Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 40 ]

Temat: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Witajcie Kobietki, nigdy nie pisałam na żadnym forum, ale dziś czuję, że właśnie tego mi potrzeba - rozmowy z innymi "pokaleczonymi" osobami. Mam 30 lat i 8-letniego synka. Będąc w ciąży zostałam sama, bo mój wieloletni partner stwierdził, że się nie nadaje do bycia ojcem. Nasze rozstanie było burzliwe i bardzo trudne. Trzykrotnie po urodzeniu synka próbowaliśmy ponownie walczyć o nasz związek - z marnym skutkiem, bo mój partner wpadł w nałóg - najpierw był alkohol, później twarde narkotyki. Wtedy już wiedziałam, że koniec naszego związku jest ostateczny - nie chciałam wychowywać synka w patologii. Było mi bardzo ciężko, ale pozbierałam się i pokochałam swoje życie takim, jakie jest. Po paru latach poznałam mężczyznę 10 lat starszego ode mnie. Czułam, że jestem już gotowa wejść w nową relację. Zaczęliśmy się początkowo spotykać niezobowiązująco, jako znajomi - zaczęło się od krótkich rozmów przy kawie, później były pierwsze wspólne wyjazdy za miasto i w końcu coś zaiskrzyło. Z czasem mój synek również go pokochał i zaczął mówić do niego "tato". Obecnie jesteśmy ze sobą już od roku, mieszkamy razem, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że ten związek to niestety nie jest to, czego oczekiwałabym po wszystkim co w życiu przeżyłam. Podejrzewam, że mój partner może mieć jakieś problemy psychiczne. Przez pierwsze miesiące naszego związku mój partner dzwonił do mnie po kilka razy dziennie, albo chociaż wysłał jakiegoś miłego sms'a w ciągu dnia, często specjalnie zwalniał się godzinę wcześniej z pracy, żeby tylko wrócić do mnie i dziecka i spędzić z nami czas. Był taki kochany, myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. I z czasem wszystko to się rozwaliło, bez jakiejkolwiek przyczyny - NAGLE. Zaczęło się od tego, że przestał dzwonić, zaczął na cały dzień wyłączać telefon. Z czasem zaczął wracać z pracy coraz później - najpierw godzinę później, a potem dwie, trzy, cztery. Tłumaczenia były ciągle różne - on musiał przejechać się rowerem, on musiał pooddychać świeżym powietrzem, bo chciał jechać coś zwiedzić w okolicy, bo go wzywał jakiś głos, bo po prostu MUSIAŁ itd. A ja siedziałam w domu, czekając z ciepłym obiadem, głodna, bo czekałam na niego, żebyśmy mogli zjeść razem, martwiłam się, dzwoniłam na telefon który był ciągle wyłączony. A on ciągle powtarzał, że nie rozumie o co mi chodzi, bo przecież on nic złego nie robi. Tak samo jak jesteśmy gdzieś umówieni - do znajomych, czy rodziny, do lekarza, czy na jakiś wyjazd - nigdy nie przyjechał na czas, odwołałam przez niego już setki spotkań i wizyt. I zawsze tłumaczył się, że on nie zapomniał o tym, ale nie mógł przyjechać na czas. Zapytany dlaczego, zawsze odpowiada "Ty niczego nie rozumiesz. Ja musiałem jechać". Tłumaczyłam miliony razy, że w takim razie niech chociaż do mnie zadzwoni, powiadomi mnie, żebym mogła jakoś inaczej poukładać swoje plany i swój dzień. Mimo tłumaczeń - nigdy nie zadzwonił i nie powiadomił mnie, że nie przyjedzie do domu.

Kiedyś byliśmy umówieni, że mój partner popilnuje synka w domu, a ja pójdę do szkoły na zebranie z rodzicami. Miał przyjechać przed 16:00, tak żebym zdążyła na zebranie. Nie było go do 19:00, telefon wyłączył, nie raczył nawet zadzwonić, a ja musiałam synka zabrać ze sobą na zebranie.

Są dni w których jest świetnie - przytula mnie, całuje, mówi mi mnóstwo wspaniałych komplementów, bawi się z dzieckiem, pomaga w domu, wraca punktualnie, razem gdzieś jedziemy, spędzamy wspólnie czas, normalnie rozmawiamy. A później przychodzą dni, w których on wpada w jakąś paranoje, uważa że ktoś go śledzi, że ktoś go obserwuje, mówi że on wie jaki ja mam plan ale mi się go nie uda zniszczyć (??), że on wie że wszyscy czekają na jego moment, ale on sobie poradzi, on jest zabezpieczony na przyszłość, że on się nam nie da (??). Kompletnie nie pojmuję o co chodzi. I wtedy mnie całkowicie ignoruje, wyłącza telefon, znika na wiele godzin i wraca do domu późnym wieczorem. Zdradę wykluczam całkowicie, bo wraca do domu brudny, spocony, zmoknięty i zmarznięty (jeździ tylko rowerem, nie ma samochodu), ale to jeszcze bardziej mnie martwi bo gdzie w takim razie się podziewa przez tyle godzin?

Co więcej, jest uzależniony od brania różnych tabletek - są to co prawda suplementy, ale on je bierze na potęgę wmawiając sobie, że on musi bo go kości bolą, kostki ma sztywne, albo mięśnie, albo że on ma chore serce dlatego bierze np. Acard (i to nie 1 tabletkę dziennie, a po kilka na raz). Nigdy nie miał stwierdzonej żadnej choroby, jedynie w dzieciństwie posiadał orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej w stopniu lekkim, skończył szkołę specjalną.
Miesięcznie na te tabletki wydaje majątek. Ale jak był przeziębiony i chciałam mu dać jakieś leki na odporność, to zaczął się zarzekać, że on nic takiego nie będzie brał, bo on nie lubi brać leków (?!).

A czemu akurat dziś piszę do Was? Bo dziś pierwszy raz nie wrócił na noc do domu i od wczoraj od godz. 15:00 ma wyłączony telefon. Nie wiem gdzie jest, nie wiem co robił całą noc, nic nie wiem, nie wrócił z pracy, nie dał znaku życia. Nie spałam, nie jadłam, nie mam na nic siły. Siedzę i się martwię. W domu zostawił wszystkie dokumenty, pieniądze, rzeczy, więc jestem pewna, że nagle nie wyprowadził się z domu, ale w takim razie gdzie jest, co robi?! Żołądek mam ściśnięty na amen, nerwy aż mnie trzepią od środka. A tu małe dziecko w domu, które nic nie rozumie, co się dzieje, czemu tata nie wrócił do domu, martwi się. Rano synek wstał i pierwsze co skierował się do naszego łóżka, myślał, że obudzi tatę jak zawsze w niedzielę. A w łóżku pusto sad Nie wiem już co mam robić. I co mam zrobić jak wróci? (jeżeli wróci). Krzyczeć, płakać, obrazić się, tłumaczyć (znowu)? Jak ja mam się zachować po czymś takim? I jak ja mam takiemu człowiekowi zaufać, skoro nigdy nie mogę na niego liczyć. Czuję się jakbym nadal była sama z synkiem, jakbym nadal sama musiała sprostać wszystkim trudom codzienności sad To wszystko tak strasznie boli, ale najbardziej świadomość, że znowu mój synek jest krzywdzony - najpierw olewał go jego biologiczny ojciec, teraz i ten przybrany nie interesuje się nim. A to wszystko moja wina. Krzywdzę własnego syna swoimi złymi decyzjami i wyborami sad

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-13 15:44:23)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Mieszkanie jest twoje?
Nie wyszłaś więc za niego? Chwała Bogu
Na podstawie tego, co tak precyzyjnie opisałaś wynika, że ten człowiek jest psychicznie chory. Może to jakaś schizofrenia albo paranoja, słyszy że wzywa go jakiś głos, więc pewnie schizofrenia. I te jego dziwaczne zachowania.
Dziewczyno, uciekaj z tego związku, bo choroba chyba się u niego rozwija i nie wiadomo czy tobie i dziecku nie zagraża jakieś niebezpieczeństwo. Przecież on nawet się nie leczy. Pcha w siebie tonami jakieś suplementy, bo on czuje, że coś mu jest, ale u psychiatry na pewno nie był.
Uciekaj i mocno łap dziecko, żeby nie doszło do tragedii.

3

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Z góry przepraszam Was za tak długi wywód, ale trzymane tyle czasu emocje nagle we mnie wybuchły i poczułam potrzebę uzewnętrznienia się.

Na szczęście mieszkanie jest moje i nie jesteśmy po ślubie. Jest jeszcze jeden problem. Mój partner, jeżeli się ode mnie wyprowadzi na pewno pójdzie mieszkać do rodziców, którzy, o zgrozo, kupili mieszkanie obok mnie - za ścianą! Bardzo niekomfortowa sytuacja, bo chociaż pozbędę się go z domu, to nadal będzie obok sad

Namieszałam sobie w życiu strasznie sad

4

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Dlaczego nikt nie wypowiada się w tym wątku?
Autorko a czy wrócił wczoraj do domu? I w jakim był stanie? Dlaczego jego rodzice kupili mieszkanie tak blisko ciebie? A czy ty rozmawiałaś z nimi na temat dziwnego zachowania  ich syna?

