Hej,
Przestawie te dziwna historie w skrocie:
Jakos dwa lata temu w moim zyciu pojawila sie inna kobieta. Rozpoczelo sie bardzo niewinnie, przez rozmowy w pracy, telefony, rozmowy przez internet. Byla uosobieniem tego czego nie mialem. Swietnie sie rozumielismy. Po poczatkowych probach zaprzestania angazowania sie w te relacje zdalismy sobie sprawe ze sie kochamy i nie mozemy tego zatrzymac. Tutaj pojawia sie problem bo zarowno ona jak i ja jestesmy juz w zwiazkach (i oboje mamy male dzieci). Z rozsadku ograniczylismy nasze relacje do przyjacielskich rozmow ale granica sie przesuwala. Pojawily sie krotkie spotkan - przewaznie w drodze do pracy bo innej opcji nie bylo. W weekendy nie mielismy mozliwosci rozmawiac - czasem udalo sie cos napisac. Po okolo roku nagle z dnia na dzien powiedziala mi ze to koniec i poswieci sie mezowi i naprawic to wszytko. Okazalo sie ze szpiegowal ja i przechwycil czesc naszej rozmowy. Nie bylo to dla mnie latwe ale musialem to jakos zaakceptowac - zawsze staralem sie ja zrozumiec. Mimo wszustko mielismy kontakt ale juz nie na takich samych ukladach. Staralem sie byc przy niej bo wiedzialem ze jej zwiazku nie da sie odbudowac ? byl oparty na klamstwie, ciaglym dawaniu kolejnej szansy. Nie minal miesiac jak znow przejechala sie na swoim partnerze, ktory z tego co opowiadala notorycznie klamie, ciagle pracuje (teraz na swoim bo innej pracy nie mogl utrzymac ale w niej wytrzymac) a jak jest to nic nie robi bo odpoczywa, nie spedza czasu z dzieckiem, prowadzi czarne interesy, bierze potajemne kredyty, wywiera na nia presje emenocjonalna i jest ogolnie zwiazkiem toksycznym. Wtedy nasze relacje sie odnowily ? i wrecz przyspieszyly. Podziekowala mi za upor i za to ze walczylem. Powiedziala ze od nikogo tyle ciepla i dobra nie dostala. Znow slyszalem ze mnie kocha co z jej ust nie pada zbyt czesto. Mimo wszytko wiedzialem ze jest to szczere. Sprobowalismy kolejny raz choc sytuacja nadal byla trudna bo nie mielismy mozliwosci spedzac ze soba czasu. Zniknely rozmowy na skype bo bala sie ?nadzoru?. Po jakims czasie zrozumialem ze ona sie go boi ? ze nie utrzyma sie sama etc. Mimo wszystko mielismy plany ? coraz wieksze.. Chcialismy jakos ulozyc zycie i zwiazki. Staralismy sie na bierzaco rozwiewac obawy. Po niecalym roku znow pojawily sie dziwne zachowania a z tym i moje obawy. Uslyszlaem ze wywietam za duza presje i mam dac jej troche luzu. Znow zgodzilem sie i staralem sie dac jej przestrzen. Nic to nie dalo bo nastawila sie juz negatywnie i pewnego dnia oswiadczyla ze to nie ma sensu bo za duzo jest problemow. Z dnia na dzien stalem sie obcy, wszytkie moje zachowania zostaly odbierane negatywnie ? wszystkie moje cechy tak bardzo zle. Znow pojawila sie bariera. Staralem sie uparcie rozmawiac choc bylem ignorowany.. ale wiedzialem ze caly czas kocha mnie tak samo mocno. Wiedzialem ze patrzy na dziecko i boi sie zmian. Po jakims czasie wrocilo wszystko do normy - kolejny raz jej partner nawalil i wyszly klamstwa. Wtedy natknela sie na stwierdzenie psychofag ktore idealnie pasowalo do jej partnera. Wszystko co o nim slyszalem zawieralo kwintesensje tego kim jest psychofag. Wybrala sie do psychologa ktory dal jej troche literatury i zasugerowal skupic sie i pokochac siebie. Od tego dnia ja rowniez stalem sie podejrzanym psychofagiem i kazdy moj ruch byl obierany i analizowany. Udalo nam sie przez to przejsc. Wspieralem ja w trudnych dnia. Stwierdzial ze musi miec oczekiwania ? mam sie wyprowadzic bysmy moglli miec czas dla siebie nawzajem. Po jednej z rozmow jej partner rowniez sie wyprowadzil ale ona zalamala sie ze nie da rady sama z dzieckiem. Powiedzialem ze jej pomoge ale ciagle slyszalem ze nie chce byc od nikogo zalezna. Po 3 dniach wroci. I znow jakis przekret ? teraz wyprowadzil sie na stale (ona znow miala wyrzuty ze go krzywdzi, ze on sie tak stara teraz ? zmienil znow prace). Bardzo chcielismy by jak najmniej ucierpialy dzieci dlatego nie chcielismy mowic o tym ze kogos mamy. Moze to glupie ale uwazam ze jak my nie bedziemy szczesliwi to i dzieci beda nieszczesliwe. Ale na tym nie koniec. Jej partner teraz codziennie chce spedzac czas z dzieckiem. Znow pojawily sie u niej wahania. Doradzilem zeby pojechala do mamy. Dostalem SMS ze nie da rady ? ze nie moze tak krzywdzic go (zawsze sie zastanawiam dlaczego mnie moze skoro mnie kocha). Pojechalem do niej ? poznalem jej mame. Zapadla decyzja ze chcemy byc razem - ze to decyzje ostateczne ? ja znalazlem mieszkanie ? wszystko bylo jak trzeba. Po spedzonym dniu w czwartek spedziala weekend w obecnosci mamy i partnera (pretekst widzenie z dzieckiem). Znow czulem ze beda problemy, znow nie pisala bo niby on byl. We wtorek zaczelismy rozmowe i powiedziala ze on przyjechal rano z niespodzianka. Ze nie chce mnie zwodzic i ze skupia sie na partnerze bo on sie stara (i faktycznie z tego co mowi zmienil prace - wczesniej niby tez zmienil ale po 3 miesiach wrocil do tego samego, teraz ma miesiac wolnego, rozpieszcza dziecko i spedza z nim kazda chwile - jak nigdy wczesniej). Teraz znow jestem najgorszy (wiem ze sie do tego zmusza) i mam odpuscic bo wie ze z tego nic nie bedzie. Nigdy nie zaprzeczyla ze przestala mnie kochac - tylko wiem ze skupia sie na moich wadach by uspokoic sama siebie. Pewnie pomyslicie ze sam sobie jestem winny - jest w tym sporo racji ale ciezko ogarnac uczucia.
Czy jej zachowania sa zwiazane z uzalezenieme od psychofaga? Jak jej pomoc?
Sam widze ze juz tez nie daje rady - ze sie zmieniam.