netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

moja historia - doradzcie prosze....

16 odpowiedzi3 311 wyświetleńzałożony przez Frezyjka1983, 14.07.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » moja historia - doradzcie prosze....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: moja historia - doradzcie prosze....

Witajcie...od paru dni mam straszny metlik w glowie i wlasciwie nie mam z kim porozmawiac... Troche mi wstyd pogadac o tym z kims z rodziny, bo po prostu mi nie uwierza..zreszta sama nie wierze w to co stalo sie w ostatnich dniach. Bardzo prosze Was o obiektywna ocene sytuacji i porade..
Sprawa wyglada tak : mam 31 lat, jestem mama 6-letniej cory, ktora wychowuje sama. Ponad rok temu poznalam wyjatkowego faceta. Pan X ma 44 lata. Mial dwoch doroslych synow i zone z ktora nie mieszkal ( Ona mieszkala ze swoim facetem) - dziwny uklad ale coz, nigdy w to nie wnikalam gdyz prowadzili razem dzialalnosc gospodarcza. Mieszkalismy daleko od siebie - prawie 300km, mimo to spotykalismy sie przynajmniej 2 razy w tygodniu i spedzalismy kazdy weekend razem. To bardzo spokojny i opanowany czlowiek.
Ja po bardzo burzliwym zwiazku z ojcem mojej cory bylam sceptycznie nastawiona na wszystko. Jednak Pan X okazal sie naprawde wyjatkowy - czuly, kochajacy, dbajacy nie tylko o mnie ale i o moja core, ktora zaczela go traktowac jak ojca. Spedzalismy ze soba mnostwo czasu - ja, Pan X i moja cora. Wyjezdzalismy nad morze, w gory...wszystko co robil Pan X robil z mysla o mojej corci. Planowalismy wspolna przyszlosc, szukalismy mieszkania. Jego synowie nie mieli nic przeciwko naszemu zwiazkowi, jego szwagierka ( siostra jego zony) nam kibicowala. Wszystko ukladalo sie naprawde cudownie. Moja rodzina tez byla nim zachwycona. Wydawalo mi sie ze chwycilam Pana Boga za nogi. Poznalam go przez ten rok dosc dobrze - to facet dla ktorego zwiazek to rzecz swieta.
Wszystko zmienilo sie pare dni temu... dzis jest 14.07 a jeszcze 7 wszystko bylo ok... zaczelo sie banalnie...mial jakis problem w firmie, maly kryzys ktory rozumialam i staralam sie go wspierac.. i wtedy dostalam od niego wiadomosc zebym nie gniewala sie ze odzywa sie tak rzadko ale cyt" na razie jestem jakby mnie ktos obuchem jebn...l, musze wszystko poukladac i przemyslec  a przede wszystkim zrobic porzadek z ta glupia cip..." na moje pytania co sie stalo odpowiadal ze to nie na tel i ze przyjedzie i wszystko wyjasni. i tak minely 3 dni... 10.07 na moje kolejne prosby wyjasnienia calej sytuacji  napisal cos dziwnego . napisal ze nie chce robic mi nadziei, ze nie moze pozwolic  bym na niego czekala Bog wie ile i ze tak szybko nie wykaraska sie ze swoich problemow, ze moglibysmy sie spotykac raz na dwa miesiace i ze to nie ma sensu.....byly dziesiatki smsow w tym klimacie, ze mu sie nie znudzilam, po prostu ma problemy i ja niby jestem cudowna kobieta i nie moze pozwolic bym zyla przy nim z powietrza... rozumialam ze ma problemy w firmie, staralam sie jakos podniesc go na duchu i zapewnialam ze dla mnie liczy sie ON i razem damy sobie rade ze wszystkim...
zaczelam sie zastanawiac i zapytalam wprost czy moze sie po prostu mna zabawil i juz mu sie znudzilo...a on zaczal ze wlasciwie to nigdy by nam sie nie udalo stworzyc zwiazku..szkoda ze tak pozno to dostrzegl i ze mam to zrozumiec choc to trudne...ze pozniej byloby znacznie trudniej sie rozstac wiec nie ma sensu dalej tego ciagnac..ze tak bedzie dla nas lepiej.
I w tym momencie wkurzylam sie na maksa...hmm.. pomyslalam ze naprawde wpadl w jakas depresje przez prace i robi z siebie ofiare....az tu nagle dostaje sms ze oprocz tego kogos poznal...hmmm... i tu sie zaczelam zastanawiac - facet ktory przezyl 20 lat w malzenstwie, zostal bardzo zraniony przez zone i znajomosc ze mna tez zaczynal bardzo nieufnie... powiedzial mi ze poznal kogos 2 tygodnie temu i ze nawet zamierza sie do niej przeprowadzic...pisal cos o tym ze bedzie mial ze mna jak najlepsze wspomnienia, ze bylam dla niego kims waznym i ze przeprasza...ze dopiero teraz zrozumial ze to nie bylo to. zapytalam czy mozemy sie spotkac i o tym pogadac - oczywiscie odpowiedzial ze tak...
Bardzo trudno bylo mi sie pogodzic z tym wszystkim, zwlaszcza ze po ponad roku oczekiwalam czegos wiecej niz sms i krotka rozmowa przez telefon... wczoraj napisalam mu o tym ze nie odpuszcze tak latwo, nie dam sie zbyc smsem, oczekuje rozmowy w cztery oczy i chyba mam do tego prawo. i nagle wczoraj dostalam sms cyt"  naprawde nie pisz do mnie prosze, nic do ciebie nie czuje, wprowadzilem sie do niej i chce z nia spedzic reszte zycia. bardzo cie lubilem a ja pokochalem, moi synowie tez ja polubili i zaakceptowali, znajdziesz sobie kogos  z twoim charakterem, pa"  i tu mnie trafil szlag....chociaz po chwili cos mnie tknelo...przejrzalam wszystkie wiadomosci od niego i mysle ze to nie on pisal...niegdy nie uzywal polskich znakow piszac sms, zawsze pisal wyrazenia typy Ty, Ci z duzej litery i musze przyznac ze robila bledy. ten sms byl inny.... napisalam ze chyba zartuje i ze nie odpuszcze dopoki nie powie mi tego prosto w twarz, chyba nie wymagam zbyt wiele. i nagle dostalam wiadomosc cyt" odbij Kur...a jak ci mowie" az mnie zatkalo, nigdy w zyciu nie uslyszalam z jego ust przeklenstwa, a juz tekstu "odbij" hmm...on nie powiedzialby tak do najwiekszego wroga...
Nie wiem co o tym wszystkim myslec, jestem zdezorientowana... nie chce wyjsc na nawiedzona narzeczona i go nekac, ale mysle ze zasluguje chocby na rozmowe...
Mam glupie podejrzenie ze to wszystko ma sie troche inaczej..... obawiam sie ze Pan X postawiony pod sciana w swietle problemow w firmie po prostu wrocil do zony, byc moze ona w koncu chciala rozwodu, a on stchorzyl ze zostanie z niczym i postanowil podkulic ogon i wrocic do domu....
Nie wiem czy uda sie Wam cos z tej mojej gmatwaniny slow wyczytac ale prosze poradzcie.... co powinnam zrobic? odpuscic? mi naprawde na nim zalezy i jest dla mnie wszystkim....

