netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozwod...moj maly koniec swiata...

59 odpowiedzi7 090 wyświetleńzałożony przez lady-in-black, 21.09.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwod...moj maly koniec swiata...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 60 ]

1

Temat: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Pisze na forum bo musze to z siebie wyrzucic, a  juz nikomu nie ufam.
Dwa tygodnie temu dostalam papiery z sadu, pozew rozwodowy zlozony przez meza.
Ale napisze od poczatku, i tak pewnie bedzie chaotycznie bo kieruja mna emocje.

oj maz przez nasza klase odnowil kontakt ze znajoma, to nie byl pierwszy raz w jego zyciu, nie pierwsza kobieta, dodam,z e jestesmy 5 lat po slubie i mamy dziecko, po 1,5 roku malzenstwa zdradzil mnie dwa razy, wybaczylam....a pozniej ta znajoma sie pojawila,  wypisywal do niej, gadal przez telefon itd.Pewnego dnia nie wytrzymalam dalam mu w reke telefon i powiedzialam skoncz ten kontakt i sprobujemy od nowa. Nie zrobil tego. Wiec niewiele myslac wyprowadzilam sie z dzieckiem, cholernie sie bojac czy sobie poradzimy. Mieszkamy juz ponad rok sami. Jakos sobie dajemy rade, Maz finansowo duzo nam pomaga, ale najgorsza czasami jest ta samotnosc ktora dopada wieczorami.
Przez ten okres raz bylo dobrze raz bylo zle jak zawsze, myslalam ze to bedzie jakis bodziec dla niego, ze przemysli sprawe i powie "nie bylo warto" nic takiego sie nie stalo sad
Wszystko bylo" pieknie- ladnie" oczywiscie tylko mi sie tak wydawalo....
Miesiac temu jego mama wyjechala do
na urlop, my chcielismy dojechac na weekend do niej. Bylo ok. Dojechalismy do niej. Ja chcialam gdzies wyjsc na spacer bo w tym hotelu byli tylko emeryci i tak od slowa do slowa zaczelismy sprzeczac sie z mezem , wiem duzo w tym mojej winy ale nie umiem robic dobrej miny do zlej gry jak mi sie cos nie podoba, mowie o tym otwarcie. I w momencie naszej klotni do pkoju weszla mama meza. Cos sie wtracila i mowi "przeciez nie jestescie razem to o co ci chodzi" a ja do niej "bo Twoj syn mnie zdradzil" a ona mi tak odpalila ze niewiedzialam co mam ze soba zrobic powiedziala "a co mial robic przy czyms takim???" i pokazala na mnie.
Pozniej ,ze ja tylko na pieniadze patrze itd i jeszcze powiedziala, ale juz nie uslyszalam bo wybieglam z pokoju "szkoda, ze tylko raz cie zdradzil!"maz mi to powiedzial po fakcie ale nawet nie stanal w mojej obronie, cieszyl sie, ze ma mame w roli adwokata.Pozniej spakowalam sie i zostawilam ich tam, nawet mojego synka i pojechalam do domu nie moglabym tam dluzej siedziec z nimi. Balam sie strasznie, po 24 dopiero dotarlam do domu. W nocy jechalam pociagami z 2 przesiadkami.Ale dalam rade jakos.Pozniej zapomnialam o calej sytuacjii, chociaz do dzis z Matka meza nie rozmawiam, dzwonilam kiedys jak bylam chora a maz nie mogl sie dzieckiem zajac,i dziecko bylo u niej, ale nie odbierala moich telefonow, wiec dalam spokoj. Wszystko bylo dobrze az tu nagle dostaje papiery z sadu.  Moglam sie spodziewac
takiego obrotu sprawy, ale to zabolalo jak cholera, ze dowiedzialam sie w ten sposob a nie od mojego meza. Myslalam, ze jak podejmie juz taka decyzje to pinformuje mnie o tym osobiscie.Na poczatku to byl szok dla mnie, ja zielona jestem w tych sprawach, nigdy nie bylam u adwokata poradzic sie, niewiem nic na ten temat. Nie chcialam z nim rozmawiac, dzwonil, pisal wkoncu sie przemoglam. Mowil, ze on nie chce rozwodu, ze ja gadalam caly czas o nim, ze odwola wszystko, ze sam nie wie czemu tak zrobil i takie tam. Od ponad 2 lat jest w ciaglym kontakcie ze swoim adwokatem, zakupil nawet poradniki dotyczace rozwodu, separacji.Najgorsze jest w tym wszystkim to, ze on uwaza, ze nic sie nie stalo i wszystko jest ok.Mowi, ze mi adwokat nie jest potrzebny, ze wystarczy jak on ma. Nie jestem juz taka naiwna, chociaz po tym wszystkim dalej mialam nadzieje, ze jeszcze jakos sie ulozy miedzy nami, ale...Znowu poznal jakas dziewczyne, chwali sie jej zdjeciami i wogole. Tym razem to jest jakas bardzo ladna dziewczyna z Rosji. Kurde tak sie zastanawiam czy dla niego mialo kiedykolwiek znaczenie slowa rodzina , wiernosc itd. ? Boje sie strasznie tego co przede mna jeszcze jest. .Gada o mnie glupoty chyba tylko po to, zeby sie wybielic z calej tej sytuacji. A ja nie mowie nic, bo jest mi ogromnie wstyd, ze wlasny maz ma takie zdanie o mnie sad((  sama juz nie wiem co robic, z kim porozmawiac

