Witam, nazywam się Adam, mam 46 lat. Z żoną rozwiodłem się 7 lat temu, mamy dorosłą córkę. Z żoną rozwiodłem się po kilkunastu latach małżeństwa- to ja wystąpiłem o rozwód, ponieważ nie byłem w stanie wytrzymać już dłużej psychicznie. Żona była osobą, która nieustannie doprowadzała do kłótni, była niezwykle krytyczna względem mnie, nie doceniała, że zajmowałem się domem, gdy sprzatałem zawsze zamiast słowa "dziękuję" słyszałem, że coś mogłem lepiej zrobić. Żona w towarzystwie nieustanie podkreślała swoją wyższość nade mną, krytykowała moje wybory sprzętów domowych. Po prostu od kilku lat przed rozwodem żyliśmy obok siebie, praktycznie każdego dnia kłócąc się, bo żona zawsze znalazła powód, by się doczepić do czegoś i wywołać awanturę. POdkreślała, że woli, jak mnie w domu nie ma, że wolałaby mężczyznę, który więcej zarobi itp. Dochodziło także z jej strony do rękoczynów już na końcu, potrafiła mnie uderzyć, poszarpać, ale nigdy jej nie oddałem, jako mężczyzna, starałem się ją uspokajać, choć agresywna była bardzo. W końcu doszło do rozwodu, którego ona nie chciała, błagała, bym został, ale moja psychika była wręcz zruinowana po tych kilkunastu latach, czułem, że jej już nie kocham- zostawiłem jej i córce mieszkanie i odszedłem. Po rozwodzie nikogo nie poznałem, więc moje relacje z byłą żoną poprawiły się i nawet byliśmy wspólnie zapraszani do jej i moich rodziców, choć mieszkaliśmy osobno. Rodziny bardzo dopingują, byśmy wrócili do siebie. Od czasu rozwodu spotykamy się regularnie, spędzamy wspólnie wakacje, weekendy u jej rodziny w górach i muszę przyznać, że od tamtej pory pokłóciliśmy się tylko dwa razy poważnie. Oczywiście, żona przez ten czas nigdy nie wspominała, bym się do niej z powrotem wprowadził, wszystko odbywa się na zasadzie randek i wspólnych wyjazdów. Jako że jestem rozwiedziony i mieszkam u rodziców, poznałem pół roku temu inną kobietę, z którą fantastycznie się rozumiemy, jest spokojna, dobra, szanuje mnie i bardzo kocha, ale ja nie wiem, co mam zrobić! Oczywiście darzę ją trochę uczuciem, przed większym zaangażowaniem się blokuję, ponieważ przez tyle lat utrzymuję kontakt z byłą żoną i szczerze mówiąc czekam, aż żona wreszcie zaproponuje mi powrót do domu, bo chcę się przekonać, czy jej zmiana jest zmianą trwałą, czy po ponownym zamieszkaniu razem wszystko wróci do dawnego stanu kłótni i poniżeń. Obecna przyjaciółka jest wspaniałą kobietą, do której coś czuję, której ufam, ale jednak przez sytuację z żoną nie jestem w stanie stworzyć nowego związku, bo wciąż mam w głowie fakt, że może się zmieniła i warto by spróbować wrócić po tych 7 latach do siebie. Przyjaciółka cierpi, ponieważ widzi to wszystko, czeka, aż to się wyjaśni, a ja jej nie mogę niczego obiecać, ponieważ sam nie wiem, na czym stoję. Żony już nie kocham od lat, fizycznie także mało mnie pociąga, ale przeżyliśmy prócz złych, także piękne chwile i wiele lat razem. Proszę o radę, jak rozwiązać tę sytuację? Czy warto zabiegać o ponowne zejście się z byłą żoną, zwarzywszy na fakt, że od 7 lat podczas naszych weekendów i spotkań nasze relacje były dobre, żona nie poniżała, nie powodowała kłótni, czy dać sobie szansę na nowy związek z kobietą, do której coś poczułem, która pociąga mnie fizycznie i ogólnie świetnie się rozumiemy? Czy w ogóle powrót do byłej żony- gdyby mi zaproponowała wspólne zamieszkanie ma sens, skoro jej nie kocham i czasem mam żal o tamte przykre lata? Proszę o radę, ponieważ jestem zagubiony, a była zona, odkąd dowiedziała się o przyjaciółce zabiega o mnie jeszcze bardziej, ja jednak troszkę się obawiam...
Podobne tematy
Witam Cię ciepło.
Chyba znam to, co przeżyłeś, aczkolwiek ja nie wytrzymałbym dłużej i przerwałem to bardzo szybko. Jak chcesz - poczytaj mój wątek.
Co do Twojej sytuacji: na Twoim miejscu zacząłbym juz nowe życie z kimś, kto Cię szanuje i docenia! Masz szansę na to i nie marnuj jej jeśli spotkałes taką wspaniałą kobietę. Z żoną (byłą) mozesz utrzymywać kontakt, ale powinien byc okazjonalny. Jak najmniej, gdyż duzo złego chyba Ci wyrządziła. Dzieci małych nie macie, a dorosła córka nie jest już powodem do częstych kontaktów z byłą żoną. Powinienes sobie uswiadomić, że takie spotkania (weekendy, wycieczki, spotkania) z byłą zoną nie są świadectwem, że już jej "przeszło". Łatwo udawać miłego przez krótki czas - pamietaj o tym. Tym bardziej teraz, gdy żona czuje sie zagrożona i wie, ze moze Cię stracić. W ogóle nie rozumiem Twojego dylematu. Chcesz się przekonać o czym? Skoro do byłej zony nie czujesz juz miłości, pożądania, masz obawy, ze nic sie nie zmieniła - chcesz zaryzykować stratę innej, cieplejszej kobiety by spróbować? A co jesli okaże się, ze była żona nic sie nie zmieniła i straciwszy z widoku rywalkę znów zacznie Tobą pomiatać? Myslę, że powinieneś odpuscić sobie te dylematy a skuopić sie na tej drugiej, ciepłej kobiecie.
Pozdrawiam serdecznie, natan.
To ja napisze krótko i na temat...
Powrót do żony ?... nie
Pojawił sie w twoim życiu ktoś kogo zacząłes darzyc uczuciem....chyba warto spróbować
Zgadzam się z przedmówcami.
Trafiła Ci się szansa na szczęśliwy związek nie zmarnuj jej.
Żony nie kochasz, nie pociąga Cię, nie macie małych dzieci, do tego masz do niej jakiś tam słuszny żal. Więc po co do niej wracać? Co łączy Cię z ta kobietą oprócz przyzwyczajenia?
Moim zdaniem powinieneś ograniczyć swój kontakt z byłą żoną, jej ciągła obecność w Twoim życiu może być przyczyną tego, że nie możesz do końca zaangażować się w nowy związek.
Wydaje mi się też, że obecne "zawieszenie" broni między Tobą a żoną może wynikać z tego, że nie mieszkacie już pod jednym dachem, widzenie się często to nie to samo co bycie ze sobą 24/7, gdybyś wrócił do domu wszystko po krótkim czasie mogłoby wyglądać jak przed Twoim odejściem.
Masz szanse na szczęście, nie zmarnuj jej, na drodze stanęła Ci kobieta, która chce dać Ci to wszystko czego przez lata nie dawała Ci Twoja żona, powinieneś ja na rękach nosić a nie się zastanawiać!
Szczerze powiedziawszy nie chce mi sie wierzyc,ze zona przestala Ci sie podobac a jesli tak,to czemu liczysz ,ze sie zmienila i chcesz powrotu?Los daje Ci kogos o kim wiekszosc facetow marzy, a Ty masz dylemat i chcesz wrocic do zony,ktora Toba pomiatala-Boze widzisz i nie grzmisz!
Tak, trafił mi się ktoś, kto mnie szanuje, kto mnie kocha i do kogo ja coś poczułem, ale jednak miotam się, ponieważ z żoną stanowiliśmy rodzinę przez tyle lat i prócz jej złego tarktowania mnie, mięliśmy także dobre chwile. Ad czasu rozwodu, gdy nie mieszkamy razem widzę, że z żoną potrafię się porozumieć, nie ma spięć, ale nie wiem, czy to nie wynika z tego, że spotykamy się cały czas na neutralnym gruncie, nie mieszkamy razem. Znów zostaliśmy zaproszeni wspólnie do jej rodziców do domku w górach, nie wiem, jak to powiedzieć przyjaciółce, że mam zamiar jechać. Boję się, że ją skrzywdzę, ta kobieta wiele dla mnie poświęciła, wyciągnęła mnie z depresji, której nabawiłem się po rozwodzie i która ciągnęła się za mną przez lata, mimo spotkań z żoną. Z żoną nigdy od czasu rozwodu nie poruszyliśmy problemów, które do rozwodu doprowadziły, nigdy też nie przeprosiłą mnie za swoje zachowania (ja przeprosiłem). Dla żony od 7 lat temat dawnych problemów nie istnieje, nie było wyjaśnień i skruchy z jej strony, dlatego nie jestem pewien, czy wyciągnęła jakiekolwiek wnioski i zmieniła w sobie to, co zniszczyło nasz związek. Mam dylemat, ponieważ rodzina to zawsze rodzina, kilkanaście lat przeżyliśmy razem, a teraz miałbym budować coś zupełnie nowego. Przyjaciółka jest naprawdę wspaniałą osobą, która oczarowała mnie swoim dobrym sercem, bo mimo tego, że jest po wielu życiowych traumach, potrafi się poświęcić, ma serce na dłoni, nie mam jej niczego do zarzucenia względem mnie, a wiem, że przeżyłaby to bardzo, gdyby żona poprosiła mnie o powrót i odbudowanie rodziny. Z jednej strony mam kobietę, której ufam bezgranicznie, która jest moją przyjaciółką i wspaniałą partnerką, z drugiej strony byłą żonę, z którą sporo przeszedłem, ale która od 7 lat się stara, by nasze kontakty były dobre, ale nie czuję, że ją kocham, nie darzę jej takim zaufaniem jak obecnej przyjaciółki- partnerki, przed którą czuję, że zawsze mogę być sobą.
pociąga cie była zona bo toba pomiatala? a nowa przyjaciolka jest dla ciebie za dobra czy tak?
. Mam dylemat, ponieważ rodzina to zawsze rodzina, kilkanaście lat przeżyliśmy razem, a teraz miałbym budować coś zupełnie nowego.
chłopie- jakie rodzina to zawsze rodzina?/
równo siedem lat temu POSTANOWIŁEŚ, że kończysz z ta rodziną.. że zrywasz "ten układ"..
siedem lat temu powiedziałeś dość, koniec, pass
a teraz się zastanawiasz, co wybrac?
wybrałes już dawno
jak dla mnie - jesli w taki sposób traktujesz przyjaciółkę, kobietę, która cię kocha, darzy zaufaniem i czeka na ciebie - to jestes niewiele w tym nowym związku więcej wart, niż twoja była zona wobec ciebie w starym związku - nieszanująca ciebie, lekceważąca twoje uczucia
miałes, jak widze, dobrzego nauczyciela, prawda?
teraz uwazasz, że masz prawo deptac czyjeś uczucia i wiare w ciebie tylko dlatego.... bo sa bezinteresowne??
z drugiej strony - odszedłes od zony - to się odczep
chociaż ona "mnoże nie chceić"
ale siedem lat temu zadeklarowałeś, że nie będziesz z nią zył- więc daj jej kogoś spotkac i ułożyc sobie zycie
a propos -= ona ci przeciez nawet nie zaproponowała (zona była) żebys do niej wrócił
czy ty czasem w jakis mrzonkach nie zyjesz?
a może wreszcie, raz w życiu - czujesz się wreszcie przez nią doceniany, bo o ciebie zabiega i żal ci z tego zrezygnować?
tak czy siak- twoje pobudki nie są tak do końca "zdrowe"
zastanów się
a potem skocz na głeboką wodę
jestes rozwiedziony od siedmiu lat
nie jestes ze swoją byłą żoną siedem lat
to zacznij wreszcie żyć
pociąga cie była zona bo toba pomiatala? a nowa przyjaciolka jest dla ciebie za dobra czy tak?
Tak, obecna partnerka jest dla mnie dobra, wspaniale się rozumiemy. BYła żoną nie pomiata mną od 7 lat, po rozwodzie złagodniała, gdy się wyprowadziłem, ale nie wiem, czy jej cechy nie powróciłyby, gdybym znów zamieszkał z nią i córką pod jednym dachem. Teraz nasze relacje sa dobre, wspólne wakacje, imprezy rodzinne, weekendy, ale to nie to samo, co mieszkanie ze sobą przez całą dobę, a to wszystko, co zniszczyło nasze małżeństwo działo się własnie w domu.
mariola856 napisał/a:pociąga cie była zona bo toba pomiatala? a nowa przyjaciolka jest dla ciebie za dobra czy tak?
