Dzień dobry wszystkim
Wychowuje sama córkę od 6 lat . Od 6 klasy podstawówki zaczęły się z problemy - próby samookaleczania, izolowanie od koleżanek i całego świata poprzez granie na komputerze. Robiłam dużo by to zmienić,a zostałam z tym sama bo jej ojciec nic złego w jej zachowaniu nie widział. Dużo z nią rozmawiałam, , wyciągałam z domu, ale i tak nic nie działało. Zaczęłyśmy terapie - trwała z 3 lata, a w rezultacie nic nie dała. Córka nie chciała już chodzić a wiadomo, że jej nie zmusze. Nasiliła sie u niej nerwica i rozpoczęłyśmy pół roku temu wizyty u psychiatry, bo bez leków nie dąło już rady. Córka ma teraz 16 lat, poznała chłopaka, i wpadła w złe towarzystwo, ma wszystko gdzieś, całymi dniami jej nie ma, pali, upiła sie kiedyś i była agresywana, do tego stopnia , ze mówiła, że nas pozabija. Nie podoba jej sie dom, rodzina , która ma, gdzie indziej wszystko jest lepsze,Nie docieraja do niej słowa, że nie widzi dobra tylko zło, żę sprawia mi przykrość, nie respektuje wstaleń odnośnie powrotu do domu, potrafi mi jeszcze powiedzieć, że wróci przecież dzisiaj, i że powinnam sie cieszyć , że nie ćpa. Wiele razy sie popłakałam, to mi powiedziałą, że po co znów płacze, że trzeba być twadrym. Nie znam nikogo , z kim moge porozmawaić, a to trudne zachowanie nasila się. Proszę o pomoc, bo nie poznaje mojej córki, ja rozumiem trudny wiek , ale to wszystko poszło dalej.
Podobne tematy
Jaka Ty jesteś w stosunku do córki?Może przez brak ojca czuje się niekochana,nie ma poczucia własnej wartości.Staraj się nie krytykować,nie ganić za złe zachowanie,ale powtarzaj że kochasz bez względu na wszystko,że jesteś z niej zawsze dumna.
To długoterminowe działanie,ale może przynieść rezultaty.
Ja bym spróbowała terapii szokowej.
Może jak się smarkula czymś porządnie wystraszy, to zmądrzeje.
Może jakiś ośrodek dla trudnej młodzieży?
Dziewczynka ma nerwicę,więc raczej straszenie zupełnie odpada w tej sytuacji.
5 2014-05-23 09:01:40 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-05-23 09:03:15)
Dziewczynka ma nerwicę,więc raczej straszenie zupełnie odpada w tej sytuacji.
Dziewczynka? Raczej bezczelna smarkula.
Pewnie mama chciała zastąpić tatę i wszystko dziecku wynagrodzić, a teraz zbiera efekty...
Przeczytaj jeszcze raz to: ma wszystko gdzieś, całymi dniami jej nie ma, pali, upiła sie kiedyś i była agresywana, do tego stopnia , ze mówiła, że nas pozabija. Nie podoba jej sie dom, rodzina , która ma, gdzie indziej wszystko jest lepsze,Nie docieraja do niej słowa, że nie widzi dobra tylko zło, żę sprawia mi przykrość, nie respektuje wstaleń odnośnie powrotu do domu, potrafi mi jeszcze powiedzieć, że wróci przecież dzisiaj, i że powinnam sie cieszyć , że nie ćpa.
Jak na mój gust jest po prostu rozwydrzona. Brakuje jej dyscypliny.
Uważam, że wysłanie jej do ośrodka dla trudnej młodzieży to świetny pomysł. Tam się również zajmą jej nerwicą.
Jeżeli dziecko w szóstej klasie podstawówki się samookalecza to raczej głębszy problem niż tylko zwykły rozwydrzony bachor.Jest źle w relacjach córka-ojciec,a kto wie jak jest w relacji matka-córka?Jest jakiś brak porozumienia między nimi.
Może to też brak akceptacji z rówieśnikami w szkole,to bywa tak duży problem że faktycznie potrafi wpędzić w nerwicę.Dlatego dziewczyna znalazła złe towarzystwo bo się jej wydaje że wreszcie ma przyjaciół,którzy ją lubią taką jaka jest.
Najlepsze wyjście to zmienić otoczenie,szkołę jeżeli to jest tylko możliwe.