5

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Skoro jego rodzice mieszkają tak blisko to chyba wiedzą co się dzieje? Jak się do tego odnoszą? Jak on tłumaczy te swoje nieobecności, niesłowność i olewanie cię? Może ma rzeczywiście jakiś problem z głową, albo zdrada (spocenie i brud po powrocie tego nie wyklucza), bo nie mam pomysłu na inną opcję.

6

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
ulle napisał/a:

Dlaczego nikt nie wypowiada się w tym wątku?
Autorko a czy wrócił wczoraj do domu? I w jakim był stanie? Dlaczego jego rodzice kupili mieszkanie tak blisko ciebie? A czy ty rozmawiałaś z nimi na temat dziwnego zachowania  ich syna?

Z tym mieszkaniem to był zwykły przypadek. Po prostu było w dobrej cenie.

Mój partner wrócił wczoraj późnym popołudniem do domu. Tak po prostu zjawił się jak gdyby nigdy nic i od progu wyskoczył z tekstem "ja tylko na chwilę, bo zaraz musze jechać". Zaczął opowiadać, że rano poszedł do kościoła, później był na cmentarzu, poszedł na koncert WOŚP, a teraz chce jechać do miasta oddalonego 40 km od nas żeby popływać na basenie, bo on musi i ja mam go tam zawieźć. I to mnie najbardziej zabolało - według niego nic się nie stało i praktycznie ominął temat, a na dodatek gdyby nie fakt, że ja mam samochód, a on nie, myślę że zjawiłby się w domu dopiero po powrocie z wyjazdu...albo w ogóle i znowu spałby u rodziców hmm Powiedziałam mu, że od 24 godzin martwiłam się o niego, nic przez to nie jadłam i że nigdzie go nie zawiozę bo jestem w bardzo złym stanie. A on na to, zamiast zapytać o mój stan zdrowia, zainteresować się, to dalej dopytywał "to co? jednak nie zawieziesz mnie?". Czuję się jak zwykły śmieć. Mój synek również bardzo przeżył tą sytuację, bo nawet nie chciał z nim rozmawiać i gdy mój partner próbował do niego zagadać, synek wyrzucił mu w nerwach, ze łzami w oczach: "mam cię dość, przez ciebie są ciągle same problemy, daj mi spokój, nie wchodź do mojego pokoju, nie chcę cię widzieć!!!" sad A mój partner zamiast załagodzić sytuację, to zaczął się z niego śmiać i mówić że on nie rozumie o co mu chodzi ;(

Nie mam już nawet siły płakać. Czuję, że brakuje mi już sił na to wszystko ;(

7

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Justyno, Twój partner albo jest chory psychicznie, albo prowadzi podwójne życie.
Innego wniosku z tego co piszesz wyciągnąć nie mogę.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

8

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
PodPseudonimem napisał/a:

Skoro jego rodzice mieszkają tak blisko to chyba wiedzą co się dzieje? Jak się do tego odnoszą? Jak on tłumaczy te swoje nieobecności, niesłowność i olewanie cię? Może ma rzeczywiście jakiś problem z głową, albo zdrada (spocenie i brud po powrocie tego nie wyklucza), bo nie mam pomysłu na inną opcję.

Rodzice uważają, że to nie ich sprawa i nie będą się wtrącać. Uważają, że powinniśmy radzić sobie sami i oni nie będą z nim rozmawiać. Zresztą jego mama mi powiedziała, że on tak ma od kiedy ona pamięta i że ona może mnie zapewnić, że on mnie nie zdradza, tylko jedzie do lasu kilkadziesiąt kilometrów od miasta, siada na kamieniu lub kładzie się na ziemi i rozmyśla, albo śpi itd.???!!! neutral Mam wrażenie, po tej rozmowie, że cała ich rodzina próbowała zataić przede mną fakt, że mój partner ma jakieś problemy psychiczne, bo chcieli się pozbyć problemu i zrzucić ze swoich barków ciężar życia z nim.

A mój partner tłumaczy się ciągle tak samo - bo musiał gdzieś jechać, bo miał taką potrzebę, bo on nie rozumie czemu ja się denerwuje skoro on nic złego nie robi, tylko po prostu jeździ gdzieś, że on nie może siedzieć w domu i musi się ruszać bo inaczej nie daje rady żyć, bo on ciągle idzie w dół (?) i tylko jazda rowerem pozwala mu oddychać.

Wiem, że niewiele da się z tego zrozumieć, bo sama już się w tym pogubiłam. Nie rozumiem tego człowieka, nie pojmuje jego rozumowania, nie wiem jak mogłam być tak ślepa i głucha, że wcześniej nie zauważyłam jego przypadłości. Zrzucałam winę za to na karb długiego życia w pojedynkę, mieszkania z rodzicami i takiego nieobycia ze względu na to, że w dzieciństwie wychowywał się w bardzo trudnych warunkach, na wsi. Sama chyba próbowałam tłumaczyć sobie jakoś jego zachowanie. Głupia!! hmm

9 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-14 11:01:33)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

A nie możesz spojrzeć na to wszystko inaczej, bardziej optymistycznie? A cóż takiego okropnego się stanie, jeśli zostaniesz sama z synkiem? Mnóstwo kobiet samotnie wychowuje dziecko i wiele z tych kobiet za nic w świecie nie chciałoby zmieniać takiej sytuacji. Mają kobiety jakiegoś przyjaciela do towarzystwa, by było z kim wyjść na spacer albo pojechać na urlop i niekoniecznie facet od razu musi być przyszywanym ojcem dla dziecka. Wiele kobiet nie ma nawet takiego przyjaciela, bo lepiej być samej niż z byle kim i też jest dobrze.
To dlaczego ty tak upierasz się przy tym, żeby twój syn miał ojca. Odpuść tę sprawę i zapewniam cię, że lepiej na tym wyjdziesz.
Przecież możesz mieć fajnie ułożone życie bez pary portek w domu.
Jeśli chodzi o tego człowieka, to raczej myśl o tym, jakby tu pozbyć się go w miarę bezkolizyjnie, zamiast zalewać się łzami i czuć się jak śmieć.
Jaka to twoja wina w tym,bze facet jest pierdolnięty i to porządnie. Źle trafiłaś i tyle.  Mnóstwo kobiet trafia fatalnie z wyborem faceta, bo pomyleńcow nie brakuje
Nie katuj się z tego powodu, bo to bez sensu. Chciałaś dobrze, ale życie pokazało, że może dane ci jest jeszcze troszkę poczekać na tego właściwego albo żyć sobie samej z dzieckiem.
Jaki to sens tragizowac?
Masz mieszkanie, chyba jesteś nauczycielka, więc masz pracę i zdrowego synka, to ciesz się z tego, co masz, a nie bujasz w obłokach.
Na podstawie twojego opisu ten facet po prostu mnie przeraża. On na pewno jest psychicznie chory. Trzymaj się więc od niego z daleka i chroń dziecko
Nie miała baba kłopotu, to sobie obcego  chlopa wpuściła do domu i to jeszcze świra
Co ty dziewczyno wyprawiasz? Nie widzisz tego, że ten facet jest rabniety?

10 Ostatnio edytowany przez Misinx (2019-01-14 11:04:25)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Twój facet ma ewidentne problemy z psychiką. To może być schizofrenia, choroba dwubiegunowa, cokolwiek. Dokładną diagnozę może postawić tylko psychiatra. Nie wygląda to jednak kompletnie na jakąś przypadłość "charakteru", typu beztroska, lekkomyślność itp.
Jeśli chcesz dalej podtrzymywać ten związek to musisz się niestety nastawić, że będzie dalej "hardcore". Trudno cokolwiek w takiej sytuacji poradzić. Obawiam się, że Twój facet będzie wypierał swój problem i nie zgodzi się na wizytę u psychiatry i leczenie.

11

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

ulle:
Chyba tak bardzo potrzebowałam kogoś obok, że kompletnie straciłam jasność umysłu. Chciałam żebyśmy wraz z synkiem mieli w końcu pełną rodzinę. Moi rodzice ciągle mnie dręczyli rozmowami o tym, że ja muszę ułożyć sobie z kimś życie, bo sama nie dam rady sad Wszystko to sprawiło, że miałam klapki na oczach, byłam zdesperowana.

Teraz chcę uciec jak najdalej od mojego partnera sad

12

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
Justyna_1989 napisał/a:
PodPseudonimem napisał/a:

Skoro jego rodzice mieszkają tak blisko to chyba wiedzą co się dzieje? Jak się do tego odnoszą? Jak on tłumaczy te swoje nieobecności, niesłowność i olewanie cię? Może ma rzeczywiście jakiś problem z głową, albo zdrada (spocenie i brud po powrocie tego nie wyklucza), bo nie mam pomysłu na inną opcję.

