Kochani pomóżcie.
Znalazłam się w dziwnym punkcie swojego życia, nie wiem jaką drogę wybrać dalej, nie mam z kim o tym porozmawiać, dlatego tu jestem.
Lada moment skończę studia, od dziecka marzyłam by wyrwać się z rodzinnej miejscowości, pójść na studia, zostać ?gdzieś tam?, założyć rodzinę itd. Jednak gdy byłam w klasie maturalnej poznałam Go i zostaliśmy parą. To nie był/jest łatwy związek ale trwa, przeżyliśmy moje studia, mimo dzielących nas kilometrów udało nam się budować ten związek. On ma stałą pracę w mojej rodzinnej miejscowości, mi w trakcie nauki pozmieniały się niektóre plany. Zaczęłam patrzeć na życie doroślej, poważniej, cieszyliśmy się oboje, gdy dostał stałą umowę, bo widzieliśmy w tym szansę na nasz start (w dzisiejszych czasach?). No ale teraz co? Zbliża się termin mojej obrony i przeprowadzki tam skąd przyszłam, mieliśmy plany, że wrócę, zadomowię się na nowo, poszukam pracy i zaczniemy myśleć o ślubie. Wszystko ok. Jednak od jakiegoś czasu ja znów czuję, że nie chcę tam wracać! Nie widzę w tym żadnych plusów, wszystko tak jak nie chciałam, na odwrót moim marzeniom, planom. Im bliżej końca tym gorzej, między nami się psuje, widzę jego wady, mówiąc wprost wkurza mnie strasznie, na każdym kroku, czasem zastanawiam się co mi się w nim podoba, po co ja z nim jestem, przecież jest ?taki, taki i taki, i jeszcze to!?. Unikam zbliżeń, ciągle się kłócimy, ja zarzucam coś jemu on (moim zdaniem) odbija piłeczkę i obarcza mnie winą za wszelkie zło. Nie czuję jego wsparcia, nie czuje się bezpiecznie, nie wiem co mam robić, nie chcę żałować swoich wyborów. W tym momencie nie powiedziałabym, że wracam tam DLA niego a PRZEZ niego? Do tego dochodzi stres i nerwy, że praca nie skończona, że rozejdą mi się drogi z przyjaciółmi, że nie poradzę sobie w tym ?poważnym? życiu, egzaminy, zaliczenia i problemy dnia codziennego. Taki gorący okres?
Chodzę ciągle zdenerwowana, wkurzają mnie nawet koleżanki, które opowiadają o swoich chłopakach, że oni tacy świetni, że to im kupili, to zrobili, że ta ślub planuje, że ta w ciąży, po prostu dostaję szału gdy słyszę tego typu rozmowy. Kiedyś byłam typem ?matki polki?, dzisiaj moi dawni znajomi nie poznają mnie, gdy mówię jaki obecnie mam do tego stosunek.
Nie wiem już sama co robić, z jednej strony żal mi moich marzeń, z drugiej wypada się też czasem kierować rozsądkiem. Może mój ukochany naprawdę nie jest idealny (nawet nie mam zamiaru się temu sprzeciwiać) a może ja to teraz widzę wszystko w czarnych barwach, bo podświadomie obarczam go te moje rozterki.
Jak wy to widzicie??