Z nerwica czy nie dyscyplina na pewno się jej przyda.
I tu nie ma co za dużo kombinować, ustalić wymagania, ustalić obowiązki a jak nie będzie przestrzegać wyciągać konsekwencje i rozmawiać, nie zagłaskać zrekompensować nieobecność ojca tylko rozmawiać.
Jak nie pomoże szukać pomocy na zewnątrz.
Podejmowałaś jakieś próby w kierunku zmiany jej zachowania?
dziękuje za odpowiedzi....
musze napisać tak ; jej ojciec od kiedy pamiętam zawsze jej mówił, że jest niedorajdą i ciamajdą, kłócilismy sie o to jego podejscie. Nigdy jej nie przytulał , nie mówi ze ją kocha. Ja jej często mówiłam, że kocham, , ze zawsze może na nie liczyć, ale to chyba było za mało, bo ojciec zniszczył w niej poczucie wartości. Do tej pory jestem bardzo dla niej w porzadku mimo, że robi i takie rzeczy, mówie , ze ja kocham. Może fatycznie byłam zbyt pobłazliwa.Ale to wynikało z faktu, że naciski i straszenia wywoływały w niej agresję . Gdybym chciała ją ja wysłac do ośrodka dla trudnej młodziezy, to by mi powiedziała, ze jestem wyrodna matką, że traktuje ją jak rzecz, i , że mnie znienawidzi. Skad wiem? bo juz miałam taki pomysł. Dziś rozmawiałm z nią o jej zachowaniu, powtarzałam pare razy że robi mi przykrośc, mówiłam spokojnie i przyniosło to efekt w postaci takiej, że przytuliłam nie i przeprosiła.Jest światełko , ale jak długo? Mam jeszcze pomysł, zeby sie przprowadzić do innego miasta, może to bedzie coś innego i taka zmiana wywrze dobry wpływ.
9 2014-05-23 10:50:24 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-05-23 10:58:37)
dziękuje za odpowiedzi....
musze napisać tak ; jej ojciec od kiedy pamiętam zawsze jej mówił, że jest niedorajdą i ciamajdą, kłócilismy sie o to jego podejscie. Nigdy jej nie przytulał , nie mówi ze ją kocha. Ja jej często mówiłam, że kocham, , ze zawsze może na nie liczyć, ale to chyba było za mało, bo ojciec zniszczył w niej poczucie wartości. Do tej pory jestem bardzo dla niej w porzadku mimo, że robi i takie rzeczy, mówie , ze ja kocham. Może fatycznie byłam zbyt pobłazliwa.Ale to wynikało z faktu, że naciski i straszenia wywoływały w niej agresję . Gdybym chciała ją ja wysłac do ośrodka dla trudnej młodziezy, to by mi powiedziała, ze jestem wyrodna matką, że traktuje ją jak rzecz, i , że mnie znienawidzi. Skad wiem? bo juz miałam taki pomysł. Dziś rozmawiałm z nią o jej zachowaniu, powtarzałam pare razy że robi mi przykrośc, mówiłam spokojnie i przyniosło to efekt w postaci takiej, że przytuliłam nie i przeprosiła.Jest światełko , ale jak długo? Mam jeszcze pomysł, zeby sie przprowadzić do innego miasta, może to bedzie coś innego i taka zmiana wywrze dobry wpływ.
Niech sobie gada, co chce! Przecież logiczne jest, że pogada trochę i przestanie, jak nerwy opadną.
Uważam, że skoro do tej pory nie dałaś sobie sama z nią rady, to poprawy nie będzie, potrzebne są mocniejsze kroki.
Być może bardziej drastyczne, kto wie. Jeśli nic nie zrobisz, a będziesz dalej po główce głaskać, to Ci dziecko skończy w rynsztoku.
Tak, jak napisała Agnik, dyscyplina, konsekwencja. Wymagania i jeszcze raz wymagania! Koniec taryfy ulgowej.
