Witam, jestem z chłopakiem około półtora roku...Jest to bardzo ciężki związek, właśnie przez huśtawkę emocjonalną. Na początku bardzo się starał i było między nami w miarę stabilnie. Zaczęło się jednak psuć po 4 miesiącach, kiedy zerwał ze mną z jakiegoś wydumanego powodu (nie chciałam by szedł z kumplem, a został ze mną, ponieważ nie widzieliśmy się dość długo, on poszedł a ja go olałam w sensie nie odzywałam się do niego i dostałam sms-a, iż to koniec a dokładniej "Chcesz to masz." po czym nastąpiło kasowanie facebooka itd). Następnego dnia przepraszał mnie za to i chciał wrócić...Jestem osobą, która gdy ma swoje racje nie boi się ich pokazać, lubię dyskutować,przyznaję rację dopiero gdy ktoś mnie do tego przekona. Jednak zauważyłam, że mój chłopak ma bardzo niską tolerancję na to, gdy wykazuję mu, iż mogę mieć rację, a on się mylić. Mało tego podczas naszych pierwszych kłótni, kiedy starałam się pokazać mu, że też coś źle zrobił kończyło się to jeszcze gorzej. Tekstami typu "nie wiem czy chce z tobą być" , "to zmień sobie chłopaka", doszło do tego, że to ja zaczęłam mu przyznawać rację i częściej przepraszać, nie chciałam dopuścić do sytuacji zrywania, bo dla mnie spór czy sprzeczka nie jest żadnym powodem by to robić. Podczas pierwszych paru miesięcy byłam mniej zaangażowana, reagowałam spokojniej, na co zarzucał mi, że płytko traktuję ten związek i się nie angażuję. No i z biegiem czasu, po szantażach zrywaniem lub sugerowaniem tego a pomiędzy chwilami spokoju i ciepła (potrafił być bardzo słodki, aż nawet za bardzo), jestem teraz zagubioną marionetką. Po zerwaniach (najczęściej telefonicznych) czasem mijały 2-3 godziny już wszystko było w porządku, a on znowu był słodki. Stąd wnioskuję, że był to szantaż emocjonalny. Dwa miesiące temu zerwaliśmy na "poważniej", po czym po dwóch dniach on zasugerował, żeby wrócić do siebie, przez tydzień trzymał mnie na dystans jeszcze, a potem stwierdził pogodnie, że jednak to naprawimy...W sumie cały czas jestem zależna od jego humoru, nastawienia...Aktualnie mam wrażenie,że robi ze mną co chce. Raz mi powie, że mnie kocha, potem, że nie chce tego mówić...Wystarczy, że powiem coś mniej mu się podobającego lub irytującego go to od razu odwołuje spotkanie. Potem "nie gadajmy o tym , jest ok", ale resztę dnia spędza z kolegami, a ja nie czuję z jego strony żadnej troski...Przez jeden tydzień jest w stanie przechodzić z wielkiej miłości do totalnego olewu. Na moje pytania czemu się tak zachowuje jest tekst "nie wierć" lub "przestań o tym gadać, bo już się denerwuję". Jest mi bardzo ciężko, cały czas się łudzę, że można to jakoś ustabilizować, przez jego nastroje szukam też winy w sobie...Choć to niedorzeczne, bo naprawdę nie robię nic takiego.Dla mnie sprawa jest jasna, jeśli się kocha to zachowuje się normalnie i miło do drugiej osoby, nie ciągle testuje lub szasta jej czasem, odwołuje spotkania lub mówi zirytowanym tonem. Ciągle czekam na jakiś miły gest z jego strony, on przytuli mnie wtedy kiedy on ma na to ochotę, nie żeby zrobił coś dla mnie. Mam wrażenie, że on myśli, że cokolwiek zrobi ja i tak polecę. Najgorsze jest to, że kilka razy w ciągu dnia chce mi się płakać, chciałabym to zmienić, olać, ale nie mogę, bo uczucia są zbyt świeże. Nie mogę mu powiedzieć jak naprawdę się czuję, bo znowu bym "wierciła". Jestem psychicznie zmęczona...Nie umiem się odnaleźć, chciałabym, żeby było dobrze i chciałabym słyszeć mile słowa nie tylko gdy on będzie mieć "dobre nastawienie"...
Podobne tematy
2 2014-07-09 13:08:26 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-09 13:13:02)
Swój na swego trafił, im sorry - dwa 'mocne' charaktery, przekomarzanie. Sama nakręcałaś te spirale bo chciałaś rządzić nim i Ci nie wyszło. Tyle widzę. Nie zmienisz tego. Nie z nim.
A do tego "szantażu" sama doprowadziłaś swoją niekonsekwencją. Naturalna kolej rzeczy, gdy jesteśmy niespójni i ciągle sie gubimy w "zeznaniach",a pozniej jeszcze psychicznie siadamy.
W takich "zwiazkach" to gierki tego typu są na porządku dziennym, próby sił. Wygrywa ten który potrzebuje drugiej osoby mniej i jest odporniejszy psychicznie.
