Bardzo was proszę o radę. Wiadomo, jestem jedną ze stron i nie jestem obiektywna.
Jestem mężatką od 4 lat. Wraz z mężem mamy 1,5 rocznego synka i 10 letnią córkę (córka z mojego pierwszego małżeństwa, została przysposobiona przez mojego obecnego męża). Ponieważ mój mąż od zawsze chciał pracować w wojsku nie robiłam afer i pozwoliłam mu na pracę 300km od domu. I teraz ja za to płacę. W 9 miesiącu ciąży skręciłam kolano.W ogóle nie mogłam chodzić. Mój mąż sprawę zawalił, zostawił mnie i wyjechał do pracy. Wyobrażacie sobie? Ja rozumiem, że w wojsku nie należy mu się opieka, ale moim zdaniem powinien coś chociażby spróbować wymyślić. Gdy syn miał rok znów skręciłam kolano, zostałam sama z 2 dzieci i dwoma sklepami na głowie (prowadzę dwa sklepy spożywcze). Mam do męża żal, bo moim zdaniem powinien zabrać mnie i dzieci do miasta gdzie pracuje, żeby mnie odciążyć. Teraz znów mam skręconą tym razem kostkę, i znów zostałam sama. Mój mąż nie interesuje się, jak stoimy finansowo, czy mamy zapłacone rachunki i raty kredytów. Dodatkowo pojawiają się mocne zgrzyty, bo do teściowej jeździ sam, nawet w święta. Gdy ona na mnie wsiada nie broni mnie tylko milczy. Z teściową bardzo się nie lubimy, bo ona jest kłamczuchą, a ja osobą która mówi co myśli. Przed ślubem nasze kontakty z teściową były bardzo dobre, ale po ślubie to się zmieniło. Przykład? Teściowa bardzo chciała, żebym zaszła w ciążę. Powiedziałam, że nie ma takiej opcji, bo mieszkamy w jednopokojowej kawalerce, jest nas troje, więc dziecko absolutnie teraz nie wchodzi w grę. Usłyszeliśmy, że jak zajdę w ciążę to ona się z nami na mieszkania zamieni. Zaszłam w ciążę i usłyszeliśmy, że nie teraz, może za rok, że ona nie wyobraża sobie przeprowadzki. Drugi przykład. Na Wszystkich Świętych kupiłam jak zawsze identyczne kwiaty i znicze dla teścia i mojej mamy. Następnego dnia teściowa je wyrzuciła, bo podobno się połamały. Dziwne, że tylko nasze się połamały. Znicze zresztą też wywaliła. Na dzień dziecka gdy mój mąż do niej zajechał bo go prosiła, dała 100zł mojemu synkowi a córce nie dała nawet czekolady. Rozumiecie coś z tego? Mi ona spływa, ale moim zdaniem mój mąż nie powinien brać tych pieniędzy tylko jej powiedzieć, że ma dwoje dzieci i wyjść. A on wziął te pieniądze, a jak prosiłam, żeby je odniósł odmówił. Wielokrotnie próbowałam z mężem rozmawiać, mówiłam co mnie boli i szukałam kompromisów. Zawsze kończyło się tak samo. Obiecywał poprawę, a za tydzień było jak przed rozmową. Ogólnie jest klapa, czuję się nie kochana, nie akceptowana. Ale jest też druga strona. Gdy mąż przyjeżdża na weekendy bardzo mi pomaga, a nawet mogę powiedzieć, że robi w domu praktycznie wszystko. Sprząta, gotuje, zajmuje się dziećmi, sprawdza lekcje córki i ciągle powtarza, nie rób nic tylko odpoczywaj. Potrafi mi kupić kwiaty bez okazji, raz w miesiącu zabiera mnie na randkę do kina, restauracji czy potańczyć. Nie umiem tego rozszyfrować, bo dla mnie to zupełna sprzeczność. Nie wiem co robić. Gdy mu powiedziałam, że nie daję rady, że zapominam o opłatach bo mam zbyt dużo na głowie stwierdził, że kupimy mi kalendarz i będę tam wpisywać co kiedy trzeba zapłacić. Ręce mi opadły, bo ja chciałam, aby wziął część obowiązków na siebie, chociażby rachunki za dom czy mieszkanie. Ostatnio czuję, że przestaję kochać swojego męża, bo zostawił mnie ze wszystkimi problemami samą. Wdałam się w romans. Nie jest to uczucie, zwykły seks i to, że R mnie słucha. Sama nie wiem, czemu zaczęłam ten romans (wyszedł z mojej inicjatywy). W łóżku z mężem układa nam się świetnie. Więc czego szukam poza małżeństwem? Może adoracji, może akceptacji. Sama nie wiem.
Ostatnio powiedziałam mężowi po raz kolejny, że jest źle. Że jeśli czegoś nie zrobi, to się rozpadniemy. Powiedziałam, że ktoś się pojawił. Sytuację "załagodziłam" . bo powiedziałam tylko, że ktoś o mnie zabiega, ale jeszcze nic nie zrobiłam. Nie chcę ranić męża, jest bardzo dobrym i wrażliwym człowiekiem, ale nie chcę też tak żyć. Owszem z wierzchu jestem twardą babką, ale jak nikt nie widzi często płaczę. Mój mąż o tym wie, ale nic z tym nie robi. Ja potrzebuję faceta, silnego, który da mi poczucie bezpieczeństwa. Mój mąż mi go nie daje i tysiące razy mu o tym mówiłam. Np wiem, że jak zachoruję, będę sama, bo on ucieknie do pracy. To chyba nie jest normalne. Gdy wspomniałam, że myślę o rozwodzie mój mąż się popłakał. Powiedział, że chce nas ratować, że kocha, że nie wyobraża sobie życia bez nas. Nie wiem, czy chodzi mu o nas czy o dzieci. Dobrze wie, że nigdy nie utrudniałabym mu kontaktu z dziećmi(widział, że sama wydzwaniałam do byłego męża prosząc, aby odwiedził córkę). Zaproponował terapię małżeńską, ale niestety w sobotę nikt nas nie chce przyjąć, a terapii 300km od siebie raczej nie podejmiemy. Chciałabym nas ratować nie tylko ze względu na to, że przecież chyba nadal się kochamy, ale nie chcę też aby nasze dzieci wychowywały się w rozbitej rodzinie. Z drugiej strony nie jestem zdolna wszystkiego załatwiać sama, sama rozwiązywać problemów i żyć ze świadomością, że mogę liczyć tylko na siebie. Jestem załamana. Co robić?
Podobne tematy
"z wierzchu jestem twardą babką, ale jak nikt nie widzi często płaczę" - może to jest częściowo problem też... wydajesz się mężowi silna osobą, jest przywykły, że sobie zawsze radziłaś i nie załapał, że jednak nie jesteś z granitu, że potrzebujesz jednak czasem większego wsparcia... "Mój mąż o tym wie, ale nic z tym nie robi" - czyli wie o tym wszystko, wie jak bardzo Tobie ciężko i wie jeszcze dokładnie dlaczego tak sie czujesz? A widział Cię jak płaczesz, czy przed nim też raczej kryjesz te łzy? Może więc on tak niby wie, ale nie do końca, bo po rozmowie może też nie pokazałaś tak bardzo, a niektórym ludziom to nie wystarczą jakieś subtelniejsze znaki, trzeba niektórym wszystko powiedzieć wprost, bo się nie domyślą. Niby to takie oczywiste, że w 9 miesiącu ciąży kobiecie trzeba trochę pomóc, lub jak ma problem zdrowotny, no ale może on np. pomyślał, że sobie jednak poradzisz, może mu nie dałaś tak całkiem jasno do zrozumienia, że to coś poważnego z tą nogą? Myślał może, że to drobna rzecz, dla takiego twardego wojaka to jakieś tam skręcenie kostki to może pryszcz. Wiec nie domyślił sie, że dla Ciebie to nie jest pryszcz. Poza tym, mówisz, że on wie, ale NIC nie robi. A nie prawda. Bo popatrz, piszesz dalej "Gdy mu powiedziałam, że nie daję rady, że zapominam o opłatach bo mam zbyt dużo na głowie stwierdził, że kupimy mi kalendarz i będę tam wpisywać co kiedy trzeba zapłacić" - no to właśnie chciał Ci pomóc, przez kupno kalendarza ;-) Tu chyba najlepiej widać jak się nie rozumiecie. On myślał, że pomoże Tobie poprzez kupienie Ci kalendarza, podczas gdy Tobie przecież chodziło o coś zupełnie innego. Nie powiedziałaś mu wprost, czego oczekujesz, więc sam kombinował - i tak mu wyszło, (no na logikę wział;-) że skoro zapominasz, to trzeba Ci jakąś "przypominajkę" załatwić :-) Chyba najlepszy dowód, ze on jednak zupłenie nie zrozumiał Twoich intencji, musisz mu więc chyba raczej wprost i jasno powiedzieć, ze liczysz na JEGO pomoc, a nie np. tylko na "dobrą radę" jak z tym kalendarzem... I to jeszcze mu najlepiej powiedz na jaką konkretnie pomoc liczysz, bo tez moze sie nie domyslić (wymyśli np. ze to on ma Ci kupic ten kalendarz i to ma byc ta jego pomoc, wiec lepiej skonkretyzuj, żebys znowu nie była w szoku co to facet umie sam wymyślić, ze swojej inicjatywy;-) Po prostu nie zostawiaj mu pola do inwencji, bo sie okaże, że to nie taka ta "inwencja", bo on po prostu myśli na swój własny sposób (jak widzisz zupełnie inny od Twojego) i ma inne potrzeby, niż Ty masz, więc trzeba jemu zostawiać jak najmniej pola do własnych domysłów. Zwyczajnie nie domyśli się tego samego, co Ty byś chciała, więc tutaj z facetem trzeba jak z dzieckiem, musi znać konkretne oczekiwania co do swojej osoby, a nie tylko tak "ogólnie".
No właśnie, a czy np. powiedziałaś jemu wprost to: "moim zdaniem powinien zabrać mnie i dzieci do miasta gdzie pracuje, żeby mnie odciążyć"? Czy raczej tylko czekałaś, że się sam domyśli? On wygląda mi na jednego z tych mało domyślnych ;-)
A czy jemu nie zależy... no to sama zauważ, że kiedy przyjeżdża to stara się, że na myśl o rozwodzie się popłakał, że mówi, że nie wyobraża sobie życia bez Was... Wygląda na to, że jednak mu raczej chyba zależy mimo wszystko.
Przede wszystkim więc myśle, że tu ważne jest czy on wie, czego Ty oczekujesz, to jest wg mnie sedno problemu. Bo jeśli wie dobrze, że liczysz na jego pomoc, poprosiłaś go wprost o konkretną pomoc, a on odmówił Ci tej konkretnej pomocy o która go poprosiłaś - to by wtedy świadczyło, że myśli tylko o sobie. Ale jeśli Ty mu nie powiedziałaś wprost i konkretnie, że "to i to, i to mi jest potrzebne, proszę Cię, żebyś mi to zapewnił, jako mąż i ojciec" - to on sie może nie domyślił o jakiej dokładnie pomocy Ty marzysz. Faceci to trochę inaczej myślą, widzisz, mało się umieją domyślić czego inna osoba może oczekiwać, tez każdy troche po sobie patrzy, a np. taki Twoj mąż pewnie nigdy sam nie był w takiej syt. jak Ty jesteś, że liczył na czyjąś opiekę, pewnie to człowiek, który w życiu liczy tylko na siebie i nie jest przyzwyczjony pomyśleć o pomocy od innych, więc może temu nie umie się w Ciebie wczuć, bo po prostu sam jest inny jednak. Dlatego trzeba najpierw zawsze sie upewnić, że zrozumiał intencje, prośby formułować w sposób otwarty, prosty, bo inaczej on może znowu pomyśli, że Tobie kalendarza potrzeba, a nie konkretnej pomocy z jego strony, jak np. żeby wziął z pracy urlop i z Tobą posiedział, bo masz noge skręconą...