Rodzice uważają, że to nie ich sprawa i nie będą się wtrącać. Uważają, że powinniśmy radzić sobie sami i oni nie będą z nim rozmawiać. Zresztą jego mama mi powiedziała, że on tak ma od kiedy ona pamięta i że ona może mnie zapewnić, że on mnie nie zdradza, tylko jedzie do lasu kilkadziesiąt kilometrów od miasta, siada na kamieniu lub kładzie się na ziemi i rozmyśla, albo śpi itd.???!!! neutral Mam wrażenie, po tej rozmowie, że cała ich rodzina próbowała zataić przede mną fakt, że mój partner ma jakieś problemy psychiczne, bo chcieli się pozbyć problemu i zrzucić ze swoich barków ciężar życia z nim.

A mój partner tłumaczy się ciągle tak samo - bo musiał gdzieś jechać, bo miał taką potrzebę, bo on nie rozumie czemu ja się denerwuje skoro on nic złego nie robi, tylko po prostu jeździ gdzieś, że on nie może siedzieć w domu i musi się ruszać bo inaczej nie daje rady żyć, bo on ciągle idzie w dół (?) i tylko jazda rowerem pozwala mu oddychać.

Wiem, że niewiele da się z tego zrozumieć, bo sama już się w tym pogubiłam. Nie rozumiem tego człowieka, nie pojmuje jego rozumowania, nie wiem jak mogłam być tak ślepa i głucha, że wcześniej nie zauważyłam jego przypadłości. Zrzucałam winę za to na karb długiego życia w pojedynkę, mieszkania z rodzicami i takiego nieobycia ze względu na to, że w dzieciństwie wychowywał się w bardzo trudnych warunkach, na wsi. Sama chyba próbowałam tłumaczyć sobie jakoś jego zachowanie. Głupia!! hmm

No cóż, moim zdaniem nie jest to człowiek, który nadaje się na partnera i ojca. Wiem, że obcej osobie łatwo napisać - rozstań się z nim, ale chyba tylko tak zapewnisz spokój sobie i dziecku. On jest nieobliczalny, nie liczy się z twoimi planami, uczuciami, ogólnie z tobą, to wpływa na wasze rodzinne życie, jak dziecko ma się prawidłowo rozwijać w takich warunkach?

13

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Moim zdaniem,to zachowanie Twojego partnera wygląda na schizofrenię lub podobną chorobę.Jedyne co możesz zrobić to namówić na lekarza.Jak odmówi to nie pozostaje Ci nic innego jak rozwieść się.A mieszkanie możesz sprzedać i kupić gdzie indziej,to byłoby najleosze rozwiązanie

14 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-14 12:43:06)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Chodzi do lasu, błądzi po kniejach i kładzie głowę na kamieniach zastygając tak na wiele godzin? Matko święta. Wyobraźnia od razu nasuwa mi myśli o seryjnych. Kto wie czy nie zrobił albo lada moment nie zrobi komuś krzywdy.
Jak ty się dziewczyno wyplaczesz teraz z tego?
MASAKRA
Napisz proszę, że jesteś trollem i wszystko to wymyśliłaś dla jaj.

15

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
ulle napisał/a:

Chodzi do lasu, błądzi po kniejach i kładzie głowę na kamieniach zastygając tak na wiele godzin? Matko święta. Wyobraźnia od razu nasuwa mi myśli o seryjnych. Kto wie czy nie zrobił albo lada moment nie zrobi komuś krzywdy.
Jak ty się dziewczyno wyplaczesz teraz z tego?
MASAKRA
Napisz proszę, że jesteś trollem i wszystko to wymyśliłaś dla jaj.


Chciałabym żeby to był tylko kiepski żart, ale to niestety moje prawdziwe życie sad

Gdy tego wszystkiego się dowiedziałam o moim partnerze i zaczęłam przypominać sobie wszystkie jego dziwne zachowania, "łączyć kropki" to widzę, że od początku przejawiał takie dziwactwa, które ja źle interpretowałam - tłumaczyłam go, wybielałam, idealizowałam. Ale teraz im więcej do Was piszę, im więcej opisuję, tym sama zaczynam się przekonywać, że to aż niemożliwe abym była aż tak ślepa hmm Chcę się z tego wyplątać, ale nie wiem jak. Już kiedyś próbowałam go wyrzucić z mojego mieszkania i wtedy mi się nie udało. Nawet spakowałam wtedy jego rzeczy, pokazałam mu drzwi, a on uparcie siedział i mówił, że nigdzie nie idzie, został, przepraszał, błagał i się w końcu ugięłam pod jego prośbami. Boję się jak mam to teraz zrobić. Zastanawiam się, czy po prostu nie wystawić jego rzeczy za drzwi, a sama mogłabym na tydzień czy dwa pojechać z synem do rodziców hmm

16

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
Justyna_1989 napisał/a:
ulle napisał/a:

Chodzi do lasu, błądzi po kniejach i kładzie głowę na kamieniach zastygając tak na wiele godzin? Matko święta. Wyobraźnia od razu nasuwa mi myśli o seryjnych. Kto wie czy nie zrobił albo lada moment nie zrobi komuś krzywdy.
Jak ty się dziewczyno wyplaczesz teraz z tego?
MASAKRA
Napisz proszę, że jesteś trollem i wszystko to wymyśliłaś dla jaj.


Chciałabym żeby to był tylko kiepski żart, ale to niestety moje prawdziwe życie sad

Gdy tego wszystkiego się dowiedziałam o moim partnerze i zaczęłam przypominać sobie wszystkie jego dziwne zachowania, "łączyć kropki" to widzę, że od początku przejawiał takie dziwactwa, które ja źle interpretowałam - tłumaczyłam go, wybielałam, idealizowałam. Ale teraz im więcej do Was piszę, im więcej opisuję, tym sama zaczynam się przekonywać, że to aż niemożliwe abym była aż tak ślepa hmm Chcę się z tego wyplątać, ale nie wiem jak. Już kiedyś próbowałam go wyrzucić z mojego mieszkania i wtedy mi się nie udało. Nawet spakowałam wtedy jego rzeczy, pokazałam mu drzwi, a on uparcie siedział i mówił, że nigdzie nie idzie, został, przepraszał, błagał i się w końcu ugięłam pod jego prośbami. Boję się jak mam to teraz zrobić. Zastanawiam się, czy po prostu nie wystawić jego rzeczy za drzwi, a sama mogłabym na tydzień czy dwa pojechać z synem do rodziców hmm

Jest to chyba dobre rozwiązanie. No i koniecznie zmienić zamek w drzwiach.
Niestety możliwe, że w ogóle trzeba będzie pomyśleć o przeprowadzce.

17 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-14 14:00:54)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Nie mam pojęcia, co powinnaś teraz zrobić, bo włos jeży się na głowie i myślę całkowicie na gorąco.
Musisz tak to zrobić, żeby całkowicie mu nie odwaliło, tym bardziej że za ścianą mieszkają jego rodzice, którzy od wszystkiego umywają ręce, ale on pewnie wyląduje u nich. Oni też będą jątrzyć, bo było im na rękę pozbyć się takiego kłopotu i pewnie to mieszkanie kupili wcale nie bez kozery. Będą gledxic mu, żeby walczył itd i on będzie to robił. Jak będzie to robił, to trudno przewidzieć, ale z całą pewnością masz wszelkie podstawy do tego, by poczuć się zagrożoną razem z synkiem oczywiście. Mały chodzi do szkoły, ale może ma teraz ferie? Pomysł, by pojechać do rodziców wydaje się bardzo dobrym i zmiana zamków oraz dodatkowe zabezpieczenia drzwi wejściowych. Gdy będziesz z nim rozmawiała ani słowem nie zajaknij się o tym, że ty podejrzewasz go o chorobę psychiczną i nie mów mi, że od jego matki ty wiesz o tym, co on robi na tych swoich chorych wyprawach. Tak z nim rozmawiaj,bjakby on był normalny, ale ty zrozumiałaś że to nie ma sensu, że nic do niego nie czujesz i zdecydowanie zażądaj, by opuścił twoje mieszkanie. Spakuj wszystkie jego rzeczy, nawet śmieci po nim, żeby nie zostało nic, by on nie miał pretekstu nachodzić cię. Nie wiem czy nie powinnaś pójść na policję, bo z jednej strony może być tak, że akurat kogoś w jego stylu poszukują, a z drugiej strony możesz trafić na jakiegoś osła z policji, który narobi ci syfu i sprowadzi agresję tego człowieka na ciebie albo na dziecko. Chyba więc unikalabym policji jak ognia. Następnie wyjedź z dzieckiem i jak tu przed chwilą napisała misinx chyba będziesz musiała pomyślec o całkowitej przeprowadzce. Nie sądzę bowiem, by ten facet zrezygnował z wygodnego gniazdka i nie sądzę, by jego rodzice nie starali się wypchnąć syna z domu. Ty trafiłaś się im jak ślepej kurze ziarno.
Kto wie czy on nie ma żółtych papierów, skoro nie ma prawka, auta, a jeśli tak, to znaczy, że jest świadomy swojej choroby, jednak nie bierze ciężkich leków psychiatrycznych, tylko suplementami zagłusza wyrzuty sumienia i strach,vze nie bierze prochów. Musi wiedzieć, że jest chory i wie, że to co robi jest nienormalne, dlatego ukrywa to przed tobą, ale rodzice wiedzą o wszystkim.
Ta rodzina osaczyła cię.