Nie przecze, że nie robiłaś tak bo nie czułaś się "doceniona" - cokolwiek to u Ciebie znaczy, ale tak czy siak to juz od tamtego momentu (albo od żadnego) sensu nie miało. Walczycie z niedopasowaniem i toksycznością. Tak to zwiazku szczesliwego z nikim nie stworzysz i jeszcze od tej huśtawki sie uzależnisz, bedziesz czuć że to wyznacznik miłosny, a to nieprawda.
Mam trochę podobnie. Jestem w związku ponad rok i u mnie też co kilka tygodni, miesięcy, czasem i dni wynikały zerwania z powodu chłopaka. Teraz się nieco ustabilizowało, ale jego huśtawka nastrojów, kontrola mnie i chęć ciągłego pisania czy przebywania ze mną doprowadziło do mojego psychicznego zmęczenia i wypalenia...
Wydaje mi się, że jedyną radą na to jest Twoje zasugerowanie odejścia czy nawet odejście. Jeśli jemu na Tobie zależy może się opamięta, uspokoi, zauważy, że nie tylko on ma uczucia, ale Ty także i że Ty również możesz odejść, a nie tylko on może Cię tym straszyć. Musisz zrobić sobie od niego przerwę i przeanalizować co czujesz. Nie daj sobą pomiatać...
Aha, sama doprowadziłam do tego, bo nie podporządkowywałam się i spokojnie tłumaczyłam swoje racje? Sory, ale on potrafił zrobić kłótnię o wyimaginowaną rzecz i się tego kurczowo trzymać. Miałam go przepraszać, za coś czego nie zrobiłam? Ja nie wymagałam od niego przeprosin tylko zrozumienia, ale z nim nigdy nie dało się dyskutować i dojść do kompromisu...
a gadaliście tak poważnie poważnie ?
Prawda jest taka, że nigdy ja jego nie dominowałam,jest odwrotnie. Po prostu kiedy miałam własne racje i próbowałam mu cokolwiek uświadomić, że tak nie powinno się robić był od razu bunt. Kompromis jeśli był to tylko sztuczny. Nigdy nie szantażowałam go w taki sposób i nigdy nie powiedziałam, że nie wiem czy go kocham, nie mogłabym w ten sposób go ranić, jemu to akurat nie przeszkadza, by robić to mi. Próba rozmowy o związku to chyba też nie jest nic złego. Siedzenie cicho i akceptowanie wszystkiego to raczej gwóźdź do trumny. Myślę, że dziewczyna też powinna wyznaczać swoje granice. Jednak jest on takim udanym manipulatorem, że zawsze się ugnę i będę próbowała załagodzić byle się nie kłócić. Jestem w błędnym kole.
Niestety, jest to teraz niemożliwe, on nie ma żadnej tolerancji na rozmowę o związku, po prostu ucina temat lub się denerwuje. Nawet pomyślałam, że ok, że jak nie będziemy o tym gadać to coś wróci samo i będzie lepiej. Nie jest. A ja dodatkowo się duszę, bo nie mogę mu powiedzieć jak się czuję, pewnie znowu by mnie zaszantażował "to sobie zmień chłopaka". Ciekawe co by było gdybym powiedziała ok... Sęk w tym, że ja tego nie chcę, więc po co mam mówić na przekór...A on doskonale o tym wie, że tak nie zrobię.
Oj moja droga. Ja to znam. Sama uciekałam przed każdą poważną rozmową, zachowywałam się jak dzikus!
Jeśli Ci się chce jeszcze to poszukaj sposobu. Może niekoniecznie ostentacyjnie siadaj przy stole naprzeciwko zaczynając: Musimy pogadać, bo większość tratuje to jak jakies zagrozenie, atak, perspektywę czegoś niedobrego. Postaraj sie pogadac na luzno gdzieś na spacerze, nie naciskając. Albo powiedz mu żeby spróbował przelać swoje myśli na papier i napisał do Ciebie List I zrob to samo. To działa.
9 2014-07-09 15:17:30 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-09 15:18:25)
Chciałaś takiego ? Brnelas w to dalej? Godzilas sie na to? Pozwalałaś na to?
Wiec czemu nie mowic o współwinie?
Dodatkowo jakies straszenie, że to koniec, masz za swoje, pozniej ze to zarty... a pozniej naprawdę. Niszcząca walka, a nie milosc.
Jak dla mnie tego nie da sie zmienic. Jesli on dominuje to taki będzie, ludzie sie nie zmieniaja i juz. Nie dlatego ze wyprosisz i znajdziesz na niego sposób.
Na tą chwilę, on spędza cały dzień z kolegą w pracy do której jeżdżą razem, to jest dorywcze zajęcie. Po pracy kolega ten jedzie do niego, śpi i rano jadą znowu razem do pracy. Nie mam jak się z nim spotkać, poza tym nie czuję od niego takiej chęci. Jest mi cholernie przykro.
Ale jak to ja mam za swoje? To on straszył , że to koniec nie ja...