Też trochę dziwne, czemu nie możesz pojechać do niego tak ogółem, chyba normalnie rodzina mieszka razem, a nie jeden w jednym mieście, drugi w innym... Jego tam trzyma praca, a Ciebie rozumiem, że też praca trzyma? Tylko tutaj macie problem, bo jedno musiałoby zrezygnowac z danej pracy - jak nie on, to Ty, ale jak żadne nie będzie chciało, to już tego nie rozwiążecie. Ktoś musi tu ustąpić. Nie wiem czy masz do końca prawo oczekiwać, że to on ustąpi i zostawi pracę, jeśli sama nie umiesz ustapić i zostawić swojej, żeby jechac do niego. Chyba, że on się nie zgodził po prostu, żebyście razem mieszkali u niego w tamtym mieście? No też dzieci trochę mogłyby tu rozsądzić sprawę, bo może lepiej żeby właśnie córka została w miejscu, ktore zna, gdzie ma już znajomych, bo to ciężko dla dziecka 10-letniego nagle w nowe środowisko się przenieść. Tu więc byś miała argument jednak, że to on powinien sie przenieść. To na pewno jest ciężko, jak jego ciągle nie ma, rozumiem, że to naturalne jest, że dążysz, żebyście razem mieszkali, a nie tak. Bo niby masz męża, a tak jakbyś nie miala... Same weekendy to trochę mało, zwłaszcza, że masz na głowie 2 dzieci i jeszcze sklep, to nie jest łatwo samej.
Nie wiem, trudna sytuacja rzeczywiście, ale chyba jedyne co ja bym mogła Ci poradzić, to upewnić się, czy on rzeczywiście jasno wie czego byś Ty chciała, czego oczekujesz od niego, czy wyraziłaś to wprost i on po prostu dobrze to zrozumiał. Wtedy będziesz miała punkt do dalszej decyzji, bo będziesz widziała z czego jego zachowanie wypływa - czy tylko z niezrozumienia Twoich intencji, z pewnej hm, gruboskórności męskiej, że tak powiem, czy może raczej on nie dojrzał do małżeństwa i ojcostwa i myśli, że to będzie OK żeby on całe lata mieszkał gdzie indziej, a Ty sama ze swoimi problemami...
Wiesz, ostatnia rzecz tutaj co napiszę, to nie dziwię Ci sie co prawda, ze wdałaś sie w romans, potrzebowałaś po prostu ciepła i zrozumienia, ale jednak myślę, że to nie jest dobry pomysł. Bo trochę to może skomplikować sprawę jeszcze, która i bez tego dość jest trudna. Dlatego piszę, że skomplikuje, bo pewnie dojdzie Ci do reszty przykrych odczuć dodatkowo poczucie winy i wstydu, że coś ukrywasz przed mężem, więc jeszcze będziesz mieć dodatkowy problem w tym, a już masz przecież dość ich. Więc wydaje mi się, że to tylko skomplikuje, a ukojenie da tylko na chwilę, jak taki tylko powierzchowny plasterek na jątrzącej sie ranie. Trzeba tu iść raczej do sedna, załatwić to z mężem na drodze poważnych rozmów na temat wzajemnych waszych oczekiwań co do związku, bo jednak liczyć, że on sam będzie wiedział jak się zachować, to już widzisz, że takie podejście nie działa. Ale to nie musi wynikać ze złej woli męża koniecznie, może się nie porozumieliście dobrze, a niestety nie każdy jest na tyle wrażliwą jednostką, aby wyczuć co kto inny potrzebuje (a już faceci zwłaszcza tak mają czesto, że nie wyczują kobiety - nawet tej, z która juz są dlugo - tylko ją traktują jakby była drugim facetem praktycznie:-)
Proponuję, abyś może sama najpierw skorzystała z pomocy specjalisty. Być może to właśnie w Tobie kryje się głębszy problem, ale nie jesteś go świadoma. Już jeden związek Ci się rozpadł. Może też z podobnych przyczyn? Warto byłoby się nad tym zastanowić.
Ciężko mi znaleźć problem w Twoim mężu. Co prawda, nie znam go, więc nie ocenie go realnie, ale z tego, co napisałaś wnioskuję, że to dobry i przykładny mąż. Rozumiem, że jest Ci ciężko, ale zwroć uwagę również na to, że jednak Twój mąż nie pracuje wyłącznie dla siebie. Być może poświęca się w dużym stopniu pracy, aby stać was było na większe mieszkanie? Sama napisałaś, że w czasie, kiedy jest w domu stara się jak może, a Tobie każe odpoczywać. Doceń to, bo wielu jest facetów, którzy różnie postrzegają świat i mając nawet najlepsze intencje, nie zawsze potrafią dostrzec, że mimo wszystko ich wybrance czegoś brakuje. Napisałaś też, że rozmawiacie o tym i że obiecuje poprawę, której nie widać. Może źle mu przedstawiasz swoje potrzeby? Tak jak w przykładzie kalendarza. Wydaje mi się, że źle przedstawiłaś mu problem. Jeżeli chcesz, żeby pomagał Ci w płaceniu rachunków - powiedz mu to otwarcie. Faceci nie lubią się domyślać. Kobiety z resztą też
Jeżeli mu powiedziałaś coś w stylu: "nie daję rady, zapominam o płaceniu rachunków" to nie dziwie się, że stwierdził, iż kupi Ci kalendarz, bo sama raczej też w ten sposób zinterpretowałabym całą tę sytuację. Jeżeli więc chcesz, aby Cię wyręczył w tej czynności to mu to prosto zakomunikuj.
Nie jestem psychologiem, więc nie pomogę Ci w uświadomieniu sobie, co było czynnikiem rozpoczęcia przez Ciebie romansu. Twój mąż mówi Ci, że Cię kocha, kupuje prezenty bez okazji, stara się kiedy tylko ma możliwość pomagać Ci w obowiązkach domowych, a do tego wasze pożycie seksualne układa się w dobrym porządku... Masz akceptacje i adoracje, więc nie wiem czego Ty szukasz. Niby coś nie gra w Twoim związu, a nie starasz się za bardzo tego naprawiać tylko jak to sama napisałaś - wdajesz się w romans. Piszesz też, że wszystko masz na swojej głowie, nie masz na nic czasu, zapominasz o rachunkach, ale na romans jakoś go znalazłaś. Jeżeli faktycznie chcesz, żeby wszystko układało się dobrze to skończ z tym i nie krzywdź Twojego męża. Nie odbieraj mojej wypowiedzi jako nagany dla Twojej osoby, bo w wielu kwestaich mogę się mylić i źle oceniać sytuację. Spróbuj jednak spojrzeć też na swoją postawę i nie doszukuj się winy jedynie w braku czasu męża.
Pani Wiosno...
Mój mąż wie, że jestem wrażliwa, bo zdarza mi się przy nim płakać. Np w dzień babci płakałam. bo moje dzieci babci nie mają. Tzn jedną mają, ale ma je gdzieś. Jeżeli chodzi o skręconą nogę to mój mąż dobrze wiedział, że to może być poważne, bo nie mogłam sama zejść po schodach, tylko sąsiedzi mnie znosili. Przez jakiś czas mieszkałam u siostry, bo nawet do łazienki nie mogłam wstać. Do mojego męża zawsze staram się mówić wprost czego oczekuję. Faktycznie z tą pomocą w rachunkach mógł mnie nie zrozumieć, ale gdy syn miał rok i znów skręciłam kolano powiedziałam wprost "uważam, że powinieneś po nas przyjechać, bo ja nie daję rady". Usłyszałam "ale tu nie ma gdzie spać". Wyszłam z założenia że nie to nie i sobie poradziłam, ale chyba nie tak powinno wyglądać partnerstwo. A co do tego, że nie ma gdzie spać to w tamtej chwili spokojnie było nas stać na to, abym spała z dziećmi nawet w hotelu. Nawet przyszło mi do głowy, że on tam kogoś ma, ale już jestem pewna, że nikt się tam nie kręci.Jeżeli chodzi o wyprowadzkę do niego, to nie mogę tego zrobić nie ze względu na pracę, bo ta się znajdzie, ale na to, że tu mamy dom i służebność dla mojego taty. Moim obowiązkiem jest się nim opiekować. Gdy tata przepisywał nam dom, to z zastrzeżeniem, że nie sprzedamy go do jego śmierci. Mąż pracy zmienić nie bardzo może, bo złotą rączką nie jest, wykształcenia też nie ma. Wolę, żeby był w tym wojsku, niż tak jak wcześniej przynosił mi 1100 wypłaty z pensji ochroniarza. To, że widujemy się w weekendy jakoś strasznie mi nie przeszkadza, bo mąż często ma wolne za służby i wtedy jest w domu. Mi chodzi o to, że on się nie martwi jak sobie radzę. Nawet, gdy mówię wprost, że nie radzę. Czasem myślę, że mój mąż jest po prostu dużym dzieckiem.
Była taka sytuacja, że gdy wprowadzaliśmy się do mieszkania to ja wieszałam żyrandole z sąsiadem, bo mój mąż nie mógł przełożyć piwa z kolegami. Albo np to, że ja w zaawansowanej ciąży szafki składałam, bo mój mąż nie umie. W salonie i dziecinnym pokoju też zresztą ja szafki skręcałam. Nawet zlew w kuchni wymieniłam, bo mąż nie umie. Tak zawsze odpowiada "nie umiem"
Ostatnio nawet mu powiedziałam, że on w tygodniu chce być kawalerem, a w weekend mężem i ojcem. A ja potrzebuję partnera, na którym będę mogła polegać. Nie wiem co robić? Rozwód to chyba przegięcie, bo tak naprawdę chodzi o pierdoły ( o ile pierdołą można nazwać mój brak poczucia bezpieczeństwa).
lucielle ja nie staram się zwalić winy na męża, dlatego tu piszę. Oczekuję obiektywnych odpowiedzi i jestem za nie wdzięczna. Owszem jak mój mąż jest na weekend w domu to się stara, ale jak jest w domu np tydzień nie zrobi nic o co go proszę. Wybacz, ale moim zdaniem nienormalne jest, aby kobieta w widocznej ciąży składała meble, nosiła worki z ubraniami przy przeprowadzce czy aby skręcając nogę była na łasce znajomych a nie pod opieką męża. Owszem jak mogę to zrobić, ale jednak moim zdaniem powiniem to zrobić mężczyzna.
Jeżeli chodzi o moje pierwsze małżeństwo to rozpadło się w dniu ślubu. Mój mąż uderzył mnie w trakcie przyjęcia, bo nie podobało mu się, że tańczę z bratem ciotecznym. Tak więc to chyba nie z mojej winy był rozwód, chyba że moją winą jest to, że nie pozwoliłam się bić.
samotna, a zawsze tak było jak piszesz? Kiedy poznałaś swojego obecnego męża jaki miał stosunek do Twojej córki i obowiązków domowych? Jeżeli faktycznie jest tak jak piszesz i jest on jak to sama nazwałaś "kawalerem w tygodniu oraz mężem i ojcem w weekend' to wydaje mi się, że szczera rozmowa będzie najwłaściwsza. Powiedz mu to, co napisałaś tutaj. Jak widzisz jego zachowanie. Jeżeli to nie pomoże to spróbujcie mimo wszystko szukać jakiejś właściwej terapii. A co do romansu. Zgadzam się z panią wiosną - może on jedynie pogorszyć waszą sytuację, a przecież problemów Ci już wystarczy, dlatego postaraj się w to nie brnąć, bo i tak przecież nie łączy Cię z tym czlowiekim nic oprócz seksu. Walcz o swoje małżeństwo, jeżeli jest szansa na to, by coś w nim poprawić ![]()
Lucille jeżeli chodzi o mojego męża, to zawsze mogłam na nim polegać, wspierał mnie, opiekował się moją córką, ale jeżeli chodzi o rzeczy typowo męskie zawsze było "nie umiem". Przed ślubem mi to nie przeszkadzało, bo brat zawsze pomagał, ale teraz brat ma rodzinę. Moją córkę Mąż zawsze kochał i to było i jest widać. Tym mnie zauroczył. Zdobył moje serce przez moje dziecko. Staram się z nim rozmawiać, ale po tygodniu wszystko niestety wraca do normy. Robi mi wyrzuty np, że zadzwoniłam do byłego chłopaka gdy zepsuł mi się samochód lub kolega zrobił zakupy. A kto ma mi pomóc? Przyjaciółek nie mam, koleżanki wiadomo, mają swoje życie, a moi byli zostali moimi kumplami, więc oferują pomoc.
