Ciekawe pytanie :-) Ja myslę, że takie rzeczy, jak wypisałaś, to nie należy tego zmieniać pod kogoś. To część naszej osobowości jakie mamy preferencje i np. nie polubisz wątróbki tylko dlatego, że twój facet ją uwielbia. Co innego jakieś drobne nawyki, dla nas mało istotne, które jednak okazują się być uciążliwe dla partnera - wtedy na pewno warto iść na ustępstwo. Przykładowo, jedna osoba lubi mieć swój kubek taki tylko dla siebie "prywatny" i kiedy nikt inny go nie używa. Drugiej osobie takie "szczegóły", z którego konkretnie kubka pije, umykają, bo jej wszystko jedno po prostu i może tego nie rozumieć, że ktoś by chciał ten swój prywatny kubek. Ale jeśli tą osobę kocha, to będzie pamietać o tym drobnym ustępstwie i będzie uważać który kubek bierze. Po prostu zgodzi się na drobną zmianę swoich nawyków. Z nawykami większymi, a też uciązliwymi dla drugiej osoby, jak np. nawykowe przeklinanie, to też oczywiście wtedy by świadczyło o miłości, gdyby się ta osoba powstrzymywała i mniej tego robiła, żeby było tej drugiej miło i jej nie przeszkadzało to. Choć z drugiej strony, jeśli np. to było już wcześniej, zanim się związali i nie ukrywał, że tak na codzień mówi, i ta osoba wiedziała, że tak jest, no to wchodzi w użycie znane powiedzenie "widziały gały, co brały" :-) Może się oczywiście ten ktoś zgodzić na zmianę, choć wcześniej taki nie był i próbować to zmienić, ale wg mnie mała szansa i nie ma na to co liczyć za bardzo :-) Więc jeśli np. przeklinał dużo przed ślubem, to po ślubie raczej tego nie zmieni i dalej będzie przeklinał. Z kolei jeśli mu się taki nawyk przyplątał gdzieś w trakcie, no to wtedy nie może się tłumczyć, że przecież taki był od lat... Prawdopodobnie jakiś "świeży" nawyk też byłoby mu łatwiej zmienić, jak cos.
Z kolei np. wygląd. Też "widziały gały, co brały" :-) Z kolei przy zmianie wyglądu np. już po ślubie, dajmy na to mężczyzna się roztyje. Można by powiedzieć "ale ja nie wychodziłam za grubasa" i mieć pretensje. No tylko, że to jest kwestia tego, na ile nam to przeszkadza, to raz, a dwa, że czasem to też z choroby może być, np. tarczyca, wiadomo. Więc najpierw by musiał być problem zbadany z czego to jest, ale jeśli okazuje się, że po prostu z braku ruchu, to wtedy właściwie jakieś tam poczucie niezadowolenia z wyglądu partnera moze być uzasadnione. Tylko też jest taki problem tu, czy partner nas przestał podniecać na przykład, czy chodzi tylko o to, ze brzydko wygląda dla innych, a my sie bardziej przejmujemy opinią innych, niż własną. Może po glębszym namyśle ktoś dojść do wniosku po prostu, że jednak partner nawet z tymi kilogramami nadmiarowymi dalej nam się podoba i że jednak problem był tylko w nieodpowiednim podejściu nas samych. Wtedy można zaakceptować ta zmianę. Ale jeśli powiedzmy już partner wygląda bardzo źle i przestaje przez to działac wizualnie jako mężczyzna, to myślę, że wtedy jak najbardziej trzeba powiedzieć partnerowi, wyjaśnić, że jednak tych kilogramów od pewnego momentu jest za dużo i że fizycznie dużo traci na tym. Chociaż myślę, że jak ludzie się na prawde kochaja, to tych kilogramów by musiało byc znacznie za dużo, żeby rzeczywiście partner się przestał całkiem podobać fizycznie. No ale powiedzmy, doszło do tego i co - nic nie mówić, aby go nie urazić, a w łóżku udawać, kiedy on już nie podnieca, a wręcz działa odstręczająco...? Myślę, że jeśli zrobiłby się duży taki problem, to by trzeba wtedy jednak próbować zmienić ten wygląd. Na pewno jednak nie na wstępie związku, żeby kogoś ustawiać, mówić mu ile ma ważyć, jak się ubierać itp - co to, to nie, kategorycznie. Więc ogółem wydaje mi się, że to zależy od tego, kiedy taki problem by wystapił i jak byłby zaawansowany w swoim przeszkadzaniu drugiej osobie. Bo jak od początku ktoś tak wyglądał, to lepiej niech szuka kogo innego, a nie próbuje zmieniać. Ale jeśli gdzieś w trakcie życia coś przestaje pasować, to jak najbardziej porozmawiać, bo w końcu partner powinien nam się podobać na różnych poziomach, też fizycznie, a nie np. po ślubie się roztyje o 50 kg więcej, niż miał, albo zacznie być niechlujny - bo to też nie jest do końca w porządku... Zwłaszcza, że o czystość dbać, to tak dużo nie kosztuje, z kolei zrzucić kilka kilogramów, kiedy się ma ich już dużo za dużo, to też chyba samej osobie powinno zależeć na zdrowiu i jakimś wyglądzie... Ale też nie mówię tu oczywiście o kilku kilogramach, co ledwo widać, czyli że ktoś się czepia bo np. kobieta waży 65, a nie 60, bo takie coś, to już zwykłe fanaberie są, ale jak już np. waży ta kobieta 90 kilo i jej się robia jakieś wałki, czy coś, to ja bym umiała faceta zrozumieć, że chciałby jednak nie mieć aż tak grubej kobiety i tak samo kobieta też by nie chciała raczej faceta jak zapaśnik sumo :-)
No a takie coś, że facet lubi "blondynki w czarnych miniówkach" to już nie jest absolutnie żaden problem - to jest w czystej postaci fanaberia. A człowiek nie po to się wiąże z kimś, żeby spełniać jego fanaberie. Co innego potrzeby, a co innego właśnie takie fanaberie, zachcianki. Choć raz na czas można się oczywiście mężczyźnie przypodobać, np. ubrać jakiś strój, w którym mówił, że ładnie. Z tym, że to nie może być jakieś żądanie faceta, że tak mam chodzić ciągle, bo jemu sie to podoba, a jak nie, to sie obrazi ;-) Ale jeśli sugeruje "w tym i tym ci ładnie" to oczywiście można wziąć to pod uwagę :-) Wiadomo, że jak się kogoś kocha, to chce się jemu podobać i dlatego nic złego nie ma w tym, nie jest to jakiś problem czasem zalożyć coś też dla faceta. Mimo wszystko nie powinien robić z tego problemu, jeśli partnerka się nie zgodzi, jak ona nie lubi jakiegoś ubrania na przykład, to na pewno sie nie można przymuszać. To tak jak z dzieckiem trochę. Dziecku też nie można każdej zachcianki spełniać, bo najchętniej by jadło lody na śniadanie, obiad i kolację. Ale od czasu do czasu taką zachciankę spełnić - to normalne, że czasami się to robi dla kochanej osoby :-)