2

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziewczyno!!! Wyrzuć go ze swojego serca i życia niech sp.....la w podskokach. Razem z mamuśką. Poradzisz sobie. Nie zastanawiaj się tylko podpisz papiery i nie dawaj rozwodu za porozumieniem stron. Niech on będzie winien. I idź do prawnika on powie Ci dlaczego będzie lepiej jak to będzie jego wina. I nie wierz mu że jego adwokat wystarczy. Bierz swojego. I nie daj się. Trzymam kciuki.

3

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ale ja nie mam zadnych dowodow na niego i jego zdrady niestety sad

4

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Nikt nic nie widział i nic nie wie?? Może jakieś smsy albo emaile?? Musiał jakiś ślad zostać. Są firmy które zajmóją się odzyskiwaniem danych z telefonów komórkowych ( np. skasowane smsy można odzyskać) i z komputerów. Jeśli korzystaliście z tego samego komutera i teraz jest on w twoich rękach zanieś go do takiej firmy. Mój mąż niestety jest informatykiem więc za wiele nie znalazlam ale zawsze to coś.

5

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Znajdź koniecznie adwokata i nie czekaj dłużej. To jest jakiś chory człowiek, który krzywdzi Ciebie i twoje dziecko. Nic nie podpisuj bez konsultacji z adwokatem. Mamusia jest niezła, Ja sama osobiście znam taką mamusię i synka co lubił skakać w bok i kochał kolegów. Doprowadzili dziewczynę prawie do choroby psychicznej swoimi poczynaniami. Trzymaj się od niego z dala i załatw go najlepiej jak możesz. A ty się nie załamuj, bo to kawał gnoja. Powodzenia. Trzymam kciuki

6

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje za slowa otuchy. Tak bardzo mi ciezko jest...
Mam przyjacolke ktorej opowiadal o swojej kochance, ale tylko to, komputera juz nie ma, a teraz co robi to juz sie nie liczy bo rok jestesmy w separacji.

7

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Bierz adwokata i walcz. Mika ma rację nic nie podpisuj bez konsultacji z nim. Jeśli jesteś z Wrocławia albo okolic to chętnie pomogę. Bądź silna i trzymaj się od tej rodzinki jak najdalej.