Tysiące było rozmów, setki awantur z mojej strony, a i tak jest jak jest. Czasem mam wrażenie, że to ja jestem facetem w tym związku. Nawet się śmieję, że to ja mam jaja, tylko mąż je nosi bo mi zbyt ciężko. Miesiąc temu był u nas przełożony mojego męża. Akurat przyszła sąsiadka z awanturą i wiecie co zrobił mój mąż? Podszedł do mnie i powiedział "kochanie do Ciebie". Cholera jasna. Czy tak trudno było otworzyć drzwi i wysłuchać o co tym razem chodzi tej kobiecie? Tak jest ze wszystkim. Kłopoty rozwiązuję ja, gdy mąż mało zarabiał to ja myślałam, skąd wziąć kasę na rachunki. Ale z drugiej strony ugotuje, bawi się z dziećmi, posprząta, odrobi z córką lekcje czy wykąpie synka. Po prostu zamiana ról. Tylko, że mówiłam nie raz, że mi taki układ nie odpowiada. Gdybym tak chciała zostałabym lesbijką.
Najgorsze jest to, że mimo wspólnych chęci nie mamy jak iść na terapię małżeńską, bo mąż przyjeżdża w piątek w nocy a wyjeżdża w niedzielę. W soboty żaden psycholog nie chciał nas przyjąć, nawet za podwójną stawkę.
8 2014-06-08 20:45:35 Ostatnio edytowany przez pani wiosna (2014-06-08 20:55:51)
Hm, no ja myślę, że troche za szybko mu odpuszczasz. On coś tam Ci odpowie, np. że nie miałby gdzie spać - to Ty już kończysz rozmowę i się obrażasz. Wydaje mi się, że mogłabyś spróbować w takim momencie nie ucinać rozmowy, co ostatecznie się kończy przecież jakby nie po Twojej myśli, bo Ty zostajesz sama z problemem, więc to nie jest dobre rozwiązanie uciąć rozmowę i się w sobie zamknąć z urazą.
"Wyszłam z założenia że nie to nie i sobie poradziłam" - czy to jest aby słuszne założenie i rzeczywiście doprowadziło do zamierzonych skutków?
A może jesli on mówi np. że nie umie czegoś naprawić, to mogłabyś odpowiedzieć mu, że to nie jest żaden powód, bo raz, to człowiek uczy się całe życie, a dwa, to chyba skręcenie półek czy wymiana zlewu to nie zajęcia na miarę Einsteina...(edit: albo o tym Einsteinie lepiej nie mów, niech sie poczuje jak właśnie Einstein, jeśli mu sie uda coś zrobic, wiec to nie była dobra rada jednak;-) Poza tym jak na prawde nie umie, to niech może opłaci fachowca. Jest meżczyzną a nie skarpetą i pewne rzeczy jednak też powinien w domu zrobić, zwłaszcza jeśli takie, gdzie trzeba siły fizycznej, a nie żeby kobieta to robiła, a on w tym czasie piwko. I on powinien to wszystko moim zdaniem usłyszeć (tak, od Ciebie:-) Może trzeba by mu troszkę podziałać na ambicję, wiesz... Poza tym jest jeszcze kwestia, czy on czuje się należycie doceniony, kiedy coś zrobi (bo przecież czasem coś chyba jednak robi:-). Czy nie była np. jakaś sytuacja, że on coś zrobił, czekał na pochwały (a zwykle facet jest bardzo łasy na taką pochwałę od kobiety i tylko po to coś robi tak na prawdę, żeby usłyszeć ją:-) a Ty zamiast pochwalić, to przyjęłaś to jako coś oczywistego, że pomógł i nic nie powiedziałaś. Wtedy to tak sie pewnie poczuł, że narobił sie bez zadnej zapłaty (tą zapłatą jest docenienie przez kobietę, takie "poklepanie po ramieniu", że good job itp). Tu masz niestety rację, że faceci w niektórych sytuacjach to zupełnie myślą jak takie duże dzieci ;-) Trzeba mieć czasem dużo sprytu, żeby faceta zachecić do działania... Była kiedyś taka książka "dlaczego faceci kochają zołzy" czy jakoś tak ;-) Tam było to trochę wytłumaczone, jak można faceta zachęcić do pomocy (chyba, że mi sie z czymś myli, bo czytałam jeszcze kiedyś cos takiego "Kobiety z wenus, mężczyźni z marsa", wiec to w którymś z tych dwóch bylo, ale stawiam na te "zołzy";-) Tak na prawde to b. dobrze jest troche poznac męska psychikę (nieco sie różnimy w końcu i facet myśli troche inaczej:-), bo dla obojga osób wychodzi to na dobre. Facet tak na prawde też by sie cieszył, gdyby czuł się doceniany i pomagałby wtedy sam, albo na prośbę, lecz bez potrzeby długiego ględzenia. Każdy zresztą człowiek lubi uslyszeć komplementy, np. "ale super to zrobiłeś! wspaniale pomalowałeś ściany, profesjonalnie wygląda, masz talent, zaje***iście sie spisałeś" itp ;-) A nawet jakby źle wykonał, to i tak możesz pochwalić samo to, że zrobił, np. powiedzieć "kochanie, dziękuję, doceniam, że mi pomagłeś" (i najlepiej przemilczeć te wszystkie niedociągnięcia oczywiscie, bo to chyba najgorzej by podziałało ze wszystkiego, bo nie dosc sie narobi, to mu jeszcze ktos bedzie wytykał, ze tu nierówno, tam nieładnie itp). Trzeba chwalić i to dużo, a przede wszystkim na prawde docenić, nawet najdrobniejszą rzecz, bo też nie można przecież mówić czegoś falszywie :-) Docenić choćby drobnostki na początek i chwalić jak najęta (może sie troche zdziwi, jesli nie miałaś takiego zwyczaju, ale spodoba mu się, uwierz mi;-) Wtedy facet będzie zadowolony, Ty będziesz zadolona, a i robota będzie wykonana (i to nie przez Ciebie;-)
Tez mysle, ze niepotrzebnie sama robiłaś te wszystkie rzeczy, będąc w ciąży. Dałaś mu świetny własnie powód, że teraz myśli, jak myśli - że ma kobiete ze stali (sama byś sie do wojska dobrze nadawała, jak widze;-). Widział, że poradziłaś sobie (pewnie zlew służy do dziś, a półki stoją) to zobaczył, że jednak on nie pomógł, to sie nic nie stało wielkiego, sama zrobiłaś, no i cześć, problem z głowy. Ja bym na Twoim miejscu sama nie robiła tego typu rzeczy (chociaż czasem nawet lubię coś sama zrobić, też troche taka zosia-samosia jestem, no ale jak z facetem jestem, to unikam wtedy, bo w końcu to też jednak facet może sie poczuć facetem, jak sam zrobi i taki jest happy, a ja go klepie po ramieniu;-)
Myślę więc, że jeśli on odmawia, to trzeba próbowac różnych sposobów i patrzyć co dziala. Więc albo dużo mu tłumaczyc, zachęcać, wyjaśniać jak to np. źle jest z cieknącym zlewem, co może sie stać (np. zaleje ściany, grzyb sie puści itp) i takie oczywistości, ale tak mu troche potruć w temacie ;-) Jak to nie podziała, to może na ambicje mu, że taki silny facet, że zdolny, że na pewno sie nauczy, nawet jak nie umie, że wierzysz w niego, że widziałaś juz nie takie akcje w jego wykonaniu itp. Żeby mu sie wydało to jednak łatwiejsze i przyjemniejsze, jako takie kolejne zadanie do wykonania (i pamietaj o tej "nagrodzie", trzeba mu trochę przyslodzić, docenić, bo bez tego to nic nie zdziałasz;-) Lepiej, żeby on nie czuł też pretensji, żeby sobie nie kojarzył roboty w domu z jakimś np. poprawianiem go potem, niezadowoleniem później, czy coś. To tak, jak wyżej pisałam (też polecam Ci tą książke;-) Myśle ogółem, że za szybko właśnie odpuszczasz. Za bardzo sie może przyzwyczaiłaś myśleć o facecie jak o osobie podobnej do Ciebie, bo np. Ty byś sie czegoś domyśliła, to zakładasz, że facet też. Albo Ty byś na sam widok kobiety w ciąży chciała pomóc, wczułabyś sie w sytuację, że jej ciężko itp, no a facet pewnie mysli "a tam, ciąża, od tego sie nie umiera" (ma inne, takie "lekkie" podejście, troche jak mówisz, duży dzieciak). Chyba musicie się trochę poznac na nowo. Ja osobiście myśle, że to żaden wstyd poczytać jakieś poradniki psychologiczne, sama przeczytałam dość dużo (o facetach akurat tylko 2, ale w innych tematach to całkiem sporo) i co uznałam za ciekawy pomysł, to w życiu probowałam, niektóre rzeczy sie sprawdziły, inne nie, ale te, co tak, to mi bardzo pomogły czasami. Ważne jest rozumieć się wzajemnie, bo związek jednak wg mnie powinien się opierać na próbach wzajemnego zrozumienia. A żeby zrozumieć, to czasem trzeba mieć wiedzę. Poza tym z czasem ludzie sie przyzwyczajają do siebie za bardzo i już im sie nie chce wzajemnie poznawać, próbować czegoś nowego też... A mężczyzna, to raczej ja niewielu poznałam takich, żeby sami wychodzili z trudnymi tematami, wolą zamiatać pod dywan (kobiety zresztą też;-) Choć jak pisałam, temat nie musi też być koniecznie przekazany w formie poważnej jak na pogrzebie, mogłabyś użyć właśnie takiej trochę inwencji i zrobić sobie z tego nawet pewien rodzaj zabawy, znaczy z tego wybadania co działa na męża, co go motywuje, że coś robi... Jak to wykryjesz, to potem już pozostaje Ci tylko korzystać i cieszyć się.
