netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

zagubiłam się..

4 odpowiedzi2 467 wyświetleńzałożony przez korneliaK, 09.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: zagubiłam się..

Cześć dziewczyny. Na tym forum udzielam się po raz pierwszy, potrzebuję pomocy. Na wstępie chciałabym prosić abyście nie krytykowały mnie ani nie pisały że jestem chora psychicznie czy coś z tych rzeczy, bardzo zalezy mi na zmianie swojego zachowania, moze ktos miał w przeszlosci podobne zachowania jak ja i teraz zyje normalnie.
Nie wiem w sumie od czego zaczac moja historia jest dluga a nie chce sie za bardzo rozdrabniac. Pochodze z rodziny w ktorym moj ojciec nie potrafi wytrzymac dnia bez piwa, wczesniej pod wplywem alkoholu wyzywal  sie na mnie, na moim bracie nigdy, musze przyznac ze po prostu czesto prowokowalam swoim zachowaniem, swoim "nie chce mi sie" itp. Teraz zyjemy w dobrych relacjach jest dobry .. kiedy nie pije. Pije codziennie ale da sie z nim zyc, jednak raz na rok-pol roku mu odbija. Moja mama juz go nie kocha, no moze kocha, w srodku, ale nie jest szczesliwa, sama mysle ze ma depresje. Jednak potrafia razem wyjechac na wakacje, spedzic milo czas, ale ogolnie nie ma moja mama  w nim wiekszego wsparcia. Kiedy zmarł jej ojciec moj tato tylko ją dobijał kiedy widział że płacze, nie szanował jej bólu i smutku.

Ogólnie na moich rodziców i brata mogę na tą chwilę liczyc, wspieraja , kiedy mam problem doradzają, staraja sie mnie zrozumiec, ale ciagle slysze "musisz sie zmienic" , maja racje, ale nie potrafie. To "musisz sie zmienic" jest w kierunku moim powtarzane czesto z jednego glownego powodu. Mam chlopaka z ktorym jestem od 5  lat, dzieli nas roznica wieku 3 lat, poznalismy sie kiedy miałam około 17. On pochodzi z dobrej religijnej rodziny, kiedyś był bardzo spokojny, kulturalny, dobrze wychowany, lecz to na chwile obecna sie zmienilo, i tak jak twierdzi on, po czesci ja tez, przeze mnie i przez moje zachowanie bez szacunku.


