No więc jestem znowu :-) I napiszę teraz, mniej więcej w sensie tego, co pisałam wcześniej, a co jednak "poszło się paść" z przyczyn technicznych (lub też wpadło do /dev/null, jak to sie w pewnych kręgach mawia:-)
Otóż, zazdrośnik. Pomyślmy jakby tu sklasyfikować podobny okaz biologiczny...
Zazdrośnik to jeden z możliwych efektów kompleksu niższości, tzn. konkretniej efektów tego, co ów kompleks robi z ludźmi.
Kompleks niższości, bądź niepewność siebie, niskie poczucie własnej wartości - to w zasadzie synonimy tego samego (no przynajmniej tak mi się coś o uszy obiło;-). Człowiek taki nie do końca jest pewien własnej wartości jako osoby, nie jest przekonany w głębi serca czy zasługuje na miłość i czy - idąc dalej - zasluguje na wierność, która przecież w naszej kulturze nieodłącznie łączy się z miłością.
Tak więc facet Twój, choćby pozował na nie wiadomo jakiego macho, typa silnego i nieczułego (i ch*j wie jakiego jeszcze;-), to poprzez swoje wybuchy zazdrości zdradza w sposób wyraźny swoja wielką słabość. Tą słabościa jest właśnie wyżej opisane niskie poczucie własnej wartości vel kompleks niższości. Do tego może tkwić on jeszcze i w drugiej pułapce myślowej, a mianowicie takiej, że łączy swoje (i tak już nadwerężone) poczucie własnej wartości ze sprawami świata zewnętrznego (takimi konkretnie jak "prowadzenie sie" swojej kobiety :-) Co oznaczałoby, że kiedy podejrzewa swą kobietę o coś (a kompleks niższości będzie mu podpowiadał takie własnie podejrzenia, co zaraz jeszcze wyjaśnię szczegółowo z czego to wynika) to czuje się tym osobiście dotknięty, jako mężczyzna i jako człowiek, jak gdyby ktoś jego osobiście znieważał i wyśmiewał (choć tak na prawdę przecież zachowanie innej osoby nigdy nie mówi niczego o nas, a jedynie o tej innej osobie... no ale żeby do tego dojść, to trzeba sobie kilka spraw uświadomić, a chłopak zbyt świadomy tego typu rzeczy z dużym prawdopodobieństwem nie jest)
Czemu podejrzewa? My ludzie, jesteśmy takim śmiesznym gatunkiem. Kiedy coś sobie ubzduramy, tj. mamy po prostu pewną myśl w głowie, w którą wierzymy, to wszędzie w świecie zewnętrznym będziemy szukać potwierdzenia, że mamy rację. Przy czym, żeby jeszcze nam za łatwo w życiu nie było - nie wszystkie nasze przekonania sa nawet świadome (i nie wszystkie sa też dobre dla nas). Wiele z nich siedzi w podświadomości i niektórzy ludzie potrafia przeżyć całe życie nawet, a pewnych rzeczy na własny temat sobie nie uświadomić... Co nieuświadomione ma jednak nad nami większą władzę (na tym m. in. się opiera psychoterapia, że ludzie ida do psychologa, a ten pomaga im sobie uświadomić różne rzeczy, ponazywać je, a dopiero wtenczas, takie już oswojone, przeniesione do świadomości, można że tak powiem "wziąć na celownik" i spróbowac świadomie zmienić). Wróćmy jednak do naszego okazu, który tak ładnie tu zaczęliśmy sobie rozbierać na czynniki pierwsze ;-) No więc zazdrośnik. Pewna myśl, a właściwie przekonanie (=specyficzny rodzaj myśli, tj. myśl w którą człowiek głęboko wierzy i ma jak gdyby na stałe zakodowana w głowie) wciąż towarzyszy życiu zazdrośnika. (I zresztą podobnie każdego innego człowieka o niskim stopniu samoakceptacji). Jest to przekonanie: "nie zasługuję na miłość" i drugie, bliżniacze: "nie jestem dość dobry", czy nawet w bardziej definitywnej wersji: "jestem gorszy od innych". Moga to być zreszta wszystkie te myśli razem wzięte i jeszcze kilka innych, samouwłaczających człowiekowi, czy też samoograniczających go przekonań (tu już spora inicjatywa pozostaje w doborze takich przekonań - do wyboru do koloru, dla każdego coś miłego;-). Oczywiście zwykle człowiek nie jest świadom tych swoich