napiszcie jak na wasze zycie wlynal brak ojca, jeśli wychowaliście się bez ojca
1 2014-05-12 08:28:00 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-05-12 10:01:23)
Podobne tematy
z ojcem nie mam w ogóle kontaktu, mimo że mieszka pare miejscowości obok. zauważyłam, że nie umiem rozmawiać z facetami. zawsze chce zrobić jak najlepsze wrażenie, jestem w stanie opowiedzieć o sobie wszystko byle go czymś zainteresować ( co zazwyczajdziała w odwrotną stronę ) byle sie nie odwrócił i mnie nie zostawił ( choć to tylko kolega). boje się odtrącenia i uważam że nie potrafie zbudować związku. fakt faktem jestem młoda ale wiem, że w przyszłosci będe miała z tym poważny problem. często jak mam jakieś nazwijmy to lekkie załamanie, myśle jak to jest że ojciec nigdy ze mną nie rozmawiał. bo nawet jeśli mama by mu zabraniała to wie gdzie mieszkam mógłby przyjechać, ba on mógłby doszukiwać się swoich praw w sądzie. nie zrobił tego. czasami mam tak ,ze z żal i tęsknoty zdarza mi się płakac, zazwyczaj w nocy, tak by nikt nie wiedział. świadomości, ze jedna z najbliższych Ci osób nie utrzymuje z własnej woli z tobą kontaktu jest bolesna. bardzo.
3 2014-05-12 15:08:52 Ostatnio edytowany przez Black_dragon (2014-05-12 18:18:30)
Ja też bez ojca, ja tam się cieszyłam jak się rozwodzili, ponieważ ich kłótnie były straszne xD Wreszcie święty spokój
6 lat miałam. Nie wiem jak wpłynęło to na moje życie. Np. relacje z chłopakami... Tyle co się nauczyłam na podstawie kontaktów z ojcem (mam z nim dobre kontakty, w dzieciństwie bardzo dobre, on kocha dzieci), to uważam że umiałam je nawiązywać w dobry sposób, nie bałam się chłopców jakby byli z innej planety
Aczkolwiek nie do końca było dobrze, a to co było złe w nich nie wynikało z braku ojca tylko wychowania mojej matki
Moje błędy w kontaktach z mężczyznami wynikają od mojej matki, nie od ojca, bo on mnie dobrze do tego zdążył przystosować ;] Nie czułam jakiegoś braku ojca bo on blisko mieszka, w dzieciństwie jak nie był w pracy to mogłam spędzić pół dnia u niego w domu, on poświęcał mi czas i zawsze bawił się ze mną na różne sposoby- zarówno te aktywne jak intelektualne- rower, noga, fikołki na materacu, krzyżówki, szachy, scrabble, ogólnie dbał o mój rozwój fizyczny i intelektualny. Choć w szachy jestem słaba jak barszcz do dziś xD Ale za to w scrabble biję wszystkich
Ogólnie on więcej mi czasu poświęcał niż mama xD Czasem wypożyczał też kasety wideo i oglądaliśmy filmy przy popcornie albo chipsach
Różnorakie rozrywki były. Jakoś nie wiem czy jego "brak" w domu wpłynął na mnie w ogóle. Nie widzę gdzie
Ja co prawda wychowywałam się z ojcem, ale to był taki "ojciec weekendowy i na święta", bo pracował tyle, że jak wracał z pracy, to już spałam. Pamiętam, że jako mała dziewczynka za każdym razem w sobotę byłam niesamowicie onieśmielona, jakby był to obcy człowiek, do którego musiałam się przyzwyczaić od nowa. Rzutowało to późniejszym brakiem więzi, niechęcią do niego i awanturami. Mój ojciec pochodzi z bardzo toksycznej rodziny i do ok. 17 roku mojego życia załatwiał wszystko wrzaskiem, obrażaniem się i czasami uderzył (nie paskiem po d..., a np. w głowę, bo tak właśnie zachowywał się jego ojciec). Podobno gdy byłam niemowlakiem i został ze mną sam (zaczęłam płakać), to dał mi mocnego klapsa będąc przekonanym, że to załatwi sprawę. Najmniejsza rzecz mogła go wyprowadzić z równowagi. Później poszedł do psychologa, psychiatry, dostał leki na nerwicę i depresję i jest teraz zupełnie innym człowiekiem.
