Nigdy bym nie pomyślała, że tutaj będę pisać o swoich problemach i że będą one dotyczyły mojego idealnego związku ! a jednak... idealny on był ale to już czas przeszły. Zacznę od początku.
Mam 22 lata. Od 4,5 roku jestem w związku z facetem który myślałam, że jest ideałem i że trafiłam 6 w totka. Wiecie o co chodzi ? idealne spotkania, czułe momenty, buziaki, ja byłam (w sumie jestem) na pierwszy miejscu, komplementy. Wyobraźcie sobie, że szukał cały dzień mojego domu żeby zdobyć ode mnie numer, swoją drogą na kolanach o niego prosił no po prostu było bosko. Każdy mi zazdrościł tego związku i każdy mówił, że jesteśmy idealną parą. Każdy oprócz mojej mamy która nadal jest przeciwna mojemu facetowi.
Dodam jeszcze, że on skończył zawodówkę, a ja idę teraz na mgr ale mi to zupełnie nie przeszkadza.
Ale do rzeczy. Od pół roku, ale trochę dłużej mam wątpliwości co do naszego związku... Pomijam fakt, że słyszę teksty typu : "za ładna dla niego jesteś", "jakim cudem Ty z nim jesteś", "on jest taki nerwowy" itd. Ale zdanie innych się nie liczy. Ale przechodzę do sedna sprawy. Wiadomo, że bajka nie trwa całe życie, ale nie sądziłam, że tak wszystko się pozmienia. Mój facet jest nerwowy, często doprowadza mnie do płaczu. Potrafi mnie niby w żartach powyzywać, podśmiewać się przy koledze ze mnie, niby dla żartów. (fajnie ma żarty co nie ? ). Ciągle wyzywa moją mamę która zawsze była mu przeciwna, bo on bluźnił, bo kiedyś usłyszała jak do mnie powiedział, że mi pier**lnie, chociaż by mnie nie uderzył, ale ma takie głupie odzywki. Zdarzyło się nam (nie mówię, że jestem święta) że się popchnęliśmy, albo specjalnie ktoś kogoś gdzieś uszczypnął, czy walnął, ale jakiś bijatyk między nami nie było. Kiedyś przy kłótni mi powiedział że jak mi nie pasuje to wypad. A jednocześnie wiem jak do szaleństwa mnie kocha, bo kiedy kłócimy się w 4 oczy to nawet boi mi się spojrzeć w oczy, jest mu mnie szkoda, i nie wyzywa mnie tak jak to przez sms robi.
Teraz zmienia pracę i będzie jeździł Tirem, a ja ? nie ufam mu... Kiedyś powiedział, że jeżeli będę grzeczna to będziemy razem na zawsze, a jak coś odwalę to się mogę zdrady doczekać... tak, dobrze czytacie tak mi powiedział. A ostatnio zrobił mi awanturę, że zapaliłam papierosa i powiedział, że jak tak mnie papierosy kuszą, to jego mogą tirówki kusić...
Wiem, że wiele rzeczy on mówi mi na złość. O komplemencie od niego mogę nawet zapomnieć, ale o krytykę to prosić się nie muszę bo często słyszę. Kiedyś mi dokuczał, że pulchna jestem to schudłam 10 kg. A teraz a to palce u nóg mam dziwne, a to duży nos i oczy... a to brzuch nie taki. A komplement ? żaden. Ja jestem złym kierowcą, ja nic nie robię, tylko paznokcie potrafię malować (według niego oczywiście). Że on się żenić nie będzie dopóki nie znajdę pracy z umową o pracę. I różne tego typu teksty od niego słyszę.
Oczywiście oprócz tego są te piękne dni. Kiedy jemy sobie z dzióbków, kiedy jedno za drugim w ogień skoczy, kiedy leżymy na łóżku i niczego do szczęścia nam nie trzeba. Planujemy wakacje nad morzem (co roku jeździmy). On dba o mnie, podwoził wszędzie jak nie miałam jak się gdzie dostać, kupił mi aparat bo nie miałam, na urodziny chce mi kupić rower bo uwielbiam jeździć a mój ledwo zipie, a ja mam tylko stypendium rektora w wysokości 300zł... nie dał by mnie skrzywdzić, zazdrosny jest o mnie itd...
Jednak ostatnio ciągle się szarpiemy ze sobą... kłótnie, wyzwiska, pretensje. Oczywiście przeplatane to jest z cudownymi chwilami. Mamy cudowny seks.
