Jestem 2 lata po rozwodzie i mam 7 letniego synka. Mały mieszka po połowie ze mna i mamą. Nie kłócimy się o syna i staramy się żeby jak najmniej to odczuł. Obecnie jestem w związku z młodszą o 6 lat kobietą (ja mam 40). Niestety jakiekolwiek kontakty z byłą żoną ona traktuje jako zagrożenie i żadne tłumaczenie nie pomaga. Była żona odeszła ode mnie do innego i do tej pory jest z nim związana. Spotykamy się czasem żeby pogadać o synu i chcieli byśmy trzymać dobre relacje pomimo to, że rozstanie nie było w zbyt przyjacielskich stosunkach. Niestety jakiekolwiek sytuacje typu wyjście na półgodzinny spacer z byłą żoną i synem raz na tydzień lub dwa , czy nawet parę smsów czy telefonów w ciągu dnia "za dużo" wzbudzają w mojej obecnej partnerce histerię. Dodam że są to wiadomości głównie na temat syna (kiedy kto go odbierze z przedszkola, co mu potrzeba kupić itp.). Nie mam siły już tłumaczyć, że nasze małżeństwo się skończyło i nie ma powodów do takiego zachowania. Nie może zrozumieć że jestem facetem z "przeszłością" i nie da sie od niej odizolować. Miłość do byłej żony jest mi wpierana na siłę w każdej takiej sytuacji. Nie zamierzam drzeć kotów z byłą żoną tylko po to żeby uspokoić obawy mojej obecnej partnerki a ograniczanie kontaktów bardziej niż to ma miejsce to chba już tylko do zera. Nie jest to dobre rozwiązanie ze względu na syna. Chciałbym żeby to zaakceptowała bo mojego syna traktuje prawie jak swojego a przecież była żona jest jego mamą. Tylko jak jej to wytłumaczyć? Może ktoś z was miał taki sam problem i coś poradzi.
Podobne tematy
Nie wytłumaczysz jej tego jeśli ona sama nie będzie chciała tego zrozumieć.. Nic nie zrobisz z jej zazdrością.. Niestety przez takie coś często kończą się związki bo w końcu staje się to uciążliwe.. Do tego ona nie ma prawa zabronić Ci spotykania się z własną byłą żoną gdyż łączy was bardzo ważna rzecz - dziecko które oboje darzycie miłością.
Też kiedyś prawie rozpad się mój związek przez zazdrość (u mnie jak i u niego) ale wytłumaczyliśmy to sobie oboje, bo zdaliśmy sobie sprawę z tego że jeśli tak będzie dalej to wszystko się rozpadnie..
Porozmawiaj z nią na spokojnie... i powiedz że jeśli chce być dalej z Tobą to musi się z tym pogodzić że bedziesz się widywał z byłą żoną, żeby przestała wpadać w histerie bo dłużej tego nie wytrzymasz.. zapewnij że ją kochasz i nigdy nie będzie Cie nic wiązało z byłą oprócz waszego syna.. Może przy lekkiej "groźbie" coś sobie w końcu świadomi, i zrozumie że musi trochę odpuścić..
Pozdrawiam
3 2014-06-18 15:38:52 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-06-18 15:39:37)
Niestety z perspektywy drugiej strony rzecz może wyglądać trochę inaczej.
Sama wychowuję dziecko "na spółę" z eks i jakoś nie widzę powodu żeby dzwonić codziennie. A już na pewno nie po kilka razy dziennie.
Jak często się zdarza, że potrzeby partnerki stawiasz ponad potrzeby eks żony?
Owszem, bywają nadmiernie zazdrosne kobiety, ale równie dużo można znaleźć facetów nie do końca uwolnionych spod wpływu byłej żony.
Nie uwazam sie za faceta ktory nie jest do konca uwolniony od zony. Po prostu nie chce dla syna atmosfery w ktoraj czuje ze rodzice sie nie lubia lub ze soba walcza bez sensu. Dlatego od czasu do czasu spotkamy sie zeby pogadac. Nikt nie ma zamiaru uskuteczniac powrotow po latach bo oboje mamy swoich partnerow i oboje mamy takie samo zdanie ze lepiej nam oddzielnie i kochamy kogo innego. Nie latam do zony przybijac gwozdzi i niejestem na kazde zawolanie itd. Jezeli chodzi o smsy i telefony to jedynie w sprawach syna. Tym bardziej trudno mi zrozumiec. Moje dziewcze boi sie panicznie sytuacji ze mozemy z byla czasami swobodnie pogadac co slychac, co u naszych rodzin itp. Jej zdaniem to niedopuszczalne bo takie kontakty powinienem zerwac. Troche to dla mnie pachnie dziecinadą niestety. Takie wyszukiwanie na sile problemow ktorych nie ma.
Ach, jeśli tak to pozostaje ci zacisnąć zęby i tłumaczyć, że dziewczyna nie ma się czego obawiać.