A mi co dały takie relacje z ojcem w dorosłym życiu? Przede wszystkim uległość wobec mężczyzn, wrażenie, że na wszystko muszę zasłużyć, trzymanie ich w przysłowiowej "klatce", aby spędzać z nimi jak najwięcej czasu. To każdego z nich dusiło (prócz jednego, który miał z kolei toksyczną matkę i garnął się do mnie, ale ja takiego faceta nie potrzebowałam... to ja chciałam się garnąć) w pewnym momencie.
5 2014-05-13 11:30:24 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-05-13 11:36:48)
na mnie miało to taki wpływ ze długo balam się mężczyzn, nie wiedziałam jak z nimi rozmawiać, zresztą do tej pory trzymam ich na dystans, wszystkich oprócz męża,
mam same siostry i mame i pewnie dlatego nie znam mężczyzn, zawsze czułam się gorsza przez to
zresztą mysle ze miałabym relacje z mezem lepsze gdybym miała ojca
a zgodze się ze lepszy brak ojca i spokoj w domu niż ojciec toksyk, pijak itd.
a maz kilka razy mi powiedział, ze ojca mi nie zastapi, ze tak się czasem zachowuje, jakbym chciała opieki z jego strony,
fakt boje się odrzucenia, dla mnie to bylby chyba koniec swiata,
maz jest jedynym jak do tej pory mezczyzna w moim zyciu,
bardzo długo się przekonywałam do niego, 1.5 roku zanim dopuscilam go do siebie tak naprawdę, ale miałam wtedy 17 lat, wiec to tez tłumaczy to,
a i zawsze liczyłam glownie na siebie, mysle ze jestem zaradna
Ja też wychowywałam się bez ojca, nie znam go nie pamiętam rodzice się rozwiedli jak miałam 7 miesięcy, nie płacił alimentów nie chciał się kontaktować jednym słowem typ się wysrał na mnie totalnie, ma na swoim koncie aktualnie 5 dzieci, które nawiedzały mnie na portalu społecznościowym zachwycając się swoim dobrym tatusiem. A jeśli chodzi o mnie to tak jak u innych dziewczyn:
totalny brak poczucia bezpieczeństwa( w dzieciństwie silniejszy), niesamowity strach przed odtrąceniem, odrzucenie= powolna śmierć, ktoś tak to ujął idealnie, tak jak u marioli szukanie ojca/opieki w mężu, strach przed samotnością. Widziałam jak matka borykała się całe życie sama ze wszystkimi problemami, zawsze marzyłam o swojej idealnej pełnej rodzinie skutkiem czego wyidealizowałam sobie obraz rodziny, co już przerabiałam z psychologiem
co poly mowil ci psycholog na to ze się idealizuje obraz rodziny?
Witajcie.
Ja tez wychowywalam sie bez ojca w sumie od 7 roku zycia. Mimo, ze obecnie juz nie zyje, przez kilka lat, kiedy mogl mnie odwiedzic,nie zjawil sie ani razu. Bylo to dla mnie straszne przezycie, ktore w znacznym stopniu wplynelo na moja osobe. Coz... Czy teraz mam problemy z tym zwiazane? Mysle, ze tak.Jednym z nich jest to, iz nNie moge albo nie potrafie stworzyc szczesliwego zwiazku z mezczyzna. Mysle, ze kiedys sie to zmieni - w swoim czasie.
O ojcu lubic nie mowie, dlatego psychoterapia i inne wszelakie rozmowy ze specjalistami odpadaja.
Jest to temat dla mnie niesamowicie drazliwy i unikam go jak wody.
Pewnie to nie jest dobre wyjscie, ale nic nie zrobie.
Przykre jest to co piszecie
Ale może nie jest to do końca ich wina że się wami nie interesowali, mamusie tak skutecznie potrafią izolować dzieci od ojców i opowiadać same straszne rzeczy o nich, aż w końcu osiągają tego co chciały . Mam w domu taki przykład z synową jak skutecznie próbuje z mojego syna zrobić potwora musiał drogą sądową wyegzekwować odwiedziny u dziecka a trwało to 2 lata dziecko ma 5 lat i co przez ten czas słyszała o ojcu nie wiemy 21 czerwca ma pierwsze odwiedziny :)może dziewczyny to nie jest tak do końca z tymi ojcami w wielu przypadkach ![]()
to ze twoja synowa tak robi to fakt bardzo zle, ale nie przesadzaj w druga strone, każdy z nas jest dorosły i wie jak było,
11 2014-05-20 12:10:57 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-05-20 12:13:59)
...nie przesadzaj w druga strone, każdy z nas jest dorosły i wie jak było,
Nie generalizujmy może?