Drogi kolego...Powiedz mi w którym momencie doczytałeś, że to ja chciałam go zdominować? Bo nie rozumiem.
Przecież nie mowisz, ze masz ugodowy charakter, uległy, nieasertywny, a mimo to godziłaś się na to wszystko.
O Twojej dominacji nic nie napisałem, tylko walce, na którą przystałaś.
14 2014-07-09 15:30:57 Ostatnio edytowany przez toy123 (2014-07-09 15:31:30)
Napisałeś, że chciałam nim rządzić= dominacja... Nie mam z natury ugodowego charakteru, ale mam go teraz. Bo się na wszystko zgadzam, zbyt mocno go pokochałam, dzięki chwilom w których był ciepły, dobry, itd. Mam po prostu nadzieję, że jeszcze zobaczę go takiego. Samo to, że to piszę sprawia, że mi przykrość, bo przypominam sobie za co go ceniłam/cenię.
15 2014-07-09 15:59:21 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-09 15:59:57)
A to nie zrozumiałem. Czyli zmienił się?
Bo zwiazek krotki i tak naprawde od poczatku pisalas, ze nie było stabilnie. Po prostu nie wiedział na ile sobie moze pozwolic. Im bardziej zakochiwalas sie, tym na wiecej sobie pozwalał.
16 2014-07-09 16:07:13 Ostatnio edytowany przez toy123 (2014-07-09 16:08:09)
Tak,zmienił się, choć jest też prawdopodobieństwo, że po prostu na początku bardziej się starał, grał, momentami był aż zbyt słodki... No i nie ukrywam tym mnie przywiązał do siebie, takim ciepłem, wylewnością. Niestety po czasie poznawałam na zmianę dwie twarze- jedną słodką, ciepłą, drugą zimną, upartą, przeczącą temu co było wcześniej. Żeby nie było nie wybielam siebie, wiadomo, że nie byłam cały czas miła i ugodowa, bywały różne nastroje, ale wtedy mówiłam, mam zły dzień, nie gadajmy, jestem wkurzona, daj spokój. Nigdy nie szantażowałam go ani nie wyżywałam się. Ja tak samo mogę znieść jakieś "fochy" lub jego gorszy nastrój,nawet opryskliwość, ale nie szantaż. Można powiedzieć , że teraz to ja jestem ta wylewna, słodsza, próbuje do niego miło mówić, załagodzić, a on jakby z tego korzystał i się pławił... Mam wrażenie, że każda obojętność z mojej strony lub riposta, która go jakoś dotknie będzie obracana przeciwko mnie. I każda dyskusja nie zakończy się wnioskami tylko zdaniem w połowie "może to nie ma sensu". Ja wtedy umilknę i po problemie.
Prawda jest taka, że nigdy ja jego nie dominowałam,jest odwrotnie. Po prostu kiedy miałam własne racje i próbowałam mu cokolwiek uświadomić, że tak nie powinno się robić był od razu bunt. Kompromis jeśli był to tylko sztuczny. Nigdy nie szantażowałam go w taki sposób i nigdy nie powiedziałam, że nie wiem czy go kocham, nie mogłabym w ten sposób go ranić, jemu to akurat nie przeszkadza, by robić to mi. Próba rozmowy o związku to chyba też nie jest nic złego. Siedzenie cicho i akceptowanie wszystkiego to raczej gwóźdź do trumny. Myślę, że dziewczyna też powinna wyznaczać swoje granice. Jednak jest on takim udanym manipulatorem, że zawsze się ugnę i będę próbowała załagodzić byle się nie kłócić. Jestem w błędnym kole.
Ja to doskonale znam. I powiem jedno - uciekaj
Bo to do niczego dobrego nie prowadzi. On będzie tak Tobą non stop manipulował a Ty będziesz się uniżać i tak w kółko ![]()
Jedyne co powiem to to, że do 'kata' nie moze byc słodkim, bo będzie jeszcze gorszy. To na odwrót trzeba.
Tak,zmienił się, choć jest też prawdopodobieństwo, że po prostu na początku bardziej się starał, grał, momentami był aż zbyt słodki... No i nie ukrywam tym mnie przywiązał do siebie, takim ciepłem, wylewnością. Niestety po czasie poznawałam na zmianę dwie twarze- jedną słodką, ciepłą, drugą zimną, upartą, przeczącą temu co było wcześniej.
Skakal, latal bo chcial Cie w sobie rozkochac.
Udalo mu sie i role sie odwrocily.
Ta twarz po czasie, jest ta prawdziwa twarza.
Nie miej zludnej nadzei, ze on znowu stanie sie tym milym, cieplym chlopakiem. To byla maska.
Bedzie pozwalal sobie coraz bardziej i w dodatku wpedzal Cie w poczucie winy...
Tak, wpędzanie mnie w poczucie winy to jego duży talent... Cały czas chce coś zmieniać, nie gadać o czym, by było lepiej, z tym, że dusi mnie to od środka.
Bo ma satysfakcje z tego ze cierpisz.
Wysysa z Ciebie energie.
Mizogin. Uciekaj.
