Witam.
Przychodzę z prośbą o małą pomoc.
Swoich perypetii nie będę opisywał, gdyż raz już to zrobiłem, a dwa już radzę sobie z tym sam tak, aby nie zawalać otaczającego mnie świata.
Więc, są zagadki takiego typu jakiego ja bym chciał pytanie. Np. jest kłamca i prawdomówny i trzeba ułożyć pytanie, aby zadane jednemu i drugiemu dali odpowiedź co do wyboru właściwych drzwi.
Muszę zadać jedno ostateczne pytanie, które da mi ostateczną odpowiedź i nie pozwoli skłamać tej osobie, gdzie dodatkowym atutem jest to, że wiem iż było między dwoma osobami coś więcej niż znajomość.
Mam nadzieję, że ogarniacie o co mi chodzi ;D
Moja propozycja: "Czy było między wami lub jest coś więcej niż znajomość?" - z tą propozycją jest pewien problem. Mianowicie przy założeniu, że coś nadal jest, może odpowiedzieć, że było i wtedy mam potwierdzenie, że mówi prawdę, ale tak na prawdę nie będę wiedział czy nadal nie ma. Jak zapytałbym "Czy coś między wami jest więcej niż znajomość" to z kolei żadna odpowiedź nie będzie dla mnie prawdziwa, bo tak na prawdę nie wiem co się dzieje w tej chwili (i ostatnie 3 tygodnie). Jak na pierwsze pytanie odpowie, że nie ma i nic nie było to wiem, że kłamie.
Trochę intrygująco to wygląda, ale muszę coś wymyślić, bo jestem w kropce i nie wiem czy to wszystko dźwigać, czy wręcz wyrzucić za burtę i utopić. Czy nadal mieć w miarę zewnętrznie wszystko poukładane, a wewnętrznie być czasem rozchwiany i dążyć do tego aby było ok, czy pierdolnąć wszystko, spaść na dno i wypłynąć bez tego wszystkiego za jakiś czas. Dno tzn. wegetowanie czyli tylko praca i szkoła. To drugie na minimum, a nawet warunki, wiem że tak będzie. Z kolei jak nie zadam pytania to będzie jak jest do tej pory, czyli w miarę ok, studia na pewno wtedy powinienem zaliczyć, ale emocjonalnie będzie to różnie. Będę musiał w sobie tłumić coś, co mnie męczy. Nie wiem. Boję się żałować potem, mimo to że wiem, że to nie moja wina... Porypaną głowę mam...