netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

10 odpowiedzi2 635 wyświetleńzałożony przez BabaOsiadła, 20.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Tytuł sformułowałam tak kategorycznie jedynie z braku miejsca wink, gdyż tak naprawdę mam na myśli całe spektrum: czy możemy/chcemy/powinnyśmy/musimy się zmieniać, na ile i pod jakimi względami? Partner sugeruje nam/prosi/żąda/wymusza na nas zmianę garderoby, schudnięcie, przefarbowanie włosów, usunięcie tatuaży lub wprost przeciwnie, zrobienie takowych, przejście na inną wiarę, zmianę sposobu odżywiania się, zmianę kręgu znajomych lub wręcz pozbycie się jakichkolwiek przyjaźni, zaniechanie naszych zainteresowań, zajmowanie się tym, czym on lubi się zajmować, itd., itp.

Jestem jaka jestem, a jak coś nie pasuje, to won? wink Odbieracie tego typu prośby i sugestie jako zamach na Waszą wolność? Czy może jesteście zdania, że partner nalega na takie zmiany dla Waszego dobra i warto go posłuchać? A może jeszcze inaczej - cieszycie się, że tak otwarcie mówi Wam, że np. lubi blondynki w czarnych miniówkach i skoro możecie ucieszyć go taką drobną zmianą, to czemu nie?

Drogie Panie - czy jesteście gotowe zmienić się dla kogoś? Jak odróżnić niegroźny kompromis od zachowań poniżających nas i toksycznych? Zapraszam do rozmowy smile

2

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Nawiązując do tytułu - na żądanie NIGDY. Jeśli jednak pojawia się prośba, to zawsze warto porozmawiać i temat przemyśleć.

BabaOsiadła napisał/a:

Drogie Panie - czy jesteście gotowe zmienić się dla kogoś?

Tak, ale pod warunkiem, że to w żaden sposób nie jest sprzeczne z moim własnym światopoglądem, widzeniem świata ani też nie wywołuje uczucia, że robię coś wbrew sobie.
Banalny przykład: na początku związku mój ówczesny chłopak, a dziś mąż, sugerował, żebym zaczęła nosić klasyczne, proste spódniczki. Niestety w tamtym czasie zdecydowanie kłóciły z moim stylem ubioru, więc nie było o tym mowy. Nie miałam jednak problemu z zapuszczeniem włosów.

I nie wiem czy to wynika z pełnej akceptacji, czy może poczucia, że silną osobowość tak naprawdę ciężko jest zmienić, ale mój mąż nie usiłuje tego robić, w pełni szanując moje decyzje i wybory (wszelkie). Owszem, czasem stara się mnie do czegoś przekonać, czasem odwieść, ale nigdy nie odbywa się to przy pomocy szantażu emocjonalnego ani tym bardziej nacisku. Może wie, że tym bardziej nic by nie osiągnął? big_smile

BabaOsiadła napisał/a:

Jak odróżnić niegroźny kompromis od zachowań poniżających nas i toksycznych? Zapraszam do rozmowy smile

Jeśli cokolwiek, w jakikolwiek sposób zostaje nam narzucone, czujemy wyraźny nacisk i ulegamy, choć kłóci się to z wewnętrznym "ja", to jest to już toksyczne. W tym miejscu należy postawić wyraźną granicę, a w zasadzie do takich sytuacji nawet nie dopuszczać.