8

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

NIe mieszkam w Polsce niestety sad
Jestem tutaj sama z dzieckiem.
Dziekuje kochane jestescie smile

9

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

To bardzo mi przykro że nie mogę Ci pomóc. A w Polsce masz kogoś??

10

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Tak rodzine cala, mame, tate, brata... ale oni sa daleko zostaja jedynie telefony.

11

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Może wrócisz?? Może wtedy będzie łatwiej bo będziesz miała stale wsparcie rodziny

12

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Nie moge. Maz nie podpisze mi zgody na powrot do kraju z dzieckiem sad

13

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Czyli jest obcokrajowcem?? a Dzieciaczek nie ma paszportu?? I rozumiem że dziecko nie jest Polskiej narodowości??

14

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ojciec jest polakiem a dziecko nie mam narodowosci polskiej paszport ma tez nie polski

15

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

ale napisalam bezsensu. Obydwoje jestesmuy polakami a dziecko nie ma polskiej narodowosci.

16

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ale jeśli ma paszport to o ile mi wiadomo to nie potrzebujesz żadnej zgody od niego. I ty i on możecie wywieźć dziecko. A swoją drogą to raczej ziwne że oboje jesteście polakami a dziecko nie. Nawet jeśli urodziło się poza granicami polski to powinno automatycznie otrzymać obywatelstwo polskie. Chyba że zaszły jakieś inne okoliczności. Z resztą jak by nie było to bierz adwokata i nie daj sie dziewczyno.

17

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziecko z racji dlugoletniego pobytu ojca tutaj dostalo obywatelstwo.

18 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-05 14:59:56)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

W sądzie żadne dowody jego zdrady nie są Ci potrzebne od roku juz nie mieszkacie razem-rozpad pożycia całkowity.
Co do emocji-elefanta znowu przyznaje Ci racje-wywal gada na zbity pysk z mysli,no bo  z życia juz to zrobiłaś.Krok najważniejszy masz za soba i sie tego trzymaj.Pół światu tego kwiatu kochana jeszcze nie raz poczujesz motyle w brzuchu))))))))))))))))))

19

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje smile) to mile co piszecie ale dalej boli jak cholera sad

20 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-09-21 15:10:21)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Poczytaj sobie na forum ,które Tobie podałam historie koleżanek -będzie Ci łatwiej (nie jesteś w tym bagnie sama ),a może skorzystasz z rozwiązań dziewczyn jak sobie radziły.
"Wczoraj" tez płakały a za chwilkę o wibratorach gadały))))))))))))))))

21

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje skorzystam napewno:)

22

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

http://www.netkobiety.pl/t7083.html Wejdź tam. Zrezygnowanaa ma rację tam można na chwilę zapomnieć a i na dłuższą metę pomaga. Bądź twarda a dasz radę. Wierzę w Ciebie.

23

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

zrobiłabym tak samo znalazłabym dobrego  prawnika  i dałabym mu w kość jak najmocniej!! co za dupek... nie masz sie nad czym zastanawiac... juz po pierwszej zdradzie to Ty powinnaś wystapic o rozwód, napewno mniej byc cierpiała... ale nie ma co gdybac, szukaj prawnika.

24

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Tak zrobie, musze. Wlasciwie juz znalazlam adwokata tylko termin musialam przesunac ze wzgledu na chorobe sad

25

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

I bardzo dobrze że już go masz. A teraz walcz. Trzymam kciuki.

26

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje smile bede walczyc najpierw musze sily nazbierac.

27

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

ale możesz wziąc na swiadka swoją koleżankę zeby zeznawała przeciwko Twojemu mężowi, moze udało by Ci sie odszukać jego "przyjaciółki" i poprosic o to zeby potwierdziły że Cię zdradzał. Skoro się tak chwalił może jest ktos kto mógłby potwierdzić Twoją niewinność a nawet swoją teściową postawić przed sądem że wiedziała o tym co jej syn wyprawia-napewno sie nie wyprze tego co powiedziała. Musisz być silna i nie daj się!