Acha, a jeszcze jak o te łzy chodzi. Mnie chodziło czy on widział Cię płaczącą z JEGO powodu. Bo to troszkę co innego jednak, wtedy nie wierzę, że by go to nie ruszylo i może właśnie kiedyś najdzie Cię na płacz, to niech on widzi i jak spyta o powód, to... powiedz, że to przez ten zlew, co Ci nie chciał przy nim pomóc, albo że to temu, bo go prosiłaś by wziął urlop i się Tobą zaopiekował (a prosiłaśo to konkretnie?) a on nie chciał. No nie mówię, żeby udawać łzy, ale po prostu nie ukrywaj przed nim, jeśli Cie akurat najdzie, bo może by go właśnie to ruszylo bardziej, niż tylko słowa, jak to Ci ciężko (tu zawsze może pomyśleć "a tam, gada tak pewnie tylko, chce sobie pozrzędzić, wyżalić się"). Też on powinien wiedzieć co jest konkretnie ciężkie dla Ciebie, jakie obowiązki i nie tylko takie ogólne "potrzebuję pomocy", ale w czym i w jaki sposób ta pomoc. Byłoby rzeczywiscie miło, jakby sam sie domyślił tego wszstkiego, to sie zgodzę, że by było super, no ale zycie to nie telenowela, a facet nie-telenowelowy ma swój własny sposób myślenia, odmienny, a nie myśli tak, jak by kobieta chciala. Chyba sie z tym musisz pogodzić, że to jest człowiek taki i przecież to nie jego decyzja jaki chciał sie urodzić (że np. bez takiej empatii, jaką masz Ty). On sobie zapewne w jakiś sposób tłumaczy własne nieróbstwo, np. że skoro radziłaś sobie wcześniej, to może Ci to jednak tak bardzo nie przeszkadza. Zwłaszcza, że ani nie ględziłaś mu dużo, jak się wymigiwał, ani nie zostawiłaś rzeczy niezrobionych - to trochę się nie dziwię, że teraz on nie widzi sensu, żeby sam miał się pchać do roboty, skoro dawniej nie zrobił i żadnych konsekwencji nie było...
edit
O, o, o... nie widziłaam co ostatnio napisałaś, ale popatrz, tu ciekawe rzeczy. "Robi mi wyrzuty np, że zadzwoniłam do byłego chłopaka gdy zepsuł mi się samochód lub kolega zrobił zakupy" - to jest świetna wiadomość dla Ciebie, on jednak ma jakąś ambicję :-) Był zazdrosny, że to kolega Ci pomógł i były chlopak, a nie on. Ma więc checi do pomocy, tylko widać coś go stopuje... Może Twoje zachowanie? "się śmieję, że to ja mam jaja, tylko mąż je nosi bo mi zbyt ciężko" - chyba mu tego nie powiedziałaś...? Chociaż nie ważne, czy powiedziałaś i tak dałaś mu to odczuć chyba... On sie nie czuje równiez mężczyzna w tym związku, jak Ty nie czujesz sie kobietą. Myśle, ze też nie jest zadowolony z tego stanu. Chyba musisz mu ustąpić miejsca po prostu, troche go nakierować poprzez pochwały i zostawienie jemu tej roboty (może bedziesz musiała troche poczekać, np. zrobi dopiero za kilka dni, ale chyba warto sie troche pomęczyć, a może z czasem bedzie miał więcej chęci, jak zobaczy, ze są dobre efekty)
Może faktycznie nie chwaliłam swojego męża. Na pewno chwalę go za pyszną jajecznicę i pyszny obiad, ale faktycznie za inne rzeczy chyba nie. Nie przypominam sobie w każdym razie. Książkę posiadam i czytałam, ale nic z niej nie zgadza się z charakterem mojego męża. Chyba wyszłam za kobietę.
Faktycznie szybko odpuszczam, robię je sama a potem wypominam mu nie zrobione rzeczy w każdej kłótni.
Mój mąż po tym jak powiedziałam, że ktoś jest powiedział piękne zdanie "zamknijmy za sobą drzwi i otwórzmy nowe nie oglądając się na to co było".
W piątek czeka nas kolejna rozmowa. Mam nadzieje, ze tym razem naprawdę coś zmieniająca w naszym życiu, bo wynikająca z inicjatywy mojego męża.
Pani wiosna to nie jest dokładnie tak. Mój mąż nigdy nie był o mnie zazdrosny, nigdy mu nie przeszkadzało, że kolega mi pomaga. Przeszkadzają mu tylko Ci dwaj, bo jeden to babiarz a drugi do dziś przynosi mi kwiaty. Ale jak mój były szef zmienia mi żarówkę w samochodzie albo pomaga mi kupić samochód mój mąż słowa nie powie. Naprawdę czuję się jakbym była lesbijką. Wyobrażasz sobie, że jak mój mąż jedzie do pracy to ja sprawdzam mu płyny w samochodzie? On się oczywiście tłumaczył że nie umie, a dla mnie jako instruktora nauki jazdy to pestka. Ręce opadają. Mówię, chodź, nauczę Cię. Innym razem... Ostatnio się wściekłam, nie sprawdziłam i na moje szczęście po drodze kontrolka mu się zaświeciła. Telefon do żony co się dzieje, bo on nie wie. A skąd mam wiedzieć, jak jest np 150km ode mnie. No i się nauczył:) Czy to znaczy, że następnym razem mam złożyć szafki tak, żeby się rozpadły?
Pani Wiosno...
Mój mąż wie, że jestem wrażliwa, bo zdarza mi się przy nim płakać. Np w dzień babci płakałam. bo moje dzieci babci nie mają. Tzn jedną mają, ale ma je gdzieś. Jeżeli chodzi o skręconą nogę to mój mąż dobrze wiedział, że to może być poważne, bo nie mogłam sama zejść po schodach, tylko sąsiedzi mnie znosili. Przez jakiś czas mieszkałam u siostry, bo nawet do łazienki nie mogłam wstać. Do mojego męża zawsze staram się mówić wprost czego oczekuję. Faktycznie z tą pomocą w rachunkach mógł mnie nie zrozumieć, ale gdy syn miał rok i znów skręciłam kolano powiedziałam wprost "uważam, że powinieneś po nas przyjechać, bo ja nie daję rady". Usłyszałam "ale tu nie ma gdzie spać". Wyszłam z założenia że nie to nie i sobie poradziłam, ale chyba nie tak powinno wyglądać partnerstwo. A co do tego, że nie ma gdzie spać to w tamtej chwili spokojnie było nas stać na to, abym spała z dziećmi nawet w hotelu. Nawet przyszło mi do głowy, że on tam kogoś ma, ale już jestem pewna, że nikt się tam nie kręci.Jeżeli chodzi o wyprowadzkę do niego, to nie mogę tego zrobić nie ze względu na pracę, bo ta się znajdzie, ale na to, że tu mamy dom i służebność dla mojego taty. Moim obowiązkiem jest się nim opiekować. Gdy tata przepisywał nam dom, to z zastrzeżeniem, że nie sprzedamy go do jego śmierci. Mąż pracy zmienić nie bardzo może, bo złotą rączką nie jest, wykształcenia też nie ma. Wolę, żeby był w tym wojsku, niż tak jak wcześniej przynosił mi 1100 wypłaty z pensji ochroniarza. To, że widujemy się w weekendy jakoś strasznie mi nie przeszkadza, bo mąż często ma wolne za służby i wtedy jest w domu. Mi chodzi o to, że on się nie martwi jak sobie radzę. Nawet, gdy mówię wprost, że nie radzę. Czasem myślę, że mój mąż jest po prostu dużym dzieckiem.
Była taka sytuacja, że gdy wprowadzaliśmy się do mieszkania to ja wieszałam żyrandole z sąsiadem, bo mój mąż nie mógł przełożyć piwa z kolegami. Albo np to, że ja w zaawansowanej ciąży szafki składałam, bo mój mąż nie umie. W salonie i dziecinnym pokoju też zresztą ja szafki skręcałam. Nawet zlew w kuchni wymieniłam, bo mąż nie umie. Tak zawsze odpowiada "nie umiem"
Ostatnio nawet mu powiedziałam, że on w tygodniu chce być kawalerem, a w weekend mężem i ojcem. A ja potrzebuję partnera, na którym będę mogła polegać. Nie wiem co robić? Rozwód to chyba przegięcie, bo tak naprawdę chodzi o pierdoły ( o ile pierdołą można nazwać mój brak poczucia bezpieczeństwa).
dom mozna wynająć...
co najlepsze jest gadasz tak na męża , niby robisz wszystko sama ,o rachunkach zapomniasz a czemu bo spotkasz się z kochaneczkiem ,myslisz o dupie maryni..
to ze jest w wojsku to znaczy ze ma służbę i nie moze zwolnić sie od tak oooo bo żona ma nogę w gipsie , moze dowódca nie wyraził zgody?
podczas rozmowy powiedziałaś mu ze pojawił sie ktoś.. tylko mnie adorował tak samo mu powiedziałaś konkretnie z tymi rachunkami?
A kto ma mi pomóc? Przyjaciółek nie mam, koleżanki wiadomo, mają swoje życie, a moi byli zostali moimi kumplami, więc oferują pomoc. rozumiem byli kochankowie bez zobowiązań?
Lucille jeżeli chodzi o mojego męża, to zawsze mogłam na nim polegać, wspierał mnie, opiekował się moją córką, ale jeżeli chodzi o rzeczy typowo męskie zawsze było "nie umiem". Przed ślubem mi to nie przeszkadzało, bo brat zawsze pomagał, ale teraz brat ma rodzinę. Moją córkę Mąż zawsze kochał i to było i jest widać. Tym mnie zauroczył. Zdobył moje serce przez moje dziecko. Staram się z nim rozmawiać, ale po tygodniu wszystko niestety wraca do normy. Robi mi wyrzuty np, że zadzwoniłam do byłego chłopaka gdy zepsuł mi się samochód lub kolega zrobił zakupy. A kto ma mi pomóc? Przyjaciółek nie mam, koleżanki wiadomo, mają swoje życie, a moi byli zostali moimi kumplami, więc oferują pomoc.
Tysiące było rozmów, setki awantur z mojej strony, a i tak jest jak jest. Czasem mam wrażenie, że to ja jestem facetem w tym związku. Nawet się śmieję, że to ja mam jaja, tylko mąż je nosi bo mi zbyt ciężko. Miesiąc temu był u nas przełożony mojego męża. Akurat przyszła sąsiadka z awanturą i wiecie co zrobił mój mąż? Podszedł do mnie i powiedział "kochanie do Ciebie". Cholera jasna. Czy tak trudno było otworzyć drzwi i wysłuchać o co tym razem chodzi tej kobiecie? Tak jest ze wszystkim. Kłopoty rozwiązuję ja, gdy mąż mało zarabiał to ja myślałam, skąd wziąć kasę na rachunki. Ale z drugiej strony ugotuje, bawi się z dziećmi, posprząta, odrobi z córką lekcje czy wykąpie synka. Po prostu zamiana ról. Tylko, że mówiłam nie raz, że mi taki układ nie odpowiada. Gdybym tak chciała zostałabym lesbijką.
Najgorsze jest to, że mimo wspólnych chęci nie mamy jak iść na terapię małżeńską, bo mąż przyjeżdża w piątek w nocy a wyjeżdża w niedzielę. W soboty żaden psycholog nie chciał nas przyjąć, nawet za podwójną stawkę.
twój mąz jest w wojsku ,wraca do domu sprząta itp , moze potrzebuje odragować pracę?
12 2014-06-08 21:37:51 Ostatnio edytowany przez fajny2014 (2014-06-08 21:38:59)
Pani wiosna to nie jest dokładnie tak. Mój mąż nigdy nie był o mnie zazdrosny, nigdy mu nie przeszkadzało, że kolega mi pomaga. Przeszkadzają mu tylko Ci dwaj, bo jeden to babiarz a drugi do dziś przynosi mi kwiaty. Ale jak mój były szef zmienia mi żarówkę w samochodzie albo pomaga mi kupić samochód mój mąż słowa nie powie. Naprawdę czuję się jakbym była lesbijką. Wyobrażasz sobie, że jak mój mąż jedzie do pracy to ja sprawdzam mu płyny w samochodzie? On się oczywiście tłumaczył że nie umie, a dla mnie jako instruktora nauki jazdy to pestka. Ręce opadają. Mówię, chodź, nauczę Cię. Innym razem... Ostatnio się wściekłam, nie sprawdziłam i na moje szczęście po drodze kontrolka mu się zaświeciła. Telefon do żony co się dzieje, bo on nie wie. A skąd mam wiedzieć, jak jest np 150km ode mnie. No i się nauczył:) Czy to znaczy, że następnym razem mam złożyć szafki tak, żeby się rozpadły?
jesteś instruktorem jazdy to mąz chcę zebys sie wykazała w swoim fachu... a ty szukasz problemu...
polecam poszukania problemu takze w sobie a nie tylko mój mąz to tototototototototo zle robi , a ja robię dobrze mam nawet kochanka a on nie (taka jestem dobra)
Domu wynająć nie można, bo mieszka w nim mój tata. Nie zapominam o rachunkach przez kochanka, bo mam go od może miesiąca,a rachunki zawalał
am już wcześniej. Winy nie szukam w mężu, lecz szukam kogoś, kto wytknie również moje błędy. Byłych kochanków bez zobowiązań nie miałam. R jest pierwszy i mam nadzieję ostatni. A żeby sprawdzić płyny nie trzeba być instruktorem, uczą tego na kursach. Akurat w tej kwestii wykazać się nie muszę, bo wystarczy mi wysoka zdawalność moich kursantów.