3

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Ciekawe pytanie :-) Ja myslę, że takie rzeczy, jak wypisałaś, to nie należy tego zmieniać pod kogoś. To część naszej osobowości jakie mamy preferencje i np. nie polubisz wątróbki tylko dlatego, że twój facet ją uwielbia. Co innego jakieś drobne nawyki, dla nas mało istotne, które jednak okazują się być uciążliwe dla partnera - wtedy na pewno warto iść na ustępstwo. Przykładowo, jedna osoba lubi mieć swój kubek taki tylko dla siebie "prywatny" i kiedy nikt inny go nie używa. Drugiej osobie takie "szczegóły", z którego konkretnie kubka pije, umykają, bo jej wszystko jedno po prostu i może tego nie rozumieć, że ktoś by chciał ten swój prywatny kubek. Ale jeśli tą osobę kocha, to będzie pamietać o tym drobnym ustępstwie i będzie uważać który kubek bierze. Po prostu zgodzi się na drobną zmianę swoich nawyków. Z nawykami większymi, a też uciązliwymi dla drugiej osoby, jak np. nawykowe przeklinanie, to też oczywiście wtedy by świadczyło o miłości, gdyby się ta osoba powstrzymywała i mniej tego robiła, żeby było tej drugiej miło i jej nie przeszkadzało to. Choć z drugiej strony, jeśli np. to było już wcześniej, zanim się związali i nie ukrywał, że tak na codzień mówi, i ta osoba wiedziała, że tak jest, no to wchodzi w użycie znane powiedzenie "widziały gały, co brały" :-) Może się oczywiście ten ktoś zgodzić na zmianę, choć wcześniej taki nie był i próbować to zmienić, ale wg mnie mała szansa i nie ma na to co liczyć za bardzo :-) Więc jeśli np. przeklinał dużo przed ślubem, to po ślubie raczej tego nie zmieni i dalej będzie przeklinał. Z kolei jeśli mu się taki nawyk przyplątał gdzieś w trakcie, no to wtedy nie może się tłumczyć, że przecież taki był od lat... Prawdopodobnie jakiś "świeży" nawyk też byłoby mu łatwiej zmienić, jak cos.
Z kolei np. wygląd. Też "widziały gały, co brały" :-) Z kolei przy zmianie wyglądu np. już po ślubie, dajmy na to mężczyzna się roztyje. Można by powiedzieć "ale ja nie wychodziłam za grubasa" i mieć pretensje. No tylko, że to jest kwestia tego, na ile nam to przeszkadza, to raz, a dwa, że czasem to też z choroby może być, np. tarczyca, wiadomo. Więc najpierw by musiał być problem zbadany z czego to jest, ale jeśli okazuje się, że po prostu z braku ruchu, to wtedy właściwie jakieś tam poczucie niezadowolenia z wyglądu partnera moze być uzasadnione. Tylko też jest taki problem tu, czy partner nas przestał podniecać na przykład, czy chodzi tylko o to, ze brzydko wygląda dla innych, a my sie bardziej przejmujemy opinią innych, niż własną. Może po glębszym namyśle ktoś dojść do wniosku po prostu, że jednak partner nawet z tymi kilogramami nadmiarowymi dalej nam się podoba i że jednak problem był tylko w nieodpowiednim podejściu nas samych. Wtedy można zaakceptować ta zmianę. Ale jeśli powiedzmy już partner wygląda bardzo źle i przestaje przez to działac wizualnie jako mężczyzna, to myślę, że wtedy jak najbardziej trzeba powiedzieć partnerowi, wyjaśnić, że jednak tych kilogramów od pewnego momentu jest za dużo i że fizycznie dużo traci na tym. Chociaż myślę, że jak ludzie się na prawde kochaja, to tych kilogramów by musiało byc znacznie za dużo, żeby rzeczywiście partner się przestał całkiem podobać fizycznie. No ale powiedzmy, doszło do tego i co - nic nie mówić, aby go nie urazić, a w łóżku udawać, kiedy on już nie podnieca, a wręcz działa odstręczająco...? Myślę, że jeśli zrobiłby się duży taki problem, to by trzeba wtedy jednak próbować zmienić ten wygląd. Na pewno jednak nie na wstępie związku, żeby kogoś ustawiać, mówić mu ile ma ważyć, jak się ubierać itp - co to, to nie, kategorycznie. Więc ogółem wydaje mi się, że to zależy od tego, kiedy taki problem by wystapił i jak byłby zaawansowany w swoim przeszkadzaniu drugiej osobie. Bo jak od początku ktoś tak wyglądał, to lepiej niech szuka kogo innego, a nie próbuje zmieniać. Ale jeśli gdzieś w trakcie życia coś przestaje pasować, to jak najbardziej porozmawiać, bo w końcu partner powinien nam się podobać na różnych poziomach, też fizycznie, a nie np. po ślubie się roztyje o 50 kg więcej, niż miał, albo zacznie być niechlujny - bo to też nie jest do końca w porządku... Zwłaszcza, że o czystość dbać, to tak dużo nie kosztuje, z kolei zrzucić kilka kilogramów, kiedy się ma ich już dużo za dużo, to też chyba samej osobie powinno zależeć na zdrowiu i jakimś wyglądzie... Ale też nie mówię tu oczywiście o kilku kilogramach, co ledwo widać, czyli że ktoś się czepia bo np. kobieta waży 65, a nie 60, bo takie coś, to już zwykłe fanaberie są, ale jak już np. waży ta kobieta 90 kilo i jej się robia jakieś wałki, czy coś, to ja bym umiała faceta zrozumieć, że chciałby jednak nie mieć aż tak grubej kobiety i tak samo kobieta też by nie chciała raczej faceta jak zapaśnik sumo :-)
No a takie coś, że facet lubi "blondynki w czarnych miniówkach" to już nie jest absolutnie żaden problem - to jest w czystej postaci fanaberia. A człowiek nie po to się wiąże z kimś, żeby spełniać jego fanaberie. Co innego potrzeby, a co innego właśnie takie fanaberie, zachcianki. Choć raz na czas można się oczywiście mężczyźnie przypodobać, np. ubrać jakiś strój, w którym mówił, że ładnie. Z tym, że to nie może być jakieś żądanie faceta, że tak mam chodzić ciągle, bo jemu sie to podoba, a jak nie, to sie obrazi ;-) Ale jeśli sugeruje "w tym i tym ci ładnie" to oczywiście można wziąć to pod uwagę :-) Wiadomo, że jak się kogoś kocha, to chce się jemu podobać i dlatego nic złego nie ma w tym, nie jest to jakiś problem czasem zalożyć coś też dla faceta. Mimo wszystko nie powinien robić z tego problemu, jeśli partnerka się nie zgodzi, jak ona nie lubi jakiegoś ubrania na przykład, to na pewno sie nie można przymuszać. To tak jak z dzieckiem trochę. Dziecku też nie można każdej zachcianki spełniać, bo najchętniej by jadło lody na śniadanie, obiad i kolację. Ale od czasu do czasu taką zachciankę spełnić - to normalne, że czasami się to robi dla kochanej osoby :-)