28

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

masakra, faceci to jednak d...pki! brak mi slów. Bądź silna i walcz z nim i jego matką.czym prędzej  udaj się do prawnika , bo to konieczność. zyczę powodzenia.

29

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...
apoteoza23 napisał/a:

ale możesz wziąc na swiadka swoją koleżankę zeby zeznawała przeciwko Twojemu mężowi, moze udało by Ci sie odszukać jego "przyjaciółki" i poprosic o to zeby potwierdziły że Cię zdradzał. Skoro się tak chwalił może jest ktos kto mógłby potwierdzić Twoją niewinność a nawet swoją teściową postawić przed sądem że wiedziała o tym co jej syn wyprawia-napewno sie nie wyprze tego co powiedziała. Musisz być silna i nie daj się!

tesciowa?

Ona wiedziala o wszystkim. Nawet byla w kontakcie z pierwsza kochanka.

NIe sadze zeby chcialy miec cos wspolnego z sadami itd.

30

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ale o jaką walkę chodzi?? Jeśli już tak długo nie jesteście razem to rozwód będzie z tytułu rozpadu pożycia? Chodzi o opiekę nad dzieckiem? o kasę?
Jeśli nie to zacznij zajmować się sobą. Masz dziecko dla którego jestes najważniejsza, nie pokaż mu że jesteś załamana. To małzenśtwo to toksyczna tragedia. Szczerze to po co ci łażenie po sądach i udowadnianie winy. On wysłał pozew, czyli on chciał rozwodu. Naprawdę nie daj się. Musisz byc silna. Rozwód nie jest łatwy, wiem coś o tym. Jeśli masz prawnika too bardzo dobrze, może to pozwoli ci nabrać dystansu do całej sprawy. Trzymam za ciebie kciuki!

31

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ja nie chce zadnej walki, zadnego udowadniania winy itd. Ja juz chce to miec za soba.
Tylko ja niewiem co maz kombinuje. Ja chce sie juz od tego uwolnic.

32

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Rozumiem Cię bardzo dobrze ale jeśli mąż będzie obrzucał Cie błotem to ty nie udawaj że nic się nie dzieje. Nie musisz stosować chwytów poniżej krytyki ale nie poddawaj się bez walki.

33

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Wiem, ale mam nadzieje ze obejdzie sie bez scen. Jednak na wszystko musze byc przygotowana.

34

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Będzie dobrze smile

35

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Myslę, że w takiej sytuacji najlepiej zdać się na prawnika. Może obejdzie się bez scen i prania brudów. Spotkanie prawników obu stron wyjaśniłoby wiele. Myślę że to dobre rozwiązanie w tej chwili. Będziesz mogła ocenić sytuację i wyczuć o co jemu chodzi.  Nie angażując od razu wszystkich emocji. spróbuj w tą stronę. Nic nie tracisz a naprawdę możesz wiele zyskać, spokój i komfort psychiczny a to chyba najważniejsze.....................

36

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Tak tylko na tym mi zalezy. Duzo przeszlam przez tego drania i spokoj psychiczny potrzebny mi jest jak powietrze w tej chwili, zwazajac na to, ze dla mojej malej istotki musze byc silna smile
Dziewczyny powiedzcie jak mozna byc tak slepym zeby niewidziec nic, z kim sie zyje?
Czasem mysle ze to moja wina bo ja za bardzo ufam ludziom, poprostu mierze ich swoja miarka...

37

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

mam nadzieje ze obejdzie sie bez scen ale moze warto było by się przygotowac na taką ewentualność. lepiej czasem być przygotowanym bo nigdy nie wiemy kogo na co stać. Widzisz nie spodziewałaś sie po swoim mężu że wyśle Ci pozew rozwodowy i myślałaś że jak już to powie Ci to w cztery oczy. Jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony. Po mimo wszytkiego mam nadzieje że Twój mąż nie wyskoczy z niczym. Pozdrawiam ciepło!