Autorko czy przypadkiem Twój mąż nie pochodzi z rozbitej rodziny, czy nie wychowywał się bez ojca??
15 2014-06-08 21:49:37 Ostatnio edytowany przez fajny2014 (2014-06-08 21:50:39)
Domu wynająć nie można, bo mieszka w nim mój tata. Nie zapominam o rachunkach przez kochanka, bo mam go od może miesiąca,a rachunki zawalał
am już wcześniej. Winy nie szukam w mężu, lecz szukam kogoś, kto wytknie również moje błędy. Byłych kochanków bez zobowiązań nie miałam. R jest pierwszy i mam nadzieję ostatni. A żeby sprawdzić płyny nie trzeba być instruktorem, uczą tego na kursach. Akurat w tej kwestii wykazać się nie muszę, bo wystarczy mi wysoka zdawalność moich kursantów.
zakoncz romansik w tej chwili... powiedz męzowi ze miałaś kochanka, zeby zaczął płacić rachunki..
jesli nie zaczniesz działać Ty konkretnie to mąz tego tez nie bedzie robił
na miejscu twojego męza złozyłbym pozew rozwodowy ,zdradzasz nie wiesz czemu ale jednak to robisz
ps. to twoj tata wie ze zdradzasz męza no,chyba ze spotykasz sie z kochankiem po holetach..
tatuś rozumiałby ze dla ratowania małżeństwa byś sie przeprowadziła...
Kolejny dowód na to, że kobieta nie usiedzi przy kimś 'gorszym' od niej samej.
Ale to trzeba bylo zobaczyc od początku. Nie ma tu jego winy, bo wzięłaś go jaki jest.
Autorko czy przypadkiem Twój mąż nie pochodzi z rozbitej rodziny, czy nie wychowywał się bez ojca??
Nie, mój mąż miał pełną rodzinę, dwoje rodziców i siostrę, jego tata zmarł 4 lata temu
Kolejny dowód na to, że kobieta nie usiedzi przy kimś 'gorszym' od niej samej.
Ale to trzeba bylo zobaczyc od początku. Nie ma tu jego winy, bo wzięłaś go jaki jest.
Nigdy nie uważałam, że mój mąż jest gorszy. Jest wspaniałym wartościowym facetem, cudownym ojcem i na pewno lepszym człowiekiem niż ja.
thepass napisał/a:Kolejny dowód na to, że kobieta nie usiedzi przy kimś 'gorszym' od niej samej.
Ale to trzeba bylo zobaczyc od początku. Nie ma tu jego winy, bo wzięłaś go jaki jest.Nigdy nie uważałam, że mój mąż jest gorszy. Jest wspaniałym wartościowym facetem, cudownym ojcem i na pewno lepszym człowiekiem niż ja.
no napewno m.in nie wdaje się w romansy , jestem ciekawy czy ty go adorujesz czasem? bo on ciebie tak wieczory do kina ,tance.. ale tobie mało wiec masz kochanka
Jest mniej męski, sama tak piszesz. Dla Ciebie jest kobietą. Zero atrakcyjności w tym kierunku.
"zakoncz romansik w tej chwili... powiedz męzowi ze miałaś kochanka, zeby zaczął płacić rachunki..
jesli nie zaczniesz działać Ty konkretnie to mąz tego tez nie bedzie robił
na miejscu twojego męza złozyłbym pozew rozwodowy ,zdradzasz nie wiesz czemu ale jednak to robisz
ps. to twoj tata wie ze zdradzasz męza no,chyba ze spotykasz sie z kochankiem po holetach..
tatuś rozumiałby ze dla ratowania małżeństwa byś sie przeprowadziła..."
Fakt, wynajmę lub sprzedam dom i starego ojca wywalę pod most. Zastanów się co piszesz. Owszem w hotelach. Przeszkadza ci to? Z tego co widzę, to Ty pracą w domu też rączek nie brudzisz. A co do tego, że byś się ze mną rozwiódł... nie mów nic, bo może twoja żona/dziewczyna/narzeczona również szuka oparcia w innym. Bo z tego co widzę umiesz tylko atakować i pozwalać kobiecie na typowo męskie zajęcia (czytaj np sprawdzanie płynów w twoim samochodzie)
assassin napisał/a:Autorko czy przypadkiem Twój mąż nie pochodzi z rozbitej rodziny, czy nie wychowywał się bez ojca??
Nie, mój mąż miał pełną rodzinę, dwoje rodziców i siostrę, jego tata zmarł 4 lata temu
Bo to wszystko wygląda tak, jakby główny wpływ na jego wychowanie miała matka. Jego ojciec zawalił sprawę, a teraz wychodzą takie kwiatki. Bo rozumiem, że ktoś może nie mieć drygu do majsterkowania, ale przynajmniej powinien takie rzeczy sam zorganizować i ew. zniwelować braki umiejętnościach. W oczy rzuca się jego skrajna niezaradność, która na etapie zakochania ci umknęła. Poza tym skoro radzi sobie mimo wszystko w wojsku, to jest typem, nad którym ktoś musi sprawować kontrolę, rzadko przejawiającym własną inicjatywę. Błąd popełniłaś nie zmuszając go niejako do uczestniczenia w pracach "technicznych", czegoś by się nauczył, a tak ma wymówkę "nie umiem" i musisz sama wszystko robić.
Romans moim zdaniem oddali Was jeszcze bardziej niż teraz, bo nie wierzę, że jesteś pozbawiona uczuć.
Jest mniej męski, sama tak piszesz. Dla Ciebie jest kobietą. Zero atrakcyjności w tym kierunku.
To nie jest tak. Po prostu są chwile, gdy chciałabym żeby pokazał, że jest facetem. Ale mój mąż mnie pociąga, nawet bardzo. Uwielbiam jego silne ramiona i uwielbiam się z nim kochać. Gdy jest w domu nie ma dnia, żeby między nami nie doszło do zbliżenia , więc chyba nie można powiedzieć, że mnie nie pociąga.
24 2014-06-08 22:07:21 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-06-08 22:12:31)
No tak, nie masz męża idealnego to najlepiej żeby każdy dawał coś innego po trochu i mieć zapewnione wszystko. Przecież kochanek decyzji i oparcia w związku nie daje, bo w nim nie jesteście. Więc jakie braki on wypełnia? Seks jest, wygląd jest, wartościowy jest, opiekuje się. Niewiele mu brakuje do ideału, ale jest kobietą jeśli chodzi o pewne sprawy. No i to powod do romansu... tak to sie zawsze znajdzie powód.
Dlatego jak juz ktos wczesniej przytoczył. Chwalic mozna, motywowac do podjecia inicjatywy. Im wiecej dobrych rzeczy w kierunku danego człowieka sie zrobi (także za nic), tym predzej zachce mu się coś zmieniac. Pretensjami i ogolnie negatywnymi emocjami mało sie wskóra.
Albo pozostaje akceptacja jakim jest. Ideałów nie ma. Kazdy w czyms bedzie gorszy i nie znaczy to, ze trzeba szukac uzupełnienia tego u innego.
samotnax4 napisał/a:assassin napisał/a:Autorko czy przypadkiem Twój mąż nie pochodzi z rozbitej rodziny, czy nie wychowywał się bez ojca??
Nie, mój mąż miał pełną rodzinę, dwoje rodziców i siostrę, jego tata zmarł 4 lata temu
Bo to wszystko wygląda tak, jakby główny wpływ na jego wychowanie miała matka. Jego ojciec zawalił sprawę, a teraz wychodzą takie kwiatki. Bo rozumiem, że ktoś może nie mieć drygu do majsterkowania, ale przynajmniej powinien takie rzeczy sam zorganizować i ew. zniwelować braki umiejętnościach. W oczy rzuca się jego skrajna niezaradność, która na etapie zakochania ci umknęła. Poza tym skoro radzi sobie mimo wszystko w wojsku, to jest typem, nad którym ktoś musi sprawować kontrolę, rzadko przejawiającym własną inicjatywę. Błąd popełniłaś nie zmuszając go niejako do uczestniczenia w pracach "technicznych", czegoś by się nauczył, a tak ma wymówkę "nie umiem" i musisz sama wszystko robić.
Romans moim zdaniem oddali Was jeszcze bardziej niż teraz, bo nie wierzę, że jesteś pozbawiona uczuć.
Jeżeli chodzi o mój romans to planuję go zakończyć. Z R nie łączy mnie nic poza seksem, a mój mąż nie zasługuje by go ranić. Ojciec mojego męża pracował, matka zajmowała się jego wychowaniem i do tej pory próbuje nim manipulować. Teraz czeka nas remont tego domu, w którym mieszka mój tata. Uważasz, że można jakoś naprowadzić mojego męża, aby zajął się typowo męskimi zajęciami a nie zostawiał je mnie? Jeżeli chodzi o wojsko, to jego przełożony też mi powiedział, że nad nim trzeba stać i rozkazywać, zero inicjatywy. Chociaż nie mogę powiedzieć, że w sferze małżeńskiej tej inicjatywy nie ma. Bo mój mąż umie stanowczo powiedzieć ubieraj się idziemy na spacer i nie interesuje go, czy mam ochotę. Jest weekend, spędzamy razem czas i koniec. Więc jednak potrafi
No tak, nie masz męża idealnego to najlepiej żeby każdy dawał coś innego po trochu i mieć zapewnione wszystko. Przecież kochanek decyzji i oparcia w związku nie daje, bo w nim nie jesteście. Więc jakie braki on wypełnia? Seks jest, wygląd jest, wartościowy jest, opiekuje się. Niewiele mu brakuje do ideału, ale jest kobietą jeśli chodzi o pewne sprawy. No i to powod do romansu... tak to sie zawsze znajdzie powód.
Jakie braki wypełnia? Słucha mnie, przytula, pociesza. Jest ze mną i nie zostawia samej, gdy potrzebuję, żeby po prostu był
Fakt, wynajmę lub sprzedam dom i starego ojca wywalę pod most. Zastanów się co piszesz. Owszem w hotelach. Przeszkadza ci to? Z tego co widzę, to Ty pracą w domu też rączek nie brudzisz. A co do tego, że byś się ze mną rozwiódł... nie mów nic, bo może twoja żona/dziewczyna/narzeczona również szuka oparcia w innym. Bo z tego co widzę umiesz tylko atakować i pozwalać kobiecie na typowo męskie zajęcia (czytaj np sprawdzanie płynów w twoim samochodzie)
W sumie nie wiedziałem co napisać, a zostałem poproszony o poradę. Ale teraz już wiem. Na początek zerwij romans. W tym momencie. Możesz nawet przez SMS do kochasia. A jak już to zrobisz, to daj znać. Bo bez tego wszelkie porady są bezcelowe, raczej szukasz usprawiedliwienia dla swojego romansu.
thepass napisał/a:No tak, nie masz męża idealnego to najlepiej żeby każdy dawał coś innego po trochu i mieć zapewnione wszystko. Przecież kochanek decyzji i oparcia w związku nie daje, bo w nim nie jesteście. Więc jakie braki on wypełnia? Seks jest, wygląd jest, wartościowy jest, opiekuje się. Niewiele mu brakuje do ideału, ale jest kobietą jeśli chodzi o pewne sprawy. No i to powod do romansu... tak to sie zawsze znajdzie powód.
Jakie braki wypełnia? Słucha mnie, przytula, pociesza. Jest ze mną i nie zostawia samej, gdy potrzebuję, żeby po prostu był
A rachunki chociaż płaci?
thepass napisał/a:Jest mniej męski, sama tak piszesz. Dla Ciebie jest kobietą. Zero atrakcyjności w tym kierunku.
To nie jest tak. Po prostu są chwile, gdy chciałabym żeby pokazał, że jest facetem. Ale mój mąż mnie pociąga, nawet bardzo. Uwielbiam jego silne ramiona i uwielbiam się z nim kochać. Gdy jest w domu nie ma dnia, żeby między nami nie doszło do zbliżenia , więc chyba nie można powiedzieć, że mnie nie pociąga.