Na samym poczatku bylo hm, super, dla niego i dla mnie, jednak to on zawsze ustępował, więc pewnie dlatego było wporządku. Nie byłam az taka jedza rowniez staralam sie zeby mu bylo ze mna dobrze. Spedzalismy ze soba kazda chwile, ze znajomymi, z rodzina, wszedzie razem, nie bylo ani jednego dnia przez pierwsze hmm moze 2 lata zebysmy sie nie widzieli. Nasza, a raczej moja toksyczność zaczęła się od tego, ze pewnego razu po 2-3 miesiacach zwiazku cos mi nie podpasowało i powiedziałam do niego "ch*ju". NIe wiedziałam skąd mi to się wyrwało, nie czułam się w tamtej chwili sobą, jego reakcja byla taka ze zaniemowil, ja zaczelam go przepraszac, i staralam sie lagodzic robiac ladne oczy , tuląc się a on mnie odpychal i takie sytuacje mialy miejsce jeszcze wiele razy. Moje "krokodyle łzy" ,a ja na prawde nie wiedzialam dlaczego tak sie zachowuje, bije go kiedy cos mi sie nie spodoba. Zachowywalam sie okropnie, jest mi wciaz wstyd do dnia dzisiejszego za te wszystkie sytuacje. Po dwóch i pół roku wyjechali jego rodzice za granicę, został sam z rodzeństwem. Co raz czesciej u niego nocowałam i jakiegos dnia tez cos powiedzialam, obrazil sie, a ja go zaczelam przepraszac, odpychal mnie, i ja bylam co raz bardziej natarczywa, krzyczalam, skakałam, biłam, płakałam, śmiałam się, z powodu że nie chce mnie wysłuchać i od razu wybaczyć. Nie potrafiłam po prostu zasnąć, skończyło się na tym że też mnie obraził. I od tamtej pory nasz związek stał się jeszcze bardziej patologiczny. Z czasem nie wstydziłam się nawet kłócić i zachowyać w ten sposób przy ludziach, więc zaczął wychodzić sam, szalałam. Spotykał znajomych, swoje byłe, zaczął pisac z nimi na facebooku, rozmowy widzialam nie byly grozne, ale mnie to bardzo bolało nie pracował, ciągle pił, od tamtej pory pracował jedynie kilka miesiecy za granica, a bylismy za granica rok, wiekszosc czasu nie rpacowal, ale na prawde szukal tej pracy. Jestesmy w Polsce juz 9 miesiecy, a on nadal szuka pracy, robi ciagle kursy i teraz mozliwe ze juz pojdzie do pracy. Wyjechalismy za granice bo chcialam jakos zatrzymac te jego wychodzenie i powiedzialam ze albo jedzie ze mna albo zostaje, postawilam przed nim wybor, bo denerwowalo mnie to ze nie pracuje, myslalam ze moze nasze problemy sa tym spowodowane ze on nie ma pieniedzy, a chcielismy wziac slub, desperacko go o niego czesto pytalam, dojezdzalam mu ze nie potrafi nawet o mnie zadbac, itp.. No i wyjechalismy za granice, przez kilka miesiecy bylo ok, ale potem znow zaczelo sie psuc, w koncu on zjechał, jeszcze tego samego dnia jak wrocil do polski, rozmwial na fb ze swoja byla, co prawda niewinnie, ale kiedy to zobaczylam wyzwalam go przez telefon, a potem na drugi dzien sama sie odezwałam. Mówił mi zebym wrocila do Polski ( bo on wrocil pierwszy ), ze on nie da rady zyc na odleglosc. No i wrocilam , poszlamm do pracy, zapisalam sie do szkooły. Zrobiłam mu niespodziankę swoim przyjazdem, bardzo sie cieszyl ale juz pierwszego dnia sie poklocilismy. Ja nazlosc wyszlam z kolezankami na imrpeze, on tez wychodzil i tak nasze spotkania wygladaly ze ja mu ciagle wypominalam ze wychodzil sam beze mnie ze znajomymi, a on ciagle powtarzal ze od tego w ten sposob ucieka od problemow, ze jak ze mna wychodzi to zawsze wstyd mu robie, bo taka prawda, potrafilam na caly glos rozkrzyczec sie pod wplywem alkoholu i emocji ze jest cwelem. Bardzo mnie bolalo kiedy widzial ze jestem na niego za cos zla, prosilam go zeby pozyczyl mi na taksowke on mi dawał i nawet nie odprowadzał do tej taksówki, wiec ja błaźniłam się i szalałam, zamiast wrocic do domu. Przed ostatnimi swietami powiedzial ze chce przerwy, ja nie chcialam mu jej dac, wyzywalam go przez telefon. Mowil mi ze jak ja dzwonie to az w nim sie trzesie jak widzi moje imie na tel. Swieta oddzielnie, ale przyjechal do mnie po pracy dac mi prezent. Spotkalismy sie nichacy na dyskotece w pierwszy dzien swiat, i robilam mu sceny ze rozmawia z jakimis dziewczynami, albo powie czesc, ja od razu rzucalam sie skad je zna, itp. Na koniec błagałam zeby pojechal do mnie nanoc. Z samego rana przyjechal po nas jego brat i pojechalismy do jego