Chociaż moim zdaniem jej jest potrzebna terapia szokowa, lekcja życia, której nigdy nie zapomni. Za daleko to wszystko zaszło, uważam, że choćbyś teraz postawiła warunki, dała obowiązki i konsekwentnie karała, to córki i tak to nie obejdzie, bo wie, że mamusia i tak wybaczy i przytuli.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
samotna, napiszę Ci coś od siebie - wyrosłam w patologii, ojciec pijak i bokser, matka toksyk. Wychowywałam się kątem po dziadkach, bo po rozwodzie rodzicom znudziło się dziecko. Mimo to nigdy nie było ze mną problemów wychowawczych. Wymagano ode mnie, miałam swoje obowiązki, jak coś zbroiłam, to byłam karana. Dyscyplina i konsekwencja. Jasne, że odczuwałam brak ojca i mamy, ale kurde, nie możesz wszystkich wybryków córki zwalać na to, że ona taka biedna, bo się wychowuje bez taty, który się okazał świnią.
Również choruję na nerwicę lękową od lat - ale nigdy nie używałam jej jako argumentu usprawiedliwiającego moje bezczelne zachowanie.
Przeprowadzka to bardzo zły pomysł. Zmiana miejsca zamieszkania, szkoły, znajomych ZAWSZE wiąże się z ogromnym stresem. A jeśli dodatkowo zrobisz to wbrew jej woli, to stracisz córkę na zawsze.
Cynicznahipo, łatwo mówić jak ma się niemowlaka w domu... poczekaj piętnaście lat....
samotnamatka, poszukaj dobrego psychologa. Może córka wie o kimś takim (nastolatki często wymieniają się takimi informacjami).
Te sytuacje, które opisujesz to nie jest rozwydrzenie, tylko właśnie wołanie o pomoc. Mocno zakamuflowane i wkurzające, ale jednak.
Akurat wiem co czujesz, bo sama borykam (chociaż mam nadzieję, że raczej "borykałam") się z podobnymi problemami z młodszym synem. Też było, że "rodzic twój wróg największy". Dodatkowo oprócz zachowań nieakceptowalnych dochodziły myśli samobójcze.
I tez można powiedzieć, że gówniarzowi się w głowie poprzewracało, bo rodzice za pobłażliwi byli... ale dlaczego wobec tego starszy syn nie sprawiał takich problemów?
Psychiatra do którego chodził syn powiedział tez, że u nastolatków ze względu na szybki rozwój może brakować tez różnych minerałów i witamin. I że trzeba je uzupełniać, żeby mózg się miał optymalne warunki do rozwoju. Może coś w tym jest...?
Na pewno trzeba próbować nastolatka wspierać, mimo, że czasem z chęcią by go się trzasło, albo wyprowadziło z domu. W granicach rozsądku pozwalać na błędy i eksperymenty, niech poczuje sama ich skutki (bo przecież "na słowo" nie uwierzy).
Życzę duuużo siły.
Cyniczna masz wiele racji ,ale nie do końca się z Tobą zgodzę.Nie każdy ma taką samą psychikę i nie każdy tak dobrze radzi sobie z problemami. Dzieci ,które okaleczają się ,są zwykle słabsze psychicznie ,nie twierdzę ,że dziewczyna jest bez winy.Nauczyła się wykorzystywać matkę.
Żyję trochę dłużej niż Ty i wiem ,że taka terapia szokowa nie zawsze jest konieczna.Dzieci dojrzewają i wyrastają na porządnych ludzi. W tym przypadku na pewno potrzebna jest konsekwencja i miłość. Dziecko musi czuć się kochane ,a jednocześnie powinno się od niego także wymagać.
Zmiana miejsca zamieszkania może nie być złym pomysłem.Nie zaszkodziłaby też wizyta u psychologa dziecięcego.
Ta przeprowadzka może faktycznie być dobrym pomysłem,córka się odetnie od wspomnień o nieudanym dzieciństwie,od nieodpowiednich znajomych .Będzie to dla niej coś w stylu nowego etapu w życiu,jeżeli jest taka opcja to spróbujcie w innym mieście,może to być dobre rozwiązanie.
dziękuje za odpowiedzi....