38

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Tez mam taka nadzieje. Kochane dziekuje Wam za wsparcie nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy w tak trudnych chwilach smile

39

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Jak żyję nie widziałam takiego idioty.Boże...to kawał chama a reszta ch....a.A jego mamusia jak widzę działa bez precedensu....co za bezczelne babsko!!!!!!Kochana uzbrój się w cierpliwość i wytrwałość...będziesz tego potrzebowała.I zrób wszystko by wrócić do kraju....wsparcie rodziny jest teraz naprawdę bardzo ważne i na pewno Ci pomoże.
Ja osobiście też jestem z Tobą:)

40 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2009-09-22 13:13:13)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje smile
Nie rozumiem jednego dlaczego caly czas mydlil mi oczy, a za plecami konspiracja z matka???
Nie potrafie tego zrozumiec.
Mam tylko nadzieje ze bede mogla kiedys mojemu dziecku stworzyc normalny, spokojny dom, rodzine....

41

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dasz radę, dla dzieci potrafimy wiele zrobić i wiele zmienić. Dla malucha lepsza będzie niepełna rodzina, niż toksyczna. Jest mnostwo par które są ze sobą tylko dla dziecka, a i ch życie przypomina gehennę i ranią swoje pociechy, krzywiąc im światopogląd. jesli chodzi o twojego męża, to odnoszę wrażenie, że to synalek mamusi, który nie dojrzał do rodziny. Chyba sam nie wie do końca czego chce, a matka nie potrafiła mu wpoić podstawowych wartości tylko rozpuszczała do granic możliwości. Myślę, że sie otrząśnie tylko moze być już wtedy za późno dla niego.....
Pamiętaj tylko spokój może nas uratoać w każdej sytuacji. Ja przeszłam przez piekło rozwodu i wiem co to znaczy.
Bądź silna i stanowcza, jeśli byłaby możliwa ugoda sposobna dla wszystkich to warto korzystać, nie pozwól się więcej ranic i upokarzac. Jeśli pokażesz mu że nosisz wysoko głowe i jesteś silna zwątpi w swoje postępowanie. Faceci lubią gnębić swoje kobiety bo to dla nich forma rozrywki.... jesli jednak kobieta się nie daje podkulają ogon.

42

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...
lady-in-black napisał/a:

Dziekuje smile
Nie rozumiem jednego dlaczego caly czas mydlil mi oczy, a za plecami konspiracja z matka???
Nie potrafie tego zrozumiec.
Mam tylko nadzieje ze bede mogla kiedys mojemu dziecku stworzyc normalny, spokojny dom, rodzine....

Nie rozumiesz?...bo to maminsynek ...facet,który nie radzi sobie sam ze sobą...dla mnie to przysłowiowe "kalesony a nie spodnie".
A mamusia?...cóż ...pewnie Ją samą swoje życie nie satysfakcjonuje na tyle by się nim zająć i miesza w waszym.
A swojemu dziecku na pewno stworzysz normalny,spokojny dom w którym nie będzie brakowało miłości bo masz jej w sobie mnóstwo i wiesz jak się nią obdarowuje najbliższych.Trzymaj się:)

43

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

lady -    są try mozliwości rozwiązania małzenstwa przez sąd -  a mianowicie  - z winy jednego z współmałżonkow
                     bez orzekania o winie
                     z winy obu  współmałzonków .
Jeżlei sie zdecydujesz na rozwod z winy malzonka to Ty musisz udowodnic  nie dośc  ze jego wine to jeszcze  swoja "niewionność" czyli ze nie przyczyniłąs sie nawet w minimalnym stopniu do rozkladu małżeństwa .
Najbardziej optymalne byloby bez orzekasnia o winie , chyba ze chcesz aby płacil ci alimenty bo po rozwodzie twoja sytuacja finansowa diametralnie sie pogorszy .
Co do dziecka - to jezeli jest niepęłnoletnie  to kategorycznie musi byc opinia  kuratora na okolicznośc warunków bytowych , względnie opinia bieglych psychologów z RODK czyli Rodzinnego Ośrodka Diagnoistyczno-Konslultacyjnego .Opinie te sa wiążace dla sądu .Nasze  Ustawodawstwo Rodzinne jest  nastawione  na pierwszoplanowa  role  dziecka w rodzinie  i jest to cel nadrzędny przy rozstrzyganiu i orzekaniu wyrokow  rozwodowych .

