Sama nie wiem dokładnie, jak sprecyzować mój problem.
No więc jestem sobie samotną mamą. Pracującą, niezależną. Nie jest źle. Przyzwyczaiłam się do obecnej sytuacji, chwilami nawet myślę, że za bardzo. Ale że jednak myślę, że powinnam sobie jakoś ułożyć życie, że wiem, iż dziecko, które już niedługo wejdzie w wiek nastoletni, coraz mniej będzie potrzebować, no więc rozglądam się za kimś dla siebie.
Próby jakieś były, znajomości też. Jedną sama po części na własne życzenie zmarnowałam (różnica wieku), w drugim przypadku okazało się, że facet działał na dwa fronty (tzn. stworzył związek ze mną nie mówiąc mi o tym, że jest w związku z kimś innym i jeszcze autentycznie wściekał się na mnie, gdy zaczynałam coś zauważać, że coś jest nie halo), zerwałam z nim właśnie za tą agresję, o słuszności moich podejrzeń dowiedziałam się po jakichś 3 miesiącach od zakończenia znajomości (zadzwoniła do mniej jego dziewczyna). Trochę to podkopało we mnie wiarę w mężczyzn... wiarę, która i tak była na marnym poziomie.
No więc szukam sobie teraz. Rozmawiam. Kilku chciało się ze mną związać i to tak z marszu, ale jakoś coś mi w nich nie pasowało.
Nie chciałabym być z kimś tak na siłę, by kogoś mieć, na teraz. Chciałabym kogoś na długo (zawsze), chciałabym mieć poczucie, że to jest to. Więc sama nie wiem, czy przypadkiem nie wybrzydzam (bo np. wykształcenie mi nie pasuje, choć facet wydaje się być dobry)...
Ale żeby nie było tak kolorowo, to oczywiście też spotykam takich, którzy może i by mi pasowali, ale którzy raczej średnio są zainteresowani mną.
No więc znamy się ze 2 miesiące z takim jednym. Wydaje się być ok. Rozmawiamy czasem sobie przez net. Spotkaliśmy się dwa razy - raz w knajpie, raz na spacer. Zawsze z jego inicjatywy. Tyle że pomiędzy tymi spotkaniami długie, długie przerwy. Mówi, że zapracowany (fakt, zaczął nową pracę, ale bez przesady, tak naiwna to ja nie jestem), ja nie naciskam, w sumie odpuszczam, tylko czasem zagadam na necie, ale tylko czasem. To nie jest typ podrywacza, jest też po rozwodzie, nie ma dzieci. Zresztą podczas tych spotkań ani w rozmowach nie ma kompletnie żadnych seksualnych aluzji czy podtekstów. Nic. To mi się w sumie podoba. Wiem, że sporo mu we mnie odpowiada, często podkreśla, że mamy podobne spojrzenie, podobnie myślimy, i dodaje żartem, że nie może we mnie znaleźć wad. Więc w sumie nie wiem. Waha się, czy wejść ze mną w związek? Bada teren? Jest młodszy - 5 lat. Może to. Może to, że mam dziecko. Wiem, powinnam sobie go pewnie odpuścić.
Chyba niepotrzebnie zawracam sobie nim głowę...
Co sądzicie? ![]()