z gory dziekuje za obiektywna ocene sytuacji i porade

2

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

ja bym z nim pogadała w cztery oczy, zadzwoń do niego, a nie jakieś pisanie przez sms,
może to jego żona pisze te sms.... nie wiem
ale dziwne to strasznie
zadzwoń, umów się żeby to tylko wyjaśnić,

3 Ostatnio edytowany przez Frezyjka1983 (2014-07-14 09:23:45)

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

zadzwonilam, wlasnie jestem po rozmowie z panem X - odebral....uslyszalam jego spokojny glos...czuje sie coraz dziwniej, obiecal ze przyjedzie i porozmawiamy i o zgrozo nic nie wiedzial o wczorajszych smsach...poprosilam zeby sprawdzil telefon i w skrzynce nadawczej znalazl cos czego jak twierdzi nie napisal w co oczywiscie wierze... to wszystko jest coraz bardziej dziwne.. teraz czekam na spotkanie w najblizszych dniach..nie odpuszcze dopoki nie dowiem sie co sie tak naprawde stalo...bo na razie moge snuc w glowie rozne scenariusze....

4

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

no widzisz, może on w ogóle nie pisał tych sms.

5

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Może rzeczywiście ma problemy z żoną.
Mój znajomy kiedyś np. też rozstał się z żoną (choć nie wzięli rozwodu) i spotykał sie z inną. Był najszczęśliwszy przy niej. I co? I powiedział jej to samo, bo ta jego fantastyczna żona była chora psychicznie, co jakiś czas kazała mu wracać, grożąc, że się zabije, cuda wianki wyprawiała, a on nie chciał dzieci denerwować i wracał. I sam źle skończył...