44 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2009-09-22 22:54:23)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Wszystko rozumiem, ale niestety ja nie mieszkam w Polsce a tutaj roznice w prawie sa duze.

45

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Lady  to niestety nic poza tym nie moge Ci pomoc  - ale od serca zycze powodzenia .Dasz rade -  bąż dzielna . Pozdrówka

46

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Będzie dobrze w nas siła!! Kobiety są dużo silniejsze od mężczyzn i wiele więcej mogą znieść. Pamiętaj "co nas nie zabije to nas wzmocni"...
Jesteśmy z tobą.

47

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziekuje Kochane smile))
Bede informowala co dalej.
Jak synek wyzdrowieje to udam sie do adwokata i napisze co mi powiedzial.
smile))

48

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Kochana jak samopoczucie?? Trzymaj się ciepło.

49 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2009-09-26 11:02:06)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Ach czasem dobrze czasem zle. On wcale nie ulatwia mi tego wszystkiego.
Mowi, ze odwola wszystko, ze nie chce rozwodu, ze nie chce zebym byla wolna itd. Paranoja jakas. Teraz odwiedza mnie moja mama a on mi na to, ze nie chce gadac na ten temat z mama ze tak wogole to moja wina bo on zlozyl ten pozew bo ja chcialam, nie on tylko ja.
Jest milutki, kupuje prezenty. Ja juz nie chce, ja chce miec spokoj, a nie wiecznie zastanawiac sie czy oprocz mnie jest jakas inna, co znowu ludziom na moj temat gadal. Szkoda mi tych lat, ale nie dalabym rady przechodzic tego po raz ktorys tam.  To jest straszne,  jak jest ze mna sam to wydawaloby sie ze mnie kocha, ze jest ok, ale to co mowia inni ludzie co do nich mowi zupelnie przeczy temu, noi tesciowa ktora ma o mnie zdanie jak najgorsze.

50

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...
lady-in-black napisał/a:

Dziekuje za slowa otuchy. Tak bardzo mi ciezko jest...
Mam przyjacolke ktorej opowiadal o swojej kochance, ale tylko to, komputera juz nie ma, a teraz co robi to juz sie nie liczy bo rok jestesmy w separacji.

moja droga ,liczy sie liczy ,nawet jak jestescie w separacji,nawet gdyby byla to separacja prawna/a jak zrozumialam taka nie jest/,sory ze to napisze ale twoj maz to typowy Piotrus Pan,chlopczyk ktory nigdy nie dorosnie,no nie on idzie do mamusi sie pozalic ze zona niedobra,a ona jeszcze go w tym wspiera,takie mamusie ,to ja bym nie powiem co,sama jestem matka doroslego syna,staram sie zeby kiedys jakas kobieta nie miala do mnie pretensji takich jak ja np mam do swojej tesciowej/doslownie takiej z kawalow/
powiem ci ze to co on opowiadal twojej przyjacilce o swojej kochance ,moze byc rowniez dowodem w sprawie rozwodowej,piszesz ze nie chcesz prania brudow,nie chcesz nerwow,chcesz to jak najszybciej zakonczyc,ale nie chce cie martwic jak twoj maz i jego mamuska to wyczuja gwarantuje ci ze ciebie wmontuja w wine za rozpad tego malzenstwa,zobacza ze jestes pasywna ,slaba ,moga cos wskurac,napewno adwokat ich w tym jeszcze wesprze ,nie strasze cie bron Boze ale to bardzo prawdopodobny scenariusz,walcz o swoje ,bo jak nie to ciebie obarcza wina za wszystko,twoj maz widze z twego postu skrupulow nie ma zadnych ,a jeszcze mamuska doklada swoje 3 grosze