Bo nikt w cudzej skórze nie siedzi... jeżeli ktoś jest dobrym ojcem dla 5 dzieci, to nie wykluczone, że mógłby i dla szóstego... gdyby to szło "załatwić"... Trochę szerszych horyzontów by się zdało, prócz zaślepienia ![]()
DZIECKO wie tylko TO co mu "mundrzy" dorośli zaserwują, niestety...
Też nie miałam ojca, bo siedział na antypodach. "Prawdę" o nim czerpałam z ust matki... jak łatwo się domyślić, subiektywną OCZYWIŚCIE. Nie mniej subiektywnej "prawdy" ojca dowiedziałam się już po jej śmierci. Z tych dwóch skrajności ulepiłam sobie SWÓJ obraz dużo, dużo później, już jako dorosła osoba ![]()
Czy wychowywanie się w rozbitej (choć formalnie istniejącej) rodzinie miało wpływ na moje życie? Pewnie. Nie jestem drewnem bez uczuć. łatwo ulegam stresom, piszę czarne scenariusze, podatna jestem na lęki, łatwo mnie wykorzystać, mam tendencję do idealizowania osoby partnera, jestem zbyt ufna...
Jednak - z perspektywy lat - uważam, że szukanie wymówki dla swych słabości, w postaci obwiniania za nie słabej matki czy złego ojca, to pójście na łatwiznę
i danie sobie zgody by NIC nie zmieniać - nie zadawać sobie trudu _ NAJPROSTSZA droga, by spaprać swoje własne życie... No bo skoro już dawno temu KTOŚ temu "spapraniu" dał początek... to czemu nie płynąć z falą? USPRAWIEDLIWIENIE na wyciągnięcie ręki...
Najważniejsze - nie powielać TAKICH zachowań, które raniły w dzieciństwie.
I w ślepej pogoni za własnym szczęściem nie robić tego swoim dzieciom... ODPOWIEDZIALNIE decydować się na te tzw. "pożycie" i NAPRAWIAĆ zamiast szukać nowych atrakcji... By nie mieć sobie nic do zarzucenia.
A do "tanga trzeba dwojga"... do spłodzenia dziecka TEŻ
Broń Boże nie "jakoś to będzie"... bo jakoś to przeważnie BYLEJAKOŚ... i dzieci "jakoś" w dorosłym życiu z decyzji rodziców NIGDY prawie zadowolone nie są... ![]()
12 2014-07-30 09:28:44 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-07-30 23:47:57)
tak nie ma co generalizować i zrzucać odpowiedzialności za swoje życie na rodziców,
zakładając ten temat chciałam zobaczyć jak u innych brak ojca wpłynął na ich życie, na to jakimi są ludźmi
a ja jestem ciekawa jak to wpływa na mężczyzn wychowywanych tylko przez matkę. W domu jeszcze była siostra - bliźniaczka. Czy myślicie, że taki mężczyzna może mieć problem z poważnym związkiem? Ponieważ nie miał tego w domu?
może mieć ale nie musi,
mysle ze on nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem kobiecego swiata, naszych problemów, zachowan
ja miałam taki problem ze zawsze dystansowalam się od kolegow, mężczyzn bo wychowywala mnie mama tylko i mam dwie siostry,
balam się mężczyzn, i nawet do tej pory nie umiem swobodnie z nimi rozmawiac
a ja jestem ciekawa jak to wpływa na mężczyzn wychowywanych tylko przez matkę. W domu jeszcze była siostra - bliźniaczka. Czy myślicie, że taki mężczyzna może mieć problem z poważnym związkiem? Ponieważ nie miał tego w domu?
mi się wydaje że moze mieć problem...wydaje mi się tak z własnej autopsji:(
16 2014-08-31 10:12:03 Ostatnio edytowany przez canufeelit (2014-08-31 10:12:47)
napiszcie jak na wasze zycie wlynal brak ojca, jeśli wychowaliście się bez ojca
Ja właściwie też bez ojca. Nie wiem co straciłam, nie potrafię sobie wyobrazić posiadanie 'taty' Nie wiem jak wyglądają relacje dziecko-ojciec. W życiu tak się potoczyło, że mama nie raz wylądowała bez pracy jak byłam w wieku szkolnym i nie było komu nam pomóc. Zdarzało się, że miałyśmy w domu tylko cebule i chleb do jedzenia.