18

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

ja myślę, że możesz nie doceniać tego jakim on jest psycholem, również radzę wyrzucić go z życia i uważać na siebie.

19

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Zbierałam się do tej decyzji kilka dni, ale ciągle bałam się mu powiedzieć, żeby się wyprowadził. Tak samo bałam się wystawić jego rzeczy za drzwi i nie otwierać drzwi. Nie wiem dlaczego nie umiałam się przełamać. Aż do wczoraj...

Ostatnio miewałam silne migreny, prawdopodobnie wynikające ze źle dobranych tabletek hormonalnych. Mój partner ciągle mi powtarzał, że gdyby znowu powtórzył się tak silny ból głowy mam do niego natychmiast dzwonić i on nawet z pracy się zwolni żeby przyjechać do mnie. Wczoraj popołudniu, około godz. 16:00 byłam sama z synkiem w domu i dopadła mnie ta właśnie migrena. Leżałam skulona w kłębek, dostałam dreszczy, mdłości i drgawek. Na to wszystko okazało się, że nie mam ani jednego środka przeciwbólowego w domu. Było już zbyt ciemno żebym wysyłała syna do apteki, bo to jednak kawałek drogi od naszego domu. Tak strasznie się bałam, mój synek był przerażony, nie wiedziałam co robić, nie miałam do kogo zadzwonić. Synek nagle przez okno zobaczył mojego partnera, który wrócił z pracy i chował akurat rower do garażu. Spadł mi kamień z serca, bo myślałam, że zaraz wyślę go do apteki po tabletki i minie ten straszny ból. Po chwili synek ponownie podszedł do okna i powiedział, że mojego partnera nie ma, a garaż jest zamknięty. Kazałam synkowi wziąć telefon i dzwonić, bo ja nawet nie miałam siły wybrać numeru. Zadzwonił 3 razy, partner nie odbierał, a za 4 razem gdy próbowaliśmy się połączyć okazało się, że wyłączył telefon. Byłam załamana. Ostatkiem sił wstałam, synek pomógł mi dojść do apteki, tam udzielono mi pomocy, wzięłam tabletkę i po 40 min. przeszło mi i mogłam samodzielnie wrócić do domu. W drodze powrotnej do domu, przechodząc obok lokalnej pływalni natknęłam się na rower mojego partnera. Okazało się, że poszedł sobie na basen, popływać!!

Wróciłam do domu tak zła i rozgoryczona, że spakowałam syna, zamknęłam drzwi (partner akurat nie miał kluczy przy sobie) i pojechałam do rodziców. Mój partner zaczął do mnie wydzwaniać dopiero o godz. 19:30, gdy pewnie wrócił do domu i nikogo nie zastał!! Nie odebrałam. Wyłączyłam telefon. Dziś znowu do mnie dzwonił, po godz. 6:00 rano. Nie odebrałam.

Potrzebny był mi ten zimny prysznic, żeby się przekonać, że tak na prawdę nie mam w życiu partnera ani towarzysza życia. Mam lokatora-pasożyta, który nie tylko nic nie wnosi do mojego życia, a wręcz przeciwnie - regularnie rozwala mój poukładany świat, a ja ciągle sprzątam po nim. Nawet mój synek mi powiedział wczoraj "w końcu mamy pierwszy spokojny wieczór, bez kłótni i krzyków". Święta racja.

20

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
Justyna_1989 napisał/a:

Zbierałam się do tej decyzji kilka dni, ale ciągle bałam się mu powiedzieć, żeby się wyprowadził. Tak samo bałam się wystawić jego rzeczy za drzwi i nie otwierać drzwi. Nie wiem dlaczego nie umiałam się przełamać. Aż do wczoraj...

Ostatnio miewałam silne migreny, prawdopodobnie wynikające ze źle dobranych tabletek hormonalnych. Mój partner ciągle mi powtarzał, że gdyby znowu powtórzył się tak silny ból głowy mam do niego natychmiast dzwonić i on nawet z pracy się zwolni żeby przyjechać do mnie. Wczoraj popołudniu, około godz. 16:00 byłam sama z synkiem w domu i dopadła mnie ta właśnie migrena. Leżałam skulona w kłębek, dostałam dreszczy, mdłości i drgawek. Na to wszystko okazało się, że nie mam ani jednego środka przeciwbólowego w domu. Było już zbyt ciemno żebym wysyłała syna do apteki, bo to jednak kawałek drogi od naszego domu. Tak strasznie się bałam, mój synek był przerażony, nie wiedziałam co robić, nie miałam do kogo zadzwonić. Synek nagle przez okno zobaczył mojego partnera, który wrócił z pracy i chował akurat rower do garażu. Spadł mi kamień z serca, bo myślałam, że zaraz wyślę go do apteki po tabletki i minie ten straszny ból. Po chwili synek ponownie podszedł do okna i powiedział, że mojego partnera nie ma, a garaż jest zamknięty. Kazałam synkowi wziąć telefon i dzwonić, bo ja nawet nie miałam siły wybrać numeru. Zadzwonił 3 razy, partner nie odbierał, a za 4 razem gdy próbowaliśmy się połączyć okazało się, że wyłączył telefon. Byłam załamana. Ostatkiem sił wstałam, synek pomógł mi dojść do apteki, tam udzielono mi pomocy, wzięłam tabletkę i po 40 min. przeszło mi i mogłam samodzielnie wrócić do domu. W drodze powrotnej do domu, przechodząc obok lokalnej pływalni natknęłam się na rower mojego partnera. Okazało się, że poszedł sobie na basen, popływać!!

Wróciłam do domu tak zła i rozgoryczona, że spakowałam syna, zamknęłam drzwi (partner akurat nie miał kluczy przy sobie) i pojechałam do rodziców. Mój partner zaczął do mnie wydzwaniać dopiero o godz. 19:30, gdy pewnie wrócił do domu i nikogo nie zastał!! Nie odebrałam. Wyłączyłam telefon. Dziś znowu do mnie dzwonił, po godz. 6:00 rano. Nie odebrałam.

Potrzebny był mi ten zimny prysznic, żeby się przekonać, że tak na prawdę nie mam w życiu partnera ani towarzysza życia. Mam lokatora-pasożyta, który nie tylko nic nie wnosi do mojego życia, a wręcz przeciwnie - regularnie rozwala mój poukładany świat, a ja ciągle sprzątam po nim. Nawet mój synek mi powiedział wczoraj "w końcu mamy pierwszy spokojny wieczór, bez kłótni i krzyków". Święta racja.

Tak trzymaj !!

21 Ostatnio edytowany przez Justyna_1989 (2019-01-19 09:44:19)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Witajcie Kobietki, ja nadal trwam przy swoim postanowieniu o ostatecznym zakończeniu związku, chociaż psychicznie jest mi bardzo ciężko - to uzależnienie emocjonalne od drugiej osoby sprawia, że czuję się jak ćpun na odwyku. Ciągle czuję ścisk w żołądku, jest mi zimno, mam drgawki, serce uderza w klatce piersiowej jakby miało z niej wylecieć, nie mogę zasnąć, a jak już się uda to tylko na chwilę.

Mój partner wczoraj wziął rzeczy, które mu naszykowałam pod drzwiami i tak jak się domyślałam, poszedł do rodziców. Nie próbował nawiązywać ze mną kontaktu, nie dzwonił, nie pisał, nie dobijał się do drzwi. Niestety przez ścianę słyszałam kilka obelg ze strony jego ojca pod moim adresem, co mnie bardzo zabolało, bo uważam, że to ja i mój syn zostaliśmy najbardziej skrzywdzeni w tej sytuacji. Nie wiem co mój partner w ogóle mówił swoim rodzicom, ale oni wiedzą przecież jaki on jest. Jego rodzice są starej daty i uważają, że jak ludzie zaczynają być ze sobą to mają natychmiast brać ślub i robić dzieci i być ze sobą bez względu na wszystko, bo tak Bóg przykazuje i "ludzie będą na wsi gadać" (mieszkamy w mieście, ale jego rodzice nie potrafią się przestawić, bo mieszkają tu stosunkowo krótko, a całe życie mieszkali na wsi), stąd może ich wielkie wzburzenie w tej sytuacji. Myśleli pewnie, że się w końcu pozbyli 40-letniego syna z problemami.

