Jestem ciekawa jak Forumowiczki i Forumowicze widzą takie zjawisko: kobieta, zbliżając się do czterdziestki i nie mając widoków na związek, postanawia spłodzić dziecko z mężczyzną, do którego nic nie czuje oprócz pożądania. Oczywiście mężczyznę po wykonanej "robocie" puszcza kantem, bo "swoje już zrobił". Nie zważa na to, że on może coś do tych dzieci poczuł - nieważne, puszcza go kantem, samiec już jej niepotrzebny. Jest kobietą zamożną, mogącą pozwolić sobie na samotne wychowanie dziecka. Ma do pomocy inne kobiety z rodziny i dajmy na to przyjaciółkę. Cel osiągnięty. (historia prawdziwa).
Zapytam o Wasze opinie, bo zawsze szokowało mnie, że można świadomie skazać swoje dziecko na półsieroctwo (przykłady negatywnego wpływu wychowania dziecka, zwłaszcza chłopców, jedynie przez matkę nie muszą być tu chyba przytaczane - wystarczy przejrzeć artykuły w internecie i poczytać fachową literaturę). Czytałam już o tym kiedyś na innym forum, i tam na takie kobiety czekały same negatywne uwagi...raczej spotkało się to z potępieniem, no, może to za duże słowo. Ciekawi mnie natomiast, co Wy sądzicie na ten temat. Czy to nie tak, że taka osoba traktuje dziecko jak nową parę butów czy nowy płaszcz? Co myślicie o tzw. projekcie dziecko w tym kontekście?
Ja jestem zdania, że świadomie i z góry zakładając, że i tak nie będziemy z ojcem dziecka, nie ma po co tych dzieci płodzić. Po prostu. Wydaje mi się, że w takim układzie dziecko nie powstaje z miłości, tylko z chorej ambicji rodzica (nudzę się, to zrobię dziecko, by mnie na starość wspierało - zgubne myślenie wg mnie. Dzieci dorastają i mają swój świat).