Witajcie...od paru dni mam straszny metlik w glowie i wlasciwie nie mam z kim porozmawiac... Troche mi wstyd pogadac o tym z kims z rodziny, bo po prostu mi nie uwierza..zreszta sama nie wierze w to co stalo sie w ostatnich dniach. Bardzo prosze Was o obiektywna ocene sytuacji i porade..
Sprawa wyglada tak : mam 31 lat, jestem mama 6-letniej cory, ktora wychowuje sama. Ponad rok temu poznalam wyjatkowego faceta. Pan X ma 44 lata. Mial dwoch doroslych synow i zone z ktora nie mieszkal ( Ona mieszkala ze swoim facetem) - dziwny uklad ale coz, nigdy w to nie wnikalam gdyz prowadzili razem dzialalnosc gospodarcza. Mieszkalismy daleko od siebie - prawie 300km, mimo to spotykalismy sie przynajmniej 2 razy w tygodniu i spedzalismy kazdy weekend razem. To bardzo spokojny i opanowany czlowiek.
Ja po bardzo burzliwym zwiazku z ojcem mojej cory bylam sceptycznie nastawiona na wszystko. Jednak Pan X okazal sie naprawde wyjatkowy - czuly, kochajacy, dbajacy nie tylko o mnie ale i o moja core, ktora zaczela go traktowac jak ojca. Spedzalismy ze soba mnostwo czasu - ja, Pan X i moja cora. Wyjezdzalismy nad morze, w gory...wszystko co robil Pan X robil z mysla o mojej corci. Planowalismy wspolna przyszlosc, szukalismy mieszkania. Jego synowie nie mieli nic przeciwko naszemu zwiazkowi, jego szwagierka ( siostra jego zony) nam kibicowala. Wszystko ukladalo sie naprawde cudownie. Moja rodzina tez byla nim zachwycona. Wydawalo mi sie ze chwycilam Pana Boga za nogi. Poznalam go przez ten rok dosc dobrze - to facet dla ktorego zwiazek to rzecz swieta.
Wszystko zmienilo sie pare dni temu... dzis jest 14.07 a jeszcze 7 wszystko bylo ok... zaczelo sie banalnie...mial jakis problem w firmie, maly kryzys ktory rozumialam i staralam sie go wspierac.. i wtedy dostalam od niego wiadomosc zebym nie gniewala sie ze odzywa sie tak rzadko ale cyt" na razie jestem jakby mnie ktos obuchem jebn...l, musze wszystko poukladac i przemyslec a przede wszystkim zrobic porzadek z ta glupia cip..." na moje pytania co sie stalo odpowiadal ze to nie na tel i ze przyjedzie i wszystko wyjasni. i tak minely 3 dni... 10.07 na moje kolejne prosby wyjasnienia calej sytuacji napisal cos dziwnego . napisal ze nie chce robic mi nadziei, ze nie moze pozwolic bym na niego czekala Bog wie ile i ze tak szybko nie wykaraska sie ze swoich problemow, ze moglibysmy sie spotykac raz na dwa miesiace i ze to nie ma sensu.....byly dziesiatki smsow w tym klimacie, ze mu sie nie znudzilam, po prostu ma problemy i ja niby jestem cudowna kobieta i nie moze pozwolic bym zyla przy nim z powietrza... rozumialam ze ma problemy w firmie, staralam sie jakos podniesc go na duchu i zapewnialam ze dla mnie liczy sie ON i razem damy sobie rade ze wszystkim...
zaczelam sie zastanawiac i zapytalam wprost czy moze sie po prostu mna zabawil i juz mu sie znudzilo...a on zaczal ze wlasciwie to nigdy by nam sie nie udalo stworzyc zwiazku..szkoda ze tak pozno to dostrzegl i ze mam to zrozumiec choc to trudne...ze pozniej byloby znacznie trudniej sie rozstac wiec nie ma sensu dalej tego ciagnac..ze tak bedzie dla nas lepiej.
I w tym momencie wkurzylam sie na maksa...hmm.. pomyslalam ze naprawde wpadl w jakas depresje przez prace i robi z siebie ofiare....az tu nagle dostaje sms ze oprocz tego kogos poznal...hmmm... i tu sie zaczelam zastanawiac - facet ktory przezyl 20 lat w malzenstwie, zostal bardzo zraniony przez zone i znajomosc ze mna tez zaczynal bardzo nieufnie... powiedzial mi ze poznal kogos 2 tygodnie temu i ze nawet zamierza sie do niej przeprowadzic...pisal cos o tym ze bedzie mial ze mna jak najlepsze wspomnienia, ze bylam dla niego kims waznym i ze przeprasza...ze dopiero teraz zrozumial ze to nie bylo to. zapytalam czy mozemy sie spotkac i o tym pogadac - oczywiscie odpowiedzial ze tak...
Bardzo trudno bylo mi sie pogodzic z tym wszystkim, zwlaszcza ze po ponad roku oczekiwalam czegos wiecej niz sms i krotka rozmowa przez telefon... wczoraj napisalam mu o tym ze nie odpuszcze tak latwo, nie dam sie zbyc smsem, oczekuje rozmowy w cztery oczy i chyba mam do tego prawo. i nagle wczoraj dostalam sms cyt" naprawde nie pisz do mnie prosze, nic do ciebie nie czuje, wprowadzilem sie do niej i chce z nia spedzic reszte zycia. bardzo cie lubilem a ja pokochalem, moi synowie tez ja polubili i zaakceptowali, znajdziesz sobie kogos z twoim charakterem, pa" i tu mnie trafil szlag....chociaz po chwili cos mnie tknelo...przejrzalam wszystkie wiadomosci od niego i mysle ze to nie on pisal...niegdy nie uzywal polskich znakow piszac sms, zawsze pisal wyrazenia typy Ty, Ci z duzej litery i musze przyznac ze robila bledy. ten sms byl inny.... napisalam ze chyba zartuje i ze nie odpuszcze dopoki nie powie mi tego prosto w twarz, chyba nie wymagam zbyt wiele. i nagle dostalam wiadomosc cyt" odbij Kur...a jak ci mowie" az mnie zatkalo, nigdy w zyciu nie uslyszalam z jego ust przeklenstwa, a juz tekstu "odbij" hmm...on nie powiedzialby tak do najwiekszego wroga...
Nie wiem co o tym wszystkim myslec, jestem zdezorientowana... nie chce wyjsc na nawiedzona narzeczona i go nekac, ale mysle ze zasluguje chocby na rozmowe...
Mam glupie podejrzenie ze to wszystko ma sie troche inaczej..... obawiam sie ze Pan X postawiony pod sciana w swietle problemow w firmie po prostu wrocil do zony, byc moze ona w koncu chciala rozwodu, a on stchorzyl ze zostanie z niczym i postanowil podkulic ogon i wrocic do domu....
Nie wiem czy uda sie Wam cos z tej mojej gmatwaniny slow wyczytac ale prosze poradzcie.... co powinnam zrobic? odpuscic? mi naprawde na nim zalezy i jest dla mnie wszystkim....
z gory dziekuje za obiektywna ocene sytuacji i porade