Tak, obecna partnerka jest dla mnie dobra, wspaniale się rozumiemy. BYła żoną nie pomiata mną od 7 lat, po rozwodzie złagodniała, gdy się wyprowadziłem, ale nie wiem, czy jej cechy nie powróciłyby, gdybym znów zamieszkał z nią i córką pod jednym dachem. Teraz nasze relacje sa dobre, wspólne wakacje, imprezy rodzinne, weekendy, ale to nie to samo, co mieszkanie ze sobą przez całą dobę, a to wszystko, co zniszczyło nasze małżeństwo działo się własnie w domu.
no i dowiedź, że masz jaja,
jak się powiedziało a - siedem lat temu
to trzeba powiedzieć b...
wiesz jak to wygląda?
kompletnie nie umiałes porozumieć się z zoną. więxc wpadłeś na pomysł rozwodu - żeby ją "zaszantazowwać" =- albo się zmieni,.. albo....
no i się rozwiodłeś
i teraz dalej jesteś w związku z byłą juz zoną, ale na swoich warunkach - wspólne weekendy, wakacje, imprezy rodzinne - oficjalnie związek, nieoficjalnie związek.
ale teraz ty dyktujesz warunki - nawet "kochankę" masz legalnie...
ustawiłes się chłopie
dziwie się tej twojej przyjaciółce.. po cholere siedzi w trójkącie...
maciejewskiadam napisał/a:. Mam dylemat, ponieważ rodzina to zawsze rodzina, kilkanaście lat przeżyliśmy razem, a teraz miałbym budować coś zupełnie nowego.
chłopie- jakie rodzina to zawsze rodzina?/
równo siedem lat temu POSTANOWIŁEŚ, że kończysz z ta rodziną.. że zrywasz "ten układ"..
siedem lat temu powiedziałeś dość, koniec, passa teraz się zastanawiasz, co wybrac?
wybrałes już dawno
jak dla mnie - jesli w taki sposób traktujesz przyjaciółkę, kobietę, która cię kocha, darzy zaufaniem i czeka na ciebie - to jestes niewiele w tym nowym związku więcej wart, niż twoja była zona wobec ciebie w starym związku - nieszanująca ciebie, lekceważąca twoje uczucia
miałes, jak widze, dobrzego nauczyciela, prawda?
teraz uwazasz, że masz prawo deptac czyjeś uczucia i wiare w ciebie tylko dlatego.... bo sa bezinteresowne??z drugiej strony - odszedłes od zony - to się odczep
chociaż ona "mnoże nie chceić"
ale siedem lat temu zadeklarowałeś, że nie będziesz z nią zył- więc daj jej kogoś spotkac i ułożyc sobie zyciea propos -= ona ci przeciez nawet nie zaproponowała (zona była) żebys do niej wrócił
czy ty czasem w jakis mrzonkach nie zyjesz?
a może wreszcie, raz w życiu - czujesz się wreszcie przez nią doceniany, bo o ciebie zabiega i żal ci z tego zrezygnować?
tak czy siak- twoje pobudki nie są tak do końca "zdrowe"
zastanów się
a potem skocz na głeboką wodę
jestes rozwiedziony od siedmiu lat
nie jestes ze swoją byłą żoną siedem lat
to zacznij wreszcie żyć
To była zona zabiega o nasz kontakt, ona nie chce nikogo poznać, ja byłem jej pierwszym mężczyzna i mówiła po rozwodzie, że chce, by tak już pozostało, nie chce wiązać się z nikim innym. Ja po rozwodzie nie miałem zamiaru do niej wracać, nawet rozmawiać inaczej niż służbowo, ale jako że nikogo nie miałem, ona powoli zaczęła się zbliżać do mnie, a jednoczesnie nie proponowała wspólnego mieszkania przez tyle lat, natomiast ja, jako że byłem wolny, chciałem poobserwować, czy zmieniła w sobie to, co doprowadziło nas do rozwodu. Pół roku temu poznałem kobietę, która naprawdę jest kimś wspaniałym, która nawet rozumie mój dylemat i twierdzi, że poczeka, aż sobie to wszystko poukładam i podejmę stosowną decyzje. To bardzo rozsadna osoba i dobra, nie chcę, by cierpiała, ale nie chce też ranić byłej żony, która z pewnością ma jakieś plany względem mnie, skoro tak o mnie zabiega przez te lata, a ja obiecałem kiedyś sobie, że jesliby chciała, to dam szansę temu małżeństwu ponownie, ale wtedy nie miałem nikogo, nie liczyłem, że kogoś poznam, a nagle na mojej drodze stanęła moja przyjaciółka, przy której emocjonalnie odżyłem, która jak nikt inny potrafi słuchać, rozmawiać, pomagać. Czuję się przez to jak pomiedzy młotem a kowadłem- z jednej strony była żona, która zabiega od lat o kontakty, proponuje wspólne wyjazdy, a z drugiej kobieta, która ofiarowała mi swoje serce, dobroć i oczarowała mnie swoją osobą i sercem- jak na dłoni.
Jak nie kochasz to nad czym się zastanawiać? Oboje powinniście mieś prawo rozpocząć na nowo.
maciejewskiadam napisał/a:mariola856 napisał/a:pociąga cie była zona bo toba pomiatala? a nowa przyjaciolka jest dla ciebie za dobra czy tak?
Tak, obecna partnerka jest dla mnie dobra, wspaniale się rozumiemy. BYła żoną nie pomiata mną od 7 lat, po rozwodzie złagodniała, gdy się wyprowadziłem, ale nie wiem, czy jej cechy nie powróciłyby, gdybym znów zamieszkał z nią i córką pod jednym dachem. Teraz nasze relacje sa dobre, wspólne wakacje, imprezy rodzinne, weekendy, ale to nie to samo, co mieszkanie ze sobą przez całą dobę, a to wszystko, co zniszczyło nasze małżeństwo działo się własnie w domu.
no i dowiedź, że masz jaja,
jak się powiedziało a - siedem lat temu
to trzeba powiedzieć b...wiesz jak to wygląda?
kompletnie nie umiałes porozumieć się z zoną. więxc wpadłeś na pomysł rozwodu - żeby ją "zaszantazowwać" =- albo się zmieni,.. albo....no i się rozwiodłeś
i teraz dalej jesteś w związku z byłą juz zoną, ale na swoich warunkach - wspólne weekendy, wakacje, imprezy rodzinne - oficjalnie związek, nieoficjalnie związek.
ale teraz ty dyktujesz warunki - nawet "kochankę" masz legalnie...ustawiłes się chłopie
dziwie się tej twojej przyjaciółce.. po cholere siedzi w trójkącie...
Rozwodziłem się wręcz nienawidząc żony! Nie miałem zamiaru wracać, ale ona zabiegała, starała się odbudowywać nasze relacje. A dla jasności- nie żyjemy jak w związku z byłą żona, ponieważ podczas wspólnych wyjazdów śpimy w oddzielnych pokojach, ona nie wyraża żadnej chęci na jakąkolwiek bliskość ze mną.
....................
Rozwodziłem się wręcz nienawidząc żony! Nie miałem zamiaru wracać, ale ona zabiegała, starała się odbudowywać nasze relacje. A dla jasności- nie żyjemy jak w związku z byłą żona, ponieważ podczas wspólnych wyjazdów śpimy w oddzielnych pokojach, ona nie wyraża żadnej chęci na jakąkolwiek bliskość ze mną.
Myślę że Tym ostatnim wpisem sam odpowiedziałeś sobie na swoje pytania
- nie ma bliskości, jest przyzwyczajenie - nie ma "chemii" a życie dało Ci nową szansę - widocznie zasłużyłeś
- zatem kuj żelazo póki gorące i nie zastanawiaj się tylko korzystaj z miłości którą dał Ci los ![]()
Hmmm...
Twoja była żona jest cwana.
Przez cały czas trwania małżeństwa próbowała Cię ustawić.
Udawało się jej to do czasu rozwodu.
Mimo "rozstania" nadal to robi ![]()
Nie chce nikogo innego i jej to wychodzi. Ciągle ma Ciebie.
Dajesz się pomiatać jak chorągiewką. Tańczysz tak, jak ona tego chce.
Nie ma Ciebie ale jednak jesteś. Bezustannie uczestniczysz w jej życiu.
Nie masz własnego rozumu? Własnego życia?
Czy ona ciągle będzie dyrygowała Twoim życiem?
Człowieku, zastanów się do czego Ty w ogóle zmierzasz?
Co Ty w ogóle robisz?
Była żona poniżała Cie, traktowała jak nieprzydatny przedmiot. Zmieniła scenariusz bo się zbuntowałeś ale i tak nadal ma Cię pod kontrolą.
Tak Ci namieszała w głowie, że sam nie wiesz co robisz.
Pamiętaj, że może być tez tak, że mimo gadania o tym, że była małżonka nie chce nikogo innego, to życie może potoczyć się inaczej.
Znajdzie sobie Pana i o Tobie zapomni. Ty natomiast będziesz pluł sobie w twarz, że straciłeś bardzo ważną osobę w swoim życiu(chodzi mi o obecną "przyjaciółkę").
Dziwię się aktualnej Twojej"wybrance", że jest tak wyrozumiała.
I to też świadczy o tym, że trafiłeś na diament.
...Była żona poniżała Cie, traktowała jak nieprzydatny przedmiot. Zmieniła scenariusz bo się zbuntowałeś ale i tak nadal ma Cię pod kontrolą.
Tak Ci namieszała w głowie, że sam nie wiesz co robisz...Znajdzie sobie Pana i o Tobie zapomni. Ty natomiast będziesz pluł sobie w twarz, że straciłeś bardzo ważną osobę w swoim życiu(chodzi mi o obecną "przyjaciółkę").
Dziwię się aktualnej Twojej"wybrance", że jest tak wyrozumiała.
I to też świadczy o tym, że trafiłeś na diament.
Podpisuję się pod tym. Jesli kiedys tam zdecydowałeś o rozwodzie, bo juz nie byłeś w stanie normalnie w takim piekle funkcjonować, to powinienes być w tym konsekwentny, a nie "być wciąż w poblizu" byłej żony.
A to, że "...a ja obiecałem kiedyś sobie, że jesliby chciała, to dam szansę temu małżeństwu ponownie, ale wtedy nie miałem nikogo, nie liczyłem, że kogoś poznam, a nagle na mojej drodze stanęła moja przyjaciółka, przy której emocjonalnie odżyłem, która jak nikt inny potrafi słuchać, rozmawiać, pomagać" - to było kiedys tam i sam widzisz, ze Twoja sytuacja sie zmieniła diametralnie. Do momentu spotkania drugiej, ciepłej kobiety byłes w odwodzie dla byłej zony. Myslę, że ona - Jak Ci tu napisała Leila01 tak perfidnie grała (inicjując wspólne wyjazdy, odwiedziny itp), byś był wciąż ogłupiały i w poblizu. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas, gdy zranisz swoją przyjaciółkę i wrócisz do piekiełka, żona - upewniwszy się, ze znowu jesteś sam - zrobi to własnie, co sugeruje Leila01: znajdzie sobie jakiegos fagasa, a Ciebie kopnie w tyłek, ponownie Cię niszcząc... Chcesz tego?
Też dziwię sie Twoim rozterkom, bo sa niezrozumiałe. Chyba, ze przez te wszystkie lata małżeństwa i późniejszych kontaktów z "małżonką" masz tak - wybacz - zlasowany mózg i "0" poczucie własnej wartosci, ze życia bez byłej "żony" nie znasz i sie boisz. Moze ten strach przed nieznanym tak Cię paralizuje i odbiera umiejetność myslenia? Nie wiem.
Patrząc na te Twoje dylematy, wątpliwości i bezrozumną chęć "lotu ćmy" zaczynam współczuć tamtej kobiecie... Tej, która Cię szanuje, jest ciepła pozytywnie do Ciebie nastawiona. Wyrządzisz ogromną krzywdę dwóm osobom... Jej i sobie.
Hmmm...
Twoja była żona jest cwana.
Przez cały czas trwania małżeństwa próbowała Cię ustawić.
Udawało się jej to do czasu rozwodu.Mimo "rozstania" nadal to robi
Nie chce nikogo innego i jej to wychodzi. Ciągle ma Ciebie.
Dajesz się pomiatać jak chorągiewką. Tańczysz tak, jak ona tego chce.
Nie ma Ciebie ale jednak jesteś. Bezustannie uczestniczysz w jej życiu.Nie masz własnego rozumu? Własnego życia?
Czy ona ciągle będzie dyrygowała Twoim życiem?Człowieku, zastanów się do czego Ty w ogóle zmierzasz?
Co Ty w ogóle robisz?Była żona poniżała Cie, traktowała jak nieprzydatny przedmiot. Zmieniła scenariusz bo się zbuntowałeś ale i tak nadal ma Cię pod kontrolą.
Tak Ci namieszała w głowie, że sam nie wiesz co robisz.Pamiętaj, że może być tez tak, że mimo gadania o tym, że była małżonka nie chce nikogo innego, to życie może potoczyć się inaczej.
Znajdzie sobie Pana i o Tobie zapomni. Ty natomiast będziesz pluł sobie w twarz, że straciłeś bardzo ważną osobę w swoim życiu(chodzi mi o obecną "przyjaciółkę").Dziwię się aktualnej Twojej"wybrance", że jest tak wyrozumiała.
I to też świadczy o tym, że trafiłeś na diament.