Moja znajoma psycholog wytłumaczyła mi, dlaczego przez pierwsze miesiące naszego związku było tak idealnie - prawdopodobnie partner był w okresie remisji choroby. Dlatego zachowywał się normalnie. A z czasem niestety nastąpił regres. Pod koniec naszego związku było już tak źle z nim, że się go obawiałam i bałam się o moje i synka bezpieczeństwo. Partner potrafił po tych wielogodzinnych wypadach rowerem przyjeżdżać do domu mając w plecaku, czy chowając w garażu różne dziwne rzeczy, które jak tłumaczył - znalazł w lesie. Ale jak teraz na to patrzę, to było bardzo dziwne, bo znajdował tych rzeczy aż nazbyt wiele np. parę różowych dziecięcych klapek, worek na kapcie z bohaterami bajki Auta, jakieś spodnie różowe, bluzy, różnego rodzaju ubrania. Często na nadgarstku nosił gumki do włosów, ale tłumaczył, że mu je mama dała (jego mama ma włosy ścięte prawie na jeża?!, więc nie spina włosów) i lubi je nosić. Nie drążyłam więc tego tematu dalej. Zaczynam już chyba sama się tym "ryć", ale jak to wszystko połączyć to jest przerażające - znikanie na wiele godzin, wyłączanie telefonu, nieumiejętność wytłumaczenia gdzie właściwie się było przez tyle godzin, znajdowanie niby przypadkiem jakiś dziecięcych rzeczy w lesie i na dodatek dochodzi fakt, że mój partner nie chciał uprawiać ze mną seksu, bo twierdził, że tego nie potrzebuje i że on nie będzie ze mną uprawiał seksu bo nie chce mnie skrzywdzić. Ja oczywiście interpretowałam to na swój własny sposób, tłumacząc go, a teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że to wszystko składa się w niebezpieczną całość. Może tak na prawdę to nic nie znaczyć, a może znaczyć aż nazbyt wiele. Wolę się nie przekonywać...

Czuję, że zmarnowałam rok życia... sad I jeszcze zamiast żyć dalej, rozwijać się, cieszyć życiem, to przeżywam załamanie po człowieku który nie jest tego wart sad

22

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale wiesz co mam na myśli...
Daj ogłoszenie o zamianie mieszkania lub sprzedaj i kup drugie.
Zacznij od nowa w nowym miejscu i bez jego obecności blisko Was.
Powodzenia

23

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Autorko przykro mi, że spotkałaś na swej drodze takiego typa - niech ten wątek będzie też, prócz pomocy dla Ciebie, świadectwem dla innych samotnych kobiet, że nie wolno igorować wczesnych sygnałów i tzw "czerwonych lampek", jakie zapalają się po kolei pod wplywem nieakceptowalnych zachowań partnera...

Co do meritum - mnie ciekawi bardzo jedna rzecz - a mianowicie jak człowiek o takiej - ewidentnie chorej, osobowości daje radę pracować zawodowo? czym on sie zajmuje, jak wykonuje swoje obowiązki? tam, w pracy jest punktulany, odpowiedzialny i profesjonalny? az mi sie w to wierzyć nie chce... Proszę oświeć nas. Przecież niemożliwym jest, by w pracy  był kimś innym, aniżeli w czasie wolnym? najwyżej że cierpi na jakąś formę osobowości mnogiej...

Dobrze zrobiłaś, odcinając się od niego ale obawiam się iż na tym nie koniec... jemu rozne rzeczy moga przyjsc do glowy.

24

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
Justyna_1989 napisał/a:

Partner potrafił po tych wielogodzinnych wypadach rowerem przyjeżdżać do domu mając w plecaku, czy chowając w garażu różne dziwne rzeczy, które jak tłumaczył - znalazł w lesie. Ale jak teraz na to patrzę, to było bardzo dziwne, bo znajdował tych rzeczy aż nazbyt wiele np. parę różowych dziecięcych klapek, worek na kapcie z bohaterami bajki Auta, jakieś spodnie różowe, bluzy, różnego rodzaju ubrania. Często na nadgarstku nosił gumki do włosów, ale tłumaczył, że mu je mama dała (jego mama ma włosy ścięte prawie na jeża?!, więc nie spina włosów) i lubi je nosić. Nie drążyłam więc tego tematu dalej. Zaczynam już chyba sama się tym "ryć", ale jak to wszystko połączyć to jest przerażające...

Może tak na prawdę to nic nie znaczyć, a może znaczyć aż nazbyt wiele. Wolę się nie przekonywać...

Chyba domyślam się, co chodzi Ci po głowie, faktycznie, to przerażające, chroń swoje dziecko.
Zgadzam się z radą, żebyś pomyślała o zmianie mieszkania i dosłownie odizolowała się od tego człowieka.
Zastanawiam się też, co naprawdę skłoniło jego rodziców do tej przeprowadzki, bo przecież taka zmiana dla starych ludzi pochodzących ze wsi, którzy spędzili na niej większość swojego życia, mieszkali we własnym domu, przeprowadzka do mieszkania w bloku, zmiany całego otoczenia, środowiska, znajomych itd musiała być bardzo stresująca.
Czy może byli zmuszeni do ucieczki pod presją otoczenia, ze względu na zachowanie i czyny ich syna?

25

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
josz napisał/a:
Justyna_1989 napisał/a:

Partner potrafił po tych wielogodzinnych wypadach rowerem przyjeżdżać do domu mając w plecaku, czy chowając w garażu różne dziwne rzeczy, które jak tłumaczył - znalazł w lesie. Ale jak teraz na to patrzę, to było bardzo dziwne, bo znajdował tych rzeczy aż nazbyt wiele np. parę różowych dziecięcych klapek, worek na kapcie z bohaterami bajki Auta, jakieś spodnie różowe, bluzy, różnego rodzaju ubrania. Często na nadgarstku nosił gumki do włosów, ale tłumaczył, że mu je mama dała (jego mama ma włosy ścięte prawie na jeża?!, więc nie spina włosów) i lubi je nosić. Nie drążyłam więc tego tematu dalej. Zaczynam już chyba sama się tym "ryć", ale jak to wszystko połączyć to jest przerażające...

Może tak na prawdę to nic nie znaczyć, a może znaczyć aż nazbyt wiele. Wolę się nie przekonywać...

Chyba domyślam się, co chodzi Ci po głowie, faktycznie, to przerażające, chroń swoje dziecko.
Zgadzam się z radą, żebyś pomyślała o zmianie mieszkania i dosłownie odizolowała się od tego człowieka.
Zastanawiam się też, co naprawdę skłoniło jego rodziców do tej przeprowadzki, bo przecież taka zmiana dla starych ludzi pochodzących ze wsi, którzy spędzili na niej większość swojego życia, mieszkali we własnym domu, przeprowadzka do mieszkania w bloku, zmiany całego otoczenia, środowiska, znajomych itd musiała być bardzo stresująca.
Czy może byli zmuszeni do ucieczki pod presją otoczenia, ze względu na zachowanie i czyny ich syna?

Albo wbrew pozorom chcieli go mieć na oku.

26

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
szeptem napisał/a:

Autorko przykro mi, że spotkałaś na swej drodze takiego typa - niech ten wątek będzie też, prócz pomocy dla Ciebie, świadectwem dla innych samotnych kobiet, że nie wolno igorować wczesnych sygnałów i tzw "czerwonych lampek", jakie zapalają się po kolei pod wplywem nieakceptowalnych zachowań partnera...

Co do meritum - mnie ciekawi bardzo jedna rzecz - a mianowicie jak człowiek o takiej - ewidentnie chorej, osobowości daje radę pracować zawodowo? czym on sie zajmuje, jak wykonuje swoje obowiązki? tam, w pracy jest punktulany, odpowiedzialny i profesjonalny? az mi sie w to wierzyć nie chce... Proszę oświeć nas. Przecież niemożliwym jest, by w pracy  był kimś innym, aniżeli w czasie wolnym? najwyżej że cierpi na jakąś formę osobowości mnogiej...

Dobrze zrobiłaś, odcinając się od niego ale obawiam się iż na tym nie koniec... jemu rozne rzeczy moga przyjsc do glowy.

Mój partner od 4 lat pracuje w dużym zakładzie produkującym kontenery, cysterny itd. Jest tam zatrudniony jako ślusarz, ale wiele razy chwalił się, że pozwalano mu spawać i dobrze mu to wychodziło (jak było na prawdę nie wiem, bo nie znam w ogóle jego współpracowników, nie spotyka się z nimi po pracy. On nie ma też żadnych kolegów, z którymi można by porozmawiać, żeby zweryfikować jego stan w ich obecności).
Z tego co wywnioskowałam z jego opowiadań, jego współpracownicy wiedzą, że coś z nim jest nie tak, bo ciągle mu dokuczają tzn. zabierają mu różne rzeczy, odłączają mu butlę gdy on akurat spawa, otwierają mu szafkę i przestawiają mu jego rzeczy, przebijają mu koła w rowerze, który stoi przed zakładem.
Do pracy regularnie się spóźnia, nigdy nie jest w stanie dotrzeć na czas, bo pomimo iż ma budzik w telefonie nastawiony, on ciągle telefon wyłącza i zapomina go włączyć przed snem i budzik nie dzwoni. Często też bywało tak, że wstawał rano, zobaczył że jest już godzinę spóźniony do pracy, to olewał sprawę i kładł się na drugi bok i zasypiał, nie powiadamiając nawet kierownika zmiany, że go nie będzie. Ale chyba pracodawca przymyka na to oko, bo mój partner i tak ciągle pracuje w godzinach nadliczbowych - powinien pracować od 6 do 14. Jednak on pracuje od 6 do 16 i do tego jeszcze w soboty od 6 do 14.

