Niedziela, ponad 30 stopni, a ja siedzę w domu. Nie mam z kim iść, dokąd iść. Zaczynam nienawidzić weekendów, bo jestem totalnie samotna. Od poniedziałku do piątku przynajmniej te 8 h spędzam w pracy i z ludźmi... Łzy same mi lecą. Nie mam pomysłów na życie... Aż wstyd, żenada, że nie wiadomo skąd i jak stałam się taka "aspołeczna"?
Podobne tematy
A gdzie Ty mieszkasz , jak byś blisko mieszkała Mnie , to możemy kawe wypić .
Ty idź do psychologa. Spójrz na swoje tematy - każdy z nich to jakiś akt rozpaczy a ry jestes tak zafiksowana na użalaniu się nad sobą, że tracisz możliwość działania i obiektywnej oceny sytuacji.
Jest piękna pogoda, a ty zamiast iść na spacer - ryczysz?
Nie ogarniasz już tego, kobieto. Potrzebna ci albo terapia albo wstrząs.
http://www.youtube.com/watch?v=z_m4Qb0iW-o
Nie płacz nie jesteś sama ja też siedzę sam w domu bo nie mam z kim się spotkać i wyjść gdziekolwiek. Może masz ochotę popisać ze mną?
Wstań i przestań płakać. Iceni ma rację, pomoc psychologa mogłaby tu coś zdziałać. Pod warunkiem, że CHCESZ by to się zmieniło. Niektórzy mają skłonność do wybierania sobie cierpienia.
Uwierz mi, da się to zmienić ![]()
Zacznij od uspokojenia się i zrobienia czegoś dla siebie, choćby to miał być najzwyklejszy w świecie spacer.
ZaubererDE, podoba mi się utworek
miły dla ucha
No co Ty twisted? A Ty nie mialas byc dzis na spotkaniu z forum?
Nie rycz tylko znajdz sobie jakieś zajęcia na weekendy.. Nie wiem gdzie mieszkasz ale jest tego pełno w każdym mieście.. joga w plenerze, warsztaty foto itd........ ewentualnie umawiaj się z netu z facetami to zawsze lepsze niz płakanie w domu
No właśnie, miałaś wziąć udział w spotkaniu ludzi z forum...
Powiem Ci co ja robiłam całe przedpołudnie- rano biegałam (SAMA ), potem pojechałam na basen (SAMA), potem pojeździłam rowerem (SAMA) i to był fajnie spędzony czas. Wiesz, ja nie dziwię się, że czujesz się beznadziejnie...bo gdybym miała siedzieć na tyłku i użalać się nad sobą, to pewnie też czułabym się tak jak Ty
Sama to sobie robisz dziewczyno !
Wyjdz po prostu zdomu gdziekolwiek, lepiej samemu sie przejsc niz wariowac wdomu.
Z Bolesławca jest.
Popieram, musisz się ogarnąć!! Wiem, co przechodzisz bo ostatnimi czasy miałam tak samo ale płacz nic nie daje ;/ Mahika74 ma racje, w pojedynkę też wiele rzeczy można robić; ja ostatnio przetestowałam basen i było całkiem fajnie wiec polecam
a teraz myślę nad wakacjami ale nie wiem czy jestem aż tak silna
Moge isc z toba na zakupy ;D
Niedziela, ponad 30 stopni, a ja siedzę w domu. Nie mam z kim iść, dokąd iść. Zaczynam nienawidzić weekendów... Łzy same mi lecą. Nie mam pomysłów na życie... Aż wstyd, żenada, że nie wiadomo skąd i jak stałam się taka "aspołeczna"?
Jeśli ktoś uwięził Cię w domu - TO TYLKO TY samą siebie...
I nie spotkasz nikogo, jeśli się NIE RUSZYSZ...
Jakieś wnioski? Czy czekanie na interwencję z zewnątrz... albo łaskę boską ![]()
Nie szkoda życia?