Bardzo ta sytuacja przypomina moją sytuację z ostatnich kilku miesięcy.
Mój chlopak zachowywał/zachowuje się podobnie jak Twój. Ile było sytuacji, że nie chciał ze mną wyjść na spacer, bo zmeczony, z kolezanka wyszedł od razu, nawet nie musiała go namawiać, ale tu juz zmeczenia nie mial. Wiele rzeczy mi mówił, że zrobi, że przyjedzie do mnie, że zrobimy coś innego niż zawsze, w momencie gdy nastawały te dni, on skracal nasze spotkania, wyznaczal doslownie godziny. Nie musial wczesniej wychodzić a i tak probowal to robić. Na poczatku nie chcialam się stawiać i z pokorą brałam to co daje, bo budujemy zwiazek po rozstaniu. Ale po 2 miesiącach zaczęłam się buntować i dopominać, mówić co mi nie pasuje, tych sytuacji bylo coraz to wiecej, czulam sie zaniedbana i nie kochana, o czulosciach moglam zapomnieć, tyle co jakieś gesty podczas spotkan, w zasadzie ktore sama inicjowałam. Jak sobie teraz o tym mysle, to dopiero teraz gdy minelo kilka miesiecy czuje, ze zaczela rodzić się jakas wiez miedzy nami. W ostatnim czasie, stoczylismy mnostwo wojen, dyskusji. Ja nie wytrzymałam, postawiłam ultimatum, że od 2 miesiecy dopraszam się o zmianę, ciągle pokazuje, co jest źle, co wypadałoby zmienić by zwiazek funkcjonował jak nalezy, jak grochem o sciane. Ostatnio się maksymalnie zdenerwowałam i powiedziałam, chlopie albo pokazujesz mi z dnia na dzien, ze jest jakas zmiana, albo nie mamy o czym gadac, bo mam dosc tej sytuacji. (Dodam tylko, że na kazde moje urozmaicenie związku, typu wyjscie gdzieś, zrobienie czegos fajnego, procz siedzenia i bzykania się w domu, mówił NIE. ) No i jakoś od kilku dni chłopak zmienil nastawienie, jest czuły, uprzejmy, słyszę duzo TAK-ów. Wiadomo, że kwestia zmiany jest procesem ciągłym... jak zauwaze, że znowu świruje to jakas terapie wstrzasowa znowu zastosuje. Thepass bardzo dobrze ujął, do takich jak on bycie miłym i uprzejmym odpada. Jak zaczniesz być taka jak on to sam stwierdzi, że cos jest nie halo. W tym wypadku musisz mieć total wywalone w niego, niestety. Wiem, ze kochasz, ja mam dosc podobne cechy do Twoich, ale im bardziej bedziesz wlazic mu w tyłek tym większe gó... on Ci pokaze, niestety.
A ja się właśnie głupio boję, że jeśli tak zrobię lub zignoruję, będę oschła to będzie jeszcze gorzej. Ale w sumie jeśli nic się nie zmienia, to może taka terapia szokowa tylko zadziała...Cholernie trudne to jest, żeby się tak zebrać w sobie,bo chciałoby się miło i dobrze, a trzeba by było udawać, że jest się zimnym ^^
Myślę też, że wcześniej się starał, bo jeszcze może myślał, że mogę odejść od niego, ale kiedy mimo zerwań wracałam nabrał pewności, że będę przy nim i może być jaki mu się żywnie podoba. Wracałam, bo chciałam, żeby coś się poprawiło, poza tym mówiłam, miałam w myślach tą jego dobrą stronę, którą mnie ujął...Bałam się grać i odchodzić na próbę, nie chciałam tego robić. I teraz przez to mam chyba jeszcze gorzej.
26 2014-07-10 14:46:18 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-10 14:47:03)
Ciekawe myślenie kobiet i zdecydowana wiekszosc popełnia ten błąd. Jak bede zimna to odejdzie. W tym rzecz, że jak jestes dobra, mimo jego złych czynów to oznacza, że akceptujesz jego zachowania. Miedzy innymi dlatego moje zwiazki tez nie przetrwały, bo mimo że byłem do niczego, to i tak wpierały że jestem idealny - a jednak odchodziły. Czemu? Bo sie bały, że je zostawie. Smutne myslenie i psujące fajne uczucia. Jakby wprost powiedziały ze jest to i to do dupy i nie zamierza się ona juz starac jak wczesniej, jesli nie zmienie swojego postępowania (lub by po prostu sie lekko wycofała) to ja mysle rzeczywiscie ze ONA TAK CHCE. Ona chce mnie takiego! I dlatego powielam schemat.
Pamietam ze jak moja dziewczyna wlasnie sie wycofała, to jakos zaczalem panikowac, ze chce mnie rzucic i to koniec. I wlasnie wtedy sie wycofała - dopiero jak chciała odejsc, a chciałą odejsc bo nie umiała zakomunikowac co jest zle i nie umiała zmienic swojego postępowania. A skad mam wiedziec, ze kobiecie jest źle, jak ona mimo wszystko i tak mowi, ze jest cudownie i się stara jeszcze mocniej niz zawsze? Nie badzcie sprzeczne, to bedzie dobrze.
