Witajcie Netkobiety. Jestem tutaj nowa i cieszę się, że mogę was poznać. Nigdy ze swoimi problemami nie dzieliłam się na forach internetowych, bo potrafiłam je jakoś rozwiązać. Tego problemu nie potrafię. To bardzo skomplikowana sytuacja, więc postaram się to w miarę jasno wytłumaczyć.
A więc przyjmijmy:
K - mój aktualny chłopak.
K2 - Ten drugi.
Z K. jesteśmy razem od 18 marca tego roku, a więc ponad miesiąc. Nie wiele. Mogę nie wiedzieć jakie problemy są w związkach z dłuższym stażem, owszem. Ale nie o tym... wszystko było dobrze, ale z czasem przestawałam czuć to, żyć tym, w ogóle myśleć o nim. Dochodzi do mnie teraz, że to mogło być zauroczenie. Poznaliśmy się na stronie internetowej fotka.pl. Po dwóch tygodniach pisania spotkaliśmy się i od razu byliśmy razem. To dla mnie nie komfortowa sytuacja, bo nawet go nie zdążyłam poznać. A jednak, teraz 'oblepia' mnie swoją miłością, podobno traktuje mnie poważnie, bardzo bardzo, baaaardzo mnie kocha... nie potrafi słowami opisać tak naprawdę tego uczucia, bo nigdy wcześniej tego nie czuł. Miałam to samo przez kilka dni, przeszło. To chłopak po wypadku samochodowym, na wózku. Dwa samochody, dobrze usytuowany. Mieszka ok 30 km ode mnie i jeździ do mnie praktycznie codziennie. Ale dla mnie równie dobrze mógłby nie mieć nic, gdybym była pewna jego to bym tego nie pisała. Pewna nie jestem, nie wiem co dalej. Problemem dla mnie jest również to, że jak się spotykamy to tylko się całujemy i przytulamy (w miarę możliwości), a tak naprawdę to nie mamy o czym rozmawiać..... Ja płaczę a on nie potrafi mnie pocieszyć.
Jest też K2. Poznaliśmy się w zeszłe wakacje, koleżanka znalazła go na 6obcy.pl, jakoś tak się zgadali i wszyscy pojechaliśmy pod namioty na dwa tygodnie. Nie będę opisywać szczegółów. To nie było typowe wakacyjne love story, bo byliśmy jak normalni koledzy, tylko zdarzyło nam się całować po upaleniu. Jednak on jest z Łodzi, a ja z Katowic. Dalej.. gdy on wyjeżdżał, wsiadł do pociągu a ja stałam i płakałam... on również. I tak przyłożył rękę do szyby, a ja to odwzajemniłam. Od tamtej pory dużo rozmawialiśmy przez telefon i od zeszłych wakacji praktycznie codziennie pisaliśmy. Był taki czas, że i miesiąc czy dwa nie mieliśmy kontaktu, bo się nie odzywałam. Ale bardzo za nim tęskniłam. Z K2 dobrze się dogaduję, czułam się bezpieczna, SZCZĘŚLIWA tak naprawdę. Śpiąc z nim pod jednym namiotem 1 na 1 czułam się dobrze, jak nigdy wcześniej. On mówi że mu na mnie zależy, że chciałby ze mną być. Że mnie nawet kocha... i ja czuję to samo, a kiedy pisze że zaraz zadzwoni, serce chce mi wyskoczyć z piersi. I tak za każdym razem, od roku. To nie mija.. Za dwa miesiące on ma przyjechać znów pod namioty i chce ze mną tak na poważnie porozmawiać. Bo choć wciąz o tym piszemy, oczywiste, że rozmowa twarzą w twarz powie mi więcej, a serce będzie pewne co począć.
Odległość K2 nie robi mi problemu, on chce dla mnie pod koniec roku przyjeżdżać co tydzień, bo będzie miał auto. Chce rzucić palenie papierosów i marihuany.. Chce, żebym z nim zamieszkała po skończeniu szkoły..
K nawet nie skończył szkoły i nie zamierza tego robić. Jeździ bez prawa jazdy.. (Niby lubię takie wariactwa, ale nie na stałe. Wolę osoby odpowiedzialne..) Prowadzi jak szalony, a ja udaję, że się nie boję.. Ciągle jest upalony, pali od wielu lat i nie podoba mi się to. Nie dogaduję się z nim no. Ogółem niby akceptuję to, że nigdy nie będzie już chodził.. a jednak nie jestem gotowa na to. Nie mogę robić z nim tego co lubię - Pływać, tańczyć.. itd.
Najgorsze, że już z nim zerwałam. Ale nie byłam przygotowana na takie emocje. Zawsze bardziej dbałam o szczęście innych i chociaż teraz staram się to zmieniać, to nie jest proste. On wtedy gdzieś pojechał, daleko i tak jeździł całą noc i cały dzień.. a ja to wycofałam bo czułam jak go krzywdzę i nie potrafiłam tego znieść. A potem dowiedziałam się, że on kupił narkotyki i już miał je wziąć. Nawet jeśli chcę z nim zerwać, to 'jego życie nie ma beze mnie sensu', jestem wszystkim, on beze mnie nie chce żyć, boję się że wpadnie w nałóg jeśli go zostawię. Że jadąc będzie wypadek i on zginie. Albo, że sam popełni samobójstwo. Przeze mnie. Dziewczyny, ja się boję. Zaczynam czuć, że to jest toksyczne. Ja pragnę takiego związku, w którym każdy z partnerów ma również własne życie, a nie uzależnia własne od czyjegoś. Błagam pomóżcie, nie potrafię już w tym związku wytrzymać, praktycznie nie śpię, chodzę ze łzami w oczach i udaję że wszystko jest w porządku, bo nie mam takiej osoby której mogę to wszystko szczerze powiedzieć...
To miało być krótkie. Ale cóż.. jak wszystko to wszystko.