Niestety, moja przyjaciółka twierdzi tak samo, sugerując nawet, że przez to całe małżeństwo była uzależniła mnie od siebie psychicznie, owinęła wokół palca, skoro przez tyle lat, mimo tego, że nie kocham jej, nie potrafię jej niczego odmówić, wciąż jest jakby integralną częścią mnie, wciąż ona dyktuje warunki (słowa mojej przyjaciółki). Ale z drugiej strony, boję się to przerwać, że ją zranię. Pamiętam, jak cierpiała, gdy wystąpiłem o rozwód, ona bardzo to przeżyła, rozstaliśmy się w wielkiej nienawiści, wtedy dopiero zaczęła mną pomiatać, ponieważ do końca rozwodu mieszkaliśmy razem. Walczyła o mieszkanie najgorszymi paskudnymi podstępami, zaczynała mnie bić, w celu sprowokowania, bym jej oddał, a gdy tego nie robiłem, a uspokajałem, to ona sama siebie np. o róg szafy uderzała, by miała siniaki, że to niby ja jej zrobiłem- do takich metod się posuwała. Zrobiła się potulna i grzeczna już po rozwodzie, nagle zaczęła zabiegać, słuchać, gdy coś mówiłem- stała się nie tą samą osobą, wtedy do głowy przyszło mi danie jej szansy, ale nie wiedziałem, że potrwa to aż 7 lat, ale bez konkretnej propozycji mojego powrotu do domu. Mieszkanie, które było moim kupionym, należy już do niej, ja zamieszkałem w wynajętej kawalerce, ale pomagam jej w pracach w mieszkaniu, w remontach, ponieważ zawsze o to prosi, a same z córką nie są w stanie męskich prac wykonać. Nie wiem, jaka jest teraz, nie wiem, czy to zmiana trwała, czy cały czas gra z jej strony. Chciałbym mieć znów rodzinę, ale nie chciałbym, by po moim powrocie do domu znów zaczęło się dla mnie piekło poniżenia. Wszyscy mówią, że nieustannie ją idealizuję, że usprawiedliwiam jej postępowania, ostrzegają, a mnie wciąż jakiś wewnętrzny impuls pcha w reaktywację tego związku, a jednocześnie nie chcę krzywdzić przyjaciółki, od której tyle dobrego zaznałem, a z kolei, gdybym zerwał zażyłość z byłą żoną, to skrzywdziułbym ją, a tego też nie chcę robić, bo jednak jest matką mojego dziecka, tyle lat spędziliśmy razem, rozwód bardzo przeżyła.
Zaniedługo wyjeżdżamy tylko we dwoje na dwa tygodnie, licze na to, że podczas tego wyjazdu w końcu rozwiąże się moja sytuacja i żona zaproponuje konkretne rozwiązanie, czyli wyrazi chęć powrotu. Moja przyjaciółka daje mi czas do tego wyjazdu, bym wreszcie nie trzymał jej w niepewności i coś postanowił z żoną, że albo przyjaźń albo powrót do domu, ale nieustannie podkreśla, że utrata mnie spowoduje, że ona się załamie, bo sporo już w życiu przeszła, jest całkowicie sama na świecie- nie ma rodziców i rodzeństwa. To bardzo wrażliwa osoba, dlatego wiem, jak ją to zniszczy, gdybym odszedł, choć w głębi duszy nie chcę, bo z nią mi wspaniale, ale z drugiej strony widmo mojej rodziny nade mną ciąży, widmo żony, z którą pobrałem się młodo, która także była moja pierwszą kobietą i w młodości ogromną miłością- to mnie trzyma przy niej, to, że kiedyś tak przeogromnie ją kochałem, że była tą pierwszą i najważniejszą.
19 2014-05-05 18:30:26 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-05-05 18:38:06)
Zaniedługo wyjeżdżamy tylko we dwoje na dwa tygodnie, licze na to, że podczas tego wyjazdu w końcu rozwiąże się moja sytuacja i żona zaproponuje konkretne rozwiązanie, czyli wyrazi chęć powrotu. Moja przyjaciółka daje mi czas do tego wyjazdu, bym wreszcie nie trzymał jej w niepewności i coś postanowił z żoną, że albo przyjaźń albo powrót do domu, ale nieustannie podkreśla, że utrata mnie spowoduje, że ona się załamie, bo sporo już w życiu przeszła, jest całkowicie sama na świecie- nie ma rodziców i rodzeństwa. To bardzo wrażliwa osoba, dlatego wiem, jak ją to zniszczy, gdybym odszedł, choć w głębi duszy nie chcę, bo z nią mi wspaniale, ale z drugiej strony widmo mojej rodziny nade mną ciąży, widmo żony, z którą pobrałem się młodo, która także była moja pierwszą kobietą i w młodości ogromną miłością- to mnie trzyma przy niej, to, że kiedyś tak przeogromnie ją kochałem, że była tą pierwszą i najważniejszą.
Źle robisz i tyle... a nawet bardzo źle (wyjazd z byłą w tym momencie to poroniony pomysł). Dostałeś szansę od losu, którą w koncertowy sposób zmarnujesz i w sumie skoro tak traktujesz tą szansę/kobietę to zasługujesz na porażkę na obu frontach.
PS Powrót do byłej a właściwie TEJ opisanej przez Ciebie byłej, to skrajny masochizm...
20 2014-05-05 18:36:32 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-05-05 18:37:53)
no to zostaw ta biedna kobiete w spokoju i wracaj do zonki skoro taka wspaniala, bo az nie chce się tego czytac jak o niej piszesz ze taka kobieta ze pierwsza itd, tak dużo miejsca jej poświęcasz w swoim zyciu i tu w tych postach, tylko potem nie placz ze ci zle
dziwne ze ci pozwala twoja obecna partnerka na wyjazd z była zona na dwa tygodnie...
zostaniesz sam w końcu biedny i skrzywdzony
maciejewskiadam napisał/a:Zaniedługo wyjeżdżamy tylko we dwoje na dwa tygodnie, licze na to, że podczas tego wyjazdu w końcu rozwiąże się moja sytuacja i żona zaproponuje konkretne rozwiązanie, czyli wyrazi chęć powrotu. Moja przyjaciółka daje mi czas do tego wyjazdu, bym wreszcie nie trzymał jej w niepewności i coś postanowił z żoną, że albo przyjaźń albo powrót do domu, ale nieustannie podkreśla, że utrata mnie spowoduje, że ona się załamie, bo sporo już w życiu przeszła, jest całkowicie sama na świecie- nie ma rodziców i rodzeństwa. To bardzo wrażliwa osoba, dlatego wiem, jak ją to zniszczy, gdybym odszedł, choć w głębi duszy nie chcę, bo z nią mi wspaniale, ale z drugiej strony widmo mojej rodziny nade mną ciąży, widmo żony, z którą pobrałem się młodo, która także była moja pierwszą kobietą i w młodości ogromną miłością- to mnie trzyma przy niej, to, że kiedyś tak przeogromnie ją kochałem, że była tą pierwszą i najważniejszą.
Źle robisz i tyle... a nawet bardzo źle (wyjazd z byłą w tym momencie to poroniony pomysł). Dostałeś szansę od losu, którą w koncertowy sposób zmarnujesz i w sumie skoro tak traktujesz tą szansę/kobietę to zasługujesz na porażkę na obu frontach.
PS Powrót do byłej a właściwie TEJ opisanej przez Ciebie byłej, to skrajny masochizm...
Ale muszę się w końcu dowiedzieć, na czym stoję, czy była się zmieniła, czy mam szansę na ratowanie rodziny, która jakby nie było- jest najważniejsza. Wiem, że była uczęszcza także na rozmowy do księdza , jest bardzo wierząca i ksiądz również radzi jej, by walczyła o to małżeństwo, ale czy zmieni się jej postępowanie, gdy już zamieszkamy razem- to nie wiem! Przyjaciółka bardzo płacze z tego powodu, ze wyjeżdżam, bardzo ją to boli, bo jak mówi- poświęciła dla mnie całe swoje serce, wyciągnęła mnie z depresji, a teraz ona sama potrzebuje pomocy, bo czuje, że przez moją sytuację to ona zaczyna popadać w depresję, jest załamana, bo nie wiedziała, że tak się potoczą nasze losy. Boli mnie jej cierpienie, ale nie mogę inaczej postąpić, rodzina zawsze powinna być podstawową wartością w życiu człowieka, ona jej nie ma, nie ma dzieci, więc być może trudniej jest jej to zrozumieć, ale mimo wszystko, boli mnie jej cierpienie, bo coś do niej czuję, ale też muszę wybrać, kogo zranić, bo jakby nie było, to ktoś musi zraniony po tym pozostać, a ja czuję, że muszę spróbować z zoną, że to priorytet, żeby dac jej tę szansę pomimo tego, że ranię drugą kobietę, której zrobiłem nadzieję na wspólne życie, ale nie sądziłem, że żona odkąd się dowie, że mam przyjaciólkę (ona myśli, że tylko przyjaciółkę), będzie jeszcze usilniej o mnie zabiegała. Chciałbym wreszcie być szczęśliwy, ułożyć swoje życie, ale to bardzo trudne i chyba bez cierpienia się nie obejdzie, a już i tak cierpimy- cała nasza trójka, choć żona nie wygląda na cierpiącą, a pełną życia w tym wszystkim, ja czuję się jak wrak, przyaciółka także...
Ale muszę się w końcu dowiedzieć, na czym stoję, czy była się zmieniła, czy mam szansę na ratowanie rodziny, która jakby nie było- jest najważniejsza. Wiem, że była uczęszcza także na rozmowy do księdza , jest bardzo wierząca i ksiądz również radzi jej, by walczyła o to małżeństwo, ale czy zmieni się jej postępowanie, gdy już zamieszkamy razem- to nie wiem! Przyjaciółka bardzo płacze z tego powodu, ze wyjeżdżam, bardzo ją to boli, bo jak mówi- poświęciła dla mnie całe swoje serce, wyciągnęła mnie z depresji, a teraz ona sama potrzebuje pomocy, bo czuje, że przez moją sytuację to ona zaczyna popadać w depresję, jest załamana, bo nie wiedziała, że tak się potoczą nasze losy. Boli mnie jej cierpienie, ale nie mogę inaczej postąpić, rodzina zawsze powinna być podstawową wartością w życiu człowieka, ona jej nie ma, nie ma dzieci, więc być może trudniej jest jej to zrozumieć, ale mimo wszystko, boli mnie jej cierpienie, bo coś do niej czuję, ale też muszę wybrać, kogo zranić, bo jakby nie było, to ktoś musi zraniony po tym pozostać, a ja czuję, że muszę spróbować z zoną, że to priorytet, żeby dac jej tę szansę pomimo tego, że ranię drugą kobietę, której zrobiłem nadzieję na wspólne życie, ale nie sądziłem, że żona odkąd się dowie, że mam przyjaciólkę (ona myśli, że tylko przyjaciółkę), będzie jeszcze usilniej o mnie zabiegała. Chciałbym wreszcie być szczęśliwy, ułożyć swoje życie, ale to bardzo trudne i chyba bez cierpienia się nie obejdzie, a już i tak cierpimy- cała nasza trójka, choć żona nie wygląda na cierpiącą, a pełną życia w tym wszystkim, ja czuję się jak wrak, przyaciółka także...
Powiem Ci tylko tyle... jesteś dziwny. Patrząc z boku i to nie jest tylko moje zdanie robisz głupotę. Twoja ex miała swoją szansę i ją spiep... teraz Ty masz swoją szansę i też ją spiep...
I jeszcze jedno, czemu deprecjonujesz tą drugą kobietę z powodu braku rodziny?? Nie zasługujesz na tą szansę, którą dostałeś i tyle... jedynie szkoda mi tej kobiety, która liczy na Ciebie i czeka nie wiadomo na co...
W moim odczuciu jakoś nad wyraz "wydumany" ten Twój problem Adamie...
Przy okazji mam pytanie... Która wersja jest prawdziwa " Jako że jestem rozwiedziony i mieszkam u rodziców", czy "ja zamieszkałem w wynajętej kawalerce" ?
W moim odczuciu jakoś nad wyraz "wydumany" ten Twój problem Adamie...
Przy okazji mam pytanie... Która wersja jest prawdziwa " Jako że jestem rozwiedziony i mieszkam u rodziców", czy "ja zamieszkałem w wynajętej kawalerce" ?
Mam wynajętą kawalerkę, ale przebywam też u rodziców, ponieważ sa starsi, już troszkę schorowani i jako syn im pomagam. W kawalerce obecnie przebywam tylko wtedy, gdy moja przyjaciółka jest u mnie, a ostatnio od dwóch tygodni nie chce u mnie przebywać przez tę sytuację właśnie i brak deklaracji z mojej strony. Problem może wydaje się wydumany, ale jednak kiedyś żonę kochałem, spędziłem z nią prócz złych chwil- także dobre, wychowaliśmy córkę, abyła dla niej bardzo dobrą matką. Nie umniejszam wartośco obecnej partnerki z tego powodu, ze nie ma dzievi, męża nie miała, bo wiem, że gdyby jej los wcześniej na drodze postawił kogoś, z kim założyłaby rodzinę, to byłaby wspaniałą żoną i matką, widzę, jak u mnie przebywa, jak dba o mnie, jak zajmuje się domem, jak dzwoni, by spytać, co zjadłbym na obiad, a w niespodziance szykuje mi wymyślne desery. Stara się, dba, widzę, że z miłości do mnie jest skłonna na wiele poświęcej, że ma dobre serce, jest uczciwą i naprawdę trudno dziś o tak dobrą kobietę, ale z drugiej strony cały czas ciąży na mnie relacja z byłą żoną i chęć dania jej szansy, choć boję się, że tym zmarnuje swoje życie i życie tej kobiety, która kocha mnie- a ja to czuję na każdym kroku. Bo czy żona mnie kocha- tego nie wiem, czasem da przyjacielskiego buziaka, niogdy nie przytula, nie jest czuła, nie wykazuje oznak miłości, ja w sumie do niej też, ale w jakimś celu zabiega o mnie, cieszy się ze wspólnie spędzonego czasu i jakby nie było, księdza także radziła się w sprawie małżeństwa, co by oznaczało, że chce je odbudować, jako osobą bardzo wierząca.
