Mam 20 lat. Byłam w związku z chłopakiem niecałe 2,5 roku.
Nasz problem zaczął się kiedy poszliśmy na studia do tego samego miasta lecz na inne uczelnie. Zainteresował się mną pewien chłopak z mojego roku. Był atrakcyjny ale wiedziałam, że mam chłopaka i nie powinien mnie interesować. Dobrze nam się rozmawiało, czułam, że mnie adoruje, chce mi się przypodobać a ja lubię kiedy ktoś stara się o moje względy. W tym czasie z moim chłopakiem nie układało mi się. Ciągłe kłótnie, wyrzuty o nieposprzątane naczynia (zamieszkaliśmy razem na czas studiowania) jedyne spacery na jakie mnie zabierał to do supermarketu. Mimo to od czasu do czasu zdarzało mu się, że zabierał mnie na kolacje. W tym czasie moja znajomość z chłopakiem z roku zaczęła nabierać kolorów. Przytulanie, trzymanie się za ręce, smsy typu "zależy mi na Twoim szczęściu" uderzały mi do głowy. Moj chłopak zaczął podejrzewać coś, a ja go kłamał prosto w oczy, że wszystko jest ok. Mimo, że mówil, że jeśli powiem mu prawdę wybaczy mi wszystko. Nie powiedziałam mu prawdy, brnęłam dalej w znajomość z tym chłopakiem z roku. Mieliśmy ze sobą kontakt niemal, że 24/7 przez facebooka. W tym czasie moj chłopak wszystko czytał bo miał wstęp do mojego konta. Kiedy się rozstaliśmy ja wciąż nie powiedziałam mu całej prawdy, kłamałam a on o tym wiedział, z moich rozmów na facebooku. Po rozstaniu zaprosiłam kolege do mieszkania w którym mieszkaliśmy, został na noc ze względu na to, że mieszkał daleko. Między nami nie doszło do niczego poza kilkoma całusami. Spał w osobnym łózku. Następnego dnia spotkałam się w moim chłopakiem i dowiedzialam się, że czytał wszystkie moje wiadomości. Pokłócilismy się, obrzucaliśmy sie wyzwiskami, powiedziałam mu,że niczego nie żałuje. Jeszcze tego samego dnia skończyłam znajomość z kolegą z roku. Przez 3 tygodnie zbierałam się, żeby porozmawiać moim chłopakiem szczególnie, że w tym czasie poroniłam i musiałam mu o tym powiedzieć. Kiedy się spotkaliśmy, gnoił mnie na każdym kroku, widziałam, że cierpi. Powiedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło a on twierdził, ze mi to nie wierzy. Spotykaliśmy się tydzień, i było nam cudownie. Wróciło to co kiedyś, zafascynowanie drugą osobą a mimo to widziałam, że cierpi. Ostatniej nocy wyszlo jedno moje "kłamstwo" nie powiedziałam mu co czułam podczas poronienia, że przez chwile pomyślalam zeby odezwać się po pomoc do kolegi z roku. Mimo to spędziliśmy cudowną noc a on na drugi dzień wyszedł i powiedział, że nie możemy być razem.
Co mam zrobić? Chce się postarać o niego bo jest wart tego.
Mimo, że zdradził mnie dwa razy. Za pierwszym razem miał podobną relację z dziewczyną do mojej z kolegą z roku skończyło się to na przytuleniu po pijaku a kolejna zdrada była totalna, mimo to wybaczyłam bo wiedziałam, że żałuje i nie kłamie.