Mam 46 lat, jestem w drugim związku. Postaram się krótko.
Pierwszy rozpadł się, bo moja żona spotykała się ze znajomymi poznanymi na czatach. Nie pomogły błagania, prośby. Trwało to z pół roku. Odchodziłem od zmysłów. Nie mogłem tego znieść, przeczytałem strzępy rozmów z ?kolegami? i powiedziałem dość ? wyprowadzam się. Wtedy pękła, była nawet skłonna rzucić swojego kochanka. Wyprowadziłem się w 10 rocznicę ślubu, syn miał 6 lat i dopiero teraz zrozumiał co wtedy tak naprawdę się stało. To naprawdę w dużym skrócie.
Szybko poznałem wspaniałą kobietę, 13 lat młodszą. Nikt nie dawał nam więcej niż dwa miesiące. Po drodze choroby i plagi egipskie. Po 2 latach wzięliśmy ślub. W między czasie gnębiła nas moja była i długo brak pieniędzy. Ale wszystko przetrwaliśmy, mamy dwoje dzieci 8 i 2,5 roku. Żona nie pracuje od 8 lat, zajmuje się domem, dziećmi ? w sumie to też praca.
Od 6 lat nie mamy problemów finansowych. Kupiliśmy mieszkanie (kredyt w chf niestety), od roku mamy na wszystko. Żona nie pracuje od 8 lat, zajmuje się domem, dziećmi ? w sumie to też praca. Odkąd mamy więcej pieniędzy, uwierzyła w siebie. Zrobiła sobie cycki. W końcu mogła się ubrać, zaczęła wychodzić ze znajomymi. Bardzo ją kocham. No i się zaczęło, moje demony przeszłości powróciły, byłem zazdrosny, ale bez przesady. Po chwili doszła obojętność. Częstsze wyjścia, brak bilingów, kod na telefonie, komputerze. Zacząłem znowu odchodzić od zmysłów. Prosiłem, próbowałem rozmawiać, ale wszystko na nic. Nie chciała ani zmienić swojego postępowania ani się otworzyć ani rozmawiać. Zwalała to wszystko na demony przeszłości. Chorą zazdrość. Pomyślałem ok. Być może. Poszedłem do psychiatry ? nerwica lękowa. Zacząłem brać psychotropy. Ale popełniła kilka małych błędów, a moja wyczulona psychika już wiedziała co się dzieje. Kupiłem dyktafon. Myślę, może faktycznie jestem walnięty, tylko tak mogę uspokoić moje nerwy.
Zostawiłem raz. To co usłyszałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie dość, że przez telefon mówiła że kocha i tęskni to jeszcze przyjechał do mojego domu na kawę i miziali się przy moim 2,5 letnim synu. Gdy zapytałem wprost, zaprzeczyła. Nawet gdy rzuciłem w nią koszulką kochanka, którą przytulała jak mnie nie było ? zaprzeczyła. Dopiero jak powiedziałem, że słyszałem wszystko przyznała się. To było nie całe 2 miesiące temu. Wielka miłość, rozgoryczenie, psychotropy. Nieźle mną to szturchnęło. Ale postanowiłem walczyć, po kilku rozmowach wyszło, że nie ma jak. Temat zakończyła ale chce być sama. Nie wyobraża sobie życia pod ?obstrzałem?. Wie, że ja nie zapomnę.
Wie, że to wyłącznie jej wina. Mogę kazać jej się wyprowadzić, mieszkać lub samemu się wyprowadzić ? dostosuje się. Mogę też wnieść o rozwód z jej winy ? zgadza się. Nie pieniędzy, rzeczy, niczego ? chce tylko dobra dzieci. By jak naj mniej to odczuły.
Na razie mam dylemat jak to zrobić. Wiem, że już nigdy nie będzie tak samo. Wiem też jak mój rozwód przeszedł mój syn. Wiem, że to nie ma przyszłości. Dlatego wyprowadzę się by odciąć pępowinę. Dlaczego ja? Bo kocham dzieci (ją też nadal, ale to bez związku) i mogę im powiedzieć ? to nie jest już wasz dom. Na razie mniej bywam w domu, więcej jeżdżę ?służbowo?. Więcej pracuję. Córka skończy szkołę i czas zacząć szukać mieszkania.
