cześć wszystkim smile na poczatek może powiem że fajnie odwiedzic takie forum bynajmiej nie czuje sie sama z tym co przeszlam. a przeszłam naprawde wiele w temacie chora miłość, toksyczny zwiazek etc.. ale do rzeczy. mam 25 lat bylam 5 lat w małzenstwie z facetem ktorego kochalm najbardziej jak potrafilam i jestem pewna ze on mnie tez.. tyle ze ja go kochałm ta zdrowa relacja, zdrową miłoscia jaka powinna byc miedzy dwojgiem ludzi ale uczucie mojego męza z czasem przybrało przerazajaca forme. dzis juz wiem ze bylo to spwpdowane zaburzeniem zwanym syndrom otella czyli innymi słowy chora zazdroscia. jeżeli macie ochote przeczytajcie cokolwie na ten temat naprawde nie miło sie to nawet czyta.. ostatnie lata mojego malzenstwa były jak sceny wydarte z melodramatu_ ciagła kontrola, brak jakiejkolwiek prywatnosci, ciagłe sceny zazdrosci np.taka sytuacja.idziemy ulica razem facet zerka na mnie puszcza mi oczko ja to kompletnie ignoruje a po powrocie do domu mega jazda bo jaka ja to nie kur.., bo faceci sie na mnie patrza , bo skoro oni sie patrza to musialam cos z nimi miec... masakra. az ciezko sie to nawet pisze gdy wracam do tamtych wspomnien... z czasem jednak doszlo do przemocy psychicznej , szantazow...o jakiejkolwiek odmowie współzycia nie bylo nawet mowy, bo moj kochany nie rozumiał ze np boli mnie brzuch dal niego jedynym powodem był INNY i tak 6 lat.. dodam z gory ze naprawde nic nie robiłam by moógłby byc zazdrosny ba mało tego przez 2 lata odciełam sie nawet od przyjaciol moje kontaty z rodzina tez zaczeły sie ograniczac a wszystko po to by w naszym małzenstwie było spokojnie ale i to nic nie dało.. z zcasem zaczał poprostu podnosic na mnie reke. nie nie uderzył mnie nigdy tak bym mogła pojść na obdukcje zazwyczaj dal mii przysłowiowego placka w twarz, bywały okresy gdzie musiałam byc po 72 h na nogach bo całymi nocami miałma w domu awantury itp policja zaczela byc u nas czestym gosciem... wkoncu nie wytrzymałam i odeszlam...oczywiscie były grozby ze cos mi sie stanie itp ale czułam ze wypalam sie juz jako kobieta a wlasciwie jako człowiek... zero szacunku uczucia czasem myslałam ze zamiastt serca ma kamien gdy ja beczałam w głos w poduszke on śmiał sie z tego ... nikomu tego nie zycze. podnosilam sie po dosc długo. na chwile obecna wstałam na nogi, jestem sama i jest mi dobrze ale czuje w sobie wielki lek przed jakakolwiek relacja z innym facetem. taka blizsza relacje.. dodam ze jestem naprawde ładna, zgrabna kobieta mam duze powodzenie u facetow ale nie potrafie sie przemóc by zaufac juz komukolwiek.pisze to by kazda kobieta bedaca w toksycznym zwiazku zdała sobie sprawe ze niewrto tego ciagnac. albo ten zwiazek Cie zniszczy albo powiesz DOSC przerwiesz ten cholernir trudny krag upokorzeń, bólu i zaczniesz wstawac z usmiechem na twarzy. powodzenia kobiety nie pozwolcie sie nigdy upokorzyc , uderzyc bo rany na sercu goja sie najdluzej. kazda z nas jest godna pszanowania jako człowiek i ako kobieta i tego sie trzymajcie . smile ps.przepraszam za błedy .
Podobne tematy
Witam cie!
Na poczatek napisze ze slusznie postapilas odchodzac od niego.
Wiem jak to jest byc z kims kto chce na sile miec nad toba wladze to juz nie jest chora zazdrosc to poprostu jest zaburzenie psychiczne ktore kiedys doprowadzi do tragedi.