25 2014-05-05 19:18:45 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-05 19:19:57)
...jak dba o mnie ... Stara się, dba, widzę, że z miłości do mnie jest skłonna na wiele poświęcej, że ma dobre serce, jest uczciwą i naprawdę trudno dziś o tak dobrą kobietę ....boję się, że tym zmarnuje swoje życie i życie tej kobiety, która kocha mnie- a ja to czuję na każdym kroku. Bo czy żona mnie kocha- tego nie wiem, czasem da przyjacielskiego buziaka, niogdy nie przytula, nie jest czuła, nie wykazuje oznak miłości, ja w sumie do niej też, ale w jakimś celu zabiega o mnie, cieszy się ze wspólnie spędzonego czasu i jakby nie było, księdza także radziła się w sprawie małżeństwa, co by oznaczało, że chce je odbudować, jako osobą bardzo wierząca.
Jestem zażenowany Twoja postawą. Ta kobieta Cię kocha, dba o Ciebie i masz w niej wspaniałą przyjaciółkę... Dlatego masz ją tak naprawdę w d...e. A była żonka miała Cie w d...e i ma nadal - dlatego tak Cie do niej ciagnie. Wybacz, ale to, co opisałes o zachowaniach zony, o jej agresji, samookaleczeniach, tym całym cyrku jaki Ci organizowała - w zderzeniu z Twoimi dylematami - to zakrawa na kpinę, naprawdę. Chcesz sie przekonać... Super. Tylko kulturalnie i z taktem rozstań sie ze swoja przyjaciółką, bo całym sobą ja ranisz i okazujesz cholerna niewdzięczność i bezduszność. A potem znoś cięgi i kolejne upokorzenia ze strony tej cudownej, kochanej i gorliwie "wierzącej" (
:):) ) byłej żony ![]()
Ręce opadają.
maciejewskiadam napisał/a:...jak dba o mnie ... Stara się, dba, widzę, że z miłości do mnie jest skłonna na wiele poświęcej, że ma dobre serce, jest uczciwą i naprawdę trudno dziś o tak dobrą kobietę ....boję się, że tym zmarnuje swoje życie i życie tej kobiety, która kocha mnie- a ja to czuję na każdym kroku. Bo czy żona mnie kocha- tego nie wiem, czasem da przyjacielskiego buziaka, niogdy nie przytula, nie jest czuła, nie wykazuje oznak miłości, ja w sumie do niej też, ale w jakimś celu zabiega o mnie, cieszy się ze wspólnie spędzonego czasu i jakby nie było, księdza także radziła się w sprawie małżeństwa, co by oznaczało, że chce je odbudować, jako osobą bardzo wierząca.
Jestem zażenowany Twoja postawą. Ta kobieta Cię kocha, dba o Ciebie i masz w niej wspaniałą przyjaciółkę... Dlatego masz ją tak naprawdę w d...e. A była żonka miała Cie w d...e i ma nadal - dlatego tak Cie do niej ciagnie. Wybacz, ale to, co opisałes o zachowaniach zony, o jej agresji, samookaleczeniach, tym całym cyrku jaki Ci organizowała - w zderzeniu z Twoimi dylematami - to zakrawa na kpinę, naprawdę. Chcesz sie przekonać... Super. Tylko kulturalnie i z taktem rozstań sie ze swoja przyjaciółką, bo całym sobą ja ranisz i okazujesz cholerna niewdzięczność i bezduszność. A potem znoś cięgi i kolejne upokorzenia ze strony tej cudownej, kochanej i gorliwie "wierzącej" (
:):) ) byłej żony
Ręce opadają.
Nie mam jej w d... sam nie wyobrażam sobie chwili mojego odejścia od niej, to naprawde wyjątkowa kobieta, ale niestety, gdy żona poprosi, będę zmuszony dla dobra rodziny ja zostawić, a w głębi duszy bardzo mnie to boli, bo to naprawdę wspaniała kobieta i myślę, że drugiej takiej, tak traktującej mnie nie znajdę. Jeśli odejdę to tylko po to, by dać szansę na ratowanie rodziny i wtedy także postaram się pokochać żonę na nowo, ale boję się, że będę porównywał, że cały czas zostanie mi w pamięci dobro mojej przyjaciółki i jej miłośc do mnie. Z mojej strony też jest jakieś uczucie w sercu do przyjaciółki, ale ja usilnie się przed nim bronię, choć czasem ponosi mnie i czuję zakochanie, ale staram się nie rozwijać tego w sobie, zabijam w sobie każdego dnia to uczucie, bo odejść wtedy byłoby mi o wiele trudniej, gdybym się całkowicie zaangażował i póki co, nie wyobrażam soibie tego dnia, ale nie mogę samodzielnie podjąć decyzji, a tylko w porozumieniu z żoną i po jej decyzji o powrocie lub nie. Gdyby zona nie chciała powrotu, wtedy pokocham równie mocno przyjaciółkę, a ona mnie, bo jedynie sytuacja z żoną broni mnie przed całkowitym emocjonalnym zaangażowaniem
27 2014-05-05 19:30:33 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-05 19:31:14)
Standardowy schemat. Żonka zobaczyła, że jednak nie jesteś nieudacznikiem którym można pomiatać, a nawet masz inne adoratorki. Kurcze, on jest atrakcyjny. I teraz mięknie, bo traci grunt. Jeśli byłbyś taki jak dziś, czyli byłaby niepewna wszystkiego to prawdopodobnie byłaby miękka ciągle. Gdybyś wrócił i znowu przyszłaby stagnacja, oraz ciepły, wierny miś, to kolejny raz zrobiłaby Cie w bambuko.
28 2014-05-05 19:30:36 Ostatnio edytowany przez Monika7676 (2014-05-05 19:33:23)
Bo czy żona mnie kocha- tego nie wiem, czasem da przyjacielskiego buziaka, niogdy nie przytula, nie jest czuła, nie wykazuje oznak miłości, ja w sumie do niej też, ale w jakimś celu zabiega o mnie, cieszy się ze wspólnie spędzonego czasu i jakby nie było, księdza także radziła się w sprawie małżeństwa, co by oznaczało, że chce je odbudować, jako osobą bardzo wierząca.
To ja cie pytam, to po jaką cholere ty chcesz w to znowu wchodzić ?
Nie wiesz czy żona kocha,nie prosiła zebys sie wprowadzał, ty jej nie kochasz.... Więc ?????
Dla dobra rodziny ? Ale wy chyba macie dorosłą juz córke?
Wiec dla czyjego to jest dobra ?
29 2014-05-05 19:51:11 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-05 19:51:29)
...Jeśli odejdę to tylko po to, by dać szansę na ratowanie rodziny ... ale nie mogę samodzielnie podjąć decyzji, a tylko w porozumieniu z żoną i po jej decyzji o powrocie lub nie. Gdyby zona nie chciała powrotu, wtedy pokocham równie mocno przyjaciółkę, a ona mnie, bo jedynie sytuacja z żoną broni mnie przed całkowitym emocjonalnym zaangażowaniem
Widzę, że ta była "żona" niezłą galaretę Ci z mózgu juz zrobiła. Niby jesteś dorosłym facetem (moim rówieśnikiem), niby decydujesz o sobie, a tak naprawdę jakaś oprawczyni z przeszłosci, przepraszam: była żona ma decydujące zdanie o tym co mozesz, a czego nie, co chcesz, a czego nie i nawet od jej decyzji uzależniasz czy Twoja przyjaciólka moze Cię pokochać. Adamie? Coś z Tobą nie tak.
maciejewskiadam napisał/a:...Jeśli odejdę to tylko po to, by dać szansę na ratowanie rodziny ... ale nie mogę samodzielnie podjąć decyzji, a tylko w porozumieniu z żoną i po jej decyzji o powrocie lub nie. Gdyby zona nie chciała powrotu, wtedy pokocham równie mocno przyjaciółkę, a ona mnie, bo jedynie sytuacja z żoną broni mnie przed całkowitym emocjonalnym zaangażowaniem
Widzę, że ta była "żona" niezłą galaretę Ci z mózgu juz zrobiła. Niby jesteś dorosłym facetem (moim rówieśnikiem), niby decydujesz o sobie, a tak naprawdę jakaś oprawczyni z przeszłosci, przepraszam: była żona ma decydujące zdanie o tym co mozesz, a czego nie, co chcesz, a czego nie i nawet od jej decyzji uzależniasz czy Twoja przyjaciólka moze Cię pokochać. Adamie? Coś z Tobą nie tak.
....mówił dziad do obrazu, a obraz ani razu...
Tak Autorze, skoro sam nie umiesz, to może pora skorzystać z pomocy psychologa....
maciejewskiadam napisał/a:Bo czy żona mnie kocha- tego nie wiem, czasem da przyjacielskiego buziaka, niogdy nie przytula, nie jest czuła, nie wykazuje oznak miłości, ja w sumie do niej też, ale w jakimś celu zabiega o mnie, cieszy się ze wspólnie spędzonego czasu i jakby nie było, księdza także radziła się w sprawie małżeństwa, co by oznaczało, że chce je odbudować, jako osobą bardzo wierząca.
To ja cie pytam, to po jaką cholere ty chcesz w to znowu wchodzić ?
Nie wiesz czy żona kocha,nie prosiła zebys sie wprowadzał, ty jej nie kochasz.... Więc ?????
Dla dobra rodziny ? Ale wy chyba macie dorosłą juz córke?
Wiec dla czyjego to jest dobra ?
Ale zapewne powrót planuje i tego się spodziewam, dlatego nie potrafię zbudować nowego związku, póki nie będę pewien, że stary nie został definitywnie przez nią zakończony. A chcę próbować, bo każdy zasługuję na drugą szansę, trzeciej już nie będzie, gdy się nie uda, a drugą obiecałem jej jeszcze przed rozwodem, wtedy nie wykorzystała, ale po rozwodzie zmiękła i wydaje mi się, że chce z niej skorzystać. A wrócić chcę własnie dla rodziny, córka ma 22 lata, ale mieszka z matką, mam też świetny kontakt z teściami, z rodzeństwem byłej żony, oni wciąż traktrują mnie jak członka rodziny, zapraszają do siebie, jestem z nimi bardzo zżyty. Przyjaciółka rodziny nie ma, moja rodzina się też nieprzychylnie odnosi do mojego nowego "związku", bo rodzice uważają, że żonę ma się jedną i trzeba przetrwać wszystko. To starsi ludzie po 80 roku życia, boję się, że nie zaakceptowaliby innej kobiety niż żona, a nie chciałbym, by Bożena dodatkowo cierpiała, ona nie ma rodziny żadnej, jest samotna i jeszcze miałaby być nieakceptowana, a przeciez jest dobra, nie zasługuje na to!
...Przyjaciółka rodziny nie ma, moja rodzina się też nieprzychylnie odnosi do mojego nowego "związku", bo rodzice uważają, że żonę ma się jedną i trzeba przetrwać wszystko. To starsi ludzie po 80 roku życia, boję się, że nie zaakceptowaliby innej kobiety niż żona, a nie chciałbym, by Bożena dodatkowo cierpiała, ona nie ma rodziny żadnej, jest samotna i jeszcze miałaby być nieakceptowana, a przeciez jest dobra, nie zasługuje na to!
Co rodzina uważa to uważa i to jej problem, a to Twoje zycie i Twoje wybory. Masz faktycznie 46 lat?
Bozena już cierpi - przez Ciebie. I tym bardziej nie zasługuje na takie traktowanie z Twojej strony. Nie ma rodziny i chciałaby zapewne ja stworzyc z facetem, który boi sie byłej zony i swoich rodziców wraz z resztą rodziny. To smutne, wiesz? Ty jesteś facetem i jesli rodzinie coś by nie pasowało, że ...nie płaszczysz się przed "byłą" tylko masz kogoś innego - jaki to problem? Nie pojmuje Twojego sposobu rozumowania...
A nie jest tak, że boisz się że żona pozna kogoś innego i wtedy będzie całkowity finał ? ...Ja mam zawsze zdanie trochę odmienne niż inni..dlatego tak jakby rozumiem twoją żonę , rozumiem przyjaciółkę.....kłóciłeś się z żoną, ale powiedzenie czasem jest, kto się czubi ten się lubi, więc może jesteś takim pantoflem, który lubi taką konkretną żonkę...może być też tak, że twoja córka jest teraz w okresie, jak ja to nazywam współżycia z kimś i z tego co wiem, czasem jednemu z rodziców, wtedy odbija palma i też chce sobie no..wiesz....
Także ja Ci nie będę nic podpowiadać, ty sam najlepiej wiesz, czego chcesz...i jak to zrobić..
No właśnie...udawać przez chwilę jest bardzo łatwo, może poczuła się samotna, a Ty jesteś jej kołem ratunkowym? uważam, że to bez sensu po 7 latach od rozpadu pakować się znowu w związek, który był toksyczny dla Ciebie. Poznałeś kobietę, która jak piszesz jest wspaniała. To nad czym sie zastanawiasz? nad tym,czy wrócic do kobiety,która X lat Cię poniżała? myślisz,że się zmieniła? wątpię,jedynie co mogło się zmienić to,to że, nie chce byc sama a nikogo innego nie ma. Jak mówia,nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki....