Więc jak brzmi pytanie, skoro niby wszystko wiem?
Czy żona mojego kochanka, powinna się dowiedzieć? On mnie wali (jak suka nie da, pies nie weźmie) ale czy ona nie zasługuje na to by wiedzieć z kim żyje? Wiem, że podrywał wiele mężatek. Nie wiem czy tylko moja uległa czy było ich więcej. Poza tym wcale nie jestem pewien kto kogo w tym wypadku wyrwał.
Podobne tematy
Ale trefne egzemplarze Ci się trafiły... A tamta pewnie wie, tylko wygodniej jej przymykać oczy na występy żonkosia.
3 2014-06-24 23:16:20 Ostatnio edytowany przez muszlowiec68 (2014-06-24 23:18:20)
Ano trafiły, widocznie przyciągam wybrakowane. Może wie, może nie. Może przymyka oko bo nie ma dowodów.
O Mój Boże... Bardzo Ci współczuję, naprawdę - bardzo. Przeczytałam, i nie wiem co powiedzieć. Bo z jednej strony, skoro on Cie "wali", jak napisałeś, to co Cie obchodzi jego żona? Jego żona, jego sprawa, jego życie. Po co się w to mieszać? Po co się w ogóle tym przejmujesz?
Co Cie ona obchodzi?
Ja zawsze wychodziłam z założenia, że "nie moj cyrk nie moje malpy". Mnie nikt nie upoważnił do wtrącania się w cudze życie, więc nie będę tego robić. Z resztą, nie chciałabym, żeby pewnego dnia odwiedził mnie jakiś obcy facet, przedstawił się w progu i powiedział, że mąż mnie zdradza. Gorzej byłoby tylko, gdyby sama kochanka mi to oznajmiła
Nie wiem, poczułabym się chyba mocno upokorzona, nie chciałabym w takiej chwili rozmawiać z obcym człowiekiem...
Bo może myśli, że ma kochającego męża. Bo może następna ich zdepcze. Bo trzeba ponieść konsekwencje własnych czynów.
OK, to zadaj sobie pytanie, czy gdybyś nie miał pojęcia, że twoja żona Cie zdradza chciałbyś pewnego dnia otworzyć drzwi i zostać rąbnięty młotem przez obcą osobę? Chciałbyś zobaczyć w drzwiach kobietę po raz pierwszy, chciałbyś, żeby to własnie ona powiedziala Ci, że twoje życie jest kłamstwem i zona przyprawia rogi?
Jeżeli chciałbyś, żeby to się tak potoczyło, to myślę, że możesz jej powiedzieć - zrobisz wszystko zgodnie z własnym, osobistym sumieniem ![]()
Moim zdaniem on wcale nie jest Ci taki obojętny, a kieruje Tobą chęć zemsty, a nie dobroduszność - Twoje małżeństwo się rozpadło, to czemu niby jego ma trwać? Takie mam wrażenie - może się mylę.
Chciałbyś zobaczyć w drzwiach kobietę po raz pierwszy, chciałbyś, żeby to własnie ona powiedziala Ci, że twoje życie jest kłamstwem i zona przyprawia rogi?
Nie każdy lubi żyć w matrixie, gdy druga strona skrycie Tobą gardzi...
Moim zdaniem on wcale nie jest Ci taki obojętny, a kieruje Tobą chęć zemsty, a nie dobroduszność - Twoje małżeństwo się rozpadło, to czemu niby jego ma trwać?
Cóż, zemsta jest rozkoszą bogów...
Wszystko prawda, na razie odpuszczam. Muszę najpierw dojść do siebie. Wyprowadzić się. Bo ciągle żyje w matrixie. Mieszkamy razem, rozmawiamy jak by nigdy nic. Tyle, że nie ma czułości, nie dotykamy się, nie śpimy ze sobą.
Nikomu nic nie mów. Nie wtrącaj się do nie swojego życia. Dobra rada.
Co do reszty. Obudź się chłopie. Składaj pozew o rozwód z winy żony (oczywiście alimenty ze strony pani, niech ruszy tyłek i idzie do roboty). Walcz o dzieci, niech będą z Tobą. Wiem, że praca, wyjazdy. Ale warto. Skoro masz taką żonę..............sorki ale jedź po bandzie. Jak nie Ty to załatwi Cię Ona.
