Cześć ![]()
Około dwóch lat temu przeszłam półroczną terapię (bulimia, depresja i myśli samobójcze), zakończoną tzw. 'sukcesem'. Moje życie zmieniło się bardzo na plus, ale niestety nasiliła się moja nerwica lękowa. Kiedyś kończyło się na atakach paniki, teraz mam stany lękowe które ciągną się po parę dni i co gorsza prawie nie mogę spać. Moje studia są bardzo wymagające i nie mogę sobie odpuścić, szczególnie teraz. Byłam ostatnio już raz u mojej terapeutki i zdecydowałyśmy żeby kontynuować terapię, ale...
cóż, uważam że przydałyby mi się leki. Chociaż na sen. I nie za bardzo wiem jak zacząć ten temat, bo moja terapeutka jest psychologiem. Kiedy przyszłam do niej pierwszy raz wtedy dwa lata temu dała mi namiary na psychiatrę, ale w końcu do niego nie poszłam, bo jakoś temat sam się skończył, zanim się zaczął (poza tym zawsze bałam się leków).
Jak to było u Was? Czy sami zostaliście 'oddelegowani' do psychiatry przez terapeutę, czy może po prostu Wasz terapeuta był psychiatrą?
Może to głupi temat, ale naprawdę mnie to męczy - a wizytę mam jutro...