Zrób tak jak rockwoman napisała. Zacznij robić, tak jak on. Mój ex- mąż mnie olewał im bardziej byłam miła i kochana. Jak zaczęłam zachowywać się podobnie jak on, to troche się zmieniło, ale na chwilę, bo do czasu aż zachowywałam się oschle,olewawczo. Ja tak nie potrafiłam, jeśli z kimś jestem, to chce być kochana, a nie przez cały czas mierzyć siły, kto ile wytrzyma. Facet się nie zmieni, jeśli nie potrafisz z nim być, nie chcesz się podporządkować, być raczej na ostatnim miejscu, to jak radzi Ci Twój chłopak, po prostu go zmień. Nawet możesz mu powiedzieć, przy kolejnej sprzeczce, jak to powie, że rzeczywiście dobra rada i zmienisz ![]()
toy123, niestety mam taki sam przypadek.. napisałam Ci maila, odezwij się do mnie.. takiego związku nie warto ratować, bo faceci się nie zmieniają, mój też wiele razy obiecywał a ja wiele razy wierzyłam i skończyłam sama z depresją.. jak ktoś kocha to nie traktuje tej "ukochanej" jak największe gówno, a na pewno czasem się tak przez niego czujesz?
Odpisałam ![]()
Wiecie co śmiech na sali, dowiedziałam się, że dalej ze mną jest, bym mogła zmienić się na lepsze
No po prostu padłam. Ogólnie on twierdzi, że jest fajnym, super facetem, to ja wszystko zepsułam. Sobie do zarzucenia nie ma nic, a każde zachowanie uważa za jak najbardziej normalne. Najlepsze jest to, że gadając z nim przez telefon byłam zupełnie spokojna, a on zaczął mówić podniesionym tonem i krzyczeć z powodu jakiejś pierdoły. Aha, powiedziałam, że mam nadzieję, że jak się spotkamy to będzie miły
No to dostałam wielki op.ieprz za to ![]()
No wiec on sie nie zmieni. Dotarło ; ) ?
A podczas ostatniej kłótni zagroził, żebym uważała, bo ma dzisiaj ciężką rękę. Aż sobie zapisałam to zdanie, gdy jest mi źle i przypominam sobie te "dobre chwile", jak można tak powiedzieć kobiecie która stoi, płacze i nie wie co się dzieje, bo znowu coś źle powiedziała, złym tonem lub w "irytujacy" sposob...
Hej,
Kochana znam ten przypadek. Polecam Ci do przeczytania mój wątek sprzed ponad roku. I uwierz mi że mimo jego "kochania i cudowności" na początku MUSIAŁY być jakieś zwiastuny tych jego numerów i charakterku. Niestety, NIC Z TYM NIE ZROBISZ. Możesz tylko siedzieć i płakać nad tym co znowu powiedział, jak się wydarł i jak znowu zignorował. Taki surczybyk i tyle. Przepłakałam przez niego wiele miesięcy i co. I było to gó.no warte bo on nawet tego za przeproszeniem gó..a wart nie był.
NIE TRAĆ CZASU I SZURNIJ EMOCJONALNYM POPAPRAŃCEM. BO JUŻ KOŃCÓWKA.
U mnie na koniec pisał do mnie tylko po to zeby mi w rozmowie powiedziec ze znowu mnie nie rozumie, ze znowu nie mozna sie ZE MNA DOGADAĆ, i ze to ZE MNA znowu jest cos nie tak, bo posiadam cechy, ktore uniemożliwiaja porozumienie. A ON taki wspaniały. Schemat maja taki sam.
Zerwał. Odzywał sie kiedy to ON CHCIAŁ. Gdy nie pisał a ja pisałam to ignorował dwa tygodnie albo ucinał pogawedke w bardzo prostacki sposob. Jak przegladam rozmowy na fb to aż płaczę nad sobą JAK JA MOGŁAM SOBIE TO ROBIĆ ? :-)
No i raz się chłopina przejechał na tym swoim szambośluzie bo podczas jego "kary" dwutygodniowej na mnie akurat trafił mnie z wzajemnością "piorun" :-)
Płakał i wił się jak padalec na widelcu. Tym razem on płakał. Tyle mojej satysfakcji, jesli w ogole ona cokolwiek rekompensuje. BO na pewno nie stracone łzy, czas i zdrowie. A przede wszystkim poczucie wartości i godności.
Uwierz. NIE WARTO!!! WIEJ!!!