Ja też bez ojca - wizyty raz na dwa tygodnie, to praktycznie nic.
Ciężko mi było, szczególnie z zaakceptowaniem nowego partnera matki.
No a w dorosłym życiu szukałam mężczyzn dużo starszych od siebie, by mieć poczucie bezpieczeństwa.
Też wychowałam się bez ojca, który jednak był praktycznie na wyciągnięcie ręki, ale nie dla mnie. Mieszkał z nami - mamą, siostrą i mną. Niestety był tylko przy mojej siostrze, ona była jego córką, do mnie w ogóle się nie poczuwał. Teraz nie mieszka z nami, czasami przyjeżdża, ale wtedy nie zamienia ze mną ani jednego słowa. On nawet nie wie w jakim jestem wieku i jak mam na imię.
W relacjach z chłopakami jestem bardzo nie ufna, za wszelką cenę chcę zwrócić na siebie uwagę i chcę być najlepsza. Potrzebuję ciągłego udowadniania, że jestem lepsza od innych, boję się, że wszystkie są konkurencją jak tylko się pojawią. Wstydzę się rozmawiać z chłopakiem zwłaszcza w towarzystwie, mam jakby podświadomą niepewność "jest bardziej mój, czy bardziej ich".
Szukam też młodszych chłopaków, nie potrafię być z dorosłym, starszym facetem, mimo, że gdzieś w głębi mam potrzebę opieki i dojrzałego faceta. Po prostu w relacjach ze starszymi facetami jestem zmieszana, nie chcę tworzyć z nimi relacji kobieta - mężczyzna, wolę raczej zostawić relację bezpłciowo. Zdecydowanie młodsi faceci i męczarnia, żeby dawali to co mogłabym dostać od starszych.
W relacjach z ludźmi jestem sceptyczna, wredna wręcz, nie chcę nikogo dopuszczać do swojego świata. Wolę pomagać niż prosić o pomoc, nie potrafię prosić o pomoc, zawsze muszę radzić sobie sama.
W gruncie rzeczy wiem, że życie zmusiło mnie do bycia twardą i jestem twarda. Nie chcę, żeby kiedyś moja córka przechodziła to samo i była taka jak ja, więc dzieci będe chciała wychowywać zupełnie sama, kiedyś trzeba zapomnieć o facetach.
19 2014-08-31 14:20:35 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2014-08-31 14:22:16)
Kaczqua, dziwią mnie trochę wnioski do jakich doszłaś. Czy nie sądzisz, że twoje problemy właśnie udowadniają, że dziecko potrzebuje opieki mamy i taty? Ja z moim tatą też łatwo nie miałam. Gdy jeszcze mieszkaliśmy wszyscy razem, to w sumie mieszkaliśmy obok siebie, bo zawsze był w pracy.
A potem rozwód, bardzo ciężki, mocno go przeżyłam. Mój ojciec starał się nam (mnie i mojej mamie, moja siostra była jeszcze wtedy mała i "niekumata") dostarczyć wszelkich atrakcji z tym związanych. Przez długi czas nie gadaliśmy wcale, potem czasem, ale dogadywaliśmy się fatalnie. Teraz jest poprawnie, ale widujemy się bardzo rzadko, a ja nie zamierzam zmuszać go do spotkań ze mną i moją siostrą. Wiem, że kiedyś będzie żałował, że poświęcał nam mało czasu i liczę, że jak się zestarzeje, spojrzy na to z dystansem, to będzie lepiej + kiedyś będzie musiał iść na emeryturę. ![]()
Zastanawia mnie czasem jak to będzie, gdy kogoś poznam. Obawiam się, że też będę potrzebowała dużo czasu, by zaufać. Ogólnie zauważyłam, że trudno mi znaleźć wspólny język z rówieśnikami. Nie jestem sztywniarą, zdecydowanie nie, lubię się śmiać, ale oni wydają mi się tacy dziecinni. Nawet moja mama zauważyła ostatnio: "No ciebie, to widzę z co najmniej 5 lat starszym. Czym ci taki twój rówieśnik zaimponuje?" I chyba ma rację. ![]()
Jeżeli chodzi o twoje relacje z chłopakami. Po prostu musisz zrozumieć, że to, że źle dogadywałaś się z ojcem nie było spowodowane twoimi niedostatkami. Jak popracujesz nad sobą i swoją samooceną, to będzie dobrze. I nie chowaj urazy. Czasem też mam gorsze chwile, kiedy mam pretensje do taty, że tak to wszystko wyszło, ale czasu nie cofniesz, a skupianie się na negatywnych emocjach tylko ci zaszkodzi.
