Witam dziewczyny. Chcialam prosic was o wyrazenie opinii na temat tego watku.
Pisze tutaj bo powiem szczerze pomalu puszczaja wszystkim nerwy a nasza "jeszcze" rodzina to jedna wielka tykajaca bomba.
Ale do rzeczy.
Moja mlodsza siostra miala 21 lat jak wyszla za maz. Bajka wesele, rodzice super happy. To byl jej pierwszy mezczyzna. Po 4 latach zaczelo sie psuc miedzy moja siostra a jej mezem. Bylo wiele czynnikow. Mieszkali razem u jego rodziny w jednym domu. On mial tylko prace dorywcza i nigdy nie bylo dla niego wazne ile zarobi i co bedzie w przyszlosci z ich corka.Siostra chodzila do pracy zeby zarabiac na rodzine. On zamkniety na swiat, ona glodna zycia. To z moja siostra zaczal dopiero jezdzic na urlopy. Jemu to nigdy nie bylo potrzebne.
Potem monotonnosc zycia, kazde mialo inne plany na przyszlosc.On ze wzgledu na brak normalnej pracy popadal w tzw. zawieszki. Spanie do 11.00, browarek i te jego choroby nie potwierdzone przez lekarza.Siostra po 12 godzinnej zmianie w pracy wracala do domu w ktorym byl sajgon i musiala go jeszcze sprzatnac i ugotowac i poprac itd.
Potem w jej zyciu pojawili sie nowi znajomi.Do domu wracala za kare bo wiedziala co ja czeka. Chciala sie rozwiesc ale jej maz obiecywal poprawe itd.Tak 4 razy.No i pojawil sie inny mezczyzna. Niezalezny finansowo, przystojny, z planami na przyszlosc. Mieli duzo wspolnych tematow itd. Zakochali sie w sobie.Siostra rozwiodla sie.
A potem to juz bylo tylko gorzej. Nasz tato nie akceptuje jej rozwodu. Wyzywa ja od najgorszych bo rozwalila rodzine. Ona ma zakaz wstepu do naszego domu rodzinnego. A co najlepsze to ex ziec do moich rodzicow przyjezdza na kawke i pogaduszki.Bo ona taka kur.... bo go zdradzila. Co ludzie powiedza. Jaki to wstyd dla ojca. Ta sytuacja trwa do dzisiaj a raczej trwala. Dzisiaj oznajmilam rodzicom przez telefon (bo mieszkam za granica) ze zrywamy z siostra kontakt z nimi dopoki nie zaczna sie normalnie zachowywac. Stanelam po stronie siostry bo zostala sama ze tak powiem zdradzona przez rodzicow. Wiecie rodzice to ze starsi to nie znaczy ze maja zawsze racje. A ja tez jestem mama. I niewazne co moje dziecko w zyciu przeskrobie, bede zawsze po jego stronie. Bede chciala zeby bylo szczesliwe. A rozwod to naprawde nie koniec swiata. No i teraz mamy swieta. A oni siedza sami. Bez corek, bez wnukow. Moze ex ziec ich odwiedzi....
Gryzie mnie bardzo ze sie od nich odcielysmy. Bo za rodzicami poszly bysmy w ogien a tu takie cyrki.
Co wy na to? Moze ktos juz mial takie szopki?
Pozdrawiam