Ja rowniez przzylam to samo bedac w twoim wieku teraz juz o tym nie pamietam....mam szczesliwy zwiazek za 6 miesiecy przyjdzie na swiat nasze dziecko i dla takich chwil warto zyc bo zycie jest wtedy piekne kiedy jest sie szczesliwym ale nie budowac czegos na sile bo to nic dobrego nie przyniesie ale budowac zdrowe relacje.
Gratuluje odwagi i moja rada przez jakis czas odetchnij ale pozniej pomysl o zwiazku bo chyba nie chcialabys na starosc obudzic sie i powiedziec ze nawet dziecka nie doczekalas.
Bardzo dobrze postąpiłaś! I dobrze, że piszesz o tym. Wiele kobiet boi się odejść - bo nie mają pracy, bo jego mieszkanie, bo dziecko, bo to, bo tamto. A trzeba... I niestety, ale trzeba się kierować nie tylko własnym dobrem, co bezpieczeństwem.
dzieki dziewczyny za wsparcie
klementyna mam dziecko ale jego relacja z ojcem jest tragiczna moja maluta ma 4 lata nawet o nim nie wspomina a na słowo tata zawsze odpowiada moj tata bil mame i to mnie chyba najbardziej zmotywowało do odejscia.. nie wiem czy bede w stanie załozyc nowy zwiazek bynajmiej mysle ze czeka mnie kilka lat samotnosci czas i przestrzen dla samej siebie potrzebuje tego jak powietrza bo mi to brutalnie odebrano
dzieki za posty, pozdrawiam ![]()
Optymistka. Szczegoly zlych wspomnien zatra sie z czasem i ponownie - choc ostrozniej - uwierzysz w zycie. Powiem Ci, ze moja sytuacja zyciowa sprawila kiedys ze calkowicie na chlodno doszedlem do wniosku, ze tez juz sie z nikim nie zwiaze. Bylem tego tak pewien (duzo czasu to kalkulowalem) ze przebudowalem swoj styl zycia calkowicie. Ot chocby sprzedalem mieszkanie by nie byc przywiazanym do zadnego miejsca. Praca, jaka podjalem rowniez ulatwila mi to bym nie prowadzil trybu 'osiadlego'. A tu niespodzianka. W wieku prawie 40 lat spotkalem kobiete (duzo mlodsza) ktora finalnie zostala moja zona. Mam super dzieciaki, udane zycie rodzinne i prace nie kolidujaca z obowiazkami meza i ojca. Zatem.... da sie!
. Katastrofy z przeszlosci zlaly sie w jedna nieprzyjemna calosc ale znakomita wiekszosc szczegolow ulegla zatarciu. Wspominam swoja przeszlosc jako 'wieki ciemne' ale konkretow pamietam coraz mniej.
Zatem glowa do gory!
Syndrom Otella z tego co wiem jest nieuleczalny. Mozna go przytlumic lub wygasici, ale usunac to raczej nie. Zatem dobry wybor podjelas.
A nie doradzałaś swojemu żeby poszedł do psychologa? Wiesz ja też jestem mega zazdrosny o swoją dziewczynę i ja oskarżam o zdrady ale nie chce tego robic później tego żałuje.
songoku prosilam go błagalam wrecz przez 3 lata proponoałam wspólna terapie, psychologa a nawet seksuologa. ale oczywiscie twierdził ze wszystko z nim ok. wiesz kiedy poszedł do psychologa ? 3 miesiace po rozstaniu oczywiscie to co podejrzewałam potwierdziło sie i błagal o szanse itp ale ja sie zmieniłam staram sie byc konsekwentna i trzymac jednej obranej decyzji dlatego nie wróciłam do niego. miał sie niby leczyc i co ? buhahah leczyl sie tylko wtedy kiedy sobie zdał sprawe ze odeszłam na dobre a kiedy zauważył ze jego przeprosiny nic nie pomagaja przerwał terapie wiec powrót byłby mega głupota.. i ciesze sie ze sie tak zaparłam nie mam zamiaru dalej zyc w strachu
Lancacter, gratuluje ułozenia sobie zycia masz racje złe wspomnienia sie powoli zacieraja ale koszmary nocne jeszcze mi nie mineły
byc moze kiedys sie z kims zwiaze nie mam pojecia dzis zyje dla siebie i dziecka i mimo iz czasem brakuje mi czulosci to jednak strach jeszcze bierze nademna góre a chce byc gotoa na to by zaufac jeszcze komus ![]()