4

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Ja nie rozumiem w ogóle sensu ŻĄDAŃ.
Rozumiem ŻĄDAMY wtedy, kiedy coś jest dla nas mega istotne. Jeśli dla kogoś mega ważny jest porządek w domu, to po co wiąże się ze mną, zdeklarowaną bałaganiarą z natury? Albo jeśli takie ważne jest nieprzeklinanie, to raczej nie zwiąże sie z kimś, kto klnie co 2 słowo.
Jaki jest sens wiązać się z kimś, kto nie spełnia PODSTAWOWYCH naszych kryteriów?

Natomiast prośby analizuję - czy to dobry pomysł, żeby to zmienić czy nie? Czy mi pasuje, czy nie? Czy jestem do tego czegoś przywiązana jakoś mocno czy nie?
Ale ogólnie do większości rzeczy jestem przywiązana, dobrze się czuję we własnej skórze i nie zmieniłabym np. koloru włosów, bo ktoś ma taki kaprys. Sorry. Ale czasem ktoś ma po prostu fajny pomysł i wtedy czemu nie?

Duże też znaczenie ma, ILE jest tych próśb. Czy raz na jakiś czas coś się komuś nie podoba, czy STALE W KÓŁKO coś chce. Jak co chwila słyszę, że to się komuś nie podoba, tamto, sramto, no to wychodzi na to, że JA się w ogóle komuś nie podobam, bo na mnie składają się też setki i tysiące drobiazgów. W takim układzie po co ze mną przebywa?

Ale ogólnie uważam, że ludzie - wszyscy - mają prawo ŻĄDAĆ dwóch rzeczy: szacunku i poszanowania prywatności. To są oczywiście bardzo szerokie pojęcia, bo każdy szacunek i prywatność określa po swojemu, ale każdy ma też jakieś granice i ma prawo, wręcz obowiązek, powiedzieć "albo je respektuj, albo odejdź".