Ale zapewne powrót planuje i tego się spodziewam, dlatego nie potrafię zbudować nowego związku, póki nie będę pewien, że stary nie został definitywnie przez nią zakończony. A chcę próbować, bo każdy zasługuję na drugą szansę, trzeciej już nie będzie, gdy się nie uda, a drugą obiecałem jej jeszcze przed rozwodem, wtedy nie wykorzystała, ale po rozwodzie zmiękła i wydaje mi się, że chce z niej skorzystać.
Przepraszam, że zapytam tak delikatnie, ale czy pana maciejewskiego to z deczka nie... pojebało?! o.O
ONA ma zakończyć?! Co?! Małżeństwo, które TY ZAKOŃCZYŁEŚ SAM 7 lat temu?!
CO chcesz próbować? Próbować, to można rok po rozstaniu, a nie 7 lat!
Każdy zasługuje na drugą szansę? Nie. A nawet jeśli tak, to jest na to odpowiedni czas i pora. 7 lat to ani czas ani pora. Poza tym chcesz dawać szanse osobie, która wcale jej nie chce i nie chciała, sam napisałeś. Wydaje Ci się, że chce z niej skorzystać po 7 latach?! No Ty chyba się jeszcze nie ogarnąłeś, chłopie...
A nie przyszło Ci do głowy, że BYŁA żona zwyczajnie jest psem ogrodnika i jej taki układ pasuje? Ma Ciebie, ale nie siedzisz jej na głowie, nie wkurzasz swoim widokiem, są tylko sympatyczne weekendy i spotkania rodzinne i jej z tym dobrze. Skoro 7 lat się tak z Tobą buja, to jaki by miała teraz powód, żebyś jej znowu na łeb właził?! Stuknij się w główkę.
A wrócić chcę własnie dla rodziny, córka ma 22 lata, ale mieszka z matką, mam też świetny kontakt z teściami, z rodzeństwem byłej żony, oni wciąż traktrują mnie jak członka rodziny, zapraszają do siebie, jestem z nimi bardzo zżyty.
JAKIEJ rodziny?! Czyjej?! Chyba żony... Dlaczego uważasz, że jak nie wrócisz do żony, to wszystko się rozsypie. Rodziny po rozwodzie też utrzymują kontakt, nikt Ci nie każe się z nimi kłócić, czy się nie odzywać, podobno dorośli jesteście.
Córka ma 22, a nie 2, myślisz, że jej tatuś w domu potrzebny? Nie. Jeśli ma poukładane w głowie, to pewnie sama się zaraz wyprowadzi i tyle będziesz ją widział.
Przyjaciółka rodziny nie ma, moja rodzina się też nieprzychylnie odnosi do mojego nowego "związku", bo rodzice uważają, że żonę ma się jedną i trzeba przetrwać wszystko. To starsi ludzie po 80 roku życia, boję się, że nie zaakceptowaliby innej kobiety niż żona, a nie chciałbym, by Bożena dodatkowo cierpiała, ona nie ma rodziny żadnej, jest samotna i jeszcze miałaby być nieakceptowana, a przeciez jest dobra, nie zasługuje na to!
Aha, czyli lepiej zwodzić kobietę, a na koniec kopnąć ja w dupę na rzecz wyimaginowanej rodziny i żony - tyrana... No tak, na to Bożena zasługuje w 100% ! Trzeba mieć przecież jakieś naiwne koło ratunkowe jakby się żonka jednak zaniosła śmiechem na propozycje wspólnego zamieszkania, to będziesz miał do kogo wrócić z podkulonym ogonem... Jesteś żałosny...
A nie jest tak, że boisz się że żona pozna kogoś innego i wtedy będzie całkowity finał ? ...Ja mam zawsze zdanie trochę odmienne niż inni..dlatego tak jakby rozumiem twoją żonę , rozumiem przyjaciółkę.....kłóciłeś się z żoną, ale powiedzenie czasem jest, kto się czubi ten się lubi, więc może jesteś takim pantoflem, który lubi taką konkretną żonkę...może być też tak, że twoja córka jest teraz w okresie, jak ja to nazywam współżycia z kimś i z tego co wiem, czasem jednemu z rodziców, wtedy odbija palma i też chce sobie no..wiesz....
Także ja Ci nie będę nic podpowiadać, ty sam najlepiej wiesz, czego chcesz...i jak to zrobić..
Powiem szczerze, że gdyby była wreszcie znalazła kogoś innego, to mnie spadłby kamień z serca i poczułbym się uwolniony! Moja córka jak na swoje lata jest osobą bardzo... że tak powiem... dziecinną, przebywa jedynie w domu, szkołę skończyła, chciałbym, by sobie sympatię znalazła, ale nie myśli o ty, narazie- z tego, co mówi. Nie mamy z nią problemów, no, może jedynie, że do pracy nie chce iść. Myślę, że córka jeszcze długo w domu pozostanie. No własnie, kłóciliśmy się i godziliśmy, ale to na dłuższą metę spowodowało wygaśniecie uczuć z mojej strony, brak zaufania do żony, po czym ja sam stałem się strasznie nerwowy, krzykliwy- jak ona, w końcu nie wytrzymałem i wystąpiłem o rozwód, bo psychika odmawiał mi już posłuszeństwa, zaczynałem uciekać w alkohol, ale na szczęście po miesiącu popijania opamiętałem się, że tak nie mogę! Przez całe małżeństwo piłem jedynie okazjonalnie, teraz także, więc po prostu sam siebie zadziwiłem, że zaczynałem uciekać w taką formę radzenia sobie, bo nic innego nie skutkowało , nie dało się z żoną porozumieć. Aha, gdy już nie byliśmy razem- było to dwa lata temu, moja żona o jakąś drobnostkę się obraziła i potrafiła milczeć przez 4 miesiące, nie reaguąc nawet na życzenia świąteczne, po 4 miesiącach sama się odezwała, nie przeprosiła, ale jak gdyby nigdy nic zaprosiła mnie do domku w górach. Było to dwa lata temu, wtedy zacząłem się zastanawiać, czy ona nie udaje tej zmiany na lepsze, skoro na tak długo była w stanie się obrazić, nie odesłać życzeń świątecznych, nie odpisać na smsa, jednego, którego jej wysłałem
Jak na dojrzałego faceta to straszna z Ciebie pierdoła. Była żona zrobiła z Ciebie mentalnego kastrata i pomimo rozwodu trzyma Cię na krótkiej smyczy, resztę załatwiają wpojone przez otoczenie "powinności" względem rodziny swojej i żony oraz dorosłej już córki, która niedługo pewnie założy własną rodzinę.
Szkoda mi tylko tej kobiety, która postawiała Cię na nogi, włożyła w to serce, a Ty wbijasz jej nóż w plecy, tym samym zasługując na to by żona po powrocie znowu zafundowała Ci to samo piekło, które doprowadziło do rozwodu.
A z chciałoby się napisać, zachowaj się wreszcie jak mężczyzna tak jak to zrobiłeś 7 lat temu.
Jak na dojrzałego faceta to straszna z Ciebie pierdoła. Była żona zrobiła z Ciebie mentalnego kastrata i pomimo rozwodu trzyma Cię na krótkiej smyczy, resztę załatwiają wpojone przez otoczenie "powinności" względem rodziny swojej i żony oraz dorosłej już córki, która niedługo pewnie założy własną rodzinę.
Szkoda mi tylko tej kobiety, która postawiała Cię na nogi, włożyła w to serce, a Ty wbijasz jej nóż w plecy, tym samym zasługując na to by żona po powrocie znowu zafundowała Ci to samo piekło, które doprowadziło do rozwodu.A z chciałoby się napisać, zachowaj się wreszcie jak mężczyzna tak jak to zrobiłeś 7 lat temu.
Moja przyjaciółka obiecała, że poczeka, bo widzi, jak się miotam, że żal jej mnie, bo widzi, że ja sam nie jestem w stanie rozwiązać tej sytuacji. Prosiłem ją, by poczekała, bym mógł spróbować z żoną i jeśli uznałbym, że nie warto wrócę do niej i wszystko jej wynagrodzę, co przeze mnie przeżywa. Dałem jej tez mozliwość, że jesli spotka kogoś innego, niech odejdzie, jesli to da jej szczęście, bo skoro ja mopgę tak postąpić, to ona także, choć zalezy mi na niej. Bożena stwierdziła, że nie jest w stanie pokochac kogoś innego, skoro tak bardzo pokochała mnie, skoro tak wspaniale się rozumiemy, dogadujemy. Jedynie zadręcza ją ta niepewna sytuacja i nieustannie prosi, bym to wreszcie wyjaśnił. Bożena ma 39 lat, wiem, że chciałaby założyć rodzinę, a to jej ostatni dzwonek, gdybym był uwolniony od żony (choć formalnie jestem), nie wahałbym się z nią tej drugiej rodziny założyć. Jest bardzo wyrozumiała, choć ostatnio także zarzuca mi, że traktuję ją jak przedmiot pocieszenia, co mnie denerwuje i wybucham trochę, bo nie traktuję jej tak, zalezy mi na niej, ale nie jestem w stanie pokazać jej tego przez sytuację z żoną...
agnik napisał/a:Jak na dojrzałego faceta to straszna z Ciebie pierdoła. Była żona zrobiła z Ciebie mentalnego kastrata i pomimo rozwodu trzyma Cię na krótkiej smyczy, resztę załatwiają wpojone przez otoczenie "powinności" względem rodziny swojej i żony oraz dorosłej już córki, która niedługo pewnie założy własną rodzinę.
Szkoda mi tylko tej kobiety, która postawiała Cię na nogi, włożyła w to serce, a Ty wbijasz jej nóż w plecy, tym samym zasługując na to by żona po powrocie znowu zafundowała Ci to samo piekło, które doprowadziło do rozwodu.A z chciałoby się napisać, zachowaj się wreszcie jak mężczyzna tak jak to zrobiłeś 7 lat temu.
Moja przyjaciółka obiecała, że poczeka, bo widzi, jak się miotam, że żal jej mnie, bo widzi, że ja sam nie jestem w stanie rozwiązać tej sytuacji. Prosiłem ją, by poczekała, bym mógł spróbować z żoną i jeśli uznałbym, że nie warto wrócę do niej i wszystko jej wynagrodzę, co przeze mnie przeżywa. Dałem jej tez mozliwość, że jesli spotka kogoś innego, niech odejdzie, jesli to da jej szczęście, bo skoro ja mopgę tak postąpić, to ona także, choć zalezy mi na niej. Bożena stwierdziła, że nie jest w stanie pokochac kogoś innego, skoro tak bardzo pokochała mnie, skoro tak wspaniale się rozumiemy, dogadujemy. Jedynie zadręcza ją ta niepewna sytuacja i nieustannie prosi, bym to wreszcie wyjaśnił. Bożena ma 39 lat, wiem, że chciałaby założyć rodzinę, a to jej ostatni dzwonek, gdybym był uwolniony od żony (choć formalnie jestem), nie wahałbym się z nią tej drugiej rodziny założyć. Jest bardzo wyrozumiała, choć ostatnio także zarzuca mi, że traktuję ją jak przedmiot pocieszenia, co mnie denerwuje i wybucham trochę, bo nie traktuję jej tak, zalezy mi na niej, ale nie jestem w stanie pokazać jej tego przez sytuację z żoną...
Jesteś żałosny do potęgi... Sytuacje z żoną rozwiązałeś 7 lat temu formalnie... w głowie nigdy jej nie rozwiążesz...
maciejewskiadam napisał/a:Ale zapewne powrót planuje i tego się spodziewam, dlatego nie potrafię zbudować nowego związku, póki nie będę pewien, że stary nie został definitywnie przez nią zakończony. A chcę próbować, bo każdy zasługuję na drugą szansę, trzeciej już nie będzie, gdy się nie uda, a drugą obiecałem jej jeszcze przed rozwodem, wtedy nie wykorzystała, ale po rozwodzie zmiękła i wydaje mi się, że chce z niej skorzystać.
Przepraszam, że zapytam tak delikatnie, ale czy pana maciejewskiego to z deczka nie... pojebało?! o.O
ONA ma zakończyć?! Co?! Małżeństwo, które TY ZAKOŃCZYŁEŚ SAM 7 lat temu?!
CO chcesz próbować? Próbować, to można rok po rozstaniu, a nie 7 lat!
Każdy zasługuje na drugą szansę? Nie. A nawet jeśli tak, to jest na to odpowiedni czas i pora. 7 lat to ani czas ani pora. Poza tym chcesz dawać szanse osobie, która wcale jej nie chce i nie chciała, sam napisałeś. Wydaje Ci się, że chce z niej skorzystać po 7 latach?! No Ty chyba się jeszcze nie ogarnąłeś, chłopie...A nie przyszło Ci do głowy, że BYŁA żona zwyczajnie jest psem ogrodnika i jej taki układ pasuje? Ma Ciebie, ale nie siedzisz jej na głowie, nie wkurzasz swoim widokiem, są tylko sympatyczne weekendy i spotkania rodzinne i jej z tym dobrze. Skoro 7 lat się tak z Tobą buja, to jaki by miała teraz powód, żebyś jej znowu na łeb właził?! Stuknij się w główkę.
maciejewskiadam napisał/a:A wrócić chcę własnie dla rodziny, córka ma 22 lata, ale mieszka z matką, mam też świetny kontakt z teściami, z rodzeństwem byłej żony, oni wciąż traktrują mnie jak członka rodziny, zapraszają do siebie, jestem z nimi bardzo zżyty.
