mama dziwny problem. może zacznę od początku.....jestem z mężem już 4 lata, mamy 3 letnią córkę a w tym roku 27 stycznia urodziłam drugą córkę. (oczywiście to córka męża).w maju 2013 zaczęłam prace i poznałam faceta 8 lat starszego noi stało się.... dodam że nie raz. tłumaczyłam to sobie że mąż nie ma dla mnie czasu i w ogóle... można powiedzieć że razem pracowaliśmy i spotykaliśmy się codziennie..raz na jakiś czas spotkaliśmy się wiadomo po co... dobrze nam było razem, umieliśmy się dogadać, pośmiać się czułam się świetnie.w tym roku też zaczelismy prace i boje się że będzie to samo. nie umiem przestać o tym i o nim myśleć. może to zabrzmi niedorzecznie ale kocham mojego męża i nie chciałabym go stracić. pomózcie mi. co mam robić
Podobne tematy
My ludzie mamy taki prosty mechanizm psychologiczny. Chcemy dawać, ale oczywiscie nie za darmo, bo dla zdrowia psychicznego musimy tez brać. Jeżeli chcesz dawać i brać, a wydaje Ci się (a może i tak jest), że maz nie chce brać i za to dać, no to wtedy dajesz to komuś innemu. Wystarczy tylko przemyslec ten mechanizm w sobie i porozmawiać o tym z mężem. Tyle i moze aż tyle.
O braku odwagi i braku wartosci w zyciu nawet nie mówie, pewnie zdajesz sobie z tego sprawę. ![]()
o powiedzeniu mężowi prawdy nie ma mowy.... a jeśli chodzi o wartości to też wiem jak to wygląda. pomyślisz że jestem ździrą która zdradza męża,ale też tak czasem myśle o sobie. nie wiem jak to zmienić...
o powiedzeniu mężowi prawdy nie ma mowy.... a jeśli chodzi o wartości to też wiem jak to wygląda. pomyślisz że jestem ździrą która zdradza męża,ale też tak czasem myśle o sobie. nie wiem jak to zmienić...
Może po prostu przestać zdradzać i porozmawiać z mężem?
Ale to najprostsze rozwiązanie, a przecież nie o takie Ci chodzi..
Chodzi o to, żeby tobie dalej było miło, żebyś mogła robić co robisz, ale żeby ewentualne wyrzuty sumienia nie psuły zabawy.
Oj, bidulko ty
5 2014-05-08 13:58:22 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-05-08 14:00:04)
... kocham mojego męża i nie chciałabym go stracić. pomózcie mi. co mam robić
czy nie jest dla Ciebie oczywiste co powinnaś zrobić?
nie wierze...
Oj, bidulko ty
aż łza się w oku kręci...
o powiedzeniu mężowi prawdy nie ma mowy.... a jeśli chodzi o wartości to też wiem jak to wygląda. pomyślisz że jestem ździrą która zdradza męża,ale też tak czasem myśle o sobie. nie wiem jak to zmienić...
Musimy dawać i brać tacy już jesteśmy, wazne by przy tym pragnieniu zachować się jak człowiek. Daleko mi od nazywania Ciebie zdzira, wszyscy bładzimy. Ważne by zrozumieć co było złego i starać się to naprawiać. Ty pewnie razem z mężem.
Nie oddawaj się żalom i złościom, to zbyt wygodne.
Masz wyrzuty sumienia, ale przyznać do zdrady za żadne skarby się nie chcesz ze strachu.
To chociaż przestań dalej to robić.
tym roku 27 stycznia urodziłam drugą córkę. (oczywiście to córka męża).w maju 2013 zaczęłam prace i poznałam faceta 8 lat starszego noi stało się.... dodam że nie raz. tłumaczyłam to sobie że mąż nie ma dla mnie czasu i w ogóle...
z tego wynika że zaszłaś w ciąże pod koniec maja... akurat kiedy rozpłonąl ogień Twojego romansu.
Skąd jesteś pewna ze to dziecko męża ?
tak od razu nas zapewniasz ![]()
Mąż, jak piszesz że mąż nie miał dla Ciebie czasu... czyli rzadko albo w ogóle nie spał z Tobą w czasie kiedy spotykałaś się na seks z kochankiem...
Dlaczego przestałaś spotykać się z kochankiem ?
Postanowiliście skończyć czy jedynie przerwać na czas porodu i połogu ?
Kochanek jest w związku ?
Jak wyglądają Twoje starania o małżeństwo ?
A skąd ta pewność, że to córka męża? Nigdy nic nie wiadomo... A tak ogólnie, to na logikę bym powiedział, że warto rozważyć zmianę miejsca pracy, ale zapewne nie wiele to zmieni, i wcześniej lub później znalazłabyś nowy obiekt westchnień... Musisz zastanowić się co było powodem, że zdecydowałaś się na tę zdradę męża, i zrobić wszystko by się to nie powtórzyło w przyszłości...
10 2014-05-08 14:14:24 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-05-08 14:15:59)
zdublowało się ![]()
Nie kochasz swojego męża. Gdybyś go kochała - nie zdradziłabyś ![]()
Nazywanie Cię taką śmaką, czy owaką nic tutaj nie pomoże, najważniejsze byś zrozumiała swój błąd. Masz do wyboru wiele opcji. Możesz powiedzieć prawdę, możesz ją zataić. Tylko pamiętaj, że prawda zawsze wyjdzie na jaw, im bardziej będziesz ją ukrywać tym bardziej zechce zostać odkryta. Dlatego uważam, że powinnaś natychmiast zakończyć spotkania z kochankiem(jeśli chcesz uratować swoje małżeństwo) i porozmawiać z mężem. Im szybciej tym lepiej, chyba nie chcesz by po latach oszukiwania Twój mąż dowiedział się o wszystkim? Wiesz jaki to jest ból dla człowieka, gdy nagle dowiaduje się czegoś takiego, choć nic na to nie wskazywało? Postaw się trochę na miejscu męża i przeanalizuj co może poczuć w zależności od sytuacji.
Może da Ci szansę, może nie. Może Ty dasz sobie szansę na to, by pewnego dnia naprawdę go pokochać, bo w tej chwili to nie jest miłość.
Pozdrawiam
mama dziwny problem. może zacznę od początku.....jestem z mężem już 4 lata, mamy 3 letnią córkę a w tym roku 27 stycznia urodziłam drugą córkę. (oczywiście to córka męża).w maju 2013 zaczęłam prace i poznałam faceta 8 lat starszego noi stało się.... dodam że nie raz. tłumaczyłam to sobie że mąż nie ma dla mnie czasu i w ogóle...