Macie racje, użalanie się nad sobą to kopanie głębszego dołka. Ale z drugiej strony łatwo tylko powiedzieć " porób coś, zajmij się czymś''... Samotność na dłuższą metę zabija, nic nie zastąpi towarzystwa drugiej osoby, choćby nie wiem jak sobie człowiek wmawiał że nie potrzebuje w życiu nikogo
Że tak sobie pośpiewam: tylko ja i moja przestrzeń, biore z niej co najlepsze... ![]()
hmm..Doniu?
17 2014-07-06 23:32:22 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-06 23:32:43)
Doniu nie doniu, ale prawdę mówi. Jak jestem sam to uczę się być sam i dzięki temu biore jak najwięcej mogę z wlasnego kąta.
Albo siedze i nie robie nic, tylko mowie jaki to swiat zły, a ja do niczego...
No prawde prawde ale nie każdy potrafi wytrzymac taką prawde
No to do psychiatry/terapeuty rusz, jak tak nie umie wytrzymać i sobie poradzić ze sobą...
No to do psychiatry/terapeuty rusz...
Otóż TO!!!
ALBO coś się zmienia - albo TKWI w niezmiennym... nie ma trzeciego wyjścia ![]()
I przeczytaj/cie sobie co ZaubererDE napisał do "rzeki marzeń" w jego wątku "o byciu przeźroczystym jak woda"... Tak jak nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, nie można WCIĄŻ robiąc to samo i tak samo, oczekiwać innych REZULTATÓW...
Kiedyś płacz się skończy z braku ŁEZ i wtedy trzeba będzie "coś" przedsięwziąć...
Ehhh znowu tan sam temat tej samej autorki ![]()
twisted87 z twoich postów wynika że nie chcesz tego zmienić... Wiem że to ciężki stan, możliwe że masz depresje... jednak na pewno nie jest to moment w którym powinnaś kogoś poznawać...
Pomyśl w jakiej jesteś sytuacji... czujesz się totalnie samotna, nienawidzisz tego stanu, chcesz go zmienić... pojawia się desperacja... Trafi się ktoś kto zwróci na ciebie uwagę i wpakujesz się w patologiczny związek tylko dla tego że nie chcesz być sama... Nie na tym to ma polegać...
Musisz nauczyć się być szczęśliwa sama ze sobą, wtedy odpowiednie osoby same pojawią się w około Ciebie, wtedy kiedy będziesz ich potrzebować... Los/Bóg/życie (niepotrzebne skreślić) stawia na naszej drodze rzeczy i ludzi którzy mają nas czegoś nauczyć... Dlatego tak często zdarza się że gdy jesteśmy gotowi na jakąś zmianę pojawia się ktoś kto nam w niej pomaga... wskazuje drogę... wskazuje kierunek... ale pomaga tylko tym którzy sami chcą sobie pomóc... Zastanów się poważnie czy dalej chcesz aby ten stan się utrzymywał... jeżeli nie to postanów zmianę... a później zacznij działać w tym kierunku. Nic nie przychodzi łatwo, ale możesz tego dokonać... jeżeli tylko naprawdę chcesz...
Jeżeli ciągle są wymówki... bo to trudne, bo nie wiesz jak, nie umiesz... itp...itd... to znaczy że nie chcesz zmiany... nie jesteś na nią gotowa... Wielu ludzi naprawdę boi się sięgnąć po szczęście... Wielu świadomie wybiera porażkę... irracjonalne, ale prawdziwe... Wydaje im się że jak nie spróbują to nie będzie bolało... Ale boli tak samo... Jeżeli zakładamy że coś się nie uda, więc nie będziemy próbować, to automatycznie tego mieć nie będziemy... Jeżeli jednak spróbujemy w najgorszym wypadku może się nie udać, a więc otrzymujemy ten sam stan co nie ryzykując... Może też się udać... Tak więc ryzykujesz tylko tyle że się uda... Kto ryzykuje może przegrać, ale kto nie ryzykuje przegrywa na pewno... Zastanów się czy jesteś gotowa na zmianę, czy wystarczy Ci zakładanie kolejnych tematów na forum i użalanie się nad sobą ??