Wiesz co...........w którym momencie już mnie cofnęło? Cycki........zrobiła se cycki hahahahahahahahahahahaha. Dosyć, że harujesz na Nią, to jeszcze rogi Ci przystawia. Spuść panią...............i może nie zakochuj się więcej
. Jak ktoś ma szczęście do szmat to tak zostanie.
Pozdrawiam i wierz mi.....żadnych skrupułów. Przy rozwodzie hahahahahahahahahaha nie poznasz swojej współmałżonki. Dlaczego Ty masz się wyprowadzać i szukać mieszkania. Chłopie, zostawisz Jej wszystko, znajdzie sobie następnego a Ty będziesz tyrał na toto. Myśl człowieku, myśl!!!!! Dostajesz po dupie i wciąż nie wyciągasz wniosków. Zaraz padną teksty (zwłaszcza pań zapewne), że owsze zrób dobrze żonie, że dzieci, to sramto.
Pamiętaj: TY MASZ DOBRZE I DOBRE ŻYCIE, TWOJE DZIECI TEŻ.
Nikomu nic nie mów. Nie wtrącaj się do nie swojego życia. Dobra rada.
Co do reszty. Obudź się chłopie. Składaj pozew o rozwód z winy żony (oczywiście alimenty ze strony pani, niech ruszy tyłek i idzie do roboty). Walcz o dzieci, niech będą z Tobą. Wiem, że praca, wyjazdy. Ale warto. Skoro masz taką żonę..............sorki ale jedź po bandzie. Jak nie Ty to załatwi Cię Ona.Wiesz co...........w którym momencie już mnie cofnęło? Cycki........zrobiła se cycki hahahahahahahahahahahaha. Dosyć, że harujesz na Nią, to jeszcze rogi Ci przystawia. Spuść panią...............i może nie zakochuj się więcej
. Jak ktoś ma szczęście do szmat to tak zostanie.
Pozdrawiam i wierz mi.....żadnych skrupułów. Przy rozwodzie hahahahahahahahahaha nie poznasz swojej współmałżonki. Dlaczego Ty masz się wyprowadzać i szukać mieszkania. Chłopie, zostawisz Jej wszystko, znajdzie sobie następnego a Ty będziesz tyrał na toto. Myśl człowieku, myśl!!!!! Dostajesz po dupie i wciąż nie wyciągasz wniosków. Zaraz padną teksty (zwłaszcza pań zapewne), że owsze zrób dobrze żonie, że dzieci, to sramto.
Pamiętaj: TY MASZ DOBRZE I DOBRE ŻYCIE, TWOJE DZIECI TEŻ.
święte słowa!!!
Walcz o dzieci, niech będą z Tobą.
Powiedz na jakiej planecie Autor ma szansę na opiekę nad dziećmi w starciu z matką...?
Beznamietnosc napisał/a:Walcz o dzieci, niech będą z Tobą.
Powiedz na jakiej planecie Autor ma szansę na opiekę nad dziećmi w starciu z matką...?
Z takim podejściem nigdy tego nie zmienimy. Ale już mówię: orzeczenie o winie, bezrobotna żona (brak środków na utrzymanie), gość pracuje (skoro na cycki miał, zarabia nieźle), dobry adwokat i przygotowanie do sprawy w sądzie (przedszkole, opiekunka do dziecka, może zmiana pracy na coś stacjonarnego, odpowiednia argumentacja etc.).
No w końcu może sobie znaleźć kogoś
.
Walka, walka i jeszcze raz walka
. Nie zawalczy się nie dowie. A tak..................co to za życie.
Wszystko pięknie, tylko najtrudniej zrobić pierwszy krok.
Wszystko pięknie, tylko najtrudniej zrobić pierwszy krok.
Nikt nie mówił, że będzie lekko. Jakbym siebie słyszał sprzed jakiegoś czasu. Da się
. Wierz mi. Nic nie robiąc robisz bardzo dużo......złego.
nie zazdroszczę ,,szczęścia,, do kobiet,
Opowieść jest w dużym skrócie. Ja tam aniołem nie jestem, ale no właśnie ale.