No i poszłaś na skróty. Zamiast porozmawiać z mężem znalazłaś pocieszenie w ramionach kochanka.
Szkoda gadać, niedobrze mi się robi
.
A tak na marginesie to zrobiłbym badania DNA aby mieć pewność, że to dziecko jest Twojego męża.
Bo z kalendarza też może być kochanka.
Jesteś żałosna, po 4 latach małżeństwa
.
To co będzie za 14 lat lub więcej 
mama dziwny problem. może zacznę od początku.....jestem z mężem już 4 lata, mamy 3 letnią córkę a w tym roku 27 stycznia urodziłam drugą córkę. (oczywiście to córka męża).w maju 2013 zaczęłam prace i poznałam faceta 8 lat starszego noi stało się.... dodam że nie raz. tłumaczyłam to sobie że mąż nie ma dla mnie czasu i w ogóle... można powiedzieć że razem pracowaliśmy i spotykaliśmy się codziennie..raz na jakiś czas spotkaliśmy się wiadomo po co... dobrze nam było razem, umieliśmy się dogadać, pośmiać się czułam się świetnie.w tym roku też zaczelismy prace i boje się że będzie to samo. nie umiem przestać o tym i o nim myśleć. może to zabrzmi niedorzecznie ale kocham mojego męża i nie chciałabym go stracić. pomózcie mi. co mam robić
Ty należysz do typów kobiet , które myślą dołem , a nie górą i takie kobiety nie powinny nigdy wychodzić Same z domu , a już nie mówiąc o pracy . To w Twoim interesie było wcześniej poinformować męża , że jak się nie będzie Tobą zajmował , to zrobi to kochanek za niego . Jak znam życie , to wcześniej czy póżniej , mąż się dowie o Twojej zdradzie .
14 2014-05-08 14:26:59 Ostatnio edytowany przez _Nina_ (2014-05-08 14:27:37)
Jesteś żałosna, po 4 latach małżeństwa
To co będzie za 14 lat lub więcej
nie będzie 14 lat ![]()
o powiedzeniu mężowi prawdy nie ma mowy.... a jeśli chodzi o wartości to też wiem jak to wygląda. pomyślisz że jestem ździrą która zdradza męża,ale też tak czasem myśle o sobie. nie wiem jak to zmienić...
Nie bądź tchórzem powiedz mu prawdę. Jak jest naiwny to dalej będzie cię kochał. Jak jest mądry to cię zostawi byś mogła żyć z kochankiem.
16 2014-05-08 14:37:19 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-05-08 14:38:32)
Co cie własciwie pchnelo do zdrady, brak bliskosci?probowałaś jakos wskrzeszac wczesniej swoje malzenstwo czy poszlaś na skróty...?4 lata i juz takie rzeczy, mąz sie niczego nie domysla?sluchaj, nie mozna miec ciastka i go zjesc, ty bys chciala miec dalej zycie jakie masz, meza, spokoj i kochanka.Nie sadzisz, ze to nie halo?powiedziec i przyznac sie nie chcesz,przerywac chyba tez nie to nie wiem co tu robic.Siąść i plakac.masz dwojke dzieci, wez swoje zycie w swoje rece, nikt tego za ciebie nie zrobi.
mama dziwny problem. może zacznę od początku.....jestem z mężem już 4 lata, mamy 3 letnią córkę a w tym roku 27 stycznia urodziłam drugą córkę. (oczywiście to córka męża).w maju 2013 zaczęłam prace i poznałam faceta 8 lat starszego noi stało się.... dodam że nie raz. tłumaczyłam to sobie że mąż nie ma dla mnie czasu i w ogóle... można powiedzieć że razem pracowaliśmy i spotykaliśmy się codziennie..raz na jakiś czas spotkaliśmy się wiadomo po co... dobrze nam było razem, umieliśmy się dogadać, pośmiać się czułam się świetnie.w tym roku też zaczelismy prace i boje się że będzie to samo. nie umiem przestać o tym i o nim myśleć. może to zabrzmi niedorzecznie ale kocham mojego męża i nie chciałabym go stracić. pomózcie mi. co mam robić
a czego ty oczekujesz?
pokuty...
wybaczenia...
przyzwolenia...
o co ci dziewczyno chodzi?
Wytłumaczcie mi proszę, bo nie bardzo rozumiem dlaczego osoby zdradzające mówią często, o porywach namiętności, które sprawiły, że nie myśleli o tym co robią. Jak to jest możliwe???? Jak można pozbyć sie myśli??? Dajcie na to przepis
A skąd wy bierzecie osoby z którymi zdradzacie?? Spotykacie je sekundę przed zdradą, natychmiast dopada was namiętność i dochodzi do konsumpcji?? Nie!!! Znacie te osoby, fantazjujecie o nich, myślicie o tym jak by to było...Zdradzając działacie z premedytacją a te porywy namiętności, to "nie wiedziałam co robię" itp to jest jedna wielka ściema.
A jak to jest podczas zdradzania z pożyciem małżeńskim? Macie sex z mężem dla niepoznaki?
Autorko wątku - szczytem hipokryzji jest powiedzieć, że zdradziłaś męża ale go kochasz. Jak kogoś kochamy, to nie robimy mu krzywdy z premedytacją
Wytłumaczcie mi proszę, bo nie bardzo rozumiem dlaczego osoby zdradzające mówią często, o porywach namiętności, które sprawiły, że nie myśleli o tym co robią. Jak to jest możliwe???? Jak można pozbyć sie myśli??? Dajcie na to przepis
A skąd wy bierzecie osoby z którymi zdradzacie?? Spotykacie je sekundę przed zdradą, natychmiast dopada was namiętność i dochodzi do konsumpcji?? Nie!!! Znacie te osoby, fantazjujecie o nich, myślicie o tym jak by to było...Zdradzając działacie z premedytacją a te porywy namiętności, to "nie wiedziałam co robię" itp to jest jedna wielka ściema.
A jak to jest podczas zdradzania z pożyciem małżeńskim? Macie sex z mężem dla niepoznaki?
Autorko wątku - szczytem hipokryzji jest powiedzieć, że zdradziłaś męża ale go kochasz. Jak kogoś kochamy, to nie robimy mu krzywdy z premedytacją
Zgadzam się w 100% a nawet więcej .. Jak tak można? Hallo ?