6

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Jeżeli to rzeczywiście poważny człowiek to nie zerwałby przez sms. Albo ma jakiś kryzys, albo ktoś ci robi durne żarty. Smsowe kłótnie i wyjaśnianie spraw tą drogą to zdecydowanie nie jest dobry pomysł

7

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Dokładnie! Jeżeli to poważny, dorosły facet to się z Tobą spotka i wyjaśni!

8

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Facet WYRAŹNIE Ci pisze, że ma problem, że Ci wszystko opowie jak się spotkacie i WYRAŹNIE prosi o czas, ale TYYYY, Ty musisz wypisywać, naciskać, ma Ci wyjaśniać już natychmiast! Bo Ty chcesz, bo Ty nie wiesz!
Wcale się nie dziwie, ze facet się wycofał, bo nie miał u Ciebie wsparcia i zrozumienia, tylko natrętną babę, która zaczęła naciskać i wymyślać.

SŁUCHAJ następnym razem, co on do Ciebie mówi, to może Wam się uda.

9

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Co jednak nie zmienia faktu, że dziwnie się zachowuje wink I co - spotkaliście się?

10

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

I jak sytuacja?

11

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

witajcie. dzieki ze jestescie. sytuacja pozostaje bez zmian. chcialam dzis do niego pojechac ale stwierdzil ze moze go nie byc i ze to za duzo km...trudno, nie nalegalam. jestesmy umowieni na wtorek

12

Odp: moja historia - doradzcie prosze....
Frezyjka1983 napisał/a:

witajcie. dzieki ze jestescie. sytuacja pozostaje bez zmian. chcialam dzis do niego pojechac ale stwierdzil ze moze go nie byc i ze to za duzo km...trudno, nie nalegalam. jestesmy umowieni na wtorek

sugerowałabym, żeby to on do ciebie przyjechał i on wyjaśniał, bo na razie za bardzo naciskasz i osaczasz. rozumiem zniecierpliwienie i lęk, potrzebę wyjaśnień, ale uzbrój się w cierpliwość. Kłótnie przez telefon, a jeszcze gorzej przez smsy to porażka

13

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

witajcie.. oczywiscie macie racje, jestm natarczywa, ale uwazam ze nalezy mi sie sensowne wytlumaczenie... to nie byla przelotna milostka tylko naprawde powazny zwiazek...na razie poczekam do wtorku, zobaczymy...
tak sobie mysle nad tym wszystkim i wydaje mi sie to coraz bardziej dziwne... facet ktory przezyl 20 lat w malzenstwie jako wierny maz nie zakochuje sie z dnia na dzien... ja na jego wyznania i deklaracje milosci musialam czekac dosc dlugo, ale wiem ze bylo to szczere i powazne uczucie...chociaz z drugiej strony jestesmy tylko ludzmi.... sama juz nie wiem...
jest jeszcze cos...moja cora. On naprawde traktowal ja jak swoje dziecko, a mloda jego jak swojego tate... On tak bardzo cieszyl sie gdy mloda wreczyla mu na dzien ojca rysunek z podpisem "dla taty". zaraz po jego smsach ze to koniec zapytalam co mam powiedziec corci...nie odpowiedzial, w ogole uznal ze nie bylo pytania...nawet o niej nie wspomnial. Zupelnie zafiksowal sie na punkcie swojej historyjki ze niby kogos poznal.
Na razie nie mam czasu na rozklejanie sie, praca, cora...
dodatkowo 2 dni temu dostalam dla malej skierowanie na onkologie...ma dziwnie powiekszajacy sie pieprzyk na nosku...moze panikuje, ale boje sie ze to cos powaznego bo moja babcia rok temu zmarla na raka twarzy..i jej tez zaczelo sie od glupiego pieprzyka...
Nie mowilam o tym nawet Panu X, nie chce grac dzieckiem i nie oczekuje wspolczucia.
Poczekam do wtorku..mam nadzieje ze bedzie potrafil to wszystko wyjasnic jakos realnie...
Jeszcze raz dziekuje Wam ze jestescie...

14

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

jest wtorek...Pan X nawet sie nie odezwal...nie wiem co robic..byc natretna baba i nalegac na rozmowe czy po prostu odpuscic? Nie mam juz sily

15

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

Frezyjka1983 czy coś się u Ciebie wyjaśniło? Udało się odbyć rozmowę i coś wreszcie z tego wszystkiego zrozumieć?

16

Odp: moja historia - doradzcie prosze....

i jak wyjasnilo sie cos? naprawde dziwna historia

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » moja historia - doradzcie prosze....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026