Toy123 znam temat i rozumiem Twój problem. Korzenie jego zachowania mogą sięgać jego początków. Z jakiej rodziny pochodzi? Pełnej? Jaka jest jego matka? Jak ona jest dla niego? Czy ma rodzeństwo?
facet grający na uczuciach swojej partnerki to zwykły sukinsyn .przepraszam za określenie ale taka jest prawda. nie można traktowac ludzi jak zabawke i bawic sie nia gdy nie ma się innego zajecia. będąc z nim z czasem sama popadniesz w mętlik uczuciowy który jest błednym kołem a znalezienie wyjścia jest naprawdę trudna rzecza. nie wspominając juz jak to zrujnuje Cie psychicznie i fizycznie. mój mąz kiedys miał do mnie podobne nastawienie i tkwiłam w tym 5 lat a wyszłam z tego jak wrak człowieka. opamietaj sie póki jeszcze nie zrobił Ci wody z mózgu.
Obawiam się, że ta woda już jest dlatego ten post znalazł się już na tym forum. Przynajmniej patrząc względem mnie gdy napisałam tutaj pierwszy swój w życiu post już czułam, że z mózgu mam wodę. Potrzebowałam tylko by ktoś niezależny to potwierdził...
Mała tak robia chustawki emocjonalne ja tez miałam wode z mózgu ale sie opamietałam NA SZCZĘŚCIE gdyby nie moja kumpela pewnie tkwiłabym w stanie płaczów i lamentów po dzien dzisiejszy niewiem co takimi ludzmi kieruje u mojego ex potwierdził sie syndrom otella wiec wiem ze było to spowodowane zaburzeniem ale ludzie celowo grajacy na uczuciach powinni kiedys na własnej skórze odczuc ból jaki fundowali osobom ktore ich kochały
38 2014-07-17 00:54:00 Ostatnio edytowany przez macia18 (2014-07-17 00:55:07)
Wiem jak to jest, niestety... na codzień przeżywam to samo z moim narzeczonym.
Też jak się kłócimy powiem coś w Jego stronę nie tak, to się bardzo oburza, zmienia temat, zostawia to wszystko bez wyjaśnienia...a kiedy płacze mówi, że to już nic na Nim nie robi itp. Ale ja przez te bezsilność już muszę
nie mam siły, teraz znów się poklocilismy... dzisiaj cały dzień taki był.
W jego rodzinie ojciec miał problem alkoholowy. Raczej nie traktuje też matki z szacunkiem, coś na zasadzie że mu się należy i tyle, brak czułości itp. Z tego co wiem zdarzyła się też przemoc.
W jego rodzinie ojciec miał problem alkoholowy. Raczej nie traktuje też matki z szacunkiem, coś na zasadzie że mu się należy i tyle, brak czułości itp. Z tego co wiem zdarzyła się też przemoc.
To zdarzy się i w stosunku do Ciebie. Już go zostawiłaś czy potrzbeujesz więcej argumentów?
Akurat przez ten pryzmat nie chcę go oceniać, bo to nie jego wina, że ma takiego ojca. Zawsze wydawało mi się to krzywdzące podejście...
A jakie jest niekrzywdzące? Być z nim do konca zycia i udawać, że jest ok?
Nie, po prostu wolę oceniać go pod względem JEGO zachowań niż zachowań jego ojca czy kogoś innego z rodziny.
Mam to samo kolezanko tylko z dziewczyna znam to uczucie . manipuluje toba tak ja mna ona .
facet grający na uczuciach swojej partnerki to zwykły sukinsyn .przepraszam za określenie ale taka jest prawda. nie można traktowac ludzi jak zabawke i bawic sie nia gdy nie ma się innego zajecia. będąc z nim z czasem sama popadniesz w mętlik uczuciowy który jest błednym kołem a znalezienie wyjścia jest naprawdę trudna rzecza. nie wspominając juz jak to zrujnuje Cie psychicznie i fizycznie. mój mąz kiedys miał do mnie podobne nastawienie i tkwiłam w tym 5 lat a wyszłam z tego jak wrak człowieka. opamietaj sie póki jeszcze nie zrobił Ci wody z mózgu.
facet ? a kuzwa dziewczyna to juz nie ? !! zastanow sie co piszesz !
Myślę, że autorka pisała to po prostu ze swojego punktu widzenia jako kobieta, chyba nie ma co się bulwersować...Kobieta pewnie też tak może, tutaj akurat temat jest o facecie, więc udziela się więcej kobiet.
Na nasze problemy znalazł obie rozwiązanie- unika jakichkolwiek poważnych rozmów, a jak może to siedzi z kolegami i pije. Pewnie jakbym zaczęła rozmowę, chcąc coś od niego wyegzekwować skończyłoby się kłótnią...Czuję się jak piąte koło u wozu
Jest mi coraz dalszy..