"zdradziłam-jak sobie z tym poradzić..."
NIE ROZKŁADAĆ WIĘCEJ NÓG przed innymi facetami, i POWIEDZIEĆ PRAWDĘ swojemu mężowi.
Podaj choć 1 (słownie: jeden) argument, dla którego ktokolwiek tutaj miałby ci pomóc kobieto gościnna w kroczu? Ty sama zdajesz się niespecjalnie cierpieć na nadmiar wyrzutów sumienia. Teraz chcesz, by inni, obcy ci ludzie rozwiązali twój problem!
Nie kochasz swojego męża i wcale nie jesteś zagubiona. "Zagubiona" to tylko taki eufemizm na znacznie gorszy przymiotnik. Takich "zagubionych" kurewien tutaj na pęczki. Przestań zatem oszukiwać samą siebie, stań przed lustrem i ponownie przedstaw się sobie używając odpowiedniego słowa na K. Ludzie całe życie szukają swojej tożsamości, więc powinno ci ulżyć, bo znajdziesz w końcu odpowiedź na to głębokie, filozoficzne pytanie.
Z wyrazami głębokiej pogardy
Doom
jak się kocha to się nie zdradza, jak się nie kocha i partner zalezie za skórę , jest podły, zły i niedobry to się zdradza (oczywiście nie jest to wymóg
), tak, żeby go zabolało (o ile on też zdradza, flirtuje, kokietuje i ma nas i nasze potrzeby łóżkowe w dalekim odwłoku)
Jednym słowem, nie tłumacz się, nie dorabiaj ideologii tam gdzie jej nie ma. Zdradziłaś i to jest fakt. Ja też zdradziłam, ale powiedziałam o tym chłopakowi. Nie żałuję ani jednego, ani drugiego. Tylko, że my nie jesteśmy już razem na szczęście dla mnie i dla niego.
Jak w związku pojawia się zdrada to jest tylko jedno rozwiązanie- rozstać się. Każde inne grozi nerwicą do końca życia i obawą, że partner/ka znowu zdradzi.
mama dziwny problem...
Puszczałaś się będąc w ciąży ????????? niedobrze się robi...
Masz mózg dziewucho ??????
o sumienie nawet nie pytam...
Zastosuj się do rady Dooma zamieniając jedynie lustro na twarz męża... zobaczysz swoje odbicie w jego oczach... może wtedy coś zrozumiesz i przestaniesz nazywać KOORESTWO dziwnym problemem.
nie będzie 14 lat
Też tak myśle.
Jak po 4 latach zdradziła, to do 14 lat mąż się dowie i wystawi walizki żonece.
Szkoda mi męża.
Nie rozumiem jak można kochać i jednocześnie zdradzać
.
Tylko się 
Takich "zagubionych" kurewien tutaj na pęczki.
Doom a ile jest ich w pęczku
?
Weź pod uwagę, że faceci też nie są święci.
Nie zrozum mnie źle, że bronię autorkę wątku.
Absolutnie nie jest to moją intencją.
Skoro wlazła do łóżka kochanka ( kochając męża ) i jest z tego
szczęśliwa to jest jej sprawa.
Mąż prędzej czy później i tak się dowie.
Zarzyczy sobie rozwodu, dzieci zostaną przy nim, jeżeli są jego ( bo to ostatnie to wielka niewiadoma
do czasu badań DNA) a pani niech sobie skacze z kwiatka na kwiatek.
a pani niech sobie skacze z kwiatka na kwiatek.
do czasu aż trafi ...na kaktusa ![]()
27 2014-05-09 12:34:07 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-05-09 12:35:39)
Lexpar napisał/a:a pani niech sobie skacze z kwiatka na kwiatek.
do czasu aż trafi ...na kaktusa
Ha, ha, ha, może jeszcze w między czasie bocian się trafi
i na konto męża.
Podobno od przybytku głowa nie boli.
Faktycznie, mając "aż" czteroletni staż małżeński, to faktycznie jest problem i to duży, ale skoro z tamtym tak dobrze było, to i na pewno jeszcze będzie, zatem zamiast rozmyślać i się zadręczać, polecam się spakować, wyprowadzić do tamtego i żyć z nim długo i szczęśliwie i nie pisać bzdur, że kocha się męża i nie chce się go stracić, bo powiało fałszem i obłudą, aż nie miło się zrobiło.
jest kilka rodzajow.zdrady ja przytocze.tutaj dwa. 1 kocha sie partnera ale czesto popada sie w monotonie zycia i rutyne. brakuje tego co towarzyszy kazdemu nowemu zwiazkowi czyli ciekawosci,cierpliwowci,odwagi do robienia czegos nieprzewudywalnego nieplanowanego a czasem nawet glupiego. Ze wzgledu na przytlaczajace problemy,rutyne, i brak checi do rozmow, rozwiazywania wspolnie problemow czlowiek szuka wsparcia w innym czlowieku i czesto takie osoby to wykorzystuja wiedzac jednoczesnie ze osoba potrzebuje tylko zrozumienia troche ciepla psychicznego i dobrej rady,ale czesto konczy sie to na wspolnej nocy. Pozniej osoba ktora zdradzila budzi sie z trzezwym umyslem i zdaje sobie sprawe ze zrobila cos bardzo zlego. W jej glowie rozbudza sie wielki zal i czuje ze zle zrobila,starajac sie wierzyc w ogromna milosc partnera mowiac mu o tym. Pamietajcie szansa wybaczenia zdrady jest rownoznaczna z wielkoscia noszonego uczucia w sercu przez zdradzona osobe czyli im bardziej cie kocha tym wieksza szansa ze.ci wybaczy o ile przy podejmowaniu decyzji bedzie sie kierowal miloscia a nie przejsciowymi odczuciami takimi jak gniew. Zdenerwowanie, zal itp
2.brak milosci w zwiazku tej prawdziwej oczywiscie,cialge klotnie i chec rzucenia.tego wszystkiego w cholere przyciagaja ciebie do innej osoby z ktora chcesz aby bylo lepiej. Chcesz poczuc to co kiedys czulas na poczatku z partnerem jak go poznalas. W koncu dochodzi do zaspokojenia tego typy potrzeb i jest ci z.tym dobrze zaczynasz myslec egoistycznie i brniesz coraz bardziej w tym calym zaspokajaniu, a brak uczucia do meza powoduje brak wlaczenia sie sumienia oraz analizowania calej tej sytuacji, jest ci dobrze i tak ma byc jak tylko dlugo sie da.