W pracy niestety nie jest ani profesjonalny ani odpowiedzialny - wielokrotnie przychodził z pracy poparzony od spawania, miał bąble na rękach, klatce piersiowej, aż skóra mu schodziła, bo np. spawał w koszulce z krótkim rękawem!! Wielokrotnie przyszedł ze spalony włosami na głowie aż do skóry, bo pod maskę spawalniczą założył zwykłą ścierkę czy ręcznik żeby go nie uwierała i materiał po prostu zajął się od iskier. Codziennie przychodził cały pokryty warstwą opiłków metalu, miał je powbijane w ręce, oczy, stopy, głowę - wszędzie! On nie nosi ubrania ochronnego w pracy, bo co kupi to zaraz zniszczy (on bardzo nie szanuje rzeczy, wszystkie ubrania ma dziurawe), albo zgubi, albo mu ukradną w pracy. Co więcej - pomimo iż w pracy powinien się umyć i przebrać, bo mają do tego warunki, jemu się nie chciało i wracał do domu taki brudny, w tych opiłkach metalu i tak chodził cały dzień roznosząc je po domu hmm Tłumaczenia na nic się zdawały bo on nie widział w tym problemu.

27

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
josz napisał/a:
Justyna_1989 napisał/a:

Partner potrafił po tych wielogodzinnych wypadach rowerem przyjeżdżać do domu mając w plecaku, czy chowając w garażu różne dziwne rzeczy, które jak tłumaczył - znalazł w lesie. Ale jak teraz na to patrzę, to było bardzo dziwne, bo znajdował tych rzeczy aż nazbyt wiele np. parę różowych dziecięcych klapek, worek na kapcie z bohaterami bajki Auta, jakieś spodnie różowe, bluzy, różnego rodzaju ubrania. Często na nadgarstku nosił gumki do włosów, ale tłumaczył, że mu je mama dała (jego mama ma włosy ścięte prawie na jeża?!, więc nie spina włosów) i lubi je nosić. Nie drążyłam więc tego tematu dalej. Zaczynam już chyba sama się tym "ryć", ale jak to wszystko połączyć to jest przerażające...

Może tak na prawdę to nic nie znaczyć, a może znaczyć aż nazbyt wiele. Wolę się nie przekonywać...

Chyba domyślam się, co chodzi Ci po głowie, faktycznie, to przerażające, chroń swoje dziecko.
Zgadzam się z radą, żebyś pomyślała o zmianie mieszkania i dosłownie odizolowała się od tego człowieka.
Zastanawiam się też, co naprawdę skłoniło jego rodziców do tej przeprowadzki, bo przecież taka zmiana dla starych ludzi pochodzących ze wsi, którzy spędzili na niej większość swojego życia, mieszkali we własnym domu, przeprowadzka do mieszkania w bloku, zmiany całego otoczenia, środowiska, znajomych itd musiała być bardzo stresująca.
Czy może byli zmuszeni do ucieczki pod presją otoczenia, ze względu na zachowanie i czyny ich syna?


Z tego co się dowiedziałam od szwagierki mojego partnera i jego siostry, to gdy mieszkali na wsi, mój partner wdał się w toksyczną relację z kobietą, która mieszkała w ich sąsiedztwie, była mężatką i miała 5 dzieci. Ciągle tam były awantury między tą kobietą a rodziną mojego partnera, ciągle nasyłali na siebie nawzajem policję, na koniec ta kobieta wplątała mojego partnera w jakieś zobowiązania finansowe - on jej podpisywał wszystko co mu podstawiła pod nos i wzięła na niego abonament na jakieś sprzęty - telefony, telewizor itd. Przez to mój partner narobił ogromnych długów, które po dziś dzień się za nim ciągną, bo zamiast to spłacać, to olewał wszystko, bo twierdził, że skoro on tego nie brał dla siebie, to nie musi płacić, nawet jak na umowie widnieje jego podpis. To początkowo były małe kwoty, ale po czasie zrobiły się z tego pokaźne zadłużenia.

On twierdzi też, że ta kobieta go otruła, bo przeszedł zapalenie mózgu i zachłystowe zapalenie płuc, po czym w stanie krytycznym wylądował w szpitalu na ponad miesiąc. Po tym właśnie incydencie jego rodzina postanowiła, że on musi przenieść się do siostry do miasta, aby odciąć go od tej kobiety. Po dłuższym czasie jego rodzice również postanowili przeprowadzić się. Ale z tego co udało mi się wywnioskować z wypisu ze szpitala, mój partner miał wirusowe zapalenie mózgu, a że mieszkali pod lasem mogło to być po prostu spowodowane zarażeniem boreliozą, a nie zatruciem.

Tak czy inaczej, myślę, że właśnie to zapalenie mózgu i incydent z tą kobietą mogły sprawić, że mówiąc kolokwialnie "dostał na łeb". Z tego co opowiadało jego rodzeństwo - mój partner był kiedyś pilnym uczniem, uczył się najlepiej z całego rodzeństwa, był bardzo schludnym chłopcem, później już jako młodzieniec wyjechał za granicę do pracy, chodził w markowych ubraniach, używał drogich kosmetyków itd. Po chorobie zmienił się nie do poznania - ma problem z czytaniem, sylabizuje, myli litery i słowa, nawet jeżeli już coś przeczyta to nie umie tego zrozumieć i powiedzieć co właściwie przeczytał, jest strasznym brudasem, chodzi w śmierdzących i podziurawionych ubraniach, nie przeszkadza mu brud i syf wokół niego, nie przeszkadza mu gdzie przebywa i w jakich warunkach, może spać nawet w środku lasu i mu to nie przeszkadza. Nie szanuje swoich rzeczy, ubrania ciągle brudzi, wyciera brudne ręce czy twarz o nowe ubrania i później chodzi w nich nadal nie myśląc o wypraniu ich, pieniądze ma porozrzucane dosłownie wszędzie, często też je gubi. Dopiero jak zaczął mieszkać ze mną i ja zwracałam mu uwagę w co ma się ubrać, że ma ubrania rzucić do prania, że ma codziennie się myć, to dopiero zaczął dbać o siebie i przestrzeń wokół, chociaż nie w jakimś spektakularnym stopniu.

Życie z nim było dla mnie bardzo ciężkie, bo czułam się jakbym w domu miała nastolatka, którego trzeba wszystkiego nauczyć hmm

28

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Justyno, wybacz moje pytanie - ale dlaczego Ty się z nim w ogóle związałaś? przecież z tego co rozumiem on już był taki niechlujny i dziwny, jak się poznaliście... Czym on Ciebie w ogóle ujął? co Ci oferował że zdecydowałaś się z nim być?

29

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
Justyna_1989 napisał/a:

Z tego co opowiadało jego rodzeństwo - mój partner był kiedyś pilnym uczniem, uczył się najlepiej z całego rodzeństwa, był bardzo schludnym chłopcem, później już jako młodzieniec wyjechał za granicę do pracy, chodził w markowych ubraniach, używał drogich kosmetyków itd. Po chorobie zmienił się nie do poznania - ma problem z czytaniem, sylabizuje, myli litery i słowa, nawet jeżeli już coś przeczyta to nie umie tego zrozumieć i powiedzieć co właściwie przeczytał, jest strasznym brudasem, chodzi w śmierdzących i podziurawionych ubraniach, nie przeszkadza mu brud i syf wokół niego, nie przeszkadza mu gdzie przebywa i w jakich warunkach, może spać nawet w środku lasu i mu to nie przeszkadza. Nie szanuje swoich rzeczy, ubrania ciągle brudzi, wyciera brudne ręce czy twarz o nowe ubrania i później chodzi w nich nadal nie myśląc o wypraniu ich, pieniądze ma porozrzucane dosłownie wszędzie, często też je gubi. Dopiero jak zaczął mieszkać ze mną i ja zwracałam mu uwagę w co ma się ubrać, że ma ubrania rzucić do prania, że ma codziennie się myć, to dopiero zaczął dbać o siebie i przestrzeń wokół, chociaż nie w jakimś spektakularnym stopniu.

Życie z nim było dla mnie bardzo ciężkie, bo czułam się jakbym w domu miała nastolatka, którego trzeba wszystkiego nauczyć hmm

Nie rozumiem Cię, najpierw piszesz, że był taki cudowny, a teraz okazuje się, że był ograniczonym umysłowo brudasem. Ja także zastanawiam się co Cię w nim ujęło, czy może byłaś tak zaślepiona i zdesperowana, że wzięłaś co popadło. Miałaś z nim w ogóle jakieś tematy do rozmowy, skoro on ma nawet problemy z czytaniem?

