Hmmm... co lubię? Kobiecy dotyk... całowanie... To niby oczywiste... A co jest nieoczywiste? Hmmm... oddanie, ten moment kiedy wiem, że kobieta jest już moja, że chce, moment kiedy ona myśli "Rób co chcesz...", kiedy ona sama uwielbia swoje ciało i go eksponuje, kiedy się otwiera, nastawia, wypina. Kiedy sama siebie dotyka, kiedy sama daje piersi do całowania, kiedy przytrzymuje głowę, aby całować cip(k)ę, kiedy pcha się tak aby jej było dobrze. Ja akurat lubię jak ona leży "grzecznie" i cierpliwie odbierając pieszczoty, jak sama sobie przytrzyma nogi, albo rozszerzy cip.ę. W zasadzie wszystko się sprowadza, aby ją dopieścić do końca, a potem już mogę skończyć tak szybko jak chcę. Równoczesne orgazmy wcale nie były dla nas lepsze niż te zgodnie z zasadą "She comes first". A co kobieta wg mnie może zrobić, aby być seksi? Aby być dobrą w łóżku? Chyba też powinna bardzo, bardzo skupić się na sobie. Gładkie nogi, zadbane "okolice", paznokcie, włosy, tam gdzie trzeba ogolone, gdzie indziej przystrzyżone. Przyznam szczerze, że nie lubię dużej nadwagi, ani chudości... laska powinna być okrągła w odpowiednich miejscach... i wielkość biustu nie ma tutaj wielkiego znaczenia (pewnie każdy facet chce sobie kiedyś pomasować większe piersi, ale potem nie ma to wielkiego znaczenia dla seksu). Można też w internecie poczytac o robieniu loda -- są takie same poradniki dla kobiet jak dla facetów o robieniu minetki. A masaże mnie nie kręcą... ani jakieś wymyślne pozycje, ani zabawki, stroje, sceny... Dwa ciała, dwie dusze i to wystarczy do świetnej zabawy.
Mężczyźni kochają zołzy -- wartościowa książka. Jednak uważaj... podam przykład. Zołza to taka, co nie zrobi chłopakowi obiadku, tylko poda paluszki i razem oglądną film. Ona jest taka niezależna, wolna, pewna siebie. Ale jeśli to nie twój charakter, to zamiast być taką zołzą, staniesz się aktorką, która udaje kogo innego niż jest w rzeczywistości. Wyjdzie jeszcze gorzej -- bo zamiast być tą zołzą, będziesz kimś kto udaje, kto potem może być bardzo skrzywdzonym, bo chłopak odejdzie i wtedy będziesz rozpaczać. A zołza to jest ta, która choć kocha, to nie poniży się do lamentu nad swoim życiem. Zołza jest twarda. Kocha, jest kobieca ale jest twarda. Książka jest wg mnie raczej dla dziewczyn, które są zołzami, nowoczesnymi i wyzwolonymi kobietami, które mają wyrzuty sumienia że nie robią obiadku, tylko dały paluszki, a wg mamy i babci one powinny "przez brzuch do serca"... mają wyrzuty, bo tak ich uczyły mamy i babcie, a one intuicyjnie czują inaczej -- i ta książka im właśnie mówi -- że to nic złego być taką zołzą co dała paluszki. A faceci też czują, że ona nie jest bluszczem, i że fajnie być z taką w relacji... przyjaźni lub związku...