Sama sie zalicz do ktorejs wersji zdradzaczki
30 2014-05-09 16:14:44 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-09 16:16:46)
jest kilka rodzajow.zdrady ja przytocze.tutaj dwa. 1 kocha sie partnera ale czesto popada sie w monotonie zycia i rutyne. brakuje tego co towarzyszy kazdemu nowemu zwiazkowi czyli ciekawosci,cierpliwowci,odwagi do robienia czegos nieprzewudywalnego nieplanowanego a czasem nawet glupiego.
Można w tym czasie np. wyrwać się z żoną na wycieczke gdzieś przed siebie nic nie planując na spontanie, albo zacząć razem uprawiać sporty ekstremalne np. łażenie po ruinach starych domów.
Zasadnicze pytanie do autorki - po co się ze swoim mężem hajtałaś tak wogóle te 4 lata temu? Z powodu ciąży? Bo nie było nikogo innego? Dla wygodnego życia bo potrafi zarobić kasę?
Zapytaj no nowego czy przyjąłby cię z 2 dzieciaków z poprzedniego małżeństwa zanim zaczniesz z mężem rozmowę na jego temat ![]()
Faktycznie, mając "aż" czteroletni staż małżeński, to faktycznie jest problem i to duży, ale skoro z tamtym tak dobrze było, to i na pewno jeszcze będzie, zatem zamiast rozmyślać i się zadręczać, polecam się spakować, wyprowadzić do tamtego i żyć z nim długo i szczęśliwie i nie pisać bzdur, że kocha się męża i nie chce się go stracić, bo powiało fałszem i obłudą, aż nie miło się zrobiło.
Dzenaro wielkie
dla Ciebie za mądry post.
Zapytaj no nowego czy przyjąłby cię z 2 dzieciaków z poprzedniego małżeństwa zanim zaczniesz z mężem rozmowę na jego temat
No może to pierwsze z małżeństwa, ale to drugie może być z nieprawego łoża ![]()
No może to pierwsze z małżeństwa, ale to drugie może być z nieprawego łoża http://emotikona.pl/emotikony/pic/25icon_smile3.gif
He he no wątpię żeby było wielkodusznie adoptowane przez tą panią ![]()
Lexpar napisał/a:No może to pierwsze z małżeństwa, ale to drugie może być z nieprawego łoża http://emotikona.pl/emotikony/pic/25icon_smile3.gif
He he no wątpię żeby było wielkodusznie adoptowane przez tą panią
Dziecko byłoby niewątpliwe tej pani, tylko czy jej męża 
Jeśli nie jest wcześniakiem to jest męża drodzy panowie.
Jak się czuje taki mąż, którego żona nosząca w łonie jego dziecko przyjmuje gościnnie między nogi penisa jakiegoś gnojka z ulicy...
?
Jeśli nie jest wcześniakiem to jest męża drodzy panowie.
Jak się czuje taki mąż, którego żona nosząca w łonie jego dziecko przyjmuje gościnnie między nogi penisa jakiegoś gnojka z ulicy...
?
Dobra Kobieto, prospekt to zaiste obrzydliwy, a Ty przedstawiłaś to nader obrazowo, psując mi dobre , piątkowe samopoczucie ![]()
Poważnie rzecz ujmując to... nie, nie będę rozwijał wypowiedzi, bo primo: mdli mnie na samą myśl, secundo: gdybym jednak rozwinął, to tym razem na pewno mnie wykluczą z forum.
Autorka, jak mniemam nie ma zamiaru ripostować, a mnie obijanie pustego worka nie bawi, zatem nie widzę powodów, by dalej się w tym wątku uzewnętrzniać. Mogę tylko sobie pomarzyć, że kiedyś takie kreatury znów zaczną oznakowywać jakąś szkarłatną literą wypalaną na czole, by się odróżniały od reszty porządnych istot.
Jestem mloda wiec moze nie powinnam sie wypowiadac, jednak ja tez prawie zdradziłam... To bylo tylko przytulanie itp po prostu gra wstępna ale sumienie nie dało mi żyć i na drugi dzien wszystko powiedzialam moje mu mężczyźnie o tym... Ty tez tak powinnaś zrobić, dla mnie to była w jakimś sensie próba, On mi wybaczył, bo mu na mnie zależy, ale to byl ostatni raz jak to zrobiłam,wiem, że następnego razu mi nie wybacz.. Ty tez powinnaś o tym powiedzieć, albo powstrzymac sie, jeżeli nie potrafisz sie powstrzymać, odetnij sie od tego człowieka pomimo wszystko, nawet pomimo utraty pracy. Albo mąż, albo On pomyśl o tym, na kim Co bardziej zależy...
Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym. Ludzie, którzy opowiadają o tym partnerowi, zwyczajnie nie mogą sobie poradzić z noszeniem tego ciężaru i liczą na "rozgrzeszenie" od partnera, jego obciążając ciężkim problemem. Po takim zwierzeniu już nigdy nie będzie tak samo.
Nawarzyłaś piwa, to wypij je teraz sama. Ani się nawet waż opowiadać o tym mężowi - no chyba, że postanowiłaś odejść, wtedy to bez większego znaczenia.
a ja sobie pomyślałam tak - tytuł wątku:zdradziłam - jak sobie z tym poradzić...
1. zdradzać dalej i olać to...przecież to miłe zajęcie
2. zostać porządnym człowiekiem - przestać, przyznać się mężowi, ponieść konsekwencje ...kiepska sprawa ![]()
3. iść z tego forum i ludziom doopy nie zawracać ...
Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym. Ludzie, którzy opowiadają o tym partnerowi, zwyczajnie nie mogą sobie poradzić z noszeniem tego ciężaru i liczą na "rozgrzeszenie" od partnera, jego obciążając ciężkim problemem. Po takim zwierzeniu już nigdy nie będzie tak samo.