musze napisać tak ; jej ojciec od kiedy pamiętam zawsze jej mówił, że jest niedorajdą i ciamajdą, kłócilismy sie o to jego podejscie. Nigdy jej nie przytulał , nie mówi ze ją kocha. Ja jej często mówiłam, że kocham, , ze zawsze może na nie liczyć, ale to chyba było za mało, bo ojciec zniszczył w niej poczucie wartości. Do tej pory jestem bardzo dla niej w porzadku mimo, że robi i takie rzeczy, mówie , ze ja kocham. Może fatycznie byłam zbyt pobłazliwa.Ale to wynikało z faktu, że naciski i straszenia wywoływały w niej agresję . Gdybym chciała ją ja wysłac do ośrodka dla trudnej młodziezy, to by mi powiedziała, ze jestem wyrodna matką, że traktuje ją jak rzecz, i , że mnie znienawidzi. Skad wiem? bo juz miałam taki pomysł. Dziś rozmawiałm z nią o jej zachowaniu, powtarzałam pare razy że robi mi przykrośc, mówiłam spokojnie i przyniosło to efekt w postaci takiej, że przytuliłam nie i przeprosiła.Jest światełko , ale jak długo? Mam jeszcze pomysł, zeby sie przprowadzić do innego miasta, może to bedzie coś innego i taka zmiana wywrze dobry wpływ.
Oczywiście, że naciski wywoływały w niej agresje, skoro ktoś coś od niej wymagał a jej to nie pasowało to się broniła.
Ale pobuntuje się troszkę i jeśli Ty pozostaniesz niewzruszona będzie musiała zaakceptować zmiany.
Cyniczna ma racje powinnaś poszukać pomocy na zewnątrz, jakiś dobry psycholog pomógłby Ci unormować stosunki z córką.
Sama dyscyplina i konsekwencja w jej wprowadzaniu według mnie będzie dostatecznym szokiem. Ale pamiętajmy gdzie jest kij musi być i marchewka ![]()
last, ja nigdzie nie napisałam, że moje zdanie jest jedyne i najlepsze.
Opisałam tylko, co ja myślę na ten temat.
bbasia, prywatne wycieczki zostaw dla kogoś innego, mnie to nie bawi.
Najłatwiej napisać ''Ty masz w domu niemowlaka, to nic nie wiesz na temat starszych dzieciaków''. Baaardzo dojrzale.
Zgadzam się całkowicie z tym, co napisała Agnik. Dyscyplina musi być, tak samo konsekwencja - bez tego wychowasz skrzywionego człowieka.
Co do okaleczania się - w większości przypadków nastolatki robią to po to, by wzbudzić zainteresowanie. Swoiste wołanie o pomoc.
Pomoc niekoniecznie oznacza litowanie się, nadskakiwanie i klepanie po główce.
Skoro córka ma problem z poczuciem własnej wartości,dobrze byłoby to jakoś u niej podbudowywać.Najlepiej oczywiście gdyby to zrobiła osoba trochę z zewnątrz,jakiś wujek czy dziadek,ktoś kto nie wyda jej się bezkrytyczny.
Cynicznahipo, ja nie złośliwie... tylko dopóki sama nie doświadczyłam problemów z nastolatkiem, to też myślałam, że jestem najmądrzejsza i że wychowanie dzieci to pestka. I że trzeba stosować w każdym przypadku dyscyplinę.
A syn mi pokazał, że jest akurat w jego przypadku jest to nieskuteczne, a wręcz odnosi przeciwne skutki. Z tymi najgorszymi włącznie.
Cynicznahipo, ja nie złośliwie... tylko dopóki sama nie doświadczyłam problemów z nastolatkiem, to też myślałam, że jestem najmądrzejsza i że wychowanie dzieci to pestka. I że trzeba stosować w każdym przypadku dyscyplinę.
A syn mi pokazał, że jest akurat w jego przypadku jest to nieskuteczne, a wręcz odnosi przeciwne skutki. Z tymi najgorszymi włącznie.
Ja pisząc o dyscyplinie nie mam na myśli okładania dziecka kijem po głowie, darcia się na nie, etc. Chodzi mi głównie o system obowiązków, nagród i kar. A w szczególności o KONSEKWENCJĘ. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic jest rodzicem, nie kolegą.
Cynicznahipo, jakie masz pomysły na kary dla zbuntowanej nastolatki?
Szlaban na wyjście? Upilnujesz 24 godziny na dobę?
Szlaban na kieszonkowe? Pójdzie i koledzy postawią wino, poczęstują papierosem a i sponsor zawsze się może jakiś znaleźć. Ewentualnie zwinie się to i owo z półki w markecie.
Szlaban na kompa i telefon - powrót do okaleczania się ( bo jakoś trzeba rozładować napięcie). Itp...