Tak, tak, pociąga cię i w ogóle jest z nim ci super ale co z tego skoro nie masz oporów aby robić loda innemu?
Aż brak mi słów na ciebie, musiałbym chyba ci ubliżyć aby powiedzieć co o tobie myślę, ogarnij się, jak tak męża kochasz to zakończ relacje z kochankiem.
Normalnie szkoda chłopa że się marnuje przy tobie, mam nadzieje że oprzytomnieje i znajdzie sobie lepszą kobietę.
30 2014-06-08 22:22:41 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-06-08 22:27:36)
samotnax4 napisał/a:thepass napisał/a:No tak, nie masz męża idealnego to najlepiej żeby każdy dawał coś innego po trochu i mieć zapewnione wszystko. Przecież kochanek decyzji i oparcia w związku nie daje, bo w nim nie jesteście. Więc jakie braki on wypełnia? Seks jest, wygląd jest, wartościowy jest, opiekuje się. Niewiele mu brakuje do ideału, ale jest kobietą jeśli chodzi o pewne sprawy. No i to powod do romansu... tak to sie zawsze znajdzie powód.
Jakie braki wypełnia? Słucha mnie, przytula, pociesza. Jest ze mną i nie zostawia samej, gdy potrzebuję, żeby po prostu był
A rachunki chociaż płaci?
Złośliwy jesteś. Nie nie płaci, ale interesuje się moim życiem. W piątek czeka mnie rozmowa z mężem i chciałabym, aby w końcu się poukładało. A romans zakończę. Nie szukam usprawiedliwienia, dla tego co zrobiłam, bo usprawiedliwienia po prostu nie ma.
31 2014-06-08 22:25:49 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-06-08 22:28:13)
assassin napisał/a:samotnax4 napisał/a:Nie, mój mąż miał pełną rodzinę, dwoje rodziców i siostrę, jego tata zmarł 4 lata temu
Bo to wszystko wygląda tak, jakby główny wpływ na jego wychowanie miała matka. Jego ojciec zawalił sprawę, a teraz wychodzą takie kwiatki. Bo rozumiem, że ktoś może nie mieć drygu do majsterkowania, ale przynajmniej powinien takie rzeczy sam zorganizować i ew. zniwelować braki umiejętnościach. W oczy rzuca się jego skrajna niezaradność, która na etapie zakochania ci umknęła. Poza tym skoro radzi sobie mimo wszystko w wojsku, to jest typem, nad którym ktoś musi sprawować kontrolę, rzadko przejawiającym własną inicjatywę. Błąd popełniłaś nie zmuszając go niejako do uczestniczenia w pracach "technicznych", czegoś by się nauczył, a tak ma wymówkę "nie umiem" i musisz sama wszystko robić.
Romans moim zdaniem oddali Was jeszcze bardziej niż teraz, bo nie wierzę, że jesteś pozbawiona uczuć.Jeżeli chodzi o mój romans to planuję go zakończyć. Z R nie łączy mnie nic poza seksem, a mój mąż nie zasługuje by go ranić. Ojciec mojego męża pracował, matka zajmowała się jego wychowaniem i do tej pory próbuje nim manipulować. Teraz czeka nas remont tego domu, w którym mieszka mój tata. Uważasz, że można jakoś naprowadzić mojego męża, aby zajął się typowo męskimi zajęciami a nie zostawiał je mnie? Jeżeli chodzi o wojsko, to jego przełożony też mi powiedział, że nad nim trzeba stać i rozkazywać, zero inicjatywy. Chociaż nie mogę powiedzieć, że w sferze małżeńskiej tej inicjatywy nie ma. Bo mój mąż umie stanowczo powiedzieć ubieraj się idziemy na spacer i nie interesuje go, czy mam ochotę. Jest weekend, spędzamy razem czas i koniec. Więc jednak potrafi
Co innego umieć działać w relacjach międzyludzkich, w tym przypadku małżeństwie, a co innego umieć ogarnąć kwestie dotyczące rzeczy martwych typu cieknący kran, wspomniana wyżej eksploatacja samochodu, składanie mebli i tym podobne. Podejrzewam, że ojciec nie ciągnął Twojego męża do takich prac, więc niby skąd ma takie rzeczy umieć. Przy następnym "nie wiem"/"nie umiem" nie daj się zbyć. On sam powinien chcieć się uczyć takich rzeczy ew. zająć się znalezieniem fachowca. Powiedz mu, że dobrze by było, żeby coś np. żyrandol zmienić na nowy i żeby on sam się tym zajął albo coś prostszego np. biurko pod komputer do złożenia. Jeśli podoła nawet z czyjąś pomocą, samoocena w tym względzie powinna pójść w górę i może przestanie unikać typowo "męskich" czynności. I pamiętaj, że jeśli da radę taką pierdołę zrobić, to pochwal go za to. Zupełnie jak z nastolatkiem, ale co zrobić...
Nie planuj, tylko po prostu to skończ.
"jest typem, nad którym ktoś musi sprawować kontrolę, rzadko przejawiającym własną inicjatywę" - no właśnie, to może też być to. W wojsku ma konkretne rozkazy "zrób to i to, i to" i to robi, a czemu tam robi, a w domu nie? Bo tam ma z tego jakieś korzyści (psychologiczne i materialne). W domu też powinien miec korzyści, jeśli coś zrobi (ale oczywiście mu płacić nie będziesz, chyba;-) Więc może lepiej wziąć go podejść od tej strony psychologicznej właśnie, dużo go chwalić, zachęcać (może źle go zachęcasz, nie tak konstruktywnie np. "jestem pewna, że potrafisz" tylko mu wygarniasz negatywnie "co za ciamajda, nie można nic od ciebie oczekiwać" czy cos w tym stylu...?) Inaczej to on nie widzi powodu, żeby pomagać. I rzeczywiście, też mi sie wydaje, że masz trochę jednak roszczeniową postawe do niego... Wiele rzeczy robi dobrze, a Ty skupiasz sie na tych mankamentach jego. Podejrzewam, ze może w robocie domowej też tak było, może on zrobił coś wolno, albo chciał zrobic dopiero na drugi dzień, czy coś, a Ty już to przyjełaś jako porażkę, zamiast docenić że W OGÓLE cokolwiek zrobił. Może już tego nie pamietasz na tą chwile, znaczy takiej sytuacji, bo to mogło byc na prawde cos drobnego, ale ja podejrzewam ze cos takiego moze było... Bo nawet jeśli nie był w domu nauczony, że ma pomagać (takie może wzroce w rodzinie, że matka wszystko robiła, jak zresztą niestety w wielu rodzinach jakiś niedobry wzorzec) to jednak przy odpowiedniej zachęcie, pochwale, by może się rozkręcił. Choć pewnie nigdy nie będzie jakąś "złotą rączką" ale liczy się, żeby się w ogóle zachęcił i jednak więcej robił. Myśle, że jednak ciężko, żeby kobieta sama robiła w domu wszystko - 2 dzieci, własna praca i co, jeszcze cały dom na glowie, nawet półki musi sama zbijać? Nie no, dla mnie coś nie tak jednak i to dla mnie prosta sprawa, że to jednak trzeba zmienić, żeby tak nie było. Można sie wykończyć, żeby samemu wszystko ciągle musieć robić. Ale wydaje mi sie, że troche własnie jesteś nadopiekuńcza, każda relacja ma 2 strony, jak kij ma 2 końce. Skoro robisz za niego, to on nie robi. Skoro on nie robi, to Ty robisz. I tak sie błędne koło kręci. Ktoś tu musi przestać wchodzic w swoją rolę. On nie ma wyraźnego impulsu, może mu odpowiada to. Więc myśle, że Ty tutaj powinnaś coś zmienić we własnym podejściu.
Ja to widzę tak, że tobie po prostu brakuje jego obecności na co dzień. A jednocześnie zgodziłaś się, żeby wyjechał. A nie możesz ty pojechać tam do niego?
"On nie ma wyraźnego impulsu, może mu odpowiada to. Więc myśle, że Ty tutaj powinnaś coś zmienić we własnym podejściu." Czyli co powinnam zrobić? W przyszly weekend czeka nas przeprowadzka do domu taty i delikatny remont. Co waszym zdaniem powinnam robić a czego nie, żeby mój mąż poczuł się mężczyzną w tej rodzinie?
35 2014-06-08 22:42:16 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-06-08 22:45:45)
Ja to widzę tak, że tobie po prostu brakuje jego obecności na co dzień. A jednocześnie zgodziłaś się, żeby wyjechał. A nie możesz ty pojechać tam do niego?
Ja do niego jechać nie mogę, bo tu mamy dom i tatę, którym się opiekuję. Mam zapisane w akcie, że domu sprzedać nie mogę do śmierci mojego taty. Poza tym mój mąż nie chce, żebyśmy tam mieszkali. Mówi, że nie lubi tego miasta. Jedynie co udało mi się osiągnąć to to, że kupimy mieszkanie tam i będę przyjeźdźała z dziećmi w wakacje, ferie i dłuższe weekendy, gdyby on musiał pracować.
Jak mogłam nie pozwolić mu jechać? Po pierwsze wojsko to jego marzenie, po drugie spróbuj żyć za 1100zł mając małe dziecko?(bo tyle przez 9 lat zarabiał mój mąż)
W takim razie to wina Tuska.
Plan już jakiś macie. Myślę, że wspólna terapia nie byłaby zła.
hehe z tym Tuskiem mi się podobało. Na terapię nie mamy jak iść, bo w soboty żadem psycholog nie chce nas przyjąć, a w tygodniu męża nie ma. Może jak kupimy tam mieszkanie i przyjadę na wakacje to wtedy coś się da? Na razie liczę na to, że pomoże nam piątkowa rozmowa, która chyba po raz pierwszy wyszła z inicjatywy mojego męża. Chciałabym, żeby nam się udało...
Ja bym jednak odradzał wspominanie o kochanku - ale to Twój wybór.
No, tak oprócz tego Tuska, co by go pasowało zmienić...
To zmienić byś mogła, w swoim podejściu, taką rzecz na przykład, żeby właśnie doceniać więcej i żeby chwalić męża dużo jeśli cokolwiek robi. A najpierw też trzeba go oczywiscie zachęcić w tym kierunku. Tak bez przesadnej krytyki jego osoby, raczej wydaje mi się, że trzeba to zrobić w sposób pozytywny, podkreślając jego dobre cechy. No np. możesz powiedzieć "w innych kwestiach mogę na ciebie liczyć, doceniam to i tamto (tu powiedzieć co konkretnie), więc dziwię się dlaczego w domu nie mogę liczyć, że mi pomożesz" i zaproponować wtedy, żeby przy następnej okazji Ci pomógł, tzn. że bedzie ta przeprowadza i temont, i że liczysz na niego. Nie mów jednak jakoś negatywnie, bez wypominania w stylu "bo ty nigdy...", "bo ty zawsze..." W tej rozmowie musisz też być myślę dość precyzyjna w swoich wypowiedziach, przemyśl sobie najlepiej zawczasu dokładnie o co Ci chodzi i co chcesz osiagnąć, jakie kwestie poruszyć i w jaki sposób, a nawet zrób może sobie notatki, albo napisz do niego list, żebyś potem nie zdenerwowała sie i nie wróciła do jakichś starych zagrywek, typu właśnie wymyślanie mu takie ogólne, czy coś... Dobrze, że mąż chce rozmawiać - tu już nawet masz powód, żeby go docenić i pochwalić. On powinien czuć się doceniony, też właśnie w tej sferze "męskiej", choć pewnie zdaje sobie sam sprawę, że jest to jego "pięta achillesowa", ale myśle, że Ty mu w tej kwestii nie powinnaś jeszcze dokuczać, np. mówić coś złośliwego. To raczej by nic nie dało, jeszcze by bardziej to mu sie wszystko źle kojarzyło. Po prostu troche pozytywnego myślenia dobrze okazać, wyciszyć nieco emocje, spojrzeć na męża tak bardziej całościowo- za co go kochasz, a jest przecież tego sporo, a nie tylko te jego braki i że Ci nie pomógł tu i nie pomógł tam. Może pamietasz jakąś syt. gdy Ci jednk w czymś pomógł - mogłabyś mu ja przypomnieć i opisać jak się czułaś, jaka byłaś szczęsliwa. To musi mu na wyobraźnię podziałać jakos pozytywnie, nie tylko same jęki i kwęki żeby słuchał... ![]()
O kochanku mu nie powiem. Wie, że ktos jest, wie ze byly spotkania, ale mysli ze do niczego nie doszlo. Powiedzial mi, ze mnie kocha i gdyby cos bylo to mi wybaczy, ale nie chce go ranic jeszcze bardziej niz to zrobilam.
