Pisze na forum bo musze to z siebie wyrzucic, a juz nikomu nie ufam.
Dwa tygodnie temu dostalam papiery z sadu, pozew rozwodowy zlozony przez meza.
Ale napisze od poczatku, i tak pewnie bedzie chaotycznie bo kieruja mna emocje.
oj maz przez nasza klase odnowil kontakt ze znajoma, to nie byl pierwszy raz w jego zyciu, nie pierwsza kobieta, dodam,z e jestesmy 5 lat po slubie i mamy dziecko, po 1,5 roku malzenstwa zdradzil mnie dwa razy, wybaczylam....a pozniej ta znajoma sie pojawila, wypisywal do niej, gadal przez telefon itd.Pewnego dnia nie wytrzymalam dalam mu w reke telefon i powiedzialam skoncz ten kontakt i sprobujemy od nowa. Nie zrobil tego. Wiec niewiele myslac wyprowadzilam sie z dzieckiem, cholernie sie bojac czy sobie poradzimy. Mieszkamy juz ponad rok sami. Jakos sobie dajemy rade, Maz finansowo duzo nam pomaga, ale najgorsza czasami jest ta samotnosc ktora dopada wieczorami.
Przez ten okres raz bylo dobrze raz bylo zle jak zawsze, myslalam ze to bedzie jakis bodziec dla niego, ze przemysli sprawe i powie "nie bylo warto" nic takiego sie nie stalo
Wszystko bylo" pieknie- ladnie" oczywiscie tylko mi sie tak wydawalo....
Miesiac temu jego mama wyjechala do
na urlop, my chcielismy dojechac na weekend do niej. Bylo ok. Dojechalismy do niej. Ja chcialam gdzies wyjsc na spacer bo w tym hotelu byli tylko emeryci i tak od slowa do slowa zaczelismy sprzeczac sie z mezem , wiem duzo w tym mojej winy ale nie umiem robic dobrej miny do zlej gry jak mi sie cos nie podoba, mowie o tym otwarcie. I w momencie naszej klotni do pkoju weszla mama meza. Cos sie wtracila i mowi "przeciez nie jestescie razem to o co ci chodzi" a ja do niej "bo Twoj syn mnie zdradzil" a ona mi tak odpalila ze niewiedzialam co mam ze soba zrobic powiedziala "a co mial robic przy czyms takim???" i pokazala na mnie.
Pozniej ,ze ja tylko na pieniadze patrze itd i jeszcze powiedziala, ale juz nie uslyszalam bo wybieglam z pokoju "szkoda, ze tylko raz cie zdradzil!"maz mi to powiedzial po fakcie ale nawet nie stanal w mojej obronie, cieszyl sie, ze ma mame w roli adwokata.Pozniej spakowalam sie i zostawilam ich tam, nawet mojego synka i pojechalam do domu nie moglabym tam dluzej siedziec z nimi. Balam sie strasznie, po 24 dopiero dotarlam do domu. W nocy jechalam pociagami z 2 przesiadkami.Ale dalam rade jakos.Pozniej zapomnialam o calej sytuacjii, chociaz do dzis z Matka meza nie rozmawiam, dzwonilam kiedys jak bylam chora a maz nie mogl sie dzieckiem zajac,i dziecko bylo u niej, ale nie odbierala moich telefonow, wiec dalam spokoj. Wszystko bylo dobrze az tu nagle dostaje papiery z sadu. Moglam sie spodziewac
takiego obrotu sprawy, ale to zabolalo jak cholera, ze dowiedzialam sie w ten sposob a nie od mojego meza. Myslalam, ze jak podejmie juz taka decyzje to pinformuje mnie o tym osobiscie.Na poczatku to byl szok dla mnie, ja zielona jestem w tych sprawach, nigdy nie bylam u adwokata poradzic sie, niewiem nic na ten temat. Nie chcialam z nim rozmawiac, dzwonil, pisal wkoncu sie przemoglam. Mowil, ze on nie chce rozwodu, ze ja gadalam caly czas o nim, ze odwola wszystko, ze sam nie wie czemu tak zrobil i takie tam. Od ponad 2 lat jest w ciaglym kontakcie ze swoim adwokatem, zakupil nawet poradniki dotyczace rozwodu, separacji.Najgorsze jest w tym wszystkim to, ze on uwaza, ze nic sie nie stalo i wszystko jest ok.Mowi, ze mi adwokat nie jest potrzebny, ze wystarczy jak on ma. Nie jestem juz taka naiwna, chociaz po tym wszystkim dalej mialam nadzieje, ze jeszcze jakos sie ulozy miedzy nami, ale...Znowu poznal jakas dziewczyne, chwali sie jej zdjeciami i wogole. Tym razem to jest jakas bardzo ladna dziewczyna z Rosji. Kurde tak sie zastanawiam czy dla niego mialo kiedykolwiek znaczenie slowa rodzina , wiernosc itd. ? Boje sie strasznie tego co przede mna jeszcze jest. .Gada o mnie glupoty chyba tylko po to, zeby sie wybielic z calej tej sytuacji. A ja nie mowie nic, bo jest mi ogromnie wstyd, ze wlasny maz ma takie zdanie o mnie
(( sama juz nie wiem co robic, z kim porozmawiac