JAKIEJ rodziny?! Czyjej?! Chyba żony... Dlaczego uważasz, że jak nie wrócisz do żony, to wszystko się rozsypie. Rodziny po rozwodzie też utrzymują kontakt, nikt Ci nie każe się z nimi kłócić, czy się nie odzywać, podobno dorośli jesteście.
Córka ma 22, a nie 2, myślisz, że jej tatuś w domu potrzebny? Nie. Jeśli ma poukładane w głowie, to pewnie sama się zaraz wyprowadzi i tyle będziesz ją widział.maciejewskiadam napisał/a:Przyjaciółka rodziny nie ma, moja rodzina się też nieprzychylnie odnosi do mojego nowego "związku", bo rodzice uważają, że żonę ma się jedną i trzeba przetrwać wszystko. To starsi ludzie po 80 roku życia, boję się, że nie zaakceptowaliby innej kobiety niż żona, a nie chciałbym, by Bożena dodatkowo cierpiała, ona nie ma rodziny żadnej, jest samotna i jeszcze miałaby być nieakceptowana, a przeciez jest dobra, nie zasługuje na to!
Aha, czyli lepiej zwodzić kobietę, a na koniec kopnąć ja w dupę na rzecz wyimaginowanej rodziny i żony - tyrana... No tak, na to Bożena zasługuje w 100% ! Trzeba mieć przecież jakieś naiwne koło ratunkowe jakby się żonka jednak zaniosła śmiechem na propozycje wspólnego zamieszkania, to będziesz miał do kogo wrócić z podkulonym ogonem... Jesteś żałosny...
Propozycję wspólnego zamieszkania to żona ma zaproponować, wtedy się zgodzę. Ona zniszczyła to małżeństwo, to ona ma walczyć o jego odbudowę, ja jedynie jestem otwarty na propozycję, a przyjaciółka wciąż nalega, bym jej wreszcie zadeklarował, bo nie wie, na czym stoi i że długo tak czekać nie będzie, a zostawi mnie. A ja nie mogę byłej składać żadnych propozycji, bo to ona ma walczyć teraz, ja już walczyłem przed rozwodem, błagałem, by się zmieniła. Teraz na nią kolej- jak udowodni zmianę, jak zaproponuje wspólne mieszkanie, to się zgodzę i wtedy się przekonam, czy rozwód był słuszną decyzją. Byle szybko to nastąpiło, bo nie chcę, by Bożena cierpiała przez to wszystko, ona przede wszystkim zasługuje na miłość.
41 2014-05-05 21:06:30 Ostatnio edytowany przez Monika7676 (2014-05-05 21:08:11)
Czy ty jestes niepoważny ?
Bo ja nie wiem jak to nazwac..
Rozwiodłes sie sam z własnej i nieprzymuszonej woli tak? Chyba miałes powody do tego zgadza sie ?
I chcesz mi powiedziec ze zona przez te 7 lat sie ogarneła ?
Yhy a moze wyczuła,ze nie znajdzie juz drugiego takiego jak ty hm ?
A ty klepiesz ten sam temat..
Bo zona, bo rodzina bo to bo tamto sramto... Rany wez sie obudz
Bo za chwile żona pokaże ci na co ja stać, przyjaciółka cie oleje bo ile mozna czekać
A ludzie potem płaczą bo im sie życie rozwala jak sami sie do tego dokładają...
PS...Jak będziesz tak czekał to dobijesz 70 i zostaniesz sam jak palec... No tak wiesz w imie dobra rodziny
Czy ty jestes niepoważny ?
Bo ja nie wiem jak to nazwac..
Rozwiodłes sie sam z własnej i nieprzymuszonej woli tak? Chyba miałes powody do tego zgadza sie ?I chcesz mi powiedziec ze zona przez te 7 lat sie ogarneła ?
Yhy a moze wyczuła,ze nie znajdzie juz drugiego takiego jak ty hm ?
A ty klepiesz ten sam temat..
Bo zona, bo rodzina bo to bo tamto sramto... Rany wez sie obudzBo za chwile żona pokaże ci na co ja stać, przyjaciółka cie oleje bo ile mozna czekać
A ludzie potem płaczą bo im sie życie rozwala jak sami sie do tego dokładają...
PS...Jak będziesz tak czekał to dobijesz 70 i zostaniesz sam jak palec... No tak wiesz w imie dobra rodziny
Tak, żona mi ostatnio powiedziała podczas spotkania, że drugiego tak dobrego jak ja faceta nie znalazłaby, że zrobię jej zakupy, w domu pomogę, mimo, że jesteśmy rozwiedzeni, to zawsze na każdy telefon od niej zareaguję, zawsze pomagam. Bożena mi ostatnio powiedziała, że zestarzeje się i nie zostanie mi nic, prócz moich wyimagionowanych wspomnień o rodzinie i o tych miłych chwilach, że będę żałował, bo zamykam sobie drogę do normalnego zycia. Ja o tym wiem, ale jeszcze mam nadzieję, że żona się zmieniła, że to szansa również dla mnie na odbudowanie uczucia z młodości, bo przecież szanowała mnie na poczatkach, a dopiero kłótnie zaczęły się kilka lat przed rozwodem.
...żona mi ostatnio powiedziała, że drugiego tak dobrego jak ja faceta nie znalazłaby ...na każdy telefon od niej zareaguję.
Bożena mi powiedziała, że zestarzeje się i nie zostanie mi nic.
wiem, ale jeszcze mam nadzieję, że żona się zmieniła, że to szansa...
Ech...
Chwilami mam żal do siebie, że pozwoliłem, by Bożena tak mnie pokochała, że pozwoliłem rozkwitnąć temu uczuciu. Był to okres, kiedy była żona niewiele się ze mną kontaktowała, tylko w sprawach córki, więc uległem zaangażowaniu w relację z Bożeną, nie potrafiłem powiedzieć "nie", choć w głęi duszy przeczuwałem, że może się to skończyć tak, że Bożena poczuje się skrzywdzona. Moja żona nigdy nie dała mi takiej czułości, takiego ciepła i oddania jak ona, może dlatego nie byłem w stanie się jej oprzeć, nie powiedziałem, żebyśmy poprzestali na przyjaźni. To jakoś samo się potoczyło- coraz większe zaangażowanie. W dodatku Bożena postawiła mnie na nogi, uleczyła jakby wewnętrznie, sprawiła, że poczułem się szczęśliwy, kochany i szanowany. Moją przyjaciółką pozostanie już zawsze, bo jest wyjątkową kobietą, o której z pewnością marzyłby niejeden facet, a ja nie mogę jej nic dać, bo wciąż jestem jakoś dziwnie związany z byłą żoną i n ie potrafiłbym byłej żony skrzywdzić. Po rozwodzie miałem bardzo długo wyrzuty, gdy widziałem jak cierpi, dlatego wtedy zareagowałem na jej starania, zbliżałem się do niej. Teraz widzę jak cierpi Bożena przez to wszystko i nie wiem, jak to zniesie, gdy przyjdzie mi od niej odejść, a tego się boję, że teraz ona wykończy się psychicznie i będzie potrzebowała pomocy, bo już jej potrzebuje, z radosnej, pełnej nadziei kobiety stała się apatyczna, smutna, często płacze prosząc mnie, bym wreszcie rozwiązał tę sytuację, bo zostawi mnie. Ale mimo to wciąż daje mi oparcie, zrozumienie, choć widzę, ile ją to kosztuje i jak to przeżyje, gdy odejdę, a odejść muszę, bo żony nie chcę powtórnie ranić, jeśli stara się przez te 7 lat o mnie z nadzieją. Bożenę będę wspierał- tak sobie obiecałem, że będę ją wspierał, gdy odejdę, żeby jak najmniej ucierpiała, bo to dla mnie straszne ranić osobę, która dla mnie tyle dobrego zrobiła i wyciągnęła rękę wtedy, gdy tego najbardziej potrzebowałem będąc w depresji.
Jesteś trollem, albo psycholem, trzeciej możliwości nie ma...
a popłynę pod prąd poprzednicj wypowiedzi.
Piszesz, że poznaleś kobietę która Ciebie szanuje i kocha.
Hm, a jak było z żoną przed małżeństwem lub krótko po ?
Od samego początku Ciebie nie szanowała ?
Skąd wiesz, że z nową kobietą nie będzie powtórki z małzeństwa, będzie tak samo tylko z inną kobietą ?
Może w ciągu tych 7 lat oboje z zoną się zmieniliście, poznaliście lepiej samych siebie i obydwoje zrozumieliście swoje błędy ?
Podobno, co 7 lat człowiekowi zmienia się charakter ![]()
Wciągu tych 7 lat...sypiałeś z zoną ?
Jeżeli tak...to rozumiesz, że mogło to odbierać jako odbudowywanie związku.
To, że nie mówi Ci żebyś wrócił.
Wiesz, pewnie czeka aż Ty to powiesz, przecież to Ty odszedłeś.
Ty czekasz że zona to powie, a żona czeka na Ciebie.
Nie chce mi się wierzyć, żebyś w ciągu tych 7 lat nie zaobserwował zmian w zachowaniu żony, które dały by Ci podstawę do oceny jej obcego zachowania.
Potraficie rozmawiać o powodach rozejścia na spokojnie czy włączają się Wam emocje i oskarżacie siebie nawzajem ?
Jesteś trollem, albo psycholem, trzeciej możliwości nie ma...
Po ostatnim poście Jadama... to zdecydowanie TROLL
a popłynę pod prąd poprzednicj wypowiedzi.
Piszesz, że poznaleś kobietę która Ciebie szanuje i kocha.
Hm, a jak było z żoną przed małżeństwem lub krótko po ?
Od samego początku Ciebie nie szanowała ?Skąd wiesz, że z nową kobietą nie będzie powtórki z małzeństwa, będzie tak samo tylko z inną kobietą ?
Może w ciągu tych 7 lat oboje z zoną się zmieniliście, poznaliście lepiej samych siebie i obydwoje zrozumieliście swoje błędy ?
Podobno, co 7 lat człowiekowi zmienia się charakterWciągu tych 7 lat...sypiałeś z zoną ?
Jeżeli tak...to rozumiesz, że mogło to odbierać jako odbudowywanie związku.To, że nie mówi Ci żebyś wrócił.
Wiesz, pewnie czeka aż Ty to powiesz, przecież to Ty odszedłeś.
Ty czekasz że zona to powie, a żona czeka na Ciebie.Nie chce mi się wierzyć, żebyś w ciągu tych 7 lat nie zaobserwował zmian w zachowaniu żony, które dały by Ci podstawę do oceny jej obcego zachowania.
Potraficie rozmawiać o powodach rozejścia na spokojnie czy włączają się Wam emocje i oskarżacie siebie nawzajem ?
Od 7 lat nie sypialiśmy ze sobą, żona nawet dotknąć się nie dała. Od pocvzątku małżeństwa żona wykazywała oznaki tego, że chce mieć władzę w tym związku, że chce dominować, bo taki ma charakter, że uważa siebie za lepszą, mądrzejszą od innych i dowartościwywała się pokazując mi na zasadzie kontrastu, że ona jest lepsza, że ona wszystko zrobi lepiej. Ja się godziłem na takie traktowanie, z początku mi to nie przeszkadzało, bo okazywała mi miłość i uczucia, ale z upływem lat zaczęła się robić chłodna, a mnie zaczynały przeszkadzać jej ciągłe zaczepki i postawiłem się, co wywołało właśnie tę lawinę kłótni i na dobre pogorszyło stosunki. Żona powiedziała, że jestem dla niej nikim i nie ma zamiaru liczyć się z moim zdaniem, co bardzo zabolało. Złagodniała dopiero po rozwodzie, bo bezpośrednio przed doszła jeszcze agresja z jej strony, uderzanie w twarz, popychanie, na co nie mogłem zareagować, bo przeciez kobiety nie uderzę, a jedynie uspokajałem i wychodziłem z domu, bo próba rozmów kończyła się tym, że zamykała się na klucz w pokoju i nie chciała w ogóle rozmawiać. Od rozwodu nie rozmawialiśmy o problemach, które do niego doprowadziły, żona pomija ten temat, nie chce rozmawiać, ale nieraz jej się wymknie podczas rozmowy zdanie, które wygląda jak oskarżenie mnie, że rozbiłem rodzinę rozwodzac się. Za swoje błędy popełnione przeprosiłem, ona przyjęła przeprosiny, ale sama nie przeprosiła, co mnie zaskoczyło, bo przecież to ona powodowała dzikie awantury o inaczej położony wazon na meblach, o krzywo złożony sweter w szafce itp. Obwiniała mnie nawet za to, że się potknęła, zawsze mówiła, że tak na nią działam, że moja obecność w domu ją denerwuje. Po rozwodzie nie było między nami żadnej bliskości, ja chciałem, ona nie dopuszczała mnie nawet na krok do siebie, jedynie buziaki na powitanie, ale zwyczajne- przyjacielskie. Zauważyłem, że zmieniła się jedynie pod względem nierobienia mi awantur, ale przecież teraz nie ma powodu ku temu, bo w domu mnie nie ma. Za wszelkie swoje niedopatrzenia nadal nie przeprasza, nadal wydaje się być osobą, która jest przekonana o swojej nieomylności i uważa swoje zdanie za jedyną słuszną rację, ale własnie- nie ma już awantur i o byle czym jesteśmy w stanie normalnie rozmawiać, bo poważnych problemowych tematów nie ma między nami, więc nie wiem, jakby się zachowała pod jednym dachem ze mną.