Może przykłady z otoczenia nauczyły ją, że z byłyą żoną można się tylko żreć?...
Inna sprawa, że jeżeli z czasem się to nie rozwiąże to to może źle rokować na przyszłość bo co jeżeli się wam dziecko urodzi? Może wtedy zacznie uważać, że za dużo uwagi poświęcasz "tamtemu" dziecku.
Najłatwiejszym wyjściem będzie ponarzekanie czasem na byłą. Tak profilaktycznie, żeby popieścić uszy obecnej ;P
Ja nadal podtrzymują swoją wypowiedź.
A ja myślę, że nie przetłumaczysz... Taki typ osoby...
Maćku a czy twoja obecna partnerka nie była w przeszłości zdradzona? Może to coś z przeszłości rzutuje na jej obecne zachowanie? Może boi się, że ją zdradzisz z ex żoną? Nie jest pewna twoich uczuć do niej? Może myśli, że wciąż kochasz żonę?
Pytań wiele, a odpowiedzi brak. Tylko ona może ci powiedzieć co ona czuje w związku z tym. Strach może popychać nas do różnych zachowań. A ty zamiast nazywać jej zachowaniem dziecinadą po prostu pogadaj i postaraj się rozwiać jej obawy.
hmmm... Jestem w sumie w podobnej sytuacji jesli chodzi o wychowywanie dziecka. Mój były zostawił nas dla innej, która w listopadzie ma rodzić, ale jakoś umiemy się dogadać. Ba! Ja się z nią lepiej dogaduję niż z ojcem mojego dziecka. Myślę, że tylko i wyłącznie rozmowa i wyjasnienie sobie wszytkiego może pomóc. Jeśli nie pomoże... to chyba będziesz miał ciężki orzech do zgryzienia i niestety żadne forum Ci w tym nie pomoże...
Może to trochę nie na temat, ale ostatnio miałam dośc trudną rozmowę z przyjaciółką, która od roku jest w związku z rozwodnikiem, który ma dziecko. Poruszyła temat zazdrości o byłą żonę, wręcz poleciały łzy. Powiedziała, że ona nigdy nie będzie tak ważna dla niego jak ta pierwsza i że dziecko z nim będzie już zawsze to drugie. Dodała też, że dochodzą jeszcze problemy finansowe, że była pod każdym pretekstem szuka "wsparcia" u byłego, dużo większego od umownych wydatków. Rozpłakała się mówiąc, że w ten sposób oni już nie będą mogli założyc rodziny, bo "nie wydolą" albo będą klepac biedę.
Poprosiła mnie o radę a ja nie potrafiłam odpowiedziec. Powiedziałam tylko, że pieniądze nie są najważniejsze. Wydaje mi się, że problem jednak tkwi głębiej, właśnie w zazdrości o całokształt, o to, że nie jest tą pierwszą.
Poprosiła mnie znów o spotkanie i rozmowę i nie wiem co poradzic, by nie zaszkodzic...
Może to trochę nie na temat, ale ostatnio miałam dośc trudną rozmowę z przyjaciółką, która od roku jest w związku z rozwodnikiem, który ma dziecko. Poruszyła temat zazdrości o byłą żonę, wręcz poleciały łzy. Powiedziała, że ona nigdy nie będzie tak ważna dla niego jak ta pierwsza i że dziecko z nim będzie już zawsze to drugie. Dodała też, że dochodzą jeszcze problemy finansowe, że była pod każdym pretekstem szuka "wsparcia" u byłego, dużo większego od umownych wydatków. Rozpłakała się mówiąc, że w ten sposób oni już nie będą mogli założyc rodziny, bo "nie wydolą" albo będą klepac biedę.
Poprosiła mnie o radę a ja nie potrafiłam odpowiedziec. Powiedziałam tylko, że pieniądze nie są najważniejsze. Wydaje mi się, że problem jednak tkwi głębiej, właśnie w zazdrości o całokształt, o to, że nie jest tą pierwszą.
Poprosiła mnie znów o spotkanie i rozmowę i nie wiem co poradzic, by nie zaszkodzic...
Nic nie radź. To delikatna sytuacja.
Gdybyś miała powiedzieć coś z sensem, to musiałabyś nazwać rzeczy po imieniu. Facet po pierwsze się nie odpępnił od pierwszej żony, traktuje twoją koleżankę jak nagrodę pocieszenia i jeszcze na dodatek nie stać go na drugą rodzinę. Totalna porażka.
Marysienka82 no właśnie: ty jako ta nie zaangażowana masz bardziej realistyczne podejście do sprawy. Ale mówienie jej, że pieniądze nie są najważniejsze też dobre nie jest. Bo one są bardzo istotne w związku. Przecież wpływają na tak wiele spraw. A ta sytuacja, którą opisujesz potwierdza tylko słowa Szarlotki: facet koleżanki nie odciął pępowiny.