Pani Wiosna... Tak zrobię, dziękuję:)
"zakoncz romansik w tej chwili... powiedz męzowi ze miałaś kochanka, zeby zaczął płacić rachunki..
jesli nie zaczniesz działać Ty konkretnie to mąz tego tez nie bedzie robił
na miejscu twojego męza złozyłbym pozew rozwodowy ,zdradzasz nie wiesz czemu ale jednak to robisz
ps. to twoj tata wie ze zdradzasz męza no,chyba ze spotykasz sie z kochankiem po holetach..
tatuś rozumiałby ze dla ratowania małżeństwa byś sie przeprowadziła..."
Fakt, wynajmę lub sprzedam dom i starego ojca wywalę pod most. Zastanów się co piszesz. Owszem w hotelach. Przeszkadza ci to? Z tego co widzę, to Ty pracą w domu też rączek nie brudzisz. A co do tego, że byś się ze mną rozwiódł... nie mów nic, bo może twoja żona/dziewczyna/narzeczona również szuka oparcia w innym. Bo z tego co widzę umiesz tylko atakować i pozwalać kobiecie na typowo męskie zajęcia (czytaj np sprawdzanie płynów w twoim samochodzie)
Tak sobie tlumacz, ojcem... Nie szuka i nie bedzie szukac ,jesli spobuje to bardzo tego pozaluje:-)
Z tego co widze w romansie nic zlego nie widzisz.
Nie nadajesz sie do bycia w zwiazku skoro jeden niby cie bil, drugi ten maZ co w wojsku jest wartosciowy ale nie meski, ale bez zobowiazan jak dajesz po hotelach to jest wszystko ok...
Jak nie powiesz mu o kochanku to nie masz szacunku ani do siebie ,ani do ukochnego mezusia ..
assassin napisał/a:samotnax4 napisał/a:Nie, mój mąż miał pełną rodzinę, dwoje rodziców i siostrę, jego tata zmarł 4 lata temu
Bo to wszystko wygląda tak, jakby główny wpływ na jego wychowanie miała matka. Jego ojciec zawalił sprawę, a teraz wychodzą takie kwiatki. Bo rozumiem, że ktoś może nie mieć drygu do majsterkowania, ale przynajmniej powinien takie rzeczy sam zorganizować i ew. zniwelować braki umiejętnościach. W oczy rzuca się jego skrajna niezaradność, która na etapie zakochania ci umknęła. Poza tym skoro radzi sobie mimo wszystko w wojsku, to jest typem, nad którym ktoś musi sprawować kontrolę, rzadko przejawiającym własną inicjatywę. Błąd popełniłaś nie zmuszając go niejako do uczestniczenia w pracach "technicznych", czegoś by się nauczył, a tak ma wymówkę "nie umiem" i musisz sama wszystko robić.
Romans moim zdaniem oddali Was jeszcze bardziej niż teraz, bo nie wierzę, że jesteś pozbawiona uczuć.Jeżeli chodzi o mój romans to planuję go zakończyć. Z R nie łączy mnie nic poza seksem, a mój mąż nie zasługuje by go ranić. Ojciec mojego męża pracował, matka zajmowała się jego wychowaniem i do tej pory próbuje nim manipulować. Teraz czeka nas remont tego domu, w którym mieszka mój tata. Uważasz, że można jakoś naprowadzić mojego męża, aby zajął się typowo męskimi zajęciami a nie zostawiał je mnie? Jeżeli chodzi o wojsko, to jego przełożony też mi powiedział, że nad nim trzeba stać i rozkazywać, zero inicjatywy. Chociaż nie mogę powiedzieć, że w sferze małżeńskiej tej inicjatywy nie ma. Bo mój mąż umie stanowczo powiedzieć ubieraj się idziemy na spacer i nie interesuje go, czy mam ochotę. Jest weekend, spędzamy razem czas i koniec. Więc jednak potrafi
Tak zatrudnij kochanka, zaplac mu sexem
44 2014-06-08 23:39:58 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-06-08 23:41:32)
Nie powiem mu właśnie ze względu na szacunek do Niego. To, że ja popełniłam błąd/błędy jeśli wolisz, nie uprawnia mnie do łamania mu serca. To moje sumienie, moja decyzja i nie widzę powodu, dla którego mam oczyścić swoje sumienie wkładając mu nóż w serce
Lepiej znać najgorszą prawdę niż żyć w nieświadomości.
Jeśli jest w tobie choć odrobina godności to przyznaj się do tego że masz kochanka.
Najwyraźniej tej godności nie mam. Co niby da nam to, że mu powiem? Da to, że będzie płakał? Będzie myślał co robię gdy jest w pracy? Komu to zaszkodzi? JEMU. Bo odejść nie odejdzie, jestem tego pewna. Za bardzo kocha dzieci i chce, by miały pełną rodzinę
Nie powiem mu właśnie ze względu na szacunek do Niego. To, że ja popełniłam błąd/błędy jeśli wolisz, nie uprawnia mnie do łamania mu serca. To moje sumienie, moja decyzja i nie widzę powodu, dla którego mam oczyścić swoje sumienie wkładając mu nóż w serce
Noz w serce?
Wiesz co to szczerosc ? W tym malzenstwie wymagasz od niego zmian itp a sama nie potrafisz byc szczera..
Wiedz ze tak mowiac ze twoje sumienie twoja dezycja , to po co szukasz opini porady?
Jesli Cie kocha i powiesz mu ze Ci brakowalo ,przytulenij rozmowy itp... to moze Ci wybaczy (wiem ze boisz sie konsekwencji tego ze mu powiesz o zdradzie)
Nie powiesz mu ze wzgledu na szacunek do niego zartujesz sobie w tym momencie? Masz bardzo maly szacunek do niego poniewaz oddalas sie komus innemu niby tylko dla sexu..
Masz szacunek do niego to mu powiedz
Nie powiem mu właśnie ze względu na szacunek do Niego. To, że ja popełniłam błąd/błędy jeśli wolisz, nie uprawnia mnie do łamania mu serca. To moje sumienie, moja decyzja i nie widzę powodu, dla którego mam oczyścić swoje sumienie wkładając mu nóż w serce
Noz w serce?
Wiesz co to szczerosc ? W tym malzenstwie wymagasz od niego zmian itp a sama nie potrafisz byc szczera..
Wiedz ze tak mowiac ze twoje sumienie twoja dezycja , to po co szukasz opini porady?
Jesli Cie kocha i powiesz mu ze Ci brakowalo ,przytulenij rozmowy itp... to moze Ci wybaczy (wiem ze boisz sie konsekwencji tego ze mu powiesz o zdradzie)
Nie powiesz mu ze wzgledu na szacunek do niego zartujesz sobie w tym momencie? Masz bardzo maly szacunek do niego poniewaz oddalas sie komus innemu niby tylko dla sexu..
Masz szacunek do niego to mu powiedz
Dokładnie jak go szanujesz to mu powiedz, prawdę nawet najgorszą znać powinien.
Nie boję się konsekwencji, bo nawet ostatnio powiedział, że by mi wybaczył. A skoro tak mówi to wierzę, że tak jest. Czemu szukam rady? Bo próbuję spojrzeć na to małżeństwo okiem mojego męża lub po prostu nie swoim.
51 2014-06-08 23:58:03 Ostatnio edytowany przez fajny2014 (2014-06-08 23:59:13)
Najwyraźniej tej godności nie mam. Co niby da nam to, że mu powiem? Da to, że będzie płakał? Będzie myślał co robię gdy jest w pracy? Komu to zaszkodzi? JEMU. Bo odejść nie odejdzie, jestem tego pewna. Za bardzo kocha dzieci i chce, by miały pełną rodzinę
To ze zauwazy swoje i twoje błedy? Nie bedzie chcial ich znowu popelnic ? Ze jego ukochana ona musiala szukac bliskosci u innego?
Skoro jestes pewna to mu powiedz. Godnosc zostawilas tam w tym hotelu pokojowym w ktorym zrzucilas majteczki i mialas tylko sex z panem r..
Pamietaj ze klamstwo ma krotkie nogi i wczesnij czy pozniej moze sie dowiedziec np. Pozna pana r, czy sama sie przez przypadek wygadasz...
Wiesz ze ci wybaczy to mu powiedz!!
Nie boję się konsekwencji, bo nawet ostatnio powiedział, że by mi wybaczył. A skoro tak mówi to wierzę, że tak jest. Czemu szukam rady? Bo próbuję spojrzeć na to małżeństwo okiem mojego męża lub po prostu nie swoim.
Jak się nie boisz to mu powiedz, to takie trudne?
Właśnie ja piszę z perspektywy twego męża, prawie każdy normalny człowiek będzie wolał znać najgorszą prawdą od słodkiego kłamstwa.
Nie powiem, bo wtedy zranię go jeszcze bardziej. To, że Ty chciałbyś wiedzieć nie oznacza, że on też by chciał wiedzieć
Nie powiem, bo wtedy zranię go jeszcze bardziej. To, że Ty chciałbyś wiedzieć nie oznacza, że on też by chciał wiedzieć
Zycze powodzenia w takim razie , i kolejnych romansow, bo problemow i pretekstow do zdrady tonznalezc umiesz a przyznac sie juz nie...
Szkoda mi twojego meza , ze trzyma taka w domu , w lozku (bo nie wie co ma)
Jak wchodzilas do lozka z innym tez myslalas ze meza nie chcesz ranić??
Nie powiem, bo wtedy zranię go jeszcze bardziej. To, że Ty chciałbyś wiedzieć nie oznacza, że on też by chciał wiedzieć
Nie mówiąc mu okazujesz brak szacunku do jego osoby.
Uwierz mi że na pewno chciał by wiedzieć co robiła jego żona, tak więc moje stanowisko w tej sprawie jest takie jakie było, powiedz że masz kochanka, przyznaj się!
On ma prawo wiedzieć.
Domu wynająć nie można, bo mieszka w nim mój tata. Nie zapominam o rachunkach przez kochanka, bo mam go od może miesiąca,a rachunki zawalał
am już wcześniej. Winy nie szukam w mężu, lecz szukam kogoś, kto wytknie również moje błędy. Byłych kochanków bez zobowiązań nie miałam. R jest pierwszy i mam nadzieję ostatni. A żeby sprawdzić płyny nie trzeba być instruktorem, uczą tego na kursach. Akurat w tej kwestii wykazać się nie muszę, bo wystarczy mi wysoka zdawalność moich kursantów.
Skorzystaj z pomocy psychologa , albo psychiatry i opowiedz Im , to co tutaj napisałaś , to Oni Ci wytkną TWOJE BŁĘDY .
samotnax4 napisał/a:Nie powiem, bo wtedy zranię go jeszcze bardziej. To, że Ty chciałbyś wiedzieć nie oznacza, że on też by chciał wiedzieć
Nie mówiąc mu okazujesz brak szacunku do jego osoby.
Uwierz mi że na pewno chciał by wiedzieć co robiła jego żona, tak więc moje stanowisko w tej sprawie jest takie jakie było, powiedz że masz kochanka, przyznaj się!
On ma prawo wiedzieć.
Pozatym rob testy na hivy itp..