51

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

No tak, z dowodow mam jedynie billingi rozmow do kochanki i slowa przyjaciolki.
Niewiem, mam nadzieje, ze obejdzie sie bez prania brudow. Ale na wszystko musze byc przygotowana. Zobacze co mi powie adwokat, w nastepnym tygodniu mam termin.

52

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Dziewczyny bylam u adwokata i poradzil mi rozwod z orzekaniem o winie, nie wiedzialam, ze obowiazuje mnie prawo polskie ze wzgledu na obywatelstwo. Dlatego zalozylam nowy watek "rozwod z orzeczeniem o winie. Troche namieszalam ale moze Moderator przeniesie albo polaczy (jesli to bedzie uciazliwe) te dwa posty, z gory przepraszam za mieszanie smile

53 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-05 15:09:31)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

lady-in-black rozwód z orzeczeniem o tyle jest korzystny ,ze w razie Twojej niedyspozycji finansowej czy zdrowotnej możesz ściągać alimenty również na siebie,ale licz się z tym,że wszelkie brudy Ci wyciągnie i to troszke potrwa.A na pocieszeni moż ei marne ,ale pomyśl,z epo rozwodzi ejuz nei zobaczysz jego mamuśki ...no mnie by to uskrzydliło heheh

54 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2009-10-19 23:20:42)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Zrezygnowana kontynuacja tego watku jest w  innym moim watku:"rozwod z orzeczeniem o winie"
Wiesz ja juz teraz nie ogladam tesciowej.
Raz spotkalam ja na miescie i byla chyba w szoku, ze jeszcze stac mnie na normalna rozmowe z nia he he he pewnie myslala ze odwroce sie plecami i sobie pojde nie zauwazajac jej. Chyba dalo jej to troche do myslenia.

55

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Nie bój się rozwodu z orzeczeniem o winie.Ja przeszłam to i nie żałuję.Dowodami zdrady były wydruki rozmów z gg i zdjęcia z naszej klasy.Miałam adwokata co mnie bronił.Powodzenia

56 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2010-09-24 16:59:10)

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Witam smile
Dziewczyny chcialam napisac co u mnie.
Do rozwodu nie doszlo i nie zaluje.
Miedzy nami uklada sie coraz lepiej, staramy sie odbudowac wszystko od nowa.
Maz sie zmienil o 180 stopni. Niewiem moze zrozumial....
Wprawdzie nie mieszkamy razem, ale to juz kwestia czasu, szukamy wspolnego mieszkania lub domu.
Synek jest bardzo szczesliwy, ja tez.
Ostatnio dostalam od meza pierscionek sliczny (drugie zareczyny wink ) z pytanie czy wyjde za niego drugi raz ( mial na mysli slub koscielny)
Chyba jestem zywym przykladem, ze zdrade da sie wybaczyc i da sie pozniej wspolnie zyc.
Chcialam podziekowac za Wasze rady i slowa otuchy, wsparcie.
A szczegolnie chcialam podziekowac Foggii ona jedna nie zwatpila, uwierzyla, ze jeszcze moze uda sie nam wszystko posklejac. Dala mi nadzieje..
Dziekuje Foggia.