Justyna_1989 napisał/a:

Nigdy nie miał stwierdzonej żadnej choroby, jedynie w dzieciństwie posiadał orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej w stopniu lekkim, skończył szkołę specjalną.

...i uczył się najlepiej  z całego rodzeństwa?
więc albo oni wszyscy są pokręceni, albo raczej wcisnęli Ci kit, żeby wygodnie ulokować niewygodnego brata i syna, a Ty w swojej desperacji słyszałaś to, co chciałaś usłyszeć.
Historia z ową kobietą też zapewne ma niewiele wspólnego z prawdą, więc zastanów się, czy teraz Ty nie powinnaś uciekać, byle dalej od teo towarzystwa.

30

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

A ja mam jakieś dziwne wrażenie, że nasza autorka jest po prostu trollem z bardzo bujna wyobraźnia. Jeśli mam dobre przeczucia, to dziwię się ludziom, którzy wymyślają takie historie, no ale co zrobić. Jednak pewności co do trollingu oczywiście nie mam.
Dlaczego myślę, że to troll?
1. Za dużo jest tu naprawdę jezacych włos na głowie faktów i jakiś dziwny spokój autorki.
2. Facet przynosi ze swoich wypraw do lasu i nie wiadomo gdzie on tam jeszcze łazi różne drobiazgi należące głównie do dzieci, bo jakieś spodenki, spinki, ubranko czy zabawkę itd, a autorka nic. Toż każdy w miarę myślący człowiek od razu miałby odpowiednie myśli, a ta zachowuje stoicki spokój.
3. Facet znika nie wiadomo gdzie, nie ma z nim kontaktu, wraca po wielu godzinach uwalany w błocie, w trawie, przemoczony i udziela dziwnych odpowiedzi, a autorka spokojnie wpuszcza lumpa do domu, gdzie jest na dodatek jej córka.
4. Rodzice jakimś dziwnym trafem nagle na stare lata wyprowadzają się z wioski u kupują mieszkanie, bagatela, tuż za ścianą autorki. Dziwne.
4. Facet jest upośledzony umysłowo, ma problem nawet z czytaniem ze zrozumieniem, jest brudasembitd a autorka piszę poprawnie i raczej można odnieść wrażenie, że jest osobą wykształcona i co? Nie razi jej tępota i nieuctwo tego faceta. Przecież to w głowie się nie mieści.
5. Autorka dość umiejętnie podrzuca nam tu do gara. Polega to na tym, że jeśli ktoś zwróci na coś uwagę np że to niebezpieczny świr, wtedy ona opisuje różne niesamowite fakty, jakby chciała podnieść napięcie. To co wcześniej nie mogła tego napisać?
6. Autorka nic nie pisze o swojej córce, jakby ten akurat aspekt w ogóle jej nie interesował. Matki zazwyczaj najwięcej rozpisują się na temat obaw związanych z dzieckiem. Tu jest cisza.
7. I jeszcze kilka innych spostrzeżeń oraz zwykle przeczucie i na koniec- uważam, że nie ma aż tak głupich kobiet i w ogóle nie pasuje mi opisana przez autorkę historia do stylu jej pisania, słownictwa i tego na co zwraca ona uwage.
Ale może się mylę? Tak sobie tylko napisałam.

31

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?
ulle napisał/a:

A ja mam jakieś dziwne wrażenie, że nasza autorka jest po prostu trollem z bardzo bujna wyobraźnia. Jeśli mam dobre przeczucia, to dziwię się ludziom, którzy wymyślają takie historie, no ale co zrobić. Jednak pewności co do trollingu oczywiście nie mam.
Dlaczego myślę, że to troll?
1. Za dużo jest tu naprawdę jezacych włos na głowie faktów i jakiś dziwny spokój autorki.
2. Facet przynosi ze swoich wypraw do lasu i nie wiadomo gdzie on tam jeszcze łazi różne drobiazgi należące głównie do dzieci, bo jakieś spodenki, spinki, ubranko czy zabawkę itd, a autorka nic. Toż każdy w miarę myślący człowiek od razu miałby odpowiednie myśli, a ta zachowuje stoicki spokój.
3. Facet znika nie wiadomo gdzie, nie ma z nim kontaktu, wraca po wielu godzinach uwalany w błocie, w trawie, przemoczony i udziela dziwnych odpowiedzi, a autorka spokojnie wpuszcza lumpa do domu, gdzie jest na dodatek jej córka.
4. Rodzice jakimś dziwnym trafem nagle na stare lata wyprowadzają się z wioski u kupują mieszkanie, bagatela, tuż za ścianą autorki. Dziwne.
4. Facet jest upośledzony umysłowo, ma problem nawet z czytaniem ze zrozumieniem, jest brudasembitd a autorka piszę poprawnie i raczej można odnieść wrażenie, że jest osobą wykształcona i co? Nie razi jej tępota i nieuctwo tego faceta. Przecież to w głowie się nie mieści.
5. Autorka dość umiejętnie podrzuca nam tu do gara. Polega to na tym, że jeśli ktoś zwróci na coś uwagę np że to niebezpieczny świr, wtedy ona opisuje różne niesamowite fakty, jakby chciała podnieść napięcie. To co wcześniej nie mogła tego napisać?
6. Autorka nic nie pisze o swojej córce, jakby ten akurat aspekt w ogóle jej nie interesował. Matki zazwyczaj najwięcej rozpisują się na temat obaw związanych z dzieckiem. Tu jest cisza.
7. I jeszcze kilka innych spostrzeżeń oraz zwykle przeczucie i na koniec- uważam, że nie ma aż tak głupich kobiet i w ogóle nie pasuje mi opisana przez autorkę historia do stylu jej pisania, słownictwa i tego na co zwraca ona uwage.
Ale może się mylę? Tak sobie tylko napisałam.

Autorka ma syna nie córkę.
Z całym twoim wywodem się zgadzam.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

32

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Możecie mi nie wierzyć w moją historię, macie do tego prawo. Nie o to mi chodziło, żeby ktoś mi tu napisał "tak, wierzę Ci". Ja wiem sama co przeżyłam i to najważniejsze i nie wymagam od nikogo aby w to wierzył. Chciałam tylko z kimś omówić ten temat, z kimś obcym, kto nie ma ze mną emocjonalnej więzi, kto nie powie mi tylko tego co chcę usłyszeć, żeby mi zrobić przyjemność. Obcy człowiek myśli na chłodno, bez emocji i o to mi właśnie chodziło, gdy pisałam na tym forum. Dostałam mnóstwo rad od obcych osób, za co Wam dziękuję. Wiem, że dla Was mogę być tylko głupią pindą, która wpakowała się w bezsensowną relację. Nie było to wszystko zbyt mądre z mojej strony i jestem tego w pełni świadoma, ale może rzeczywiście byłam zbyt zdesperowana żeby dostrzec beznadziejność tej znajomości. Chciałam być tylko kochana, być dla kogoś ważna, dać mojemu synkowi to, czego nigdy nie mieliśmy - pełną, kochającą się rodzinę. Dążyłam do tego za wszelką cenę, odrzucając od siebie negatywne myśli, że coś w mojej relacji jest nie tak. Zaczęliście rozwijać temat, ja zaczęłam Wam na to tylko odpisywać i opisywać moją historię. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to bardzo odrealnione i ciężko w to uwierzyć, ale ja to przeżyłam na prawdę. Czasami sama nie wierzę w to, jak mogłam być tak ślepa. Ale mnie po prostu w tym człowieku coś urzekło - jego inność na początku mnie zafascynowała, to że był taki nietuzinkowy, nieobyty z normalnym światem, to było dla mnie takie intrygujące - że mój świat (dla mnie taki zwykły, szary) dla niego wydawał się czymś całkiem odmiennym i niezwykłym. Fascynowało mnie to, że mogłam go tak wiele rzeczy nauczyć, że mogłam się nim zaopiekować i poczuć się dla kogoś ważna w życiu. On widział we mnie przewodnika, który go prowadzi przez całkiem nieznany mu świat. Mój partner ujął mnie swoją prostotą - dla niego nawet jedzenie wspólnie posiłków z rodziną było czymś niezwykłym bo w jego domu nie przywiązywano do tego wagi. Ta relacja nie była ciągle tylko zła, ale były momenty że napawała mnie radością - mogłam dać jemu kawałek siebie i tym małym gestem go uszczęśliwić. To było niezwykłe. Moje serce się radowało, gdy widziałam iskrę w jego oczach, gdy spędził z nami pierwsze święta. Cieszył się jak dziecko, bo on nigdy nie miał świąt w domu, nigdy nie jedli wspólnie kolacji wigilijnej, nigdy nie obdarowywali się prezentami. W jego domu, dosadnie mówiąc - dzieci traktowano jak zwierzątka, które tylko trzeba karmić, żeby nie padły i nie śmierdziały. Ale przez to właśnie, że mój partner wychowywał się w skrajnej patologii, do tego doszły te uszkodzenia mózgu po chorobie - jest teraz takim człowiekiem - dziwnym i przerażającym, ma jakieś problemy psychiczne, których myślę, że już wyleczyć się nie da. Zresztą nawet jakby te przypadłości były do wyleczenia, ja nie czuję się na siłach aby mu w tym pomóc. Wiadomo, że gdybyśmy byli małżeństwem, dzieliłoby nas wiele pięknych wspólnych lat w zdrowiu i nagle by zachorował - oczywiście, że bym go nie zostawiła z tym samego. Ale w takiej sytuacji - nie podejmę takiego ryzyka. Ja mam synka, którym muszę się zajmować, dla którego muszę być i matką i ojcem i jemu muszę poświęcić jak najwięcej czasu. Szansę na wychowanie dziecka i zbudowanie z nim poprawnej relacji mam tylko jedną w życiu, a szans na miłość mogę mieć w życiu nieskończenie wiele.