Ja też nie lubię nikogo prosić o pomoc i jestem świadoma, że to jest trochę u mnie "nie halo"
, ogólnie mam obsesję "nie narzucania się". W przeciwieństwie do ciebie ludzi lubię, ale to wynika z tego, że lubię siebie. To jest proste, jak zaakceptujesz siebie, to będziesz się lepiej czuła w towarzystwie innych ludzi. A twardym trzeba być, nie można być "miękką bułą". ![]()
Pozdrawiam
niestety może byc i tak, że ojciec zajmuje sie piatką swoich dzieci a jednym nie chce, wiem to z autopsji!
Szamanko takie wnioski wysnułam z tego, że lepiej nie mieć i nie znać, niż stracić i szukać powodów tej straty, oraz próbować sobie zastąpić. Myślę, że nie udałoby mi się utrzymać przy sobie mężczyzny-męża, przez co oddaliłby się w pewnym momencie od mojej córki - tej straty chciałabym jej oszczędzić. Wolę, żeby od maleńkości żyła z przeświadczeniem, że facet nie jest jej w ogóle niezbędny, niż z przeświadczeniem, że od niej odszedł, tudzież mając ją obok siebie po prostu jej nie chce, chce inną.
Nie generalizujmy może?
Bo nikt w cudzej skórze nie siedzi... jeżeli ktoś jest dobrym ojcem dla 5 dzieci, to nie wykluczone, że mógłby i dla szóstego... gdyby to szło "załatwić"... Trochę szerszych horyzontów by się zdało, prócz zaślepienia
DZIECKO wie tylko TO co mu "mundrzy" dorośli zaserwują, niestety...
Też nie miałam ojca, bo siedział na antypodach. "Prawdę" o nim czerpałam z ust matki... jak łatwo się domyślić, subiektywną OCZYWIŚCIE. Nie mniej subiektywnej "prawdy" ojca dowiedziałam się już po jej śmierci. Z tych dwóch skrajności ulepiłam sobie SWÓJ obraz dużo, dużo później, już jako dorosła osoba
Czy wychowywanie się w rozbitej (choć formalnie istniejącej) rodzinie miało wpływ na moje życie? Pewnie. Nie jestem drewnem bez uczuć. łatwo ulegam stresom, piszę czarne scenariusze, podatna jestem na lęki, łatwo mnie wykorzystać, mam tendencję do idealizowania osoby partnera, jestem zbyt ufna...
Jednak - z perspektywy lat - uważam, że szukanie wymówki dla swych słabości, w postaci obwiniania za nie słabej matki czy złego ojca, to pójście na łatwiznęi danie sobie zgody by NIC nie zmieniać - nie zadawać sobie trudu _ NAJPROSTSZA droga, by spaprać swoje własne życie... No bo skoro już dawno temu KTOŚ temu "spapraniu" dał początek... to czemu nie płynąć z falą? USPRAWIEDLIWIENIE na wyciągnięcie ręki...
Najważniejsze - nie powielać TAKICH zachowań, które raniły w dzieciństwie.
I w ślepej pogoni za własnym szczęściem nie robić tego swoim dzieciom... ODPOWIEDZIALNIE decydować się na te tzw. "pożycie" i NAPRAWIAĆ zamiast szukać nowych atrakcji... By nie mieć sobie nic do zarzucenia.
A do "tanga trzeba dwojga"... do spłodzenia dziecka TEŻ![]()
Broń Boże nie "jakoś to będzie"... bo jakoś to przeważnie BYLEJAKOŚ... i dzieci "jakoś" w dorosłym życiu z decyzji rodziców NIGDY prawie zadowolone nie są...
