Wiem, toksyczny związek.
Powiem szczerze, ze od 2 miesięcy podczytuję to forum, i pomogło mi zrozumieć całą masę rzeczy. Dzięki tmeu forum zaczęłam dystansowac się do tego (i tak nie niosącego rpzyszłości) związku, i on to zauważył. Oczywscie nie spodobało mu się, i teraz jest znacznie gorzej niż było. Ale odkąd zaczęłam tu bywać, otworzyy mi się oczy na wiele rzeczy.
Takie poddenerwowanie nigdy nie jest dobre, i świadczy o tym, że czujemy się w związku niepewne i być może zdominowane. Ja nie lubiłam siebie takiej, jaka byłam / bywam na spotkaniach. jakaś zalękniona (ale udająca wyluzowaną), brak swobody (no, chyba że miał akurat przebojowy humor - ale co to za ziwązek gdy przebieg spotkania zależy od humoru)
Ostatnio mielismy dlugo wyczekany wyjazd na 3 dni, który skończyl sie...powrotem na 2 dzień. Powód- scena zazdrości o to, że rozmawiałam chwilę z jakimś chlopakiem, zreszta chyba z 10 lat młodszym ode mnie (mam 37 lat). Duzo by pisać. Codziennie huśtawki, w końcu postanowiłam sie opanowac i emocjonalnie sie wycofywać, ale nie zawsze to jest takie łatwe, choc do pewnego stopnia sie udało.
Napisz, proszę, coś więcej. Czy wasze spotkania/ich rpzebieg zależą od jego humorów? Czy masz w jego towarzystwie poczucie, ze nie do końca jesteś sobą?
Pozdrawiam serdecznie
Ola
Hej.
Mam podobną sytuację. Generalnie mój 'związek" jest bardzo skomplikowany, ale peirwszy raz chyba na tym forum czytam o dokladnie takich samych odczuciach w związku ze spotkaniem z partnerem, wyjściem, generalnie kontaktem. Ja też przy nim nie czuję się sobą, mam wrażenie, że gram kogoś innego, próbuję robić dobrą minę do złej gry (czy zła - nie wiem, ale to nie jest dobrze, gdy człowiek, zamiast cieszyc sie ze spotkania, obawia się go). U nas też to wynika z faktu, że on jest abrdzo nieprzewidywalny, łatwo go rozzłościć nawet nie wiedząc kiedy. Zaborczy....humory....nigdy nie wiem, czy nie powiem czegoś, co akurat mu się nie spoodba.
Wiem, toksyczny związek.
Powiem szczerze, ze od 2 miesięcy podczytuję to forum, i pomogło mi zrozumieć całą masę rzeczy. Dzięki tmeu forum zaczęłam dystansowac się do tego (i tak nie niosącego rpzyszłości) związku, i on to zauważył. Oczywscie nie spodobało mu się, i teraz jest znacznie gorzej niż było. Ale odkąd zaczęłam tu bywać, otworzyy mi się oczy na wiele rzeczy.
Takie poddenerwowanie nigdy nie jest dobre, i świadczy o tym, że czujemy się w związku niepewne i być może zdominowane. Ja nie lubiłam siebie takiej, jaka byłam / bywam na spotkaniach. jakaś zalękniona (ale udająca wyluzowaną), brak swobody (no, chyba że miał akurat przebojowy humor - ale co to za ziwązek gdy przebieg spotkania zależy od humoru)
Ostatnio mielismy dlugo wyczekany wyjazd na 3 dni, który skończyl sie...powrotem na 2 dzień. Powód- scena zazdrości o to, że rozmawiałam chwilę z jakimś chlopakiem, zreszta chyba z 10 lat młodszym ode mnie (mam 37 lat). Duzo by pisać. Codziennie huśtawki, w końcu postanowiłam sie opanowac i emocjonalnie sie wycofywać, ale nie zawsze to jest takie łatwe, choc do pewnego stopnia sie udało.
Napisz, proszę, coś więcej. Czy wasze spotkania/ich rpzebieg zależą od jego humorów? Czy masz w jego towarzystwie poczucie, ze nie do końca jesteś sobą?
Pozdrawiam serdecznie
Ola
olcia dobrze ujęte ..stres przed "generalnie kontaktem" . Ja mogę być sobą ale co z tego jak cały czas się denerwuję/ czuję stres w sobie ?
jeśli chodzi o rozzłoszczenie to szybciej mnie może on rozzłościć swoimi durnowatymi zachowaniami/tekstami i to jest najgorsze..może powiedzieć coś co zbije Cię z tropu, nagle, albo w tym tygodniu ma takie zdanie a w następnym już inne , albo łączy to w jakąś niespójną (dla mnie niespójną)całość. Co do humorów to tak zależy od niego podejście do mnie, mówi że to normalne jak ktoś jest zmęczony/śpiący/coś go boli że może być niemiły
wg mnie to nie jest normalne, jak się kogoś kocha to się nie olewa ukochanego/ukochanej. inaczej widocznie pojmujemy miłość. dobrze napisałaś poddenerwowanie wynika z tego że czujemy się niepewne , ja mimo upływu kilku lat związku nadal czuję niepewnośc czy jutro mnie nie zrani do szpiku jakimś tekstem/gestem/zmianą zdania/zachowaniem. mówił że uczę go bycia w związku, ale jak długo można?? to strasznie męczące na dłuższą metę..już nie potrafię dźwigać tego ciężaru. u nas wyjazdy/spotkania tez potrafiły kończyć się nagłą kłótnią ehh już były ich niezliczone ilości.. pisz mejla Ola jak chcesz pogadać , może przejdziemy na gg to sie wesprzemy, szczerze potrzebuję porozmawiać z kimś kto mnie choć trochę rozumie..