Przez to wszystko moje zaufanie do niego i pewność że chcę za niego wyjść została nadszarpnięta. Nie wiem co robić. Nie ufam mu na tyle, żeby nie bać się jego wyjazdów w trasę. On kiedyś powiedział, że chyba nie normalna jestem że on będzie kasę na to wydawał... a czasami gada teksty że jak komuś się chcę to co mu zależy, przecież nikt się nie dowie. I dlatego straciłam zaufanie do niego w pewnym stoniu. Mówi też że będzie mnie w trasy zabierał i da się przejechać TIRem, ale przecież od września ide do szkoły i nie będę z nim jeździć.
On mówił już o zaręczynach, o ślubie, o wspólnym mieszkaniu, dzieciach... a ja myślę, czy ten facet jest dla mnie ? czy ja dam radę wytrzymać z jego nerwowością, z jego tendencją do codziennego jeżdżenia po kolegach, czy zaufam mu kiedy bedzie w trasie, czy mnie nie zdradzi jak się pokłócimy, czy mam żyć z facetem przy którym nie czuję się do końca atrakcyjna bo potrafi mi pojechać odnoście wyglądu ?
Mam tysiąc myśli na minutę, dodatkowo w poniedziałek mam obronę licencjata i nie moge się skupić na nauce. Ciągle myśle o tym wszystkim co robić. Znam całą jego rodzinę, lubie ich, oni mnie też. Ale nie wiedzą jaki czasami jest mój facet. Mówią mi że trafiłam na super faceta, i że on trafił na super dziewczyne. Ale czy tak rzeczywiście jest ? tyle czasu się zastanawiam nad zerwaniem, ale nie mam jaj żeby to zrobić. Jednoczesnie nie chce tego zrobić bo kocham go do szaleństwa. To wszystko mnie już niszczy.
Co o tym wszystkim sądzicie ? co ja mam robić ?
Podobne tematy
2 2014-06-26 11:57:23 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-06-26 11:58:02)
masz madra mame i lepiej jej posłuchaj,
on przy twojej mamie tak powiedział do ciebie? cham i prostak
Na początku nadawaliście na tych samych falach. Teraz się rozjechaliście, Ty wykształcenie, on tiry.
Zazdrość jest w moim mniemaniu bezzasadna. Płacić tirówką? Jak się ma piękną magisterkę to zachodziłabym bardziej w głowę, co zrobić kiedy ona pozna mężczyznę na swoim poziomie.
Widzę że Ty szukasz księcia z bajki który będzie Ci prawił komplementy za każdym razem kiedy sie do Ciebie odezwie.
Najpierw piszesz że wogóle nie masz komplementów, że cały czas jest źle. Za chwile piszesz że jecie sobie z ust, leżycie i się przytulacie i seks jest dobry.
Mówisz że kompletnie o Ciebie nie dba a za chwilę piszesz, że zawsze wszędzie Cię podwoził i co to on kupił dla Ciebie i że nawet chce Ci rower teraz kupic bo Twój ledwo zipie.
Myślisz że jak będzie tirem jeździł to Cie zdradzi? Prawda jest taka że jak ktos chce zdradzic to zawsze na to znajdzie sposób. Druga sprawa jest taka, że to jest tylko okreslenie "tirówki" Jeździłem dwa lata do pracy trasą gdzie ich pełno i zamiast tirów tylko osobówki stały. a prawda zazwyczaj jest taka że jakby chciał to robic to by na pewno nie mówił że będzie posuwał tirówki tyko by zaprzeczał że on nigdy.
Dużo jest w Twoim temacie takich sprzecznych zdań. Pamiętaj tylko, że w prawdziwym związku nie jest jak w bajce, że wszystko jest ładne i kolorowe. w udawanym może tak być.
Widzę, że powinniście obydwoje powaznie porozmawiać.
Na początku nadawaliście na tych samych falach. Teraz się rozjechaliście, Ty wykształcenie, on tiry.
Zazdrość jest w moim mniemaniu bezzasadna. Płacić tirówką? Jak się ma piękną magisterkę to zachodziłabym bardziej w głowę, co zrobić kiedy ona pozna mężczyznę na swoim poziomie.
Masz rację. I zapewne tak jest w jego przypadku, tylko że ona nie daje spokoju i szuka dziury w całym
On wie co ma i co może stracić, dlatego Cię tresuje. Tak, to jest tresura, bo on nie ma nic innego do zaoferowania żebyś z nim została. ZA kilka lat różnica między Wami się pogłębi i wtedy już będzie masakra.
Miłość była piękna, ale się skończyła. Masz słuszne wątpliwości i dobrze Ci radzę ich posłuchać. Wydaje Ci się, ze nie znajdziesz takiego drugiego, romatycznego i cudownego? Znajdziesz, gwarantuje Ci.