Nawarzyłaś piwa, to wypij je teraz sama. Ani się nawet waż opowiadać o tym mężowi - no chyba, że postanowiłaś odejść, wtedy to bez większego znaczenia.
nie wierze w to co czytam o.o rozumiem, że życie w kłamstwie jest lepsze? Lepsze jest budowanie zwiazku na kłamstwie? Partner powinien wiedzieć o takich sytuacjach... Sam powinien zdecydować co zrobić,czy Cię zostawić czy zaufać i to nie jest zrzucanie problemu na partnera to bycie z nim szczerym, On powinien decydować może powinien wprowadzić kontrole, albo wspólnie zdecydowac sie na wizyte u psychologa bo to moze cos w Twej głowie, przemyśl to. Lepiej żyć w prawdzie i ponieś konsekwencje swego błędu, kare niż żyć i oszukiwać wszystkich których się kocha.
in_ka napisał/a:Lexpar napisał/a:a pani niech sobie skacze z kwiatka na kwiatek.
do czasu aż trafi ...na kaktusa
Ha, ha, ha, może jeszcze w między czasie bocian się trafi http://emotikona.pl/gify/pic/ptak-dziecko.gif i na konto męża.
Podobno od przybytku głowa nie boli.
Biedny bocian jak on cieżko pracuje , a dzidzuś i tak niezadowolony .
42 2014-05-10 00:31:09 Ostatnio edytowany przez Mazgaj (2014-05-10 00:32:27)
antykobieta napisał/a:Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym. Ludzie, którzy opowiadają o tym partnerowi, zwyczajnie nie mogą sobie poradzić z noszeniem tego ciężaru i liczą na "rozgrzeszenie" od partnera, jego obciążając ciężkim problemem. Po takim zwierzeniu już nigdy nie będzie tak samo.
Nawarzyłaś piwa, to wypij je teraz sama. Ani się nawet waż opowiadać o tym mężowi - no chyba, że postanowiłaś odejść, wtedy to bez większego znaczenia.nie wierze w to co czytam o.o rozumiem, że życie w kłamstwie jest lepsze? Lepsze jest budowanie zwiazku na kłamstwie? Partner powinien wiedzieć o takich sytuacjach... Sam powinien zdecydować co zrobić,czy Cię zostawić czy zaufać i to nie jest zrzucanie problemu na partnera to bycie z nim szczerym, On powinien decydować może powinien wprowadzić kontrole, albo wspólnie zdecydowac sie na wizyte u psychologa bo to moze cos w Twej głowie, przemyśl to. Lepiej żyć w prawdzie i ponieś konsekwencje swego błędu, kare niż żyć i oszukiwać wszystkich których się kocha.
A ty chciała byś wiedzieć że partner cię zdradza ?
Jakoś wiele poznanych przeze mnie osób woli życie niewiedzy.
ewela9940 napisał/a:antykobieta napisał/a:Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym. Ludzie, którzy opowiadają o tym partnerowi, zwyczajnie nie mogą sobie poradzić z noszeniem tego ciężaru i liczą na "rozgrzeszenie" od partnera, jego obciążając ciężkim problemem. Po takim zwierzeniu już nigdy nie będzie tak samo.
Nawarzyłaś piwa, to wypij je teraz sama. Ani się nawet waż opowiadać o tym mężowi - no chyba, że postanowiłaś odejść, wtedy to bez większego znaczenia.nie wierze w to co czytam o.o rozumiem, że życie w kłamstwie jest lepsze? Lepsze jest budowanie zwiazku na kłamstwie? Partner powinien wiedzieć o takich sytuacjach... Sam powinien zdecydować co zrobić,czy Cię zostawić czy zaufać i to nie jest zrzucanie problemu na partnera to bycie z nim szczerym, On powinien decydować może powinien wprowadzić kontrole, albo wspólnie zdecydowac sie na wizyte u psychologa bo to moze cos w Twej głowie, przemyśl to. Lepiej żyć w prawdzie i ponieś konsekwencje swego błędu, kare niż żyć i oszukiwać wszystkich których się kocha.
A ty chciała byś wiedzieć że partner cię zdradza ?
Jakoś wiele poznanych przeze mnie osób woli życie niewiedzy.
Oczywiście, że tak. Wole wiedzieć o takich sytuacjach, jeżeli zdradza to ma powód może wtedy zbudowalibyśmy lepszy związek, porozmawiali szczerze, bo dla mnie zdrada to szukanie czegoś co brakuje w zwiazku w innym mężczyźnie/kobiecie.
Najlepiej, żeby zdradzał na lewo i prawo a Ty głupia z dziećmi w domu mu obiad gotujesz i udajesz, że nic nie wiesz prawda? Przemyśl to, tak jak juz pisałam związek opiera sie na zaufaniu i szczerości. Nie mówienie o zdradza to jak nie mówienie o tym co Ci nie pasuje, albo co uwielbiasz w wspólnych zabawach w łóżku, kłamanie w sprawie orgazmu u kobiet(nie rozumiem tego), szczerość w łóżku i związku świadczy o dojrzałości.
44 2014-05-10 09:07:25 Ostatnio edytowany przez antykobieta (2014-05-10 09:08:06)
Budowanie związku? Jakie budowanie? Przecież właśnie kobieta rozpoczęła jego destrukcję. To ona musi sobie teraz z tym poradzić, a nie angażować w to cała rodzinę.
Czytaj uważnie, co napisałem. Piszesz "Najlepiej, żeby zdradzał na lewo i prawo a Ty głupia z dziećmi w domu ". Po pierwsza to ona zdradza, nie on. Po drugie nie na prawo i lewo, tylko z jednym facetem. Po trzecie powinna z tym skończyć i nie robić tego więcej, a tajemnicę zabrać do grobu. No chyba, że nie zamierza kończyć - to w tedy nie ma znaczenia, czy powie czy nie, bo prędzej czy później się wyda.
Mówię o sytuacji, w której zrozumiała swój błąd i zerwała z kochankiem raz na zawsze. Wtedy idiotyzmem jest mówienie o tym mężowi. Zamiast tego powinna z nim porozmawiać o problemach w ich relacji.
Mamy odmienne zdanie na ten temat, to nie jest odpowiednie miejsce na takie dyskusję, mozemy o tym porozmawiac prywatnie a nie tutaj.
Budowac? Hm chodzi mi o to, że po zdradzie znam takie pary, które budują o wiele mocniejszy związek, sama po mojej hm zdradzie wszystko sie zmienilo zaczęliśmy byc bliżej siebie, bardziej siebie doceniać.
Wybacz za ten błąd, ale jestem kobietą i pisze tak jakby mnie mezczyzna zdradził, wybacz nawet nie zauważyłam tego.
Racja z jednym facetem, ale dla mnie to taka sama zdrada jakby z większą ilością mężczyzn zdradzała, zdrada to zdrada.
