Na wstępie witam wszystkich serdecznie:).
Zawsze śmiałem się z tego typu for,blogów itp gdyż myślałem, że taka sytuacja nigdy się mi nie przytrafi, ale do sedna... Jestem/byłem z moją wybranką serca od 4,5 roku, miłość była piękna rozumieliśmy się potrafiliśmy rozmawiać o czym tylko chcieliśmy, bez żadnych przeszkód, wiadomo jak w każdym związku bywały trudne dni za którymi w 90% stoję ja. Byliśmy dla siebie pierwszymi dlatego miłość była taka cudowna tym bardziej, że poznaliśmy się można powiedzieć loteryjnie ze względu na to iż nie miałem jeszcze wtedy okularów patrzyłem na nią i do końca nie widziałem czy patrzy na mnie czy na kogoś innego postanowiłem zagadać do jej koleżanki o jej jeszcze wtedy modne NK. Gdy już byliśmy z sobą jakiś czas oznajmiła mi, że wtedy patrzała na mojego kolegę i o mnie nawet nie pomyślała. Pierwszy rok może max 2 było super ale potem coś we mnie pękło nie doceniałem mojej dziewczyny nie traktowałem jej tak jak powinna być traktowana, krzyczałem na nią gdy ona próbowała coś zrobić starać się a jej nie wychodziło. Ona mówiła kila razy, że to już nie ma sensu że jej uczucie do mnie wygasło, ale ja nie dopuszczałem tego do siebie. Przychodziłem skulony do niej z kwiatami obiecując poprawę i zmiany ufała mi zgadzając się kilkakrotnie na takie zobowiązanie. Około miesiąca temu nadeszła lawina, znowu kłótnie przemyślenia itp, zapomniałem dodać, że można tak powiedzieć mieszkaliśmy z sobą może kila miesięcy z drobnymi przerwami. Tm razem było to nie to samo postanowiła wrócić do domu "aby od nas odpocząć" nie miałem z tym problemu bo wiedziałem że do mnie wróci za 2 dni... wiadomo pisanie sms rozmowy tel były ale jakby nie takie same jak dawniej zauważyłem zmiany. Spotkaliśmy się i ona oznajmiła mi, że to już koniec i musi wszystko dokładnie przemysleć i mam jej dać czas dopiero na osobności w domu przemyślała wszystko i teraz ma spokojną głowę , ze względu na jakby "przyzwyczajenie" do powrotów myślałem że wszystko będzie dobrze, myliłem się. Kontakt praktycznie zanikł po tygodniu lampka mi się zapaliła że trzeba walczyć docenić ją powiedzieć dla mnie chyba najtrudniejsze słowo "dziękuje" za drobne rzeczy. Nachodziłem ją po pracy z kwiatami ona mówiła mi żebym nie był natrętny i dał jej w końcu spokój, gdyż musi przemyśleć wszystko. Porozmawiałem z nią szczerze i ona wyjawiła mi, że w końcu ustabilizowała swoje życie, mówię w jakim sensie? odparła na to "ktoś mnie w końcu docenił" zamurowało mnie jakby dostać siekierą w plecy. Widziałem, że z kimś wypisuje ale jak sie potem okazało był to koleś który zrobił nam nową instalację elektryczną w kwietniu który, jest po rozwodzie ma 6 letnią córkę i ma 31 lat przy czym moja dziewczyna 20 a ja 21. Jeszcze nikt poza nami nie wie o tym co się dzieje, ona nie powiedziała mu, że zemną skończyła tylko mówiła mi że chciała by z nim spróbować i ze raz się spotkała pod pretekstem pójścia do koleżanek. Dotarło do mnie wiele co zrobiłem źle czego ona odemnie oczekiwała i dopiero teraz czuję że ja naprawdę kocham i jestem w stanie zrobić dla mniej wszystko i nie jest to już takie puste powiedzenie "zmienie się" teraz wiem, że jestem innym człowiekiem ale ona do siebie tego nie dopuszcza i niechce dać mi ostatniej szansy. Typ często jedzie na delegacje po Polsce czasem 3 dniowe czasem 2 tygodniowe. Teraz właśnie jest na takiej delegacji i miał być do przyszłego piątku, jak się okazało specjalnie dla mojej dziewczyny na swój koszt przyjechał wczoraj z Warszawy mieszkamy niedaleko Katowic, dziś chyba będzie wracał tak mi powiedziała nasza zaufana koleżanka. Wiedząc o tym napisałem jej sms, że jej ufam i niech wykorzysta ten wolny czas żeby odpocząć. Najgorsza jest świadomość, że mogła zostać na noc u tego kolesia który tak myślę "mówi jej co ona chce usłyszeć" a ona jest nim zauroczona gdyż ma swoje upragnione "coś" i pociska jej bajere żeby zaciągnąć ja do łóżka. Kocham ją tak bardzo, że nawet jeśli tak by się stało a okazała by skruchę i chciała wrócić do mnie byłbym w stanie jej wybaczyć bo wiem, że to w większości moja wina.
Mógłbym jeszcze napisać kilka zdań ale myślę, że tyle to i tak sporo i przepraszam za chaos w tekście ale jestem rozbity pustka mną próbuje zawładnąć gdybym nie miał slinego charakteru pewnie już gdzieś bym wisiał.
Napiszcie mi proszę co wy o takiej sytuacji sądzicie czy ufać jej i wybaczyć jesli ona zdecyduje na danie mi tej szansy.