Ten czas jest przede wszystkim czasem bezradności rodziców. Bo dziecko jest na tyle duże, że siłą nic nie zrobisz, na tyle zbuntowane, że logiczne argumenty odbijają się jak od ściany, a na tyle niedojrzałe, że bez pomocy nie potrafi sobie poradzić z tym co się w nim kotłuje.
19 2014-05-24 07:43:28 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-05-24 07:44:02)
Cynicznahipo, jakie masz pomysły na kary dla zbuntowanej nastolatki?
Szlaban na wyjście? Upilnujesz 24 godziny na dobę?
Szlaban na kieszonkowe? Pójdzie i koledzy postawią wino, poczęstują papierosem a i sponsor zawsze się może jakiś znaleźć. Ewentualnie zwinie się to i owo z półki w markecie.
Szlaban na kompa i telefon - powrót do okaleczania się ( bo jakoś trzeba rozładować napięcie). Itp...
Ten czas jest przede wszystkim czasem bezradności rodziców. Bo dziecko jest na tyle duże, że siłą nic nie zrobisz, na tyle zbuntowane, że logiczne argumenty odbijają się jak od ściany, a na tyle niedojrzałe, że bez pomocy nie potrafi sobie poradzić z tym co się w nim kotłuje.
Dokładnie to, co napisałaś. Karanie konsekwentne. Potnie się? Zaprowadzam do psychiatry. Zmiany nie nastąpią natychmiast.
A jak coś nas przerasta, to się nie poddajemy, tylko szukamy pomocy z zewnątrz.
Dlatego też pisałam o specjalistycznej pomocy lub ośrodku.
Cynicznahipo, jakie masz pomysły na kary dla zbuntowanej nastolatki?
Szlaban na wyjście? Upilnujesz 24 godziny na dobę?
Szlaban na kieszonkowe? Pójdzie i koledzy postawią wino, poczęstują papierosem a i sponsor zawsze się może jakiś znaleźć. Ewentualnie zwinie się to i owo z półki w markecie.
Szlaban na kompa i telefon - powrót do okaleczania się ( bo jakoś trzeba rozładować napięcie). Itp...
Ten czas jest przede wszystkim czasem bezradności rodziców. Bo dziecko jest na tyle duże, że siłą nic nie zrobisz, na tyle zbuntowane, że logiczne argumenty odbijają się jak od ściany, a na tyle niedojrzałe, że bez pomocy nie potrafi sobie poradzić z tym co się w nim kotłuje.
Z takim podejściem to zostaje usiąść i płakać.
Jaki czas bezradność? Problemy w nastoletnim wieku nie biorą się z księżyca, dzieciak nie kończy 14 lat i nie wstępuje w niego diabeł. W wieku tym pięknie widać wszystkie błędy wychowawcze popełnione wcześniej, rozwydrzony 8 latek gdy przekroczy granice dostanie klapsa albo nie obejrzy bajki na dobranoc z 16 latkiem to już wyższa szkoła jazdy, trudniej utemperować ale nie jest to niemożliwe.
Znowu zgodzę się z Cyniczną, konsekwencja, cierpliwość i czas, dużo czasu.
czytam wszystko z uwagą....
W czerwcu idziemy do psychiatry, przeprowadzka tak jak piszecie jedynie wtedy gdy córka sie do tego pomysłu przychyli.Wtedy faktycznie wyjdzie to na dobre. Generalnie rozmawiam z nią i rozmawiam.... dużo czytam na ten temat. Wiem , że muszę ją wspierać nawet gdy popełnia błędy.
pozdrawiam wszystkich
K.
Jeśli mogę się wtrącić, to napiszę, że głównym problemem jest tu złe towarzystwo córki. Wpadła w to, więc trzeba spróbować ją z tego wyciągnąć i dać jakąś alternatywę. Łatwo się mówi, ale jest do zrobienia.
Trzeba się dowiedzieć, co ją pociąga w tym towarzystwie i czego jej najbardziej brak. Zapytałabym, co chciałaby w życiu robić i jak zamierza do tego dojść. Kim zamierza zostać w życiu. Trzeba spróbować zawrzeć umowę z nią i tego się trzymać. Uważam, że trzeba cały czas sprawdzać czy wywiązuje się z punktów tej umowy. Na przykład,jeśli płacisz, przypuśćmy za dodatkowy angielski, to dokładnie i systematycznie trzeba się u nauczyciela informować na temat jej postępów w nauce. To tylko przykład.