rodziny, pojawil sie alkohol itp. Przyjechal jego kolega, no i moj chlopak powiedzial ze jego kolega mnie odwiezie, a ja chcialam z nim jescze wyjsc albo pobyc, no ale jak powiedzial ze jego kolega ma mnie zawiezc to powiedzialam zeby zawiozl mnie do mojej rodziny ze dawno ich nie widzialam (dalsze wójostwo), no wiec nagle slysze ze on jedzie gdzies z tym kolegą, do kolegów, i zrobilo mi sie przykro, zaczelam szaleć przy rodzinie sad ze ja chcialam spedzic czas z nim a on do kolegow jedzie, i powiedzial ze mnie tam nie wezmie, no i nie pojechalam z nim , unioslam sie, przyjechali po mnie jego rodzice, oczywiscie przed jego wyjsciem  krzyczalam przy wszystkich plakalam. I zaczelismy sie od siebie oddalac, coraz zadziej spotykac, ja do niego wydzwanialam, na sylwestrra tez sie klocilismy, i potem az do majówki nie bylismy razem , ja wszsytkim chodzilam trabilam ze nie jestesmy razem, i tak tez sie stalo, wydzwanialam plakalam, on mowil zenie wie czy chce ze mna byc. Z 2-3 razy zdazylo sie ze przyjechalam do niego na noc, bo chcialam tak sie pogodzic ech .. w koncu nastala cisza, zrozumialam swoj blad, chcialam wszystko naprawic. Widzielismy sie raz niechcacy, zobaczyl mmnie jak szlam i sie zatrzymal i tak pogadalismy "po kolezensku". W tym czasie jak sie klocilismy od sylwestra, on wychodzil ze znajomymi, non stop imprezy, nowi znajomi, nowo poznane dziewczyny, ale je poznawałam  jak sie czasami na sile kazalam spotkac i widzialam ze nic z nim ich nie łączy, na majowke pojechalam ze znajomymi, i mialam beznadziejna majowke nie dalam rady o niczym myslec, chcialo mi sie ciagle spac, bylam wszystkim przytloczona. No i w ostatni dzien majowki dolaczylam do niego bo okazalo sie ze jest niedaleko. Dzien byl cudowny, i od tamtej chwili do dzisiaj jestesmy razem, jednak ja mu ciagle wypominam ten czas kiedy wychodzil, nie potrafie z tym zyc, przedwczoraj bylismy na imprezie, i jeszcze przed impreza sie z nim poklocilam, bo strzelilam focha ze po mnie nie przyjedzie, mimo ze sama zaproponowalam, ze dojade bo musze sie wykapac. No ale przyjechalam wieczor mijal dobrze, w koncu na koniec poznalam dziewczyne jego kolegi ktora siedziala non stop naburmuszona i strasznie szczekala do swojego chlopaka. W koncu jej powiedzialam zeby dala na luz, i zapytalam ile sa razem, na to ona ze 2 lata, a ja powiedzialam ze ja jestem z moim 5 lat, i ona zrobila duze oczy z tekstem " mam nadzieje ze z przerwami", takjakby chciala mi cos zasugerowac, wiec ja ja pytam,a co takiego zlego robil ze tak sie zdziwilas, no a ona na to, ze wolał kolegów, no i sie uspokoilam , bo myslalam ze chodzi o jakies dziewczyny, ale mimo to podeszlam do swojego chlopaka i do niego powiedzialam co uslyszalam i kazalam mu sie tlumaczyc, on sie zdenerwowal, i potem jeszcze pare razy zadalam mu to pytanie w koncu wybuchlismy i ja mu mowie pozycz mi kase na taksowke, on mi wepchnal i ja poszlam, nawet sie za mna nie obrócił, wiec ja sie zawrocila, i zaczelam wydzwaniac, powiedział przez tel żebym się "odpier.." ze ma tego dosc, wiec poszlam, i zatrzymalam sie w sklepie, widzialam ze zawrocil sie isc za mna, wiec wyszlam, podszedl do mnie i mowi ze jedziemy do niego, a ja na to ze nie, biegł za mną, ja nie odzywalam sie, wiec sie odwrocil i wsiadl do taksowki, ja .. (wstyd mi mowic czuje do siebie przez to takie obrzydzenie), odwrocilam sie i zaczelam biec za taksowka, pukac zeby sie zatrzymala otworzylam drzwi i zaczelam go rugac, ze mu zappier.. w domu itp, i okazalo sie ze taksowkarz to jego znajomy... obudzilam sie rano z wielkim kacem moralnym, przeprosiłam go , on powiedział że nie da rady tak życ, ale rozmawialismy spokojnie, odwiózł mnie do domu, potem zadzwonilam do niego dwa razy powiedzialam ze zle mi z tym. Zapytalam go jeszcze jak bylismy u niego w domu, czy to juz koniec, on powiedział "nie powiedziałem że to koniec, ale ty nie masz w ogóle wstydu". Jest mi z tym bardzo źle, zapisałam sie na terapie, ale ide dopiero za miesiąc. Co jest ze mną według Was ?:( Chciałabym wiedziec co mysla o tym inne osoby moze tak latwiej byloby mi to wszystko zrozumiec, to w czym sie zagubilam.

