Plis doradźcie co zrobić.
Jestem osoba otwartą, towarzyską. Ona mówi "tyle ile powinieneś wiedzieć" i bardziej należy do tych nieśmiałych. Znamy się od dawna jesteśmy na studiach.
Ostatnio zacząłem się zbliżać do koleżanki, ale z lekką wzajemnością. Pisze do niej, dzwonie, inicjatywa zawsze wychodzi z mojej strony, rozśmieszam, no widać, że mi zależy. Z kolei ona nigdy sama pierwsza do mnie się nie odezwała (kiedyś miesiąc się odzywałem, w końcu nie wytrzymałem i napisałem to skwitowała "ze chyba aż tak bardzo za nią nie tęskniłem"), niby utrzymuje kontakt wzrokowy, pyta co u mnie, oddzwania i odpisuje na wiadomości, ale mam wrażenie, ze to nie wynika z jej zainteresowana. Bardziej to wynika z grzeczności, bycia miłym, niekonfliktowym i przekazania roli "gadającego" mi.
Nie wiem co robić, tym bardziej ze jak się przypadkiem spotkamy gdzieś na imprezie to wtedy łapie za rękę i nie odpuszcza na krok. Nie należny do dziewczyn co szukają faceta na jedną noc. A jak na nieśmiałą, to dość śmiały gest z jej strony. Niby super, ale sama jak coś organizuje to mi nie proponuje żebym dołączył, albo nie dopytuje czy też np. w to miejsce się wybieram, stawia na przypadek. Z kolei znowu jak sie widzimy to zwykłe spotkanie, pogaduchy bez jakiś szczególnych tekstów między wierszami.
Mam mętlik w głowie, widać ze za bardzo się zaangażowałem, ale co teraz ? odpuścić? poczekać aż w końcu sama się odezwie (już mi po prostu głupio pisać do niej, bo może tego nie chce, a utrzymując kontakt utwierdza ze jest ok). Chciałbym żebyś zostali czymś więcej niż znajomymi, ale w takim tempie i jej zaangażowaniu to może trwać to baaardzo długo.
Dajcie znać co robić, bo niesłychanie się meczę, myśląc o niej i łudząc sie ze w końcu coś pójdzie do przodu.