myśli, one bardziej objawiają się jemu wyraźnie jako emocje - np. gniew na widok dziewczyny, która spogląda w stronę innego faceta. Wygląda w pierwszej chwili bez sensu, ale ma to swój sens. Skoro bowiem mężczyzna nie do końca sam z siebie czuje się pewny i skoro nie dowierza sam sobie, że jest w stanie utrzymac przy sobie kobiete, skoro wątpi w swoje unikalne walory, skoro nie czuje się kimś wyjatkowym i na prawdę wartościowym - więc oczekuje porażki, wręcz własnie szuka potwierdzenia tego zwątpienia w samego siebie w świecie zewnętrznym. Szuka takich "dowodów", żeby móc sobie w głębi serca powiedzieć "a nie mówiłem? ona jednak mnie nie kochała, nie była mi wierna, bo ja na to nie zasługuję". Miło jest mieć rację, każdy z nas zna to uczucie :-) Choć czasem udowadnianie swej racji może się obrócić przeciwko nam, jeśli jest to tego typu neurotyczna "racja" (neurotyczna= nerwicowa, wypaczona, jakby ktos nie wiedział co to słowo oznacza;-). Dla umysłu jednak jest to ważna potrzeba - pogodzić własne założenia z rzeczywistością. Niestety wielu ludzi widząc jakiś konflikt między tymi dwoma sprawami - wybierze naginanie rzeczywistości, a nie zmianę wlasnych pogladów. To właśnie dzieje się, kiedy Twój mężczyzna szaleje z zazdrości, a realnie nie ma po temu powodu. On zaklina rzeczywistość. Choć to dziwne, ale on podświadomie chciałby zostać zdradzony. Taki ma obecnie program w mózgu, ponieważ nei rozumie do końca i na najgłębszym poziomie faktu, że jest wartościową jednostka, jedyna w swoim rodzaju, wyjatkową i wartą miłości i uczciwości - jak każdy człowiek - i ponieważ sam sobie tej miłości nie potrafi ofiarować. Sam nie umie pokochać siebie i uniezależnić w ten sposób od innych, więc czuje ciagły brak i niedosyt, i strach przed utratą cudzej miłości i akceptacji (jedynej, jaka ma, wiec temu tak cenną). Choć przecież ogółem dostaje miłość od innych, ale nie od najwazniejszej osoby - od siebie samego, a miłość i akceptacja cudza nie zastapi neistety tej własnej (choc oczywiscie moze dużo pomóc:-) On w głębi serca zapewne pragnie być kochany i szanowany, może aż za bardzo... A za bardzo temu właśnie, że nie dał sam sobie tego i póki tego nie zrobi, to niestety będzie cierpiał. Bo miłość zaczynamy od samych siebie, najpierw samemu siebie trzeba pokochać, samego siebie szanować i akceptowac, a wtedy dopiero możemy sami tą miłość komuś innemu dać, jak i ją przyjąć od kogoś. Ten, kto sam siebie nie kocha, a tylko czeka az inni "odwalą za niego robotę", ten skazuje się na psychiczne cierpienie i psychiczne uzależnienie od cudzych czynów. Sama widzisz, że chłopak kochać innych nie bardzo umie... Ktoś gdzieś zawalił, że on siebie sam nie do końca akceptuje, to oczywiste. Może rodzice, może ogółem nasze społeczeństwo, które nam wciska do głowy różne głupoty, zamiast wartościowych rzeczy, może szkoła, telewizja albo ktoś jeszcze inny - jednak to już nie ma takiego znaczenia, bo fakt jest faktem i na ten moment to chłopak powinien ostro pracować sam nad soba, nad swoimi przekonaniami, swoim postrzeganiem samego siebie i innych ludzi, wypracowaniem sobie szacunku do siebie i innych, a co za tym idzie także nad wybuchami zazdrości. (Choć oczywiście nie musi tego robić sam, może wraz z psychologiem ;-)
W każdym razie, gdyby on miał oparcie w sobie i swoją własną akceptację, to nie musiałby domagać się tego od innych ludzi, ani nie łączyłby poczucia własnej wartości z cudzym zachowaniem. Gdyby sam siebie doceniał i cenił wysoko, to nie oczekiwałby czegoś dla siebie złego, nie szukałby "dowodów" na niewierność osoby bliskiej sercu, ale oczekiwał właśnie najlepszego, wiedząc, ze po prostu jest tego wart.