Zgadzam sie z Toba powinna z tym skończyć i jak dla mnie powiedzieć, ja innego wyjścia z sytuacji nie widzę, sumienie nie dawałoby mi żyć. Kazdy ma,inne sumienie, ale dla mnie okłamywanie osoby, która sie kocha to ranienie jego i siebie, bo nie potrafiłabym spojrzeć mojemu mężczyźnie w oczy. Po mojej zdradzie popłakałam sie bo nie moglam uwierzyć, że moglam cos takiego zrobić, przecież to jest najokropniejsza rzecz na świecie.
Tak jak pisałam na ten temat mozemy porozmawiac prywatnie, ja powiedziałam,tylko co myślę i mam do tego prawo.
46 2014-05-10 11:19:13 Ostatnio edytowany przez Dominisia21 (2014-05-10 11:24:43)
Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym.
Ale autorka raczej z tym nie skończyła...
Powiedziała tak:
w tym roku też zaczelismy prace i boje się że będzie to samo. nie umiem przestać o tym i o nim myśleć. może to zabrzmi niedorzecznie ale kocham mojego męża i nie chciałabym go stracić. pomózcie mi. co mam robić
Z tego wynika, że:
1. ona to zapewne powtórzy - zapewne, bo nie siedzę jednak w jej głowie, może się powstrzyma, ale mam spore wątpliwości
2. wyrzuty sumienia są jednak za małe, bo nie robi nic, żeby się zmienić, nie szuka powodów własnej zdrady, ale tłumaczy to tym, że mąż nie ma czasu, jakby to tylko on tworzył to małżeństwo i prosi nas o coś, ale nie doinformowała o co dokładnie - może chodzi jej o to, jak romansować byle się nie wydało? nie wiem
3. nie kocha wystarczająco męża chyba - czy pomyślała choćby o zmianie pracy?, pomyślałaś autorko, bo może istnieje taka możliwość?, rozmawiałaś wiele razy z mężem o własnych potrzebach? bo twoje dwa posty za mało mi powiedziały
4. to nie jest głupie uniesienie moim zdaniem, bo z jej wypowiedzi wynika, że była przerwa w romansie i żadnych wniosków czy prawdziwej chęci przerwania tego nie ma, to co ona robi ja bym nazwała zaklinaniem/zaprzeczaniem
kocha sie partnera ale czesto popada sie w monotonie zycia i rutyne.
Popada się w monotonię i rutynę?
A czy przypadkiem życie samo w sobie nie jest rutynowe i monotonne? Trzeba trochę tę rutynę polubić, co nie oznacza, że jestem za tym, żeby jakiś nowych rzeczy nie robić, po prostu nie jestem za zdradą jako sposób na rutynę. W ogóle za nią nie jestem.
ewela9940 napisał/a:antykobieta napisał/a:Po co wy jej doradzacie, aby opowiedziała o tym mężowi? Żeby sprawić mu ból, a jej ulżyć? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś pod wpływem jakiegoś głupiego uniesienia dopuścił się zdrady. Nawet, jeśli było to wielokrotne. Ale kompletną głupotą jest mówienie o tym partnerowi, jeśli się człowiek opamiętał i skończył z tym. Ludzie, którzy opowiadają o tym partnerowi, zwyczajnie nie mogą sobie poradzić z noszeniem tego ciężaru i liczą na "rozgrzeszenie" od partnera, jego obciążając ciężkim problemem. Po takim zwierzeniu już nigdy nie będzie tak samo.
Nawarzyłaś piwa, to wypij je teraz sama. Ani się nawet waż opowiadać o tym mężowi - no chyba, że postanowiłaś odejść, wtedy to bez większego znaczenia.nie wierze w to co czytam o.o rozumiem, że życie w kłamstwie jest lepsze? Lepsze jest budowanie zwiazku na kłamstwie? Partner powinien wiedzieć o takich sytuacjach... Sam powinien zdecydować co zrobić,czy Cię zostawić czy zaufać i to nie jest zrzucanie problemu na partnera to bycie z nim szczerym, On powinien decydować może powinien wprowadzić kontrole, albo wspólnie zdecydowac sie na wizyte u psychologa bo to moze cos w Twej głowie, przemyśl to. Lepiej żyć w prawdzie i ponieś konsekwencje swego błędu, kare niż żyć i oszukiwać wszystkich których się kocha.
A ty chciała byś wiedzieć że partner cię zdradza ?
Jakoś wiele poznanych przeze mnie osób woli życie niewiedzy.
I o to właśnie chodzi, by życie opierało się na prawdzie, a nie kłamstwie. Ta od dawien dawna przyjęta domena, że o zdradzie nie powinno się mówić swym partnerom nie wywodzi się od osób zdradzonych, a od tych, którzy doprowadzili te osoby do niej, by móc nadal korzystać i żerować na innych naiwnych, które będą siedzieć cicho. Gdyby jednak ta niepisana zasada uległa zmianie i każdy przed zdradą liczył się z tym, że będzie musiał o tym powiedzieć swemu partnerowi i ponieść jej ewentualne konsekwencję, na pewno by się nad nią co najmniej zastanowił. Czy partner powinien wiedzieć o zdradzie, oczywiście że tak, ma do tego pełne prawo i pomimo doznania szoku, to właśnie on powinien zdecydować co dalej, czy jest sens dalej żyć z taką osobą pod jednym dachem. O wiele gorszą sytuacją jest, kiedy taka informacja dotrze z zewnątrz, a zazwyczaj dociera w najmniej oczekiwanym momencie, czy zatem będzie ona lepszą opcją? Zastanawia mnie dlaczego ludzie uważający się za dorosłych, dopuściwszy się zdrady zachowują się jak dzieci, gdzie nagle podziewa się ta odwaga popychająca w ramiona kochanka? Moim zdaniem wszyscy ci, którzy robią to cichaczem po kątach to zwykłe tchórze, które patrzą jedynie na siebie, poniżając jednocześnie najbliższe swe otoczenie. Co to za stwierdzenia, by nie mówić partnerowi, by nie sprawić mu bólu, toż to wręcz zachęta do takiego działania, albo stwierdzenia że zdradzający zrzuci z siebie winę, przecież to absurd, po zdradzie zmienia się wszystko i tylko osoba ślepa i głupia nie dostrzeże tego co zniszczyła, żyjąc w poczuciu winy do końca życia, oczywiście zakładając, że pozostanie nadal u boku swego partnera, w przypadku rozstania ta wina bardziej przygniecie, ale jest jeszcze szansa na jej złagodzenie tworząc inny związek.
powinna z tym skończyć i jak dla mnie powiedzieć, ja innego wyjścia z sytuacji nie widzę, sumienie nie dawałoby mi żyć. Kazdy ma,inne sumienie, ale dla mnie okłamywanie osoby, która sie kocha to ranienie jego i siebie, bo nie potrafiłabym spojrzeć mojemu mężczyźnie w oczy. Po mojej zdradzie popłakałam sie bo nie moglam uwierzyć, że moglam cos takiego zrobić, przecież to jest najokropniejsza rzecz na świecie.
