Witam
dawno nie pisałam nie wiem czy potrafię, ale może zdołam napisać to co we mnie siedzi, chyba potrzebuję tego, na pewno tak jest.
Miałam bajkę taką jak od zawsze marzyłam, facet dbający kochający.Były kłótnie ale jakoś dawaliśmy radę, raz lepiej raz gorzej, ale zawsze jakoś. Zaręczyliśmy się 2 maja 2014 (całkiem niedawno), wydawać by się mogło,że jest sielankowo. Jest, ale całkiem inaczej.
Od tego czasu cały czas się kłócimy, ostatnio byliśmy na zakupach była z nami jego siostra (bardzo wygadana taka gwiazdeczka), latała po tych sklepach i ciągle krzyczała młody! młody! młody! to jest super ja nie miałam po pewnym czasie już ochoty na zakupy skoro czułam się tam całkowicie zbędna, jeszcze mój M. do mnie z pretensjami o co jestem zła.
-O NIC KOCHANIE.
-Młody zobacz świetne spodenki, chodź przymierzymy!!!! i poszli razem do przymierzalni a ja stałam jak słup soli.
czułam się jak NIKT. obraziłam się poprosiłam żeby mnie odwiózł do domu, nie odbierałam tel. przez 2 dni. Prosił o spotkanie, powiedziałam,że NIE mimo wszystko przyjechał przeprosił i powiedział,że przemyślał sobie i że to ja mam rację,że widzi jak się czułam,że mnie przeprasza bardzo i nigdy się to nie powtórzy. dobrze. odpuściłam.
Mijały dni. Było różnie znowu małe kłótnie, ale nic strasznego do wczoraj :
Wczoraj wieczorem miałam jeszcze dużo pracy a mój narzeczony pojechał do przyszłego szwagra z całą rodziną tzn. rodzice siostra z mężem i ta siostra od zakupów a ja zapierniczałam w domu.
niby powiedziałam,że ok w porządku ale bolało mnie to,że mi nie pomógł tylko pojechał się bawić już od 17 godziny.
Ale nic trudno stwierdziłam jak już skończyłam co miałam zrobić umówiłam się z koleżanką,że przyjadę do niej gdy już byłam u niej mój M. zadzwonił i zapytał czy się widzimy,a ja na to że jestem u koleżanki ale możemy się w czwórkę spotkać bo on z kolegą właśnie jest.
Ok to ja odstawię auto i możemy jechać gdzieś. Przyjechali po nas cały czas mi mój M. docinał ja też nie byłam mu dłużna, potem ja się zagalopowałam i powiedziałam przy znajomych,że jest chamem i jeszcze coś gorszego.
Obraził się. Pojechaliśmy pod wesele do znajomych ja piłam On nie. Poszłam z koleżanką na bok i tak sobie rozmawiałyśmy i się popłakałam przyszedł ten kolega zaczął swoje żarciki więc poprosiłam żeby Nas zostawił i w sumie to chcemy wracać do domu.
Pojechaliśmy M. zaczął na mnie najeżdżać, czułam się okropnie wybuchnęłam przy koleżance uderzyłam Go On powiedział,że to koniec że jestem nienormalna żebym się odwaliła ...(więcej nie pamiętam bo to tak szybko było, o rany).
Kazał mi wysiądź u koleżanki bo on mnie nie odwiezie więc pobiegam przed siebie, złapał mnie do auta i zawiózł do domu.Prosiłam,żeby wszedł do mnie nie chciał. ale w końcu się zgodził.
i się zaczęło.
awantura, żale wybuch złości uderzyłam go on powiedział,że mnie nie kocha,że mnie nienawidzi,że kim ja jestem,że jestem wredna,że żałuje że mnie poznał,że jak ja wyglądam,że jestem nikim szarpał mnie parę razy, chciał mnie uderzyć ale się powstrzymał, boże to był horror.
zaczęłam go przepraszać przytulać się ale mnie odpychał i ciągle powtarzał,że mnie nie kocha,że mnie nienawidzi,że jestem nikim dla niego... już nie wiem co jeszcze powiedział...ale to boli, jak diabli.
Obudziłam się rano był przytulony do mnie, jak tylko się zorientował,że się przebudziłam wstał i pojechał do domu, bez słowa.
nie wiem co mam robić, z jednej strony żałuję, bo wiem,że to ja do tego doprowadziłam, ale nie chce mu dopuścić tego co powiedział.....co zrobił.
a najgorsze jest to,że się koleżance oberwało bo jak M. zapytał o zdanie to coś tam powiedziała,że nie będzie się wtrącać, a ja na nią naskoczyłam nawet ty jesteś przeciwko mnie. wstyd mi.
co robić. nie chcę go stracić, ale chyba już za późno.