Mądrzej bym tego nie napisała
Mój ojciec był alkoholikiem, umarł kiedy byłam mała. Pamiętam, że kiedy przychodził w odwiedziny, wtedy już nie pił moja mama zamykała mu drzwi przed nosem, uciekała na ulicy.......ja nie miałam wyboru. Słyszałam o nim same złe rzeczy, pewnie że święty nie był ale wiem, że mnie kochał, chciał widywać, przywoził prezenty. Umarł kiedy miałam kilka lat. Długo pamiętałam tylko to co najgorsze, co mówiła matka. Pamiętam, że kiedy miałam naście lat, znalazłam jego listy do mnie pisane.....ryczałam jak bóbr, dużo było w nich miłości. Nie ważne ...
Długo mężczyźni byli dla mnie istotami z innej planety, przerobiłam durne zakochania i .... ładowałam się zwykle głupio. Podobnie jak Anhedonia byłam zbyt ufna, bardzo się wszystkim przejmuję do teraz, idealizowałam facetów, chciałam "zasłużyć na miłość".
Późno, bo około trzydziestki zaczęłam myśleć analizować, i zmieniać siebie.
Efekt, fantastyczny mąż, dwoje dzieci, szczęśliwa rodzina. Moje dzieci mają to czego ja nie miałam i kiedy obserwuję relację córki z mężem, wiem że straciłam baaardzo dużo.
Mój ojciec był partnerem do doopy ale ojcem mógł być świetnym gdyby matka mu na to pozwoliła.
Ja tak jak wcześniej już pisałam, dla mnie rozwód to było coś strasznego. Skutki rozwodu odczuwam do dziś i czasem sobie z nimi radzę, czasem nie. Brakuje mi ojca strasznie, mimo, że mam już ponad 20 lat. I wiecie co jest najgorsze? Że tego braku nikt już nigdy nie zapełni.
Obawiam się też tego, że kiedyś i mnie (podobnie jak moją mamę) zostawi mężczyzna. Stąd nieudane związki.
Mi też brakuje ojca i zawsze brakowało. Od 16stego roku życia próbowałam zastąpić "wyimaginowanego ojca" miłością do chłopców w swoim wieku, zawsze czegoś szukałam, ale dostawałam tylko jedno jak łatwo się domyślić. Szukałam czegoś czego nie znałam i dawałam się łatwo nabrać.
Ktoś pytał o mężczyzn. Ja miałem bardzo słabe relacje z ojcem. Niny fizycznie był, ale jakoś mało się moimi sprawami interesował. Był taki "obcy", choć wiem, że mnie kochał. Zazdrościłem ojców kolegom. Kiedy miałem kilkanaście lat, zmarł. Po pierwsze zabrakło mi jakiejś męskiej wiedzy, którą by mi przekazał. Po drugie wychowanie z matką i siostrą wprawdzie nauczyło mnie rozumienia kobiet, ale ale także przekazało kobiece wzorce zachowania. To też powodowało, że choć miałem koleżanek moc, to wejście w relacje partnerskie było bardzo trudne. Po latach musiałem się od zera uczyć co to znaczy być "męskim".
No a niestety, tak jak ktoś napisał, bardzo wiele matek staje na głowie, żeby odciąć dzieci od ojców. Nasze prawo bardzo im to ułatwia. A wasze opowieści, jak negatywnie brak ojca wpłynął na wasz rozwój, są w świetle tego prawa jakimiś nic nie wartymi bzdurami.
Wychowywanie się bez ojca może na pewno wpłynąć negatywnie na życie kobiety. Brak męskiego wzorca powoduje, że nie rozumiemy, jaką rolę powinien w naszym życiu spełniać mężczyzna, jaki powinien on być, jak się zachowywać... Może to sprawiać trudnosci zarówno w wyborze życiowego partnera, jak i wychowywaniu syna. Moja przyjaciółka bardzo długo wybierała nieodpowiednich mężczyzn - takich, którzy jej nie szanowali i źle ją traktowali. Kiedy poszła na terapię okazało się, że to właśnie przez brak ojca.
Czytałam ostatnio książkę "Uratuj mnie. Opowieśc o złym życiu i dobrym terapeucie". Tam bardzo mocno podkreślony jest problem relacji ojciec - córka i przejawia się przez cały utwór. Polecam ją jak najbardziej, mimo, że owy problem nie jest głównym wątkiem. Kiążka ta obrazuje sesje terapeutyczne dziewczyny zmagającej sie z pogranicznym zaburzeniem osobowości.