No właśnie, powiedziałaś "sumienie nie dawałoby mi żyć". Powiedziałaś mu tylko i wyłącznie dla tego, bo był to dla ciebie okropny ciężar i przerzuciłaś jego część na niego. Skoro tak to przeżyłaś i zdałaś sobie sprawę, że to było coś okropnego, to na pewno niczego takiego byś nie powtórzyła. Moim zdaniem to jest właśnie przypadek, w którym taką historię należałoby zabrać ze sobą do grobu. Wiem, że to ciężar. Ale to była twoja zdrada i powinny być twoje konsekwencje. Piszesz, że was to zbliżyło, ale ja chciałbym usłyszeć co na to twój facet. Jeśli było między wami źle, to mogło to być impulsem, żeby z nim porozmawiać. Wcale nie trzeba było od razu z grubej rury.
Z resztą - ludzie uwielbiają żyć w ułudzie. Przykładem może być wiara w takie a nie inne życie pozagrobowe. I nie mówię tu, że takie nie istnieje - ale są tysiące różnych religii, z których albo żadna, albo co najwyżej jedna przedstawia prawdziwy obraz - miliardy ludzi zatem żyje w ułudzie i z często wielką agresją bronią się przed tymi, którzy mówią, że zmyślone historie. Bo woila żyć w przekonaniu, że po śmierci będzie tak, jak im to obiecano.
Dzenaro - akurat ja jak do tej pory nie zdradziłem nikogo - mam swoje zasady i jeśli ktoś mi nie pasuje, to odchodzę, a nie działam na dwa fronty. I akurat to mi się raz przydarzyło być zdradzonym i właśnie na tej podstawie twierdze, że opowiadanie o tym zdradzonemu to słabość i głupota. Jeśli faktycznie chcesz to naprawić, to zacznij się od tej chwili bardziej starać. Co mi z tego, że mi tamta dziewczyna o tym powiedziała? Wolałbym, żeby zamiast tego zaczęła np. panować nad swoimi wybuchami złości w ramach cichej rekompensaty. A tak to mi wbiła drzazgę, a nad swoimi wadami nie zaczęła pracować.
I o to właśnie chodzi, by życie opierało się na prawdzie, a nie kłamstwie. Ta od dawien dawna przyjęta domena, że o zdradzie nie powinno się mówić swym partnerom nie wywodzi się od osób zdradzonych, a od tych, którzy doprowadzili te osoby do niej, by móc nadal korzystać i żerować na innych naiwnych, które będą siedzieć cicho. Gdyby jednak ta niepisana zasada uległa zmianie i każdy przed zdradą liczył się z tym, że będzie musiał o tym powiedzieć swemu partnerowi i ponieść jej ewentualne konsekwencję, na pewno by się nad nią co najmniej zastanowił. Czy partner powinien wiedzieć o zdradzie, oczywiście że tak, ma do tego pełne prawo i pomimo doznania szoku, to właśnie on powinien zdecydować co dalej, czy jest sens dalej żyć z taką osobą pod jednym dachem. O wiele gorszą sytuacją jest, kiedy taka informacja dotrze z zewnątrz, a zazwyczaj dociera w najmniej oczekiwanym momencie, czy zatem będzie ona lepszą opcją? Zastanawia mnie dlaczego ludzie uważający się za dorosłych, dopuściwszy się zdrady zachowują się jak dzieci, gdzie nagle podziewa się ta odwaga popychająca w ramiona kochanka? Moim zdaniem wszyscy ci, którzy robią to cichaczem po kątach to zwykłe tchórze, które patrzą jedynie na siebie, poniżając jednocześnie najbliższe swe otoczenie. Co to za stwierdzenia, by nie mówić partnerowi, by nie sprawić mu bólu, toż to wręcz zachęta do takiego działania, albo stwierdzenia że zdradzający zrzuci z siebie winę, przecież to absurd, po zdradzie zmienia się wszystko i tylko osoba ślepa i głupia nie dostrzeże tego co zniszczyła, żyjąc w poczuciu winy do końca życia, oczywiście zakładając, że pozostanie nadal u boku swego partnera, w przypadku rozstania ta wina bardziej przygniecie, ale jest jeszcze szansa na jej złagodzenie tworząc inny związek.
pięknie napisane...
Dzenaro - akurat ja jak do tej pory nie zdradziłem nikogo - mam swoje zasady i jeśli ktoś mi nie pasuje, to odchodzę, a nie działam na dwa fronty. I akurat to mi się raz przydarzyło być zdradzonym i właśnie na tej podstawie twierdze, że opowiadanie o tym zdradzonemu to słabość i głupota. Jeśli faktycznie chcesz to naprawić, to zacznij się od tej chwili bardziej starać. Co mi z tego, że mi tamta dziewczyna o tym powiedziała? Wolałbym, żeby zamiast tego zaczęła np. panować nad swoimi wybuchami złości w ramach cichej rekompensaty. A tak to mi wbiła drzazgę, a nad swoimi wadami nie zaczęła pracować.
Tak się składa, że również położenie w jakim się znajduje osoba zdradzona jest mi znane z autopsji i jestem wręcz zagorzałym przeciwnikiem działania na dwa fronty, jednak cenię sobie szczerość, dzięki której można podejść do rozważenia sensu wspólnego bytu, w odróżnieniu od sytuacji w której dowiedział bym się z zewnątrz, co automatycznie przekreśla wszystko! Każdy w życiu popełnia błędy, ale nie każdego stać, by ponieść za nie konsekwencję. Oczywiście wiele zależy od danego człowieka, jego mentalności i relacji z partnerem, co innego jest jednorazowy wyskok, a czymś innym jest robienie tego notorycznie. Bardzo często bywa, iż osoby, które dopuściły się zdrady nie przyznając się , chcąc zrekompensować swój wybryk idą na szeroko pojmowane ustępstwa z poczucia winy, ale czy związek opary na poświęceniu może być szczęśliwy? i nie dojdzie kiedyś do tego, że jednak partner ku wielkiemu naszemu zdziwieniu go nie wytrzyma? Należy również pod uwagę wziąć opcję, że kiedyś dotrze do nas informacja o zdradzie, co zdarza się bardzo często, w jakim świetle ukaże naszego partnera, czy nie będzie to obnażeniem fałszu i kłamstwa, który nam serwował przez tyle czasu? Każdy ma swoje zasady, moją , jedną z wielu jest ta, że wole najgorszą prawdę, niż najlepsze kłamstwo.