2

Odp: zagubiłam się..

Bardzo dobrze zrobiłaś, że zapisałaś na terapie. Jesli trafisz na dobrego psychologa i zaczniesz pracować sama nad sobą to za 2 lata będziesz inną kobietą!
Masz nie ukształtowaną osobowość. Jesteś skrajnie emocjonalna. Nie potrafisz zdrowo kochać. Jest to wynikiem pochodzenia z dysfunkcyjnej rodziny. Przez to, że nie zaznałaś miłości u ojca, dziś jesteś głodna miłości dlatego też bardzo szukasz  na silę u innych facetów. A partnerów wybierasz podświadomie podobnych do twojego ojca. Ciągły haj emocjonalny u Ciebie również wynika z dzieciństwa. Jako dziecko panowały u ciebie w domu w przewadze zapewne negatywne emocje - ciągle awantury i kłótnie jako dziecko nie miałaś spokoju wewnętrznego. Z domu wyniosłaś wzorce i dziś tak postępujesz, zachowujesz się tak jak rodzice Ciebie nauczyli.
Ale głowa do góry, również kiedyś przechodziłam przez podobne relacje.

3 Ostatnio edytowany przez korneliaK (2014-06-09 12:14:30)

Odp: zagubiłam się..

chłopak z którym jestem jest zupełnie inny niż mój tato, czy powinnam sie na ten czas z nim rozstac? przeciez go ciagle ranie.. i on mnie również sad

4

Odp: zagubiłam się..

Cześć korneliaK. Twój facet dużo wytrzymuje z Tobą. Męczysz go, i to bardzo. Musisz zacząć pracować nad sobą. Posprobuj zacząć czytać psychologie. Są bardzo dużo ciekawych rzeczy, poszukaj w internecie. Nie wiem czy znasz język rosyjski? mogłabym  Ci przysłać na maila kilka ciekawych wykładów jednego rosyjskiego psychologa. Opowiada, jak powinna zachowywać się kobieta, jakie ma obowiązki w rodzinie, jak szanować męża... Ja też miałam problemy z mężem, a jak zaczęłam słuchać te wykłady psychologa, wszystko w moim życiu się zmieniło. 
Dla czego od kobiet tak często odchodzą faceci, bo robią właśnie tak,jak Ty, krzyczą ,płaczą, robią różne problemy. A faceci tego nie lubią. Facety potrzebują spokoju, miłości, szacunku. Jeśli go kochasz, to musisz natychmiast zacząć nad sobą pracować. Musisz nauczyć się szanować swojego chłopaka, szanuj go, jak sama siebie . Mów do niego miłe słowa, pytaj czy nie jest głodny, czy nie jest zmęczony. Przytulaj go częściej, bądź miła. Pokaż mu, że go kochasz, wszystko dla niego zrobisz. Tylko zaczynaj zmieniać się od tego, że przestań krzyczeć, bądź spokojna, nie rób awantur, tym bardziej na ludziach. A jeśli już doszło do kłótni, to staraj się nie obrażać go, zawsze przed tym , jak coś powiedzieć, ukąś koniec języka i odlicz 7 sekund, wtedy na pewno nie powiesz tego, za co potem będziesz żałować. Tak mówi mój rosyjski psycholog.
Nie staraj się spędzać cały czas ze swoim chłopakiem, pozwól mu mieć czas i dla kolegów, dawaj mu odpoczywać od Ciebie, nie wydzwaniaj go, żeby potem mógł przyjść do Ciebie i powiedzieć "Kochanie, tak bardzo stęskniłem się za Tobą" I ostatnia rzecz, co mówi mój psycholog, oddawaj miłość i nie proś nic zamiast tego.
Zaczynaj dzień z modlitwy. I wszystko u Ciebie będzie dobrze. Ja tego tobie życzę.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026