Tez byłam w takim zwiazku. Dokladnie identycznie się zachowywał jak ten Twoj , ktorego opisujesz. Po roku skończyłam jako wrak, też nie potrafiłam zerwać z nim mialam wode z mozgu, do pewnego dnia w ktorym nagle dostałam świeżego umysłu i przejrzałam na oczy co to jest za facet, bo wczesniej to go jak jakiegos cudownego postrzegałam. Takze nawet czytając Twoje wypowiedzi czy innych tu osob sama moge się utwierdzic, że tacy ludzie sie nie zmieniaja, ktoś kto sie tak zachowuje, zdaje badz nie zdaje sobie sprawy ze manipuluje, widzi jak na druga osobe to działa a potem tego znowu uzywa to liczy się tylko z sobą samym, by mieć CIe jemu podporzadkowana. A nie daj Boze bedziesz miała dobry dzien i wroci Ci rozum i zaczniesz dzialac inaczej od razu Cie zgasi szantazem emocjonalnym ze to koniec. Ja tak mialam ze swoim jak tkwilam w tym piekle to bylam wiecznie nieszczesliwa i wiecznie mialam teksty swojego bylego ze ze mna jest tak beznadziejnie bo non stop jestem zdolowana i nawet sie nie smieje na imprezach , ale gdy sie zdarzalo ze wlasnie czulam sie prawdziwie szczesliwa ( nie z jego powodu) po prostu cos sie waznego dla mnie wydarzylo i powracalam do siebie jaka bylam przed zwiazkiem to od razu jemu cos nie podpasowywalo i robil mi sieczke w glowie a ja i tak juz slaba glupialam na maksa, i strasznie załuje tego wszystkieego, bo to do dzisiaj jakies slady we mnie pozostawilo a nie bylo to nic warte, dobre chwile byly u niego po cos, ani on mnie szczerze nie kochal ani nic, jak juz przychodzilo do tego jego niby kochania mnie to ja nawet tego nie czulam ze to naprawde. Wiec zaluje ze wtedy bylam taka glupiutka ze sie dalam wpedzic w to bagno. teraz jak go nie ma odzylam , odbudowalam sie prawie calkowicie, jeszcze jedynie mi lek przed nim jakis pozostal, mimo ze go nie ma w moim zyciu to zostal mi lek ze jak sie gdzies spotkamy to znow mnie opierd*li a mnie zamuruje tak jak kiedys murowalo przy nim. takie jeszcze cos mi zostalo . takze widzisz zadne pozytywne wspomnienie i tez w trakcie zwiazku trzymaly mnie te momenty gdzie byl slodki i kochany jak nikt inny, ale to bylo na poczatku zwiazku potem juz tego praktycznie nigdy nie ujrzalam i tez zwalal wszystko na mnie , ze taki jest bo to przeze mnie. takze zycze CI powodzenia bys sie z tego urwala i nie zyla nadzieja ze on Cie zacznie lepiej traktowac albo ze cos sie jednak zmieni
49 2014-07-19 10:12:48 Ostatnio edytowany przez zaGoramiZaLasami (2014-07-19 10:15:19)
Toy czyli jak chlopak nie chce sie zmienc to Ty postanowilas?Dla milosci,ktorej dostajesz ochlapy tracisz wlasnie swoje zdanie(ktore zawsze mialas i bronilas),swoje ja..Cale zycie chcesz mu ulegac by tylko byl?On z mila checia bedzie do Ciebie wracal po kazdym kolejnym 'rozstaniu',bo tego typu kobiety sa bardzo latwym celem dla takiego manipulanta,faceci to czuja.Wiec badz madrzejsza od niego i raz to Ty Go pogon .Albo rybki,albo cipki,albo sie opamieta,albo se you later.Na jednym facecie sie swiat nie konczy,nie daj sobie wkrecic.
Ja ewidentnie mam już tą wodę z mózgu, dodatkowo prawie w ogóle odwagi, po prostu boję się, że jak zerwie to znowu będę się obwiniać i nie będę mogła egzystować z takim samopoczuciem,on już o to zadba... a z drugiej strony czuć się olewana lub tylko zrywami ważna...Też tak nie mogę. Czuję się jak w jakiejś klatce. Obiecywał mi tyle rzeczy, był w tym jeszcze cholernie przekonywujący, a teraz gdy będę mieć do do zarzucenia powie, że to przeze mnie, wynajdzie jakieś moje zachowanie (np. że jestem zarozumiała( powód tego to posiadanie własnego zdania- co raczej było bardziej widocznie w przeszłości...bo teraz to oczywiscie mam blokadę) albo zaszantażuje mnie wypaleniem, niemocą odnalezienia się w związku i ciszą podczas której da do zrozumienia , że to ja muszę coś z tym zrobić a on nie, inaczej pozostanie bierny i wycofany. To jest jakiś koszmar.
No psychopata agresor
Współczuje, choć tylko w 59,5%, bo reszta to Twoja decyzja i Ty w tym chcesz tkwić.
Postawił mi ultimatum, że mam jechać pod namiot, jak chce to jadę jak nie to on jedzie sam, na ostatnią chwilę mnie o tym poinformował. Ja oczywiście, ze czemu mam się ciągle podporządkowywać, to zgadnijcie co było - grożenie zerwaniem. A za godzine okazało się , że nie ma żadnego wyjazdu...
no to moj byly tez tak robil ze uwazal ze problem jest tylko we mnie i uwierz mi nigdy mu to nie minelo . ja sie ciesze ze jestem teraz wolna i czuje sie o sto razy bardziej szczesliwa niz wtedy
Przy ludziach mówi jakie to mamy plany, uwzględnia mnie w perspektywie dalszej, ale mam wrażenie, że to tylko przy ludziach, żeby zrobić dobre wrażenie, jak się go o to zapytam to nie daje mi żadnej odpowiedzi konkretnej, wymiguje się. Fajnie,mówić coś na pokaz.