Teraz przyszedł czas dla Ciebie.
Dziewczyno, bierz nogi za pas i uciekaj! Bylam w takim zwiazku rowniez. Na poczatku kochany i cudowny. Latal na skrzydlach do mnie, przepraszal, jak cos zle zrobil. Zapraszal to tu i tam, mimo iz nie prosilam o to. Mowilam czesto, ze z checia pojde na spacer czy zostane z nim w domu i cos razem obejrzymy. Po dwoch miesiacach dalej slowa "kocham cie" itp. ale dodatkowo "ty nic nie potrafisz", "jestes tepa", "do niczego sie nie nadajesz", "dz*wka". Byl dodatkowo bardzo zazdrosny i twierdzil, ze jesli zobaczy mnie z kolega pod szkola czy jak z jakims kolega wracam do domu, to go zlapie i mu zrobi taka jazde ze zapamietam raz na zawsze, ze moge miec tylko jego. Z zadnym kolega nie powinnam rozmawiac i najlepiej jakbym kolezanek rowniez nie miala. Jego kumple mu zazdroscili, ze mnie spotkal, ze ma "madra i ambitna dziewczyne, ktora nie jest materialistka". Tak wlasnie mowili. Czesto wieczorami dostawalam od niego telefony, wtedy przekonywal mnie, ze jestem "niczym". Wyzywal moja mame. Twierdzil, ze nic dziwnego, ze moi rodzice sie rozwiedli, nie znajac powodu wcale.
Natina, nie wiaz sie ze swoim chlopakiem na stale, jesli chcesz byc szczesliwa. Uwierz, ze szczescie w zyciu jest bardzo wazne. To, aby sie spelniac i miec kogos u boku, kto Cie rozumie i wspiera, a nie wysmiewa i nie wierzy w Ciebie. Na pewno jestes fajna dziewczyna i uwierz, ze znajdziesz sobie na pewno kogos lepszego! Pomysl, co bedzie jesli z nim zostaniesz? Slub, dziecko, wysmiewanie i gnebienie, a on w trasie. Podoba Ci sie to? Nie sadze! Realizuj sie, spelniaj swoje marzenia i badz szczesliwa z kims, kto Cie traktuje dobrze!
Wiem, napisalas to, ze kochasz go do szalenstwa. Ale uwierz, ze pokochasz kogos innego jeszcze bardziej i bedziecie tworzyc idealny zwiazek.
Ja zakonczylam tamten toksyczny zwiazek i teraz czuje, ze zyje! Zdalam dobrze mature, kiedy on twierdzil, ze jestem za glupia na to. A musze jeszcze wspomniec, ze zwiazek z nim kosztowalo mnie sporo nerwow i opuszczonych godzin w szkole. Nastepnie wyjechalam za granice. On staral sie przez poltora roku po zakonczeniu zwiazku ze mna nawiazac kontakt, chcial mi przekazac, ze bez niego nic nie znacze i nie znajde sobie chlopaka bo jestem "ku*wa". Tym wlasnie probowal przekonac mnie, abym do niego wrocila. Nie, nie wrocilam! Za granica chodzilam do szkoly, znalazlam prace, nabralam doswiadczenie i radzilam sobie zupelnie SAMA, dalam rade!! Poznalam kogos, kto staral sie o mnie 1,5 roku, bo balam sie kolejnego zwiazku, ale... oplacalo sie to wszystko! Mam kogos, z kim moge pogadac o wszystkim, wierzy we mnie, razem pracujemy i swietnie sie dogadujemy. Mieszkamy razem, dzielac sie wieloma rzeczami, rowniez obowiazkami domowymi.
Jesli sie nad tym zastanawiasz, bo to, co on mowi jest dla Ciebie przykre, odrzuc to! Zostaw go i nie pozwalaj sobie na takie zarty.
Pozdrawiam,
trzymaj sie mocno! ![]()
Potrafi mnie niby w żartach powyzywać, podśmiewać się przy koledze ze mnie, niby dla żartów. (fajnie ma żarty co nie ? ). Ciągle wyzywa moją mamę która zawsze była mu przeciwna, bo on bluźnił, bo kiedyś usłyszała jak do mnie powiedział, że mi pier**lnie, chociaż by mnie nie uderzył, ale ma takie głupie odzywki.
Faktem ideał faceta...
Na moje gdybym coś takiego powiedział, to od razu byłbym zdyskwalifikowany jako czyjś partner. Tak samo pożegnałbym kobietę, która nie ma szacunku do rodziców moich.
Dobry seks, chwile radości to niewiele, bo życie wspólne to coś zdecydowanie więcej.