Partner sugeruje nam/prosi/żąda/wymusza na nas zmianę garderoby, schudnięcie, przefarbowanie włosów, usunięcie tatuaży lub wprost przeciwnie, zrobienie takowych, przejście na inną wiarę, zmianę sposobu odżywiania się, zmianę kręgu znajomych lub wręcz pozbycie się jakichkolwiek przyjaźni, zaniechanie naszych zainteresowań, zajmowanie się tym, czym on lubi się zajmować, itd., itp

Z tego co wymieniłaś tylko to ostatnie mnie interesuje. Zwykle zresztą chociaż próbuję zainteresować się hobby partnera/ki, a nuż uznam, że jest ekstra? Zmianę sposobu odżywania też mogłabym teoretycznie rozważyć, chociaż uważam, że mój jest całkiem ok. Cała reszta odpada z zastrzeżeniem, że wymieniłaś część rzeczy zupełnie light, a część bardzo hard - gdyby poprosiłby mnie o zmianę koloru włosów, to po prostu spokojnie bym odmówiła, ale gdyby np. poprosił o zerwanie przyjaźni, to prawdopodobnie zerwałabym z nim.

5

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Uważam że można się zmienić, jeśli to nie godzi w naszą jakąś tożsamość osobistą i godność....Ja zmiany takie postrzegam jako coś w rodzaju - wcielenia się w jakąś role, czyli bycie aktorką trochę, prowokatorką itd....czasami jednak zmiany kłócą się z naszym wewnętrznym ja, światopoglądem, poczuciem estetyki itd....Uważam że fajny temat ktoś zapodał, bo wiele tutaj można ciekawych wniosków wysnuć.

6

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

"Albo jeśli takie ważne jest nieprzeklinanie, to raczej nie zwiąże sie z kimś, kto klnie co 2 słowo."
Vian, a co byś zrobiła np. w takiej sytuacji. Powiedzmy b. nie lubisz przeklinania i znalazłaś faceta, co nie przeklina. Ale dajmy na to, facet stracił pracę i znalazł nową, jako kierowca TIRa, czy gdzieś tam, co dużo przeklinają i złapał nawyk :-) No to co wtedy, będziesz na niego naciskać, żeby się uspokoił, czy to zaakceptujesz, czy rzucisz faceta...? Albo może weźmy, nie przeklinanie, ale np. palenie papierosów. Gdzieś facet nie palił, a nagle Ty czujesz od niego fajkę i nie pasuje Ci to... A on może mówić, że to część jego "ja", moze jakiegoś "nowego ja" ;-) Bo on chce być jak James Dean z papierosem, taki image, no rozumiesz ;-) Ale Tobie śmierdzi... I co wtedy?

7

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?
Vian napisał/a:

Ja nie rozumiem w ogóle sensu ŻĄDAŃ.
Rozumiem ŻĄDAMY wtedy, kiedy coś jest dla nas mega istotne. Jeśli dla kogoś mega ważny jest porządek w domu, to po co wiąże się ze mną, zdeklarowaną bałaganiarą z natury? Albo jeśli takie ważne jest nieprzeklinanie, to raczej nie zwiąże sie z kimś, kto klnie co 2 słowo.
Jaki jest sens wiązać się z kimś, kto nie spełnia PODSTAWOWYCH naszych kryteriów?

Niestety niezwykle często, co zresztą doskonale widać także na naszym forum, ludzie biorą kogoś z jego "wadami", a potem usiłują zmieniać na własne wyobrażenie o nim. To się rzecz jasna nie sprawdza, ale wiele osób, zwłaszcza kobiet, twierdzi, że IM się uda.