Brak mi słów...
Zastanawiam się tylko w jakim celu tutaj napisałeś?
Decyzja podjęta ![]()
Pędź do byłej żony. Niech Cię łomocze po głowie ile wlezie, bo poprzednio chyba niezbyt wystarczająco
nastawiła Twoje rozumowanie.
A co do pani Bożenki, wyświadcz jej przysługę i odejdź bo szkoda Kobiety na tak infantylnego, niepozbieranego człowieka.
Secondo1 napisał/a:a popłynę pod prąd poprzednicj wypowiedzi.
Piszesz, że poznaleś kobietę która Ciebie szanuje i kocha.
Hm, a jak było z żoną przed małżeństwem lub krótko po ?
Od samego początku Ciebie nie szanowała ?Skąd wiesz, że z nową kobietą nie będzie powtórki z małzeństwa, będzie tak samo tylko z inną kobietą ?
Może w ciągu tych 7 lat oboje z zoną się zmieniliście, poznaliście lepiej samych siebie i obydwoje zrozumieliście swoje błędy ?
Podobno, co 7 lat człowiekowi zmienia się charakterWciągu tych 7 lat...sypiałeś z zoną ?
Jeżeli tak...to rozumiesz, że mogło to odbierać jako odbudowywanie związku.To, że nie mówi Ci żebyś wrócił.
Wiesz, pewnie czeka aż Ty to powiesz, przecież to Ty odszedłeś.
Ty czekasz że zona to powie, a żona czeka na Ciebie.Nie chce mi się wierzyć, żebyś w ciągu tych 7 lat nie zaobserwował zmian w zachowaniu żony, które dały by Ci podstawę do oceny jej obcego zachowania.
Potraficie rozmawiać o powodach rozejścia na spokojnie czy włączają się Wam emocje i oskarżacie siebie nawzajem ?Od 7 lat nie sypialiśmy ze sobą, żona nawet dotknąć się nie dała. Od pocvzątku małżeństwa żona wykazywała oznaki tego, że chce mieć władzę w tym związku, że chce dominować, bo taki ma charakter, że uważa siebie za lepszą, mądrzejszą od innych i dowartościwywała się pokazując mi na zasadzie kontrastu, że ona jest lepsza, że ona wszystko zrobi lepiej. Ja się godziłem na takie traktowanie, z początku mi to nie przeszkadzało, bo okazywała mi miłość i uczucia, ale z upływem lat zaczęła się robić chłodna, a mnie zaczynały przeszkadzać jej ciągłe zaczepki i postawiłem się, co wywołało właśnie tę lawinę kłótni i na dobre pogorszyło stosunki. Żona powiedziała, że jestem dla niej nikim i nie ma zamiaru liczyć się z moim zdaniem, co bardzo zabolało. Złagodniała dopiero po rozwodzie, bo bezpośrednio przed doszła jeszcze agresja z jej strony, uderzanie w twarz, popychanie, na co nie mogłem zareagować, bo przeciez kobiety nie uderzę, a jedynie uspokajałem i wychodziłem z domu, bo próba rozmów kończyła się tym, że zamykała się na klucz w pokoju i nie chciała w ogóle rozmawiać. Od rozwodu nie rozmawialiśmy o problemach, które do niego doprowadziły, żona pomija ten temat, nie chce rozmawiać, ale nieraz jej się wymknie podczas rozmowy zdanie, które wygląda jak oskarżenie mnie, że rozbiłem rodzinę rozwodzac się. Za swoje błędy popełnione przeprosiłem, ona przyjęła przeprosiny, ale sama nie przeprosiła, co mnie zaskoczyło, bo przecież to ona powodowała dzikie awantury o inaczej położony wazon na meblach, o krzywo złożony sweter w szafce itp. Obwiniała mnie nawet za to, że się potknęła, zawsze mówiła, że tak na nią działam, że moja obecność w domu ją denerwuje. Po rozwodzie nie było między nami żadnej bliskości, ja chciałem, ona nie dopuszczała mnie nawet na krok do siebie, jedynie buziaki na powitanie, ale zwyczajne- przyjacielskie. Zauważyłem, że zmieniła się jedynie pod względem nierobienia mi awantur, ale przecież teraz nie ma powodu ku temu, bo w domu mnie nie ma. Za wszelkie swoje niedopatrzenia nadal nie przeprasza, nadal wydaje się być osobą, która jest przekonana o swojej nieomylności i uważa swoje zdanie za jedyną słuszną rację, ale własnie- nie ma już awantur i o byle czym jesteśmy w stanie normalnie rozmawiać, bo poważnych problemowych tematów nie ma między nami, więc nie wiem, jakby się zachowała pod jednym dachem ze mną.
Czy Ty czytałeś to co napisaleś...?
Tzn. czy rozumiesz to co napisałeś?
Jeżeli w kolejnym poście napiszesz, że czekasz na znak od byłej żony (nie wiem...może strzał w twarz) aby tylko powrócić na "rodzinne" pielesze, to będę pod wrażeniem i chyba po raz pierwszy podpiszę się pod tym, że jesteś trollem. Innego wytłumaczenia takiej pustki nie ma.
maciejewskiadam napisał/a:Secondo1 napisał/a:a popłynę pod prąd poprzednicj wypowiedzi.
Piszesz, że poznaleś kobietę która Ciebie szanuje i kocha.
Hm, a jak było z żoną przed małżeństwem lub krótko po ?
Od samego początku Ciebie nie szanowała ?Skąd wiesz, że z nową kobietą nie będzie powtórki z małzeństwa, będzie tak samo tylko z inną kobietą ?
Może w ciągu tych 7 lat oboje z zoną się zmieniliście, poznaliście lepiej samych siebie i obydwoje zrozumieliście swoje błędy ?
Podobno, co 7 lat człowiekowi zmienia się charakterWciągu tych 7 lat...sypiałeś z zoną ?
Jeżeli tak...to rozumiesz, że mogło to odbierać jako odbudowywanie związku.To, że nie mówi Ci żebyś wrócił.
Wiesz, pewnie czeka aż Ty to powiesz, przecież to Ty odszedłeś.
Ty czekasz że zona to powie, a żona czeka na Ciebie.Nie chce mi się wierzyć, żebyś w ciągu tych 7 lat nie zaobserwował zmian w zachowaniu żony, które dały by Ci podstawę do oceny jej obcego zachowania.
Potraficie rozmawiać o powodach rozejścia na spokojnie czy włączają się Wam emocje i oskarżacie siebie nawzajem ?Od 7 lat nie sypialiśmy ze sobą, żona nawet dotknąć się nie dała. Od pocvzątku małżeństwa żona wykazywała oznaki tego, że chce mieć władzę w tym związku, że chce dominować, bo taki ma charakter, że uważa siebie za lepszą, mądrzejszą od innych i dowartościwywała się pokazując mi na zasadzie kontrastu, że ona jest lepsza, że ona wszystko zrobi lepiej. Ja się godziłem na takie traktowanie, z początku mi to nie przeszkadzało, bo okazywała mi miłość i uczucia, ale z upływem lat zaczęła się robić chłodna, a mnie zaczynały przeszkadzać jej ciągłe zaczepki i postawiłem się, co wywołało właśnie tę lawinę kłótni i na dobre pogorszyło stosunki. Żona powiedziała, że jestem dla niej nikim i nie ma zamiaru liczyć się z moim zdaniem, co bardzo zabolało. Złagodniała dopiero po rozwodzie, bo bezpośrednio przed doszła jeszcze agresja z jej strony, uderzanie w twarz, popychanie, na co nie mogłem zareagować, bo przeciez kobiety nie uderzę, a jedynie uspokajałem i wychodziłem z domu, bo próba rozmów kończyła się tym, że zamykała się na klucz w pokoju i nie chciała w ogóle rozmawiać. Od rozwodu nie rozmawialiśmy o problemach, które do niego doprowadziły, żona pomija ten temat, nie chce rozmawiać, ale nieraz jej się wymknie podczas rozmowy zdanie, które wygląda jak oskarżenie mnie, że rozbiłem rodzinę rozwodzac się. Za swoje błędy popełnione przeprosiłem, ona przyjęła przeprosiny, ale sama nie przeprosiła, co mnie zaskoczyło, bo przecież to ona powodowała dzikie awantury o inaczej położony wazon na meblach, o krzywo złożony sweter w szafce itp. Obwiniała mnie nawet za to, że się potknęła, zawsze mówiła, że tak na nią działam, że moja obecność w domu ją denerwuje. Po rozwodzie nie było między nami żadnej bliskości, ja chciałem, ona nie dopuszczała mnie nawet na krok do siebie, jedynie buziaki na powitanie, ale zwyczajne- przyjacielskie. Zauważyłem, że zmieniła się jedynie pod względem nierobienia mi awantur, ale przecież teraz nie ma powodu ku temu, bo w domu mnie nie ma. Za wszelkie swoje niedopatrzenia nadal nie przeprasza, nadal wydaje się być osobą, która jest przekonana o swojej nieomylności i uważa swoje zdanie za jedyną słuszną rację, ale własnie- nie ma już awantur i o byle czym jesteśmy w stanie normalnie rozmawiać, bo poważnych problemowych tematów nie ma między nami, więc nie wiem, jakby się zachowała pod jednym dachem ze mną.
Czy Ty czytałeś to co napisaleś...?
Tzn. czy rozumiesz to co napisałeś?Jeżeli w kolejnym poście napiszesz, że czekasz na znak od byłej żony (nie wiem...może strzał w twarz) aby tylko powrócić na "rodzinne" pielesze, to będę pod wrażeniem i chyba po raz pierwszy podpiszę się pod tym, że jesteś trollem. Innego wytłumaczenia takiej pustki nie ma.
Ale to było kiedyś, tak traktowała mnie kiedyś, minęło 7 lat, mogła się bardzo zmienić przez ten czas, ale ja nie przekonam się o tym, dopóki nie zamieszkam z nią razem, nie spróbuję życia u jej boku. Być może dojrzała, zrozumiała, a nasz związek skończy się szczęsliwie- a tego nie dowiem się, dopóki nie spróbuję, a nie chciałbym żałować, że nie spróbowałem i nie dałem jej szansy.
Leila01 napisał/a:maciejewskiadam napisał/a:Od 7 lat nie sypialiśmy ze sobą, żona nawet dotknąć się nie dała. Od pocvzątku małżeństwa żona wykazywała oznaki tego, że chce mieć władzę w tym związku, że chce dominować, bo taki ma charakter, że uważa siebie za lepszą, mądrzejszą od innych i dowartościwywała się pokazując mi na zasadzie kontrastu, że ona jest lepsza, że ona wszystko zrobi lepiej. Ja się godziłem na takie traktowanie, z początku mi to nie przeszkadzało, bo okazywała mi miłość i uczucia, ale z upływem lat zaczęła się robić chłodna, a mnie zaczynały przeszkadzać jej ciągłe zaczepki i postawiłem się, co wywołało właśnie tę lawinę kłótni i na dobre pogorszyło stosunki. Żona powiedziała, że jestem dla niej nikim i nie ma zamiaru liczyć się z moim zdaniem, co bardzo zabolało. Złagodniała dopiero po rozwodzie, bo bezpośrednio przed doszła jeszcze agresja z jej strony, uderzanie w twarz, popychanie, na co nie mogłem zareagować, bo przeciez kobiety nie uderzę, a jedynie uspokajałem i wychodziłem z domu, bo próba rozmów kończyła się tym, że zamykała się na klucz w pokoju i nie chciała w ogóle rozmawiać. Od rozwodu nie rozmawialiśmy o problemach, które do niego doprowadziły, żona pomija ten temat, nie chce rozmawiać, ale nieraz jej się wymknie podczas rozmowy zdanie, które wygląda jak oskarżenie mnie, że rozbiłem rodzinę rozwodzac się. Za swoje błędy popełnione przeprosiłem, ona przyjęła przeprosiny, ale sama nie przeprosiła, co mnie zaskoczyło, bo przecież to ona powodowała dzikie awantury o inaczej położony wazon na meblach, o krzywo złożony sweter w szafce itp. Obwiniała mnie nawet za to, że się potknęła, zawsze mówiła, że tak na nią działam, że moja obecność w domu ją denerwuje. Po rozwodzie nie było między nami żadnej bliskości, ja chciałem, ona nie dopuszczała mnie nawet na krok do siebie, jedynie buziaki na powitanie, ale zwyczajne- przyjacielskie. Zauważyłem, że zmieniła się jedynie pod względem nierobienia mi awantur, ale przecież teraz nie ma powodu ku temu, bo w domu mnie nie ma. Za wszelkie swoje niedopatrzenia nadal nie przeprasza, nadal wydaje się być osobą, która jest przekonana o swojej nieomylności i uważa swoje zdanie za jedyną słuszną rację, ale własnie- nie ma już awantur i o byle czym jesteśmy w stanie normalnie rozmawiać, bo poważnych problemowych tematów nie ma między nami, więc nie wiem, jakby się zachowała pod jednym dachem ze mną.
Czy Ty czytałeś to co napisaleś...?
Tzn. czy rozumiesz to co napisałeś?Jeżeli w kolejnym poście napiszesz, że czekasz na znak od byłej żony (nie wiem...może strzał w twarz) aby tylko powrócić na "rodzinne" pielesze, to będę pod wrażeniem i chyba po raz pierwszy podpiszę się pod tym, że jesteś trollem. Innego wytłumaczenia takiej pustki nie ma.