33 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-01-21 14:11:11)

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Ja mysle, ze on ma schizofrenie paranoidalna. On ma manie przesladowcza.

Zostan przy decyzji. Z tego nic nie bedzie. Nie kieruj sie rzekomym dobrem dziecka, bo dobro dopiero przyjdzie, jak tego czlowieka na dobre  pozegnasz.
Ja szukalabym innego mieszkania. Zycie przez scane jest dla ciebie niebezpieczne.
Najnowsze wydarzenia pokazaly, do czego zdolny jest czlowiek chory psychicznie, jesli nie bierze lekow....
Wspomnisz moje slowa.

34

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Justyno, może i faktycznie nie jesteś trollem, ale sama przyznaj, że twoja historia jest jak rodem z jakichś kronik kryminalnych. Uwierz mi, ale niedobrze się człowiekowi robi, gdy czyta coś takiego i gdy w tym wszystkim jest jeszcze jakieś dziecko.
W pewnym sensie nawet jestem w stanie zrozumieć twoja pierwotna fascynacje czymś innym, niesamowitym, bo ta codzienna szarość rzeczywiście potrafi człowieka zdołować. Nagle pojawia się jakiś ekscentryczny człowiek, ty miałaś jak najlepsze intencje, więc twoja czujność została jakby uśpiona. Idzie to pojąć naprawdę.
Jednak napisz, kiedy skończyło się to wszystko, kiedy tak naprawdę? Czy naprawdę dopiero teraz pod wpływem rad, które wyczytalas tutaj?
I co to znaczy, że nie chciałaś polegać na radach osób ci bliskiech, bo znajomi mówiliby ci to, co chcesz usłyszeć? Czy to znaczy, że ukrywalas przed ludźmi z jakim facetem żyjesz? Przecież nawet ludzie z jego pracy mieli o nim odpowiednie zdanie, a sąsiedzi wiele razy widzieli go uwalanego w błocie i dziwnie gadającego. Ludzie widzą wszystko, naprawdę widza.
I jeśli możesz, to wyjaśnij jeszcze tę sprawę z jego rodzicami. To starsi ludzie, którzy mieszkali na wiosce i jak napisałaś jest to typowa polska patologia. To jakim cudem oni kupili mieszkanie akurat w twoim bloku i nie chodzi mi o pieniądze, bo pewnie mieli kasę za gospodarstwo, tylko o to, że w ogóle szukali tam, gdzie ty mieszkasz i tam kupili.
Przecież gdyby coś takiego trafiło na mnie, to natychmiast poczułabym się osaczona i przerazona.
I co z tą sprawą, że on przynosił do domu jakieś dziecinne rzeczy?
Jeśli jesteś autentyczna, to naprawdę musisz zmienić miejsce zamieszkania choćby ze względu na syna, jeśli o siebie się nie boisz.

35

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Sama zawsze dazyłam do stabilizacji i jasnej sytuacji w związku, bez niedopowiedzeń, gierek i krzywych akcji. Widzę jak to teraz do mnie wraca. Najczęściej w postaci szczerej rozmowy smile

36

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

napisałaś, że przeszedł boreliozę, może miał neuroboreliozę i padło mu na mózg

37

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Wyjechałam z synkiem do rodziców, aby nieco odetchnąć. Teraz mogę dokończyć poruszone tematy.

Mój partner zaczął do mnie wypisywać i wydzwaniać 3 dni po tym jak wystawiłam mu rzeczy za drzwi. Zaczął mówić, że tak bardzo za mną tęskni, że on nigdy nie czuł czegoś takiego - nie może jeść, spać i czuje taką ogromną pustkę w sobie. Myślę, że pierwszy raz w życiu poczuł jakiekolwiek uczucia, bo przeważnie jego zachowanie jest na trybie "zero" - żadnej radości, smutku czy złości. Oczywiście nie złamałam się i nie uwierzyłam w te jego bajeczki. Doszłam w końcu do takiego momentu w życiu gdy znalazłam w sobie siłę, aby z mojego świata wyeliminować osobę, która wnosi do niego tylko chaos, nerwy, smutek i strach. Rzeczywiście moja decyzja zapadła dużo wcześniej, zanim do Was napisałam, ale chciałam wiedzieć co tak na prawdę sądzą o tym wszystkim osoby obce, które nie są ze mną w żaden sposób związane emocjonalnie. Moja rodzina czy przyjaciele jak widzieli, że były w naszym związku jakieś chwile dobre to mówili, że mam się mojego partnera trzymać bo mnie uszczęśliwia, ale jak coś się psuło, to nagle zmieniali zdanie i mówili, że mam z nim skończyć bo to nic nie warta znajomość. Swoje rady dopasowywali raczej do danej sytuacji, niż poddawali ją rzeczywistej ocenie własnej i udzielali rad adekwatnych do zdarzenia. Dlatego postanowiłam napisać na forum.

Moi najbliżsi wiedzieli o dziwnych zachowaniach mojego partnera, ale też ciągle powtarzali, początkowo tak jak ja - że nie można doszukiwać się w tym drugiego dna, że trzeba dać człowiekowi szansę, bo on dużo w życiu przeżył, jest zacofany i potrzebuje czasu żeby się otworzyć i przystosować do innych warunków, niż miał w domu rodzinnym. Jednak teraz i oni sami zrozumieli, że te dziwne zachowania mojego partnera nie są przejściowe i nie wynikają z zacofania, ale z jakiś problemów natury psychicznej, których bez pomocy specjalisty nie da się wyeliminować.

Jakby tego było mało rodzice mojego partnera bardzo mącą w tej sytuacji - wczoraj mój partner przyszedł do mnie porozmawiać, otworzyłam mu drzwi, ale nie wpuściłam go do domu, pogadaliśmy w progu i on poszedł. Miał już wrócić do siebie (przypomnę, że mieszka drzwi obok, u rodziców), ale okazało się, że drzwi od mieszkania są zamknięte. Jego ojciec krzyknął mu przez drzwi, że on mu nie otworzy i ma iść do mnie mieszkać!!! Mój partner odwrócił się do mnie i zaczął robić maślane oczy i prosić czy może u mnie przenocować, chociaż tę jedną noc, bo on jest taki biedny i nie ma gdzie się podziać. Nie zgodziłam się!! Facet stał później przez 3 godziny pod drzwiami mieszkania rodziców i dzwonił dzwonkiem, aż mu w końcu ojciec łaskawie otworzył. Chora rodzina.

Cieszę się, że w jakimś stopniu udało mi się z tego wyrwać. Jednak wiem, tak jak zresztą sami pisaliście - mając ich obok nigdy nie będę mieć spokoju. Dlatego mimo wielkiego sentymentu, postanowiłam sprzedać moje mieszkanie aby uciec od tego sąsiedztwa. Szkoda mi tego mieszkania, bo mam je od tylu lat, ciężko na nie zapracowałam, wsadziłam w nie tyle pracy, sił, pieniędzy i miłości, ile tylko potrafiłam, bo robiłam to przede wszystkim dla mojego synka, aby miał wspaniały dom. Jest mi przykro, że muszę teraz je sprzedać. Ale nie mam innego wyjścia, bo Ci ludzie mieszkający tuż obok doprowadzą mnie do psychicznej ruiny sad Chcę spokoju - dla siebie i synka sad

38

Odp: Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Justyna, Twoj facet ma problemy psychiczne. Niekoniecznie choroba psychiczna: schizofrenia, dwubiegunowka etc. ... Może to być zaburzenie czyli np nerwica natręctw. Pisałaś że On Ci mówi że ma przymus jechać gdzieś ... Generalnie zrobić coś. Osoba z taką nerwicą nie będzie w stanie się przyznać do swojego problemu. Zdaje sobie sprawę że jej zachowanie jest nieracjonalne ale nie potrafi sobie z nim poradzić.

Pozdrawiam.

Posty [ 1 do 38 z 40 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Emocjonalna huśtawka w związku - czy warto walczyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018