Nie zgadzam się, nie przerzuciłam ciężaru, ja nie potrafiłam okłamywać swego partnera. Nie powtórzyłabym ale ja nie miałam prawa decydować o tym czy mogę dalej byc w tym zwiazku tak jak napisał to Dzenaro. Mój mężczyzna jest dość specyficzny, mozna powiedzieć, że poniosłam karę za swoja zdradę i wiem, że następnego razu mi nie wybaczy. Nie było źle to byly nasze początku i po prostu spodobał mi sie ktoś (nie ukrywajmy nawet w najlepszym małżeństwie mężowi moze ktoś sie spodobać pod względem wizualnym) ale zrozumiałam że z moim mężczyzna chce budować relacje, stworzyć rodzine, że to On jest moja idealna polówka.
Powiem tak jak kocha to wybaczy a jak zdrada była przysłowiową kropką and i w tragicznych już relacjach to guzik z tego.
Jeśli nie jest wcześniakiem to jest męża drodzy panowie.
Jak się czuje taki mąż, którego żona nosząca w łonie jego dziecko przyjmuje gościnnie między nogi penisa jakiegoś gnojka z ulicy...
?
Nie wiem jak się czuję mąż, ale też nie wiem do końca czyje jest to drugie dziecko.
Pomyśl i policz.
54 2014-05-10 21:53:31 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2014-05-10 21:54:45)
Powiem tak jak kocha to wybaczy a jak zdrada była przysłowiową kropką and i w tragicznych już relacjach to guzik z tego.
Ja bym nigdy nie wybaczył i to czy się kocha czy nie.
Zdrada jest przejawem braku miłości dla partnera(ki).
Nie zgadzam się, nie przerzuciłam ciężaru, ja nie potrafiłam okłamywać swego partnera. Nie powtórzyłabym ale ja nie miałam prawa decydować o tym czy mogę dalej byc w tym zwiazku tak jak napisał to Dzenaro. Mój mężczyzna jest dość specyficzny, mozna powiedzieć, że poniosłam karę za swoja zdradę i wiem, że następnego razu mi nie wybaczy. Nie było źle to byly nasze początku i po prostu spodobał mi sie ktoś (nie ukrywajmy nawet w najlepszym małżeństwie mężowi moze ktoś sie spodobać pod względem wizualnym) ale zrozumiałam że z moim mężczyzna chce budować relacje, stworzyć rodzine, że to On jest moja idealna polówka.
Oby nie za późno
Powiem tak jak kocha to wybaczy a jak zdrada była przysłowiową kropką and i w tragicznych już relacjach to guzik z tego.
Niekoniecznie, czasami jest wiele rzeczy, które poza miłością mają spory wpływ na taką decyzję, jedną z nich są dzieci. Wiele ludzi również mylnie postrzega znaczenie miłości, która nie tylko oznacza bycie razem, ale i również pozwala na odejście partnera.
57 2014-05-10 22:30:12 Ostatnio edytowany przez 67Eve (2014-05-10 22:33:25)
Powiedz mężowi i daj mu szansę podjęcia decyzji, czy Ci wybaczyć. Jak kocha to Ci pewnie wybaczy, ale będziesz musiała być cierpliwa, bo odbudowa zaufania trochę potrwa.
Ciekawa jestem dlaczego autorka się nie wypowiada...
Ciekawa jestem dlaczego autorka się nie wypowiada...
Bo zwróciła się o konkretną poradę a nie o nieśmiertelne umoralniacze.
60 2014-05-10 23:46:11 Ostatnio edytowany przez antykobieta (2014-05-10 23:47:16)
A ja myślę, że czekała na słowa "idź za głosem serca" ![]()
Ewentualnie posłuchała waszych rad i mąż ją właśnie ćwiartuje w łazience.
Ewentualnie posłuchała waszych rad i mąż ją właśnie ćwiartuje w łazience.
nie ma takiej opcji, że się przyzna...
testuje temat na zasadzie, co będzie jak się...wyda ![]()
testuje temat na zasadzie, co będzie jak się...wyda
Szkoda że nie testowała przed tym, jak to zrobiła
eine_gute_ehefrau napisał/a:Jeśli nie jest wcześniakiem to jest męża drodzy panowie.
Jak się czuje taki mąż, którego żona nosząca w łonie jego dziecko przyjmuje gościnnie między nogi penisa jakiegoś gnojka z ulicy...
?Nie wiem jak się czuję mąż, ale też nie wiem do końca czyje jest to drugie dziecko.
Pomyśl i policz.
Tak Lexpar, pomyśl... i policz
MamaMamusia napisał/a:Ciekawa jestem dlaczego autorka się nie wypowiada...
Bo zwróciła się o konkretną poradę a nie o nieśmiertelne umoralniacze.
Gdyby Autorka chciała porady to założyłaby o wiele wcześniej wątek pod tytułem " Nie układa mi się w małżeństwie" albo "Co mam zrobić - zostać, czy odejść od męża". W sytuacji opisanej tutaj nie ma co radzić.
Autorka szukała rozgrzeszenia i pogłaskania w stylu - oj tam oj tam..nic takiego sie nie stało, jak kocha to wybaczy. Nie uzyskała tego więc się obraziła.
nastepnym razem (jesli bedzie jakis nastepny raz), zanim sie z kims zwiaze zapytam czy zdradzal czy byl zdradzany. Zdradzajacych nie biore. Zdradzanych owszem!
Najporzadniejsi faceci to ci zdradzeni. A jaki z tego wniosek? Jedna osoba z pary malzenskiej zawsze zdradza. Pytanie tylko, ktora?
No to idac dalej tym tropem. Czy jesli zwiaze sie ze zdradzonym to sama zaczne zdradzac?
Boze, co za swiat!