Twisted87 czasami człowiek potrzebuje takiej samotni, żeby się przyjrzeć samemu sobie. Nie rób sobie z tego powodu wyrzutów, może zwyczajnie nie lubisz zgiełku, hałasu, harmidru. Ja osobiście nie widzę tu nic złego. Natomiast możesz sobie poszukać przyjaciółki, przyjaciela z twojego miasta, może ktoś taki też jest i z chęcią wybierze się z Tobą na spacer, na lody.
Nie smuć się i nie szukaj idealnych przyjaciół, bo chyba takich nie ma, chociaż kto wie, ale ciesz się że ktoś będzie chciał Cię poznać, pogadać o twoim hobby, jeśli jakieś masz, może wspólnie pójdziecie na zakupy. Zaczynaj od małych kroczków, stopniowo, aż coś się wyklaruje. Powodzenia.
No dokładnie:) od małych kroczków.. inaczej się nie da. Gdyby to zmienianie własnego życia było takie banalne, to nikt nie byłby w depresji... to jest niemożliwe żeby w ciągu jednej chwili zmienić WSZYSTKO ![]()
Niedziela, ponad 30 stopni, a ja siedzę w domu. Nie mam z kim iść, dokąd iść. Zaczynam nienawidzić weekendów, bo jestem totalnie samotna. Od poniedziałku do piątku przynajmniej te 8 h spędzam w pracy i z ludźmi... Łzy same mi lecą. Nie mam pomysłów na życie... Aż wstyd, żenada, że nie wiadomo skąd i jak stałam się taka "aspołeczna"?
'Najtrudniejszy pierwszy krok' -zadzwoń do dawnej koleżanki ze szkoły, idź do sąsiadki powiedz po prostu; dawno się nie widziałyśmy, może masz ochotę się spotkać, pogadać, może rower?
Potem pójdzie już z górki :) Ja również po powrocie z Francji (byłam tam dwa lata), nie miałam do kogo buzi otworzyć, siedziałam w domku. Ale któregoś dnia po prostu poszłam do sąsiadki, wprosiłam się na kawę i tak teraz raz Ona raz ja się do nie wpraszam na kawę, praktycznie codziennie ;P
No no no,to ci szczęście dopisało;p istny cud taka sąsiadeczkę mieć:) rzadko kto tak trafia
No no no,to ci szczęście dopisało;p istny cud taka sąsiadeczkę mieć:) rzadko kto tak trafia
żaden cud, tylko nie można mieć blokady. nigdy nie miałam problemu z poznawaniem nowych ludzi, ale może to przez pracę, bo jestem przedstawicielem medycznym i nie mogę nieć blokady przed ludźmi, a ty masz taką. zacznij małymi kroczkami, zadzwoń, idź napisz na jednym z portali do koleżanki. chociaż do jednej, spróbuj nic nie tracisz przecież :)
żebym miała jakąkolwiek sąsiadkę... nie mam żadnej,sami sąsiedzi koło mnie mieszkają :)xD
Ja kilka tygodni temu poznałem sąsiadkę, która mieszka naprzeciwko mnie przez całe moje życie i troszkę dłużej ![]()
Do autorki- a zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli NIC nie zrobisz to NIC się nie zmieni, a możliwe, że będzie jeszcze gorzej i gorzej ? Jest świetna książka "Radość życia" Davida Burnsa dająca praktyczne rady jak wyjść z takiego marazmu, jak zrobić pierwszy krok. Polecam, bo jest rewelacyjna; mnie "wypchnęła" z domu do ludzi.
30 2014-07-07 22:48:19 Ostatnio edytowany przez lidka_21 (2014-07-07 22:49:31)
Jak się nie ma poważnych problemów, to się ich umiejętnie szuka. Świat jest taki zły, o jej, nic samo do mnie nie przyjdzie (a powinno), 30 stopni na zewnątrz, pogoda świetna- tylko wyjść z domu. Ależ po co? Lepiej płakać sobie w domku, że nie mam z kim wyjść, dokąd wyjść, a w ogóle po co ja mam wyjść skoro świat jest taki beznadziejny??
Podążę za resztą, a psycholog lub jakiś inny specjalista?
Do psychologa się też nie wybierzesz, bo to pewnie też nie najlepszy pomysł??