Ale żeby nie było. Opisałam Ci możliwe przyczyny wybuchów zazdrości chłopaka, wyszło z tego mniej więcej, że powoduje je jego własne psychiczne cierpienie, to fakt. Ale Ty się teraz przypadkiem nie zacznij nad nim użalać :-) Chciałam Ci uświadomić, że ta jego "choroba" - tj. niskie poczucie własnej wartości - jest w naszym społeczeństwie rozpowszechniona dużo bardziej, niż: łupież, nadciśnienie, choroby serca, odciski i hemoroidy razem wzięte ;-) Tak na prawdę ciężko by było pewnie spotkac człowieka całkowicie i w 100% darzącego siebie miłościa i szacunkiem, zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji i w każdej chwili, jak też nigdy nie wiążącego swego poczucia własnej wartości z niczym zewnętrznym (jak dla niektórych wierność ich kobiety, dla innych stan majątkowy, sukcesy w pracy, jeszcze dla innych uroda, albo co ludzie powiedza itp). Bądź co bądź są jednak różne stopnie nasilenia tego, a zazdrośnik to akurat ten przypadek mocno dający się we znaki otoczeniu... Są po prostu tacy, co tego typu cierpienie kieruja bardziej na siebie samych, a sa tacy, co wyżywaja sie na otoczeniu. I niestety zazdrośnik to jest ten typ bardzo ciężki we wzajemnym pożyciu, który wyżywa się niestety głównie na innych.
No cóż, chciałaś analizy psychologicznej, toteż Ci takową zrobiłam (choć skrótową i raczej pewnie nie do końca profesjonalną, ponieważ ja psychologią nie zjamuję sie zawodowo, a jedynie trochę interesuję;-)
Ja bym w każdym razie na Twoim miejscu odpuściła typa. Jednak mówi mi coś, że dla Ciebie czara upokorzeń jeszcze nie została definitywnie przelana... Więc nie będę namawiac do niczego, może sytuacja musi się rozwinąć (mam tylko nadzieję, że nie doczekasz sie w końcu i rękoczynów, bo niestety tego typu osobom potrafi się ich "kuku" rozwinąć w czasie i ja bym tam wolala nie czekać co z tego dalej jeszcze wyniknie poza teraźniejszymi wyzwiskami i olewaniem). No chyba, że do chłopaka coś dotrze, że ma problem sam ze sobą i postanowi podjąć - jakże niełatwą - pracę nad sobą (aczkolwiek wątpię, wnioskując po poziomie jego odzywek i "słitaśnych" opisów na gg;-) Podsunę Ci więc póki co tylko pewna wskazówkę - zresztą po prawdzie sama ja sobie podsunęłaś ;-)
"Raz z różami przyszedł, jak (...) odcięłam się od niego i nie odbierałam fona (...) ale nie wnikałam w to, miałam gdzieś to." Czyli: chcesz żeby przyszedł z różą w zębach? - to odetnij się, olej go i miej gdzieś jego fochy :-) Bo póki co, on wie, że jest górą i że to Ty będziesz o niego zabiegać, i dla odmiany udowadniać mu, że jednak go kochasz i że się pomylił (uwierzy może, ale na chwilę, bo potem znowu podświadomość zapuka do drzwi i powie "ej, a ja ci tam mówię, że nie ma w tobie nic tak specjalnego i wyjątkowego, czego w innym facecie by nie było, a i ona zapewne to wkrótce zauważy" i znowu zacznie szaleć).