Grozi zerwaniem dzień wczesniej, potem nazajutrz przy ludziach jaki to wspaniały i jak o mnie myśli. Spytać się go na osobności- irytacja...:)
Naprawdę chce Ci się jeszcze to rozkminiać ? To jest chory człowiek i chory związek. Zajmuje Ci tylko myśli, czas i dobry humor. A Ty już jesteś współuzależniona i wszystko co zrobi i powie analizujesz. Tu nie ma nic dobrego. Zwijaj się z tego bagna, posprzątaj bałagan w głowie i poszukaj normalnego partnera.
57 2014-07-21 00:58:28 Ostatnio edytowany przez toy123 (2014-07-21 01:00:18)
Nie mogę uwierzyć, że dałam się tak nabrać. Bardzo powoli do mnie dochodzi fakt, że na początku większość to była maską, teraz to zupełnie inny człowiek. Uzależnił mnie od dobrych uczuć, a potem wydzielał je między jedną karą a drugą, bym czuła się winna, ja to pojmuję jako wychowanie, nic innego...A zagubiłam się w tym w pewnym momencie bardzo...Chcę powoli chociaż tracić klapki z oczu, nie być zależną od jego humorów, po prostu oduczyć się tego schematu, który mi wpoił "zje.bałaś to masz" na który reagowałam histerią i postawą przepraszającą. Ja pierniczę...W życiu bym nie pomyślała wchodząc w ten związek, że tak to może się potoczyć i dać mu , by przejął władzę nad tym co czuję i myślę.
dlatego teraz najwazniejsze bys sie od niego uwolnila. trzymam kciuki !
I właśnie to mnie zastanawia, że istnieje problem odejścia od takiego człowieka. Dlaczego kobieta nie potrafi stanowczo powiedzieć, że odchodzi, że to jest koniec...że nie da się tak łatwo tego zrobić, że jest ból, strach przed samotnością, strach przed czymkolwiek. Lepiej żyć w związku nieszczęśliwym niż samem w nieszczęściu albo szczęściu?
Nie pasuje mi- mówię dziękuję, miło było, ale nie pasujemy do siebie. Dlaczego tak się nie da. Co się musi stać, żeby było łatwo odejść??
No kobieta musi mieć komfort, że rozstanie bedzie dobrą decyzją. W sensie, że na pewno znajdzie kogos lepszego, że na pewno sama sobie poradzi itd czyli po prostu musi uwazac siebie za kogos fajnego i atrakcyjnego. A taki manipulant zaniza jej wartosc w ciagu zwiazku i dlatego jest ciężej.
Ja ma dokładnie to samo. Czuję się uzależniona od niego. Jeśli ja proponuję jakieś wyjście to zazwyczaj słyszę: "nie", "nie chce mi się", "jestem zmęczony". Z kolei jeśli nie przystanę na jego propozycję wyjście wówczas z jego strony słyszę niezadowolenie, dopytywanie dlaczego itp. Często mi mówi, że ma zły nastrój, zazwyczaj staram się go pocieszać ale muszę od niego wszystko wyciągać sama. Nie wygada się, nie powie co mu doskwiera. Na pytanie dlaczego jest smutny on mnie natychmiast atakuje, że nie musi być powodu, żeby mieć zły nastrój. Z drugiej strony kiedy milczę on na to "co nic nie mówisz?". Czuję wówczas, ze stara się mnie wpędzać w poczucie winy - naprawdę chciałabym mu pomóc, jakoś doradzić ale jeśli on się nie chce uzewnętrznić to co mam robić w tej sytuacji. Bardzo mnie to męczy. W dodatku on nie uwzględnia moich planów dotyczących pracy. Nie chce, żebym pracowała ale chciałabym się spełniać również w sferze zawodowej. Ponadto, tylko jego zdanie się liczy. Jeśli ja mam jakieś inne zdanie np. na temat polityki to zaraz w jego głosie słyszę irytację, wręcz obrażalski ton. Niekiedy pokazuje swoje fochy. Oczywiście to ja zawsze muszę przepraszać bo ja nie potrafię się obrażać o byle g...o w przeciwieństwie do niego. Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Jestem tym coraz bardziej zmęczona. Zresztą te jego złe nastroje zaczynają we mnie wywoływać depresję. Mam wrażenie, ze nie docenia tego co dla niego robię. Co powinnam robić? Czy zachowywać się tak samo jak on? Najgorsze jest to, ze ja się nie obrażam o byle pierdołę, bo nie ma takiego charakteru...
Dziewczyno, czego Ci jeszcze trzeba ???
Przeczytaj raz jeszcze swoje posty.
Kopnij gościa w tyłek.
Na cholerę Ci taki emocjonalny popapraniec ?
Otwórz oczy. Włącz myślenie.
I zajmij się swoim życiem.