Ja sama nie palę i wybitnie nie lubię zapachu odzieży oraz pomieszczeń przesiąkniętych papierosowym dymem, a przede wszystkim nie godzę się, kiedy ktoś ze mnie robi bierną palaczkę. Mimo wszystko nigdy nie usiłowałam zmusić męża do zerwania z nałogiem. Owszem, wiele razy na ten temat rozmawialiśmy, tłumaczyłam (tak jakby o tym jeszcze nie wiedział tongue), że to dla jego dobra, a jednak nie zdarzyło mi się postawić żadnego ultimatum - przecież to jest dorosły człowiek i to powinna być jego niezależna decyzja. To, czego jednak oczekiwałam i wciąż oczekuję, to szacunek dla mojej potrzeby mieszkania w pachnącym domu i dla mojego własnego zdrowia, to dlatego mąż w domu nigdy nie zapalił, nie pali też w samochodzie, a nawet w ogóle stosunkowo rzadko w moim towarzystwie. 
Gdyby jednak zaczął niepokojąco dużo pić, co już wpływałoby na życie całej rodziny, to moje reakcje byłyby zdecydowane i ostre. Tak, tutaj mogłabym posunąć się nawet do żądań.

8

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Nie zmienilabym wygladu, przekonan religijnych, swiatopogladu ogolnie, nie zmienilabym swoich planow na zycie, nie rzucilabym ani nie ograniczyla kariery, nie zmienilabym sposobu odzywania.
Podstawa dla mnie do zawarcia zwiazku jest taki sam poglad na religie, polityke i zycie.

Ja biore tylko rady, albo staram sie ogarnac rzeczy krzywdzace - np nie mam prawie zadnej cierpliwosci do ludzi i szybko staje sie zlosliwa i sarkastyczna jak ktos mnie dlugo denerwuje czyms. Latwo mi kogos zranic i tego uzywam czesto. Takie cos staram sie zmienic, bo jest to zly nawyk

Moj maz zwykle nic nie mowi, jak sie go nie zapyta.

9

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?
pani wiosna napisał/a:

"Albo jeśli takie ważne jest nieprzeklinanie, to raczej nie zwiąże sie z kimś, kto klnie co 2 słowo."
Vian, a co byś zrobiła np. w takiej sytuacji. Powiedzmy b. nie lubisz przeklinania i znalazłaś faceta, co nie przeklina. Ale dajmy na to, facet stracił pracę i znalazł nową, jako kierowca TIRa, czy gdzieś tam, co dużo przeklinają i złapał nawyk :-) No to co wtedy, będziesz na niego naciskać, żeby się uspokoił, czy to zaakceptujesz, czy rzucisz faceta...? Albo może weźmy, nie przeklinanie, ale np. palenie papierosów. Gdzieś facet nie palił, a nagle Ty czujesz od niego fajkę i nie pasuje Ci to... A on może mówić, że to część jego "ja", moze jakiegoś "nowego ja" ;-) Bo on chce być jak James Dean z papierosem, taki image, no rozumiesz ;-) Ale Tobie śmierdzi... I co wtedy?

Wtedy uważam, że spoko jest wyrażać swój sprzeciw. Podejrzewam, że jak ja w czasie trwania związku zacznę się zmieniać na niekorzyść (zdaniem partnera), to też by mi to wytykał, prosił o zmianę. W ostateczności starałabym się dojść do kompromisu no chyba, że to by było cos takiego, że się nie da np. wpadłby w alkoholizm.

Mnie nie chodziło o to, żeby wszystko przyjmować biernie, ale żeby się zastanowić PRZED czy chcemy tego właśnie człowieka, a nie najpierw się wiążemy, a potem się okazuje, że albo się nie zgadzamy w podstawowych kwestiach, albo nawet w drobiazgach, ale za to prawie wszystkich.

10

Odp: Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Jeśli u osoby bliskiej zauważamy alarmujące zmiany, to naturalne, że się dzielimy tym z nią. Nie widzę nic złego w zwracaniu konstruktywnych uwag. Niektórzy np. nie zdają sobie sprawy, że za dużo przeklinają albo np. że się potrafią chamsko odezwać do kogoś.

Jeśli ktoś zwróciłby mi uwagę, która jest słuszna, to chciałabym się zmienić na lepsze smile Gdyby ktoś kazał mi częściej nosić szpilki, bo wyglądam za mało kobieco, to bym pogoniła smile Chyba, że to by była prośba, a mi by na tej osobie zależało, to odświętnie bym się wystroiła, bo przecież w związkach liczą się małe gesty, które udowadniają drugiej osobie, że nam zależy. Trzeba dochodzić do kompromisów!

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Czy powinnyśmy zmieniać się na czyjeś żądanie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026