Ale to było kiedyś, tak traktowała mnie kiedyś, minęło 7 lat, mogła się bardzo zmienić przez ten czas, ale ja nie przekonam się o tym, dopóki nie zamieszkam z nią razem, nie spróbuję życia u jej boku. Być może dojrzała, zrozumiała, a nasz związek skończy się szczęsliwie- a tego nie dowiem się, dopóki nie spróbuję, a nie chciałbym żałować, że nie spróbowałem i nie dałem jej szansy.
Przepraszam ale bredzisz.
Mimo wszystko życze powodzenia.
Jak sie nie kocha, to chyba nie ma sie takich przemyslen? To predzej jakas obsesja, albo poczucie, ze ego sie wyrówna gdyby powrot wyszedł.
Jak sie nie kocha, to chyba nie ma sie takich przemyslen? To predzej jakas obsesja, albo poczucie, ze ego sie wyrówna gdyby powrot wyszedł.
Gdyby wyszedł miałbym czyste sumienie, że zrobiłem wszystko, by ratowac największą wartość w zyciu człowieka- rodzinę. Bo własnie tego mi najbardziej brak teraz- rodziny. Córka jest młoda, wyjdzie kiedyś za mąż, chciałbym w gronie rodzinnym móc się cieszyć wnukami, jej szczęściem, chciałbym, by rodzina była pełna- to zawsze było moim marzeniem, a uczucia zapewne da się odbudować, powtórnie pokochać (jeżeli o mnie chodzi, bo nie wiem, czy żona mnie kocha, czy nie kocha. Nie okazuje jedynie tego).
Sory ,ale jestes porabany i tyle w temacie.
Moim zdaniem nie ma się czym podniecać. To ewidentny troll. Co jeden post tylko podkręca bardziej atmosferę
. Żaden czterdziestoletni mężczyzna nie jest tak infantylny. Teksty o rodzinie jako najwyższej wartości, tudzież żonie gorliwej katoliczce piorącej go po pysku są po prostu śmieszne. Jeszcze kilka postów i cała historia przestanie się trzymać kupy.
Moim zdaniem nie ma się czym podniecać. To ewidentny troll. Co jeden post tylko podkręca bardziej atmosferę
. Żaden czterdziestoletni mężczyzna nie jest tak infantylny. Teksty o rodzinie jako najwyższej wartości, tudzież żonie gorliwej katoliczce piorącej go po pysku są po prostu śmieszne. Jeszcze kilka postów i cała historia przestanie się trzymać kupy.
Nie jestem żadnym trollem, po prostu pytam o radę, o zdnie. W życiu nie zwierzyłbym się nikomu ze znajomych ze swojego dylematu, bo wiem, że może wydawać się pozbawiony sensu, ale niestety, ludzie różnych sytuacji w życiu doświadczają i czasem ciężko jest podjąć słuszną decyzję, dlatego pytałem tutaj- jako że jestem tu anonimowy, a problem wygląda jak wygląda i zdaje się dla mnie nie mieć korzystnego wyjścia- bo i tak kogoś własną decyzją skrzywdzę
Ależ tu każda osoba podaje ci rozsądne wyjścia z tej sytuacji, ale ty nie chcesz słuchać, bo nie przyszedłeś tu po rozwiązanie. Ty je już znasz i czekasz, aż ktoś przyzna ci rację mówiąc, żebyś wrócił do byłej żony, a zakochaną w tobie Bożenkę olał ciepłym moczem.
Zastanawiam się, po co w ogóle wchodziłeś w nową relację, skoro nie wyszedłeś jeszcze z małżeństwa. Nie piszesz "była żona", tylko "żona". Skoro wiedziałeś na początku nowego związku, że skrzywdzisz tą kobietę, to po cholerę się w niego pchałeś? De facto wykorzystałeś tą Bożenę z premedytacją. A teraz wbijasz jej nóż w serce w imię jakiejś totalnej bzdury pt. rodzina. Ty i była żona rodziną nie jesteście od 7 lat. Była nie jest gorliwą katoliczką, tylko zwykłą hipokrytką. Ty z kolei nie masz jaj, ale za to posiadasz ewidentne problemy psychiczne. Żadne z was nie kocha drugiego. Ona zachowuje się jak pies ogrodnika, a ty widocznie lubisz, jak się ciebie pierze po pysku i nad tobą dominuje. Uzależnienie emocjonalne w czystej postaci. Jesteście oboje z eks siebie warci. To się kwalifikuje na terapię! Ale oczywiście nie pójdziesz do żadnego terapeuty, bo ty nie chcesz sobie pomóc. Nie po to tu przyszedłeś
.
Ha, ha, ale jaja sobie robisz Adam. Smiechu warta ta Twoja opowieść. Od początku wiedziałam, że to niemożliwe by facet totalnie bez jaj jakim się okazałeś (niby) był zdolny do decyzji o rozwodzie. A z tą córką co ma niby 22 lata i jest bardzo dziecinna to już pojechałeś na całego..
Ha, ha, ha..
Ależ tu każda osoba podaje ci rozsądne wyjścia z tej sytuacji, ale ty nie chcesz słuchać, bo nie przyszedłeś tu po rozwiązanie. Ty je już znasz i czekasz, aż ktoś przyzna ci rację mówiąc, żebyś wrócił do byłej żony, a zakochaną w tobie Bożenkę olał ciepłym moczem.
Zastanawiam się, po co w ogóle wchodziłeś w nową relację, skoro nie wyszedłeś jeszcze z małżeństwa. Nie piszesz "była żona", tylko "żona". Skoro wiedziałeś na początku nowego związku, że skrzywdzisz tą kobietę, to po cholerę się w niego pchałeś? De facto wykorzystałeś tą Bożenę z premedytacją. A teraz wbijasz jej nóż w serce w imię jakiejś totalnej bzdury pt. rodzina. Ty i była żona rodziną nie jesteście od 7 lat. Była nie jest gorliwą katoliczką, tylko zwykłą hipokrytką. Ty z kolei nie masz jaj, ale za to posiadasz ewidentne problemy psychiczne. Żadne z was nie kocha drugiego. Ona zachowuje się jak pies ogrodnika, a ty widocznie lubisz, jak się ciebie pierze po pysku i nad tobą dominuje. Uzależnienie emocjonalne w czystej postaci. Jesteście oboje z eks siebie warci. To się kwalifikuje na terapię! Ale oczywiście nie pójdziesz do żadnego terapeuty, bo ty nie chcesz sobie pomóc. Nie po to tu przyszedłeś
.
Nie sądziłem, że Bożena tak się zaangażuje, chciałem luźnej relacji na zasadzie przyjaźni, ja sam też miałem się nie angażować emocjonalnie (tak sobie obiecałem), niestety, życie pokazało co innego, bo odkryłem w Bożenie fantastyczną i dobra kobietę, którą jest dla mnie ważna, choć się bronię przed tym uczuciem i szczerze wolałbym, by mnie nie kochała, bo na cierpienie nie zasługuje. Nie tak to miało być na początku. Ze zwykłej przyjaźni rozwinęło się uczucie, gdy odkryliśmy, że świetnie się rozumiemy i potrafimy rozmawiać, jesteśmy sobie bliscy, to uczucie, którego miało nie być przyszło samo, po tym, jak zobaczyłem, że przy niej niczego mi nie brakuje i że jest kobietą, której życzyłbym każdemu facetowi. Przykro mi, że muszę wybierać, a w zasadzie to w sumie już wybrałem, ale to najcięższy wybór w moim życiu :-(
61 2014-05-06 01:09:47 Ostatnio edytowany przez Emilia (2014-05-06 01:11:53)
Najcięższy wybór w życiu? Zostawiać fantastyczną kobietę dla byłej żony, której nie kochasz, która nie kocha ciebie, która cię nie szanuje i być może wcale cię nie chce? Skoro eks nie daje ci żadnych sygnałów, że chce powrotu, to znaczy, że nie chce. Proste. Tylko ty sobie dorobiłeś jakąś dziwną, chorą teorię, że eks się zmieniła i że dla "dobra rodziny" (której de facto nie ma), tudzież dla kilku wspomnień miłych chwil warto się znowu zejść.
Żeby się zmienić trzeba być świadomym swoich błędów, chcieć zmiany i pracować nad sobą. A także szczerze porozmawiać i poprosić o przebaczenie. Twoja była tego nie zrobiła do tej pory w ciągu siedmiu długich lat. O czym to świadczy?
Powinieneś pomyśleć o terapii, zanim skrzywdzisz Bożenę i siebie samego jeszcze bardziej.
Edit: A z naszych postów wybierasz tylko te odpowiedzi, które są dla ciebie wygodne. Nie ustosunkowałeś się do moich słów o uzależnieniu emocjonalnym i potrzebie bycia dominowanym w życiu codziennym. Dlatego właśnie podejrzewam, że twoje problemy są urojone. Piszesz tylko o tym, o czym chcesz, niewygodną resztę olewając.
Najcięższy wybór w życiu? Zostawiać fantastyczną kobietę dla byłej żony, której nie kochasz, która nie kocha ciebie, która cię nie szanuje i być może wcale cię nie chce? Skoro eks nie daje ci żadnych sygnałów, że chce powrotu, to znaczy, że nie chce. Proste. Tylko ty sobie dorobiłeś jakąś dziwną, chorą teorię, że eks się zmieniła i że dla "dobra rodziny" (której de facto nie ma), tudzież dla kilku wspomnień miłych chwil warto się znowu zejść.
Żeby się zmienić trzeba być świadomym swoich błędów, chcieć zmiany i pracować nad sobą. A także szczerze porozmawiać i poprosić o przebaczenie. Twoja była tego nie zrobiła do tej pory w ciągu siedmiu długich lat. O czym to świadczy?
Powinieneś pomyśleć o terapii, zanim skrzywdzisz Bożenę i siebie samego jeszcze bardziej.Edit: A z naszych postów wybierasz tylko te odpowiedzi, które są dla ciebie wygodne. Nie ustosunkowałeś się do moich słów o uzależnieniu emocjonalnym i potrzebie bycia dominowanym w życiu codziennym. Dlatego właśnie podejrzewam, że twoje problemy są urojone. Piszesz tylko o tym, o czym chcesz, niewygodną resztę olewając.
O chęci jej powrotu świadczyć może to, że nieustannie chce ze mną czas spędzać, mnie zabiera na wakacje, do rodziny także i na weekendy. Jeździmy sami, bez córki, stąd moje przypuszczenia o chęci powrotu w związek, plus rady, o które pytała zaprzyjaźnionego księdza, dotyczące tego, jak ważna w życiu jest rodzina, a to chyba o czymś świadczy. Być może jestem uzalezniony psychicznie od niej, bo słyszę to już od 5 osoby, w tym ciągle od Bożeny, która mi sugeruje brak samodzielnego myslenia i bycie na każde skinienie. Być może tak jest, bo przez kilkanaście lat pełniłem taką rolę w małżeństwie, być może właśnie mam taki problem, choć ja osobiście tego nie czuję, inni mi to także sugerowali, więc może coś w tym jest, choć wydaje mi się, że potrafiłbym jej czasem powiedzieć "nie", ale nie robię tego, bo nigdy nie odczułem takiej potrzeby wewnętrznie.
Ale Adam my nie mówimy o roku, dwoch no nawet o 3 latach...
W tym czasie mozna sie ogarnac,przemyślec jak to wyglądało, pojsc ze 100 razy na terapie itd itd
Tu jest mowa o 7 latach.....7 latach rozumiesz ??????
Podczas których jezdziliscie sobie na wakacje, rozmawialiscie, robiles zakupy....Ale zero miłości,zero seksu,pewnie zero bliskości.
I ty na podstawie takich rzeczy chcesz wrócic do zony?
A przyszło ci do głowy ze jej jest dobrze? że jej jest tak wygodnie bo ma cie na pstrykniecie
Ty czekasz jak ona zaproponuje ci powrót, ale może ona nie chce twojego powrotu do domu, bo bez tego jej dajesz już wszystko
Nadomiar tego poznałes sobie fajna kobiete i co ? I zonka jednym słowem pogoniła ją..
A tak zapytam z ciekawosci jak juz padnie to sakramentalne "wroc do domu" to co wskoczycie od tak do łózka ?
Nie no nie wierze,że to co ty piszesz jest prawdą..
Nie wierze,że przez 7 lat czekasz na powrót do domu
I w dodatku nie kochając żony... To jakiś zart musi być
Jesteś trollem, albo psycholem, trzeciej możliwości nie ma...
Dobre
dawno się tak nie uśmiałem.
Post krótki, ale treściwy 
Przeczytałem uważnie cały wątek.
Po pierwsze nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki ( ja tego nie wymyśliłem
)
Po drugie, ludzie się nie zmieniają.
Zdradzacz zawsze będzie zdradzaczem, psychol zawsze będzie psycholem, damski bokser zawsze będzie damskim bokserem etc.
W tej całej historii podziwiam tylko Bożenkę.
Myślę, że to jest dobra i bardzo ciepła kobieta i tak się zastanawiam czy Adam na nią zasługuje.
Adam jest uzależniony od bż.
Dlatego Adamie, powiedz Bożence, że wracasz do żony bo lubisz być pomiatany, bity i poniżany.
Acha, ostatnio jak byłem u siebie na bazarku to sprzedawali jaja czy to nie były Twoje Adamie 