Witam drogie Panie.
Moja obecność na tym forum może zapewne niektóre z was dziwić, jednak zapewniam ,że nie jest przypadkowa. Streszczę całą swoją historię do minimum by was nie zanudzać. Poznaliśmy się w 2002 roku wielka miłość, dobrana para w końcu szczęśliwe małżeństwo. Było cudownie nie brakowało nam niczego mieliśmy siebie, urodził nam się synek żyć nie umierać istna sielanka. I nagle nie wiedząc dlaczego do dziś nie potrafię tego wytłumaczyć zdradziłem żonę wyprowadziłem sie do innej kobiety zostawiłem ukochaną samą z synkiem. Mój romans trwał 3 miesiące zakończyłem go i zostałem sam. Minęło 6 lat przez cały ten czas od rozwodu starałem się być przy synu widzimy się trzy razy w tygodniu zawsze starałem się pomagać byłej żonie wiedziała że może na mnie liczyć. Patrzyłem przez te 6 lat jak staje się silna i niezależna kupiła mieszkanie ma dobrą pracę doskonale radzi sobie z wychowaniem naszego synka. Przez ten czas nasze stosunki były bardzo dobre pamiętaliśmy o swoich imieninach urodzinach itp. Czasem rozmawialiśmy długo przez telefon na rozmaite sprawy. Wiedziałem że pomimo tego wszystkiego co się stało nadal kocham swoją byłą żonę. Nie dawno w jej życiu pojawił się mężczyzna. Zabolało mnie to strasznie dusiłem w sobie uczucie miłości , zazdrość chciałem i nadal pragnę by była szczęśliwa. Siedziałem i myślałem jak stłumić w sobie miłość którą darzę swoją żonę pragnę jej szczęścia tego by żyła pełną piersią ciesząc się każdym dniem. Jednak podczas jednej z naszych rozmów telefonicznych Ona wyczuła w moim głosie smutek zaczęła naciskać bym powiedział co się dzieję. Dawno temu obiecałem jej że już nigdy jej nie okłamię i powiedziałem prawdę. Przyznałem się że ją kocham, że od sześciu lat stanowi każdy początek, treść i koniec dnia. Powiedziałem wprost że chcę i będę o nią walczył. Powiedziała że mi to minie że to chwilowe ja na to że od 6 lat jestem sam bo tak chcę nie bo muszę. Że nie potrafię być z inną kobietą bo czuję się jakbym wiązał się z kimś na zastępstwo a to jest nie uczciwe w stosunku do kobiety i mnie samego. Ona mówi że jest z min bo jest dobry, nikt w rodzinie jeszcze go nie poznał. Brakuje mi sił serce codziennie pęka mi na sto kawałeczków które ja zbieram mozolnie w jedną całość by mogło ono dalej bić dla niej. Żona twierdzi że takim postępowaniem zrobię sobie tylko krzywdę ona ma plan na życie taki że pewnie w życiu i tak będzie sama. Nie mam pojęcia co do mnie czuję wczoraj nie odpowiedziała na tak postawione przeze mnie pytanie umilkła i tyle. Kocham żonę jest miłością mojego życia. I tutaj pytanie do Was Panie czy mam prawo o nią walczyć powtarzać jej że ją kocham w sytuacji gdy związała się z kimś. Chcę walczyć dokładać wszelkich starań by ją odzyskać by sprawić by na nowo się we mnie zakochała, by znów mnie kochała. Faktem jest że ja sam teraz w takiej sytuacji czuję się jak śmieć który niszczy jej życie. Chcę byście wiedziały że w czasie naszych rozmów nie atakuję jej mężczyzny jej związku jednak umieram stale gdy pomyślę że w weekend gdy on wróci z pracy w Niemczech spotkają się w jej mieszkaniu przy remoncie którego jej pomaga. Wiem jestem śmieciem w waszych oczach , dupkiem itp nie wątpliwie na te epitety zasłużyłem. Proszę jednak o radę jeśli któraś z pań mnie po tym poście nie znienawidziła jak walczyć , nie chodzi o to że nie mam sił nie wiem jak się,, bić,, o ukochaną tak by jej nie ranić
ale na co Ty liczysz teraz?
tutaj od nas i od ex żony?
Na walkę jest za późno. Zamiast biegnąć do kochanki, wyprowadzając się z domu wtedy trzeba było walczyć.6 lat to długi okres od rozstania, twoja żona zdążyła się uporać z rozwodem i zdradą. Teraz chce sobie życie ułożyć na nowo. Ma do tego pełne prawo tak jak do tego że nie jest tylko matką ale i kobietą, która potrzebuje bliskości czy seksu.
Dziwne ,że dopiero teraz zdajesz sobie sprawę z tego ,że ją kochasz. Niby dlaczego?bo teraz jest silna, zaradna, kupiła mieszkanie i pokazuje ,że sobie radzi bez ciebie, to Cię boli?
Na prawdę miałeś czas na ratowanie związku a ty wolałeś się wyprowadzić i iść do kochanki. Musisz przekreślić tamo małżeństwo z swojego życia i szukać szczęścia z kimś innym bo nawet gdyby ,żona Cię kochała to co?myślisz,że można zapomnieć zdradę, rozwód i wszystkie złe rzeczy po to żeby wchodzić z powrotem w to samo?.
Gdyby to było zdecydowanie mniej niż 6 lat, to może nawet bym Ci trochę kibicował, ale po takim czasie sobie przypominasz gdzie jest Twoje szczescie no way, to nie przejdzie.
I nagle nie wiedząc dlaczego do dziś nie potrafię tego wytłumaczyć zdradziłem żonę wyprowadziłem sie do innej kobiety zostawiłem ukochaną samą z synkiem.
Ale pie...nie.
Dlatego, że "nagle" i "nie wiesz dlaczego" powrotów nie będzie. Nie chcesz krzywdzić? To daj żonie spokój i niech tworzy związki z dorosłymi, a dziecko, które działa "nagle" i "nie wie dlaczego" niech zostawi samo w piaskownicy.
Dziwne ,że dopiero teraz zdajesz sobie sprawę z tego ,że ją kochasz. Niby dlaczego?bo teraz jest silna, zaradna, kupiła mieszkanie i pokazuje ,że sobie radzi bez ciebie, to Cię boli?.
Odpowiedz na to pytanie, bo też mi się tak wydaje...
Teraz?? Po 6 latach?? Daj jej spokoj! Ona uporała sie ze stratą Ciebie i uklada sobie zycie od nowa wiec pozwol jej na to. Nie kręc jej w głowie bo moze faktycznie jest szczesliwa i spelniona przy tym innym mezczyznie.
Twoja ex, z tego co napisałeś, to fajna i silna kobieta, a ty zachowujesz się jak pies ogrodnika! Miałeś fajny związek, ale wybrałeś przygodę z kochanką, potem przez 6 lat niby byłeś, bo dziecko, ale w sumie bez zobowiązań, a teraz gdy ona chce ułożyć życie, to musisz jej to zniszczyć?
Jesteś obrzydliwy! Twoja ex zasługuje na kogoś wartościowego, już raz jej zmarnowałeś kilka lat życia. Daj jej spokój, a swoje chore uczucia lecz u specjalisty.