57

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

smile

58

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

Witam WAS dziewczyny, Jestem tu nowa i jak można się domyśleć potrzebuję i szukam pomocy.Tak się wczytałam w waszą rozmowę,że jestem pełna podziwu dla lady-in-black jak i dla Foggii za ta troskę, pomoc i oddanie. Aż miło patrzeć, że są życzliwi ludzie, którzy pomogą dobrym słowem i dadzą mądre rady.
Chciałabym opisać swoją sytuację po krótce - bo 8 lat opisywać to szok smile Potrzebuje trzeźwego spojrzenia na sytuację i radę ...choć wiem jak moje małżeństwo się zakończy ale mam nadzieje bo chyba jeszcze nie przestałam kochac w 100%.
Poznaliśmy się 8 lat temu, ja miałam 19 lat on 33, rozszedł się pół roku wcześniej z kobietą z którą miał dziecko. Twierdził, że to on jest taka a nie inna tz. dyskotekówa i postanowili się rozejść. Po 3 miesiącach spotkania się zrozumiałam, że nie do końca postanowili o rozstaniu tylko jedno z nich postanowiło, wtedy nie rozumiałam, że nie buduje się szczęścia na czyjmś nieszczęściu. Brnełam w ten związek dalej - kochałam go na potęgę, był dla mnie jak marzenie, prawie jak BÓG:), męski, pewny siebie, przystojny, wiarygodny choć tak naprawdę zakłamany do granic możliwości. Nie wiem kiedy zleciało nam 6 lat, on wyjeżdżał, przyjeżdżał bo niby pracował tu i tam, później wyjechał do Stanów niby do pracy...wrócił otworzył firmę w której mu pomagałam (ja cały czas czekałam na niego), wierzyłam że coś znaczę i napewno się ułoży. Po 6 latach pobraliśmy się, w trakcie małżeństwa wybudowaliśmy dom, miał to byc mój azyl. W trakcie tych wszystkich lat zrobiłam prawo jazdy, kupiłam samochód, skończyłam studia, pracowałam i starałam się byc lepszą kobieta niz jego była, akceptowała dziecko i zabierałam na wakacje.( z pewnością jak czytacie, zastanawiacie się co ja chcę, o co mi chodzi???). Przez te wszystkie lata czekałam na męża, byłam wierna, chciałam byc lepsza i kochałam go jak wariatka. Natomiast on do slubu był znośny choć nigdy mnie nie szanował, zawsze porównywał do byłej że jest taka super a ja to "beznadzieja", wyzywał, pluł i bił tylko pod wpływem alkoholu wiec i tak sobie to tłumaczyłam, że wina nie tkwi w nim tylko w alkoholu ...byłam ślepa bo zakochana. Po slubie bił mnie juz po trzeźwemu z widocznymi sladami dopóki nie zrobiłam obdukcji, co miesiąc dostawałam ale pozniej po nerkach lub wyrywał mi włosy z głowy albo pluł. Po ostatnim incydencie
ulało mi się, gdy nie wpuścił mnie do domu bo nie chciałam dolozyc mu do kuchni która zamówiliśmy. Wtedy postanowiłam odejść, wyprowadziałm się do mojej mamy i jej drugiego męża i wszystko było by ok gdyby nie fakt że mijały juz 2 miesiące  a ja nadal nie wracałam wiec doprowadział do sytuacji, że musiałam sie wyprowadzic z mieszkania mojej mamy. Tułam się do dziś po koleżankach, zarabiam zbyt mało by móc wynając mieszkanie i boli mnie fakt że ma wszystko, dach nad głową, świetne auto i firme a ja nie mam nic i do tego nie oddał mi nawet mebli za które sama zapłaciłam. A do ludzi mówi o mnie moja żonka! Napisałam juz pozew z orzeczeniem o winie ale nie wiem jakie mam szanse??? Nie mam żadnych dowodów na zdrade choc się domyslam, prócz jednej obdukcji nie mam nic wiecej, i jeszcze zdjęcia wyrwanych włosów, o wszystkich sytuacjach wie moja kuzynka i kolezanka bo do nich zawsze dzwoniłam.  W wielkim skrócie to tyle ...proszę pomóżcie i dajcie jakąs mądra radę.

59

Odp: Rozwod...moj maly koniec swiata...

A masz adwokata?

Posty [ 60 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozwod...moj maly koniec swiata...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026