Szkoda mi twojego meza ze ma taka niewierna zone ,ktora umie szukac pretkstow np. Do zdrady ,ze jest nie meski(bo tego nie wymagsz nie jestes konkretna [jak w wojsku prosze o pomoc `zapominam o placeniu rchunkow , kochanie moglbys wziąc placenie. Rachunkow na siebie !`
Chcesz poprawy relacji malzenskiej to zacznij od punktu najazniejszego szczerosc , drugi konkretna rozmowa brakuje mi czulosci rozmowy (moze bedziemy gadac na skype)
To ze poplcze sobie i zauwazy swoje bledy a raczej Wasze! Zobaczy konsekwencje tych bledow ze musialas miec sex z innym.. to ze pojawil sie ktos inny moglo sprawic ze wyszedl z inicjatywa rozmowy bo poczul zagrozenie?
58 2014-06-09 00:48:48 Ostatnio edytowany przez pani wiosna (2014-06-09 02:01:20)
Odważę się nie zgodzić z poradą, aby powiedzieć o kochanku. Wydaje mi się, że to już nic nie zmieni, a na pewno nie zmieni na lepsze, spowoduje tylko cierpienie męża. Liczy się tu jednak decyzja - taka, żebyś tego nigdy więcej nie zrobiła. Jeśli taką decyzję podjęłaś i jesteś pewna, że nie zrobisz tego już nigdy, ani razu (choćby sie nawet "paliło i waliło":-) to jeśli możesz z ręką na sercu przysiąc, że byś więcej nie zrobiła tego i ogólnie widzisz swój błąd po prostu, to moim zdaniem lepiej nic nie mówić, zostawić tą przeszłość za sobą. Czasem można pewne rzeczy dźwigać samemu... Na przykład wyrzuty sumienia właśnie. Ale myślę, że to jest dobre wyjście wtedy, kiedy człowiek widzi swój błąd i jest głęboko przekonany, że ten bład jest kwestią już tylko przeszłości. Inaczej to by było życie w kłamstwie, powtarzać to w dalszym ciągu, a nic z tym nie zrobić... Mam nadzieje, że jednak u Ciebie to był jedyny taki błąd już na całe życie i ja myśle, że rzeczywiście w takiej sytuacji lepiej nie powiedzieć tego (a też i trzeba wziąć pod uwagę jak to by sie odbiło na dzieciach, bo kto wie jak by ojciec zareagował, pewnie atmosfera w domu by sie pogorszyła, a jednak o dobru dzieci również pomyśleć trzeba wg mnie).
edit
Zapomniałam dodać jeszcze jednej rzeczy tu. Rzeczywiście też troska o partnera by nakazywała zrobić sobie badania, jeśli spałaś z obcym człowiekiem, to nie wiesz nigdy, jakie on może miec choroby... Fajnie sie mówi o samych uczuciach, ale jednak życie życiem... Myśle, że każdy ginekolog powie Ci jakie konkretnie testy i na co, więc o to sie nie musisz matwić. Jeśli jesteś odpowiedzialna osobą i kochasz męża, to myślę, że sie wybierzesz na mały "przegląd" (przy okazji dodatkowo motywująca sytuacja by sobie uświadomić, jakim zdrada jednak jest głupim posunięciem:-)
Nie powiem, bo wtedy zranię go jeszcze bardziej. To, że Ty chciałbyś wiedzieć nie oznacza, że on też by chciał wiedzieć
Przecież Ty już Go zraniłaś . Zawsze się znajdzie ktoś źyczliwy i Mu doniesie . Może nawet teściowa już , coś podejrzewa i dlatego te kwiatki się tak łamią od Ciebie .
Z teściową kontaktu nie mam, więc domyślać się nie może. R jest z innego miasta, przyjeżdża sporadycznie w nocy, więc nikt nic nie wie. A poza tym dziś zakończyłam ten romans. Jeżeli chodzi o mojego męża to mu nic nie powiem. Może Wy chcielibyście wiedzieć. Ja usłyszałam, że mnie kocha, że chce zamknąć za nami wszystkie drzwi, że o zdradzie nawet myśleć nie chce, bo kocha mnie i chyba by tego nie przeżył. Możecie mnie obrzucać epitetami jak macie ochotę, ja zaczynam od nowa i planuję być szczęśliwa.
Z teściową kontaktu nie mam, więc domyślać się nie może. R jest z innego miasta, przyjeżdża sporadycznie w nocy, więc nikt nic nie wie. A poza tym dziś zakończyłam ten romans. Jeżeli chodzi o mojego męża to mu nic nie powiem. Może Wy chcielibyście wiedzieć. Ja usłyszałam, że mnie kocha, że chce zamknąć za nami wszystkie drzwi, że o zdradzie nawet myśleć nie chce, bo kocha mnie i chyba by tego nie przeżył. Możecie mnie obrzucać epitetami jak macie ochotę, ja zaczynam od nowa i planuję być szczęśliwa.
Z swojej strony mam nadzieje że twój mąż przejrzy kiedyś na oczy i cię zostawi, nie nadajesz się na żonę i zaprawdę powiadam że prędzej czy później on się dowie, kłamstwo ma krótkie nogi.
I na koniec powiem że na miejscu twojego męża zrobił bym testy na ojcostwo, wcale bym się nie zdziwił gdyby te dzieci nie były jego.
Proponuję nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Napisałam, że R jest pierwszy i ostatni. Poza tym napisałam wyraźnie, że córka jest adoptowana/przysposobiona, bo jej biologicznym ojcem jest mój pierwszy mąż. Może najpierw przeczytaj zanim coś odpowiesz.
63 2014-06-09 19:06:30 Ostatnio edytowany przez fajny2014 (2014-06-09 19:08:50)
Z teściową kontaktu nie mam, więc domyślać się nie może. R jest z innego miasta, przyjeżdża sporadycznie w nocy, więc nikt nic nie wie. A poza tym dziś zakończyłam ten romans. Jeżeli chodzi o mojego męża to mu nic nie powiem. Może Wy chcielibyście wiedzieć. Ja usłyszałam, że mnie kocha, że chce zamknąć za nami wszystkie drzwi, że o zdradzie nawet myśleć nie chce, bo kocha mnie i chyba by tego nie przeżył. Możecie mnie obrzucać epitetami jak macie ochotę, ja zaczynam od nowa i planuję być szczęśliwa.
być szczęśliwa przez ile czasu do kolejnego kochanka?
na miejscu twojego męza bym nic nie zmienil a czemu bo załugujesz na takie traktowanie
"chce zamknąć za nami wszystkie drzwi, że o zdradzie nawet myśleć nie chce, bo kocha mnie i chyba by tego nie przeżył"
boisz się jego reakcji na to jak zareaguje wtedy powiedział ze by wybaczył a jak by było naprawdę to nie wiesz
jak masz zacząc od nowa to zacznij od szczerości!!
Proponuję nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Napisałam, że R jest pierwszy i ostatni. Poza tym napisałam wyraźnie, że córka jest adoptowana/przysposobiona, bo jej biologicznym ojcem jest mój pierwszy mąż. Może najpierw przeczytaj zanim coś odpowiesz.
ale drugie dziecko niby jest jego?
proponuję nauczyć się ,albo poczytać jak powinna wyglądać prawdziwa relacja bo TY nie wiesz za duzo o szczerości , mówisz mu ze nie radzisz sobie z rachunkami nie powiedziałaś szczerze czego od niego wymagasz i masz póżniej pretensje
Nie powiem mu właśnie ze względu na szacunek do Niego. To, że ja popełniłam błąd/błędy jeśli wolisz, nie uprawnia mnie do łamania mu serca. To moje sumienie, moja decyzja i nie widzę powodu, dla którego mam oczyścić swoje sumienie wkładając mu nóż w serce
Mam dokładnie takie samo podejście co ty, choć nigdy nie zdradzałem. Dokładnie tak jest - powiedzenie o zdradzie to próba oczyszczenia się z winy, które to nastąpi po wybaczeniu. Zamiast tego będziesz do końca życia nosić w sobie ciężką tajemnicę, co nie zawsze będzie łatwe, ale dzięki temu jak to ładnie ujęłaś "nie włożysz mu noża w serce". Wydajesz się kobietą dość stanowczą, więc wiem, że zrobisz tak jak piszesz, więc nie przejmuj się nagonką niektórych użytkowników.
Początkowo byłem trochę zdegustowany tym, co piszesz,ale teraz stwierdzam, że jednak zależy ci na mężu i pomimo różnych uczuć starasz się to ratować. To na prawdę zasługuje na pochwałę.
Tak sobie czytam dalej te wypowiedzi i stwierdzam, co już było wspominane, że zbyt mało wyraźnie mu pewne rzeczy komunikujesz. Faceci z natury tak mają - oczekują konkretów i postępują konkretnie. Ja na pewno tak mam. To irytujące, jeśli po jakimś czasie się dowiaduję, że "powinienem się czegoś domyślić". Nie jestem wróżką, ani jasnowidzem. Podobnie w kwestii kalendarza - powiedziałaś mu, że zapominasz o rachunkach, on absolutnie tego nie zignorował, zapewne zastanawiał się jak ci pomóc i wymyślił kalendarz. Bardzo praktyczne, konkretne i właśnie męskie rozwiązanie. Powiedz mu wprost, że chcesz, aby to on pilnował rachunków. Jeśli jednak mam być szczery, to tobie jest to łatwiej robić, bo jesteś na co dzień w miejscu, gdzie większość rachunków jest realizowanych. Mów mu o swoich potrzebach wprost, nie oczekuj, że się czegoś domyśli.
No i bardzo ważna rzecz - pomyślcie nad tym, żeby częściej być razem. Na odległość to się nie da razem żyć.
Odważę się nie zgodzić z poradą, aby powiedzieć o kochanku. Wydaje mi się, że to już nic nie zmieni, a na pewno nie zmieni na lepsze, spowoduje tylko cierpienie męża. Liczy się tu jednak decyzja - taka, żebyś tego nigdy więcej nie zrobiła. Jeśli taką decyzję podjęłaś i jesteś pewna, że nie zrobisz tego już nigdy, ani razu (choćby sie nawet "paliło i waliło":-) to jeśli możesz z ręką na sercu przysiąc, że byś więcej nie zrobiła tego i ogólnie widzisz swój błąd po prostu, to moim zdaniem lepiej nic nie mówić, zostawić tą przeszłość za sobą. Czasem można pewne rzeczy dźwigać samemu... Na przykład wyrzuty sumienia właśnie. Ale myślę, że to jest dobre wyjście wtedy, kiedy człowiek widzi swój błąd i jest głęboko przekonany, że ten bład jest kwestią już tylko przeszłości. Inaczej to by było życie w kłamstwie, powtarzać to w dalszym ciągu, a nic z tym nie zrobić... Mam nadzieje, że jednak u Ciebie to był jedyny taki błąd już na całe życie i ja myśle, że rzeczywiście w takiej sytuacji lepiej nie powiedzieć tego (a też i trzeba wziąć pod uwagę jak to by sie odbiło na dzieciach, bo kto wie jak by ojciec zareagował, pewnie atmosfera w domu by sie pogorszyła, a jednak o dobru dzieci również pomyśleć trzeba wg mnie).
edit
Zapomniałam dodać jeszcze jednej rzeczy tu. Rzeczywiście też troska o partnera by nakazywała zrobić sobie badania, jeśli spałaś z obcym człowiekiem, to nie wiesz nigdy, jakie on może miec choroby... Fajnie sie mówi o samych uczuciach, ale jednak życie życiem... Myśle, że każdy ginekolog powie Ci jakie konkretnie testy i na co, więc o to sie nie musisz matwić. Jeśli jesteś odpowiedzialna osobą i kochasz męża, to myślę, że sie wybierzesz na mały "przegląd" (przy okazji dodatkowo motywująca sytuacja by sobie uświadomić, jakim zdrada jednak jest głupim posunięciem:-)
To najlepszy post w całym tym wątku. Nawiązując więc do maksymy "konie kują, a żaba